Żółć to pierwszy w Polsce debiut poetycki w formie komiksu literackiego. Tę książkę nie tylko poczujesz w żołądku, ale i zobaczysz. Łukasz Gamrot zabierze Cię w dziką podróż przez wyobraźnię szaleńca, która wywróci do góry nogami Twój świat i nie pozwoli zasnąć. Rozpalone ogniem obrazki rozpoczną Twoją terapię od wstrząsu, po którym zobaczysz, jaki jesteś naprawdę.
Żółć wypełniają doświadczenia pokolenia lat dziewięćdziesiątych: rozliczane latami traumy dzieciństwa i lęki okresu dojrzewania, sny o ucieczce za granicę i kolejne małe śmierci w Polsce, raz za razem pękające serce.
Żółć nie bierze jeńców. To odpowiedź na pytanie, czy mniej przystępna literatura może trafić do szerszej publiczności, która zwykle nie sięga po wiersze. Może. Stawką w tej grze jest wyjście ze strefy komfortu. Odważysz się?
Nie trafiły w moją wrażliwość, większość utworów niezbyt mi się podobała, tak samo rysunki. Niektóre faktycznie ciekawe i skłaniające do refleksji. Na pewno forma wymaga powrotu do tego tomu, ale nie wiem, czy czuję się aż tak zaintrygowana, aby wrócić do tego świata. Posłowie na pewno pomocne w interpretacji, ciekawa jestem reszty twórczości autora - może coś jeszcze wyda.
Ciężko mi ocenić ponieważ znawcą poezji to nie jestem. Również jest to mój pierwszy kontakt z komiksem. Czy to nie zbyt duży skok na głęboką wodę? Tyle nowego? 😅 Nie wiem. Też ciężko było mi tu ocenić obiektywnie. Zastanawiałem się dłuższy czas. Ale wiem, że coś w tym jest. Bardzo mi się podobało. Nie wiem czy sama konwencja artystyczna czy inne niuanse ale szczerze polecam. Wiem jedno na pewno - chce więcej ! A jak mi się naprawdę podobało to dam 5 ⭐⭐⭐⭐⭐
Eksperymentalne połączenie wierszy z komiksem. Ładnie wydana, kolorowa książka, której lektura nie sprawiła mi przyjemności. Nie przemawiała do mnie ta poezja, nie widzę poezji w opisywanych scenach, rozminęłam się z autorem. To książka dla osób o innej wrażliwości.
Ta książka w ogóle przeszłaby bez zauważenia jakby to był tylk okomiks albo tylko wiersze albo gdyby nie była tym czy jest, ale szczerze nie mam pojęcia czym jest. Wiem tylko, że zostaje w myślach i trudno ją porzucić. No ja wracałam dwa razy. Czekam na kolejną książkę, bo to będzie sprawdzian dla autora.
Nie czytam poezji albo inaczej: nie czytałem wcześniej, ale trafiłem na wywiad z autorem i mnie przekonał, żeby spróbować. I muszę przyznać rację, że miał rację. Trudno mi teraz powiedzieć czy gdyby nie ilustracje, to też bym tak dobrze zrozumiał co pisarz miał na myśli. Super się to skleiło w całość, no i książka jest pięknie wydana. Pomysł z niewykorzystanymi okładkami bardzo dobry. Szczerze polecam.
Nie wiem co napisać. Mocna jest ta książka i ciekawi mnie ile z tego to fikcja, a ile faktycznie przeżycia autora, bo te tematy z ojcem są grube. Raczej nie zabierajcie tego ze sobą na wakacje ani do pociągu - wymaga skupienia. :D
Bardzo ciekawa koncepcja, pięknie wydana i przemyślana. Większość wierszy dobra, ale parę bardzo dobrych, a nawet uderzających swoją szorstka perfekcja. Zwłaszcza finał wbił się we mnie i na długo ze mną zostanie. Mam skojarzenie, że Łukasz Gamrot może być Bursa naszego pokolenia. Co do rysunków - nie zawsze do mnie koncepcja graficzna przemawiała. Podoba mi się kreska, kolory dobrze korespondujące z wierszami, ale nie zawsze zagrały razem z wersami. Ale znów, są przypadki że ich genialna prostota wzmocniła wymowę wiersza. Polecam.
Zrobione. Przeczytane. I czuję się jak po przerzuceniu sterty drewna. To była bardzo ciężka podróż, ale na pewno warta poświęconego zaangażowania. Pięknie wydana książka, a środek nie daje o sobie zapomnieć.
Wjechał pakiecik komiksowy od Artrage i nie mogło być zawodu. Żółć dała radę i przyznaję, że mnie bardzo zaskoczyła. ilustrator zrobił kawał dobrej roboty. Szkoda, że nie ma nazwiska na okładce.
Chciało mi się. Chciało mi się wystawić ocenę w każdym serwisie, w którym można, bo sądzę, że ta książka może zmienić myślenie o poezji. Ja od liceum nie sięgałam po taką literaturę. I dopiero teraz zrozumiałam, że mogłam dużo stracić. Świetnie, boleśnie napisane, dociera do głębokich pokładów świadomości. Ja czasami zaciskałam oczy i chciałam przestać, ale czytałam dalej. I ostatni poemat podsumował dla mnie to wszystko co czułam o sobie i swoim pokoleniu. Nie mamy już nic do odkrycia i powoli umieramy. Cieszę się, że ktoś to nazwał. Bardzo polecam!