Od Stalowej Woli po Słupsk: Dawid Krawczyk podąża śladem trzech kampanii wyborczych, by odkryć, jak wygląda prawdziwa rozpolitykowana Polska. Zjada kilogramy grillowanej kiełbasy, zapija je słodkimi napojami sokopodobnymi, jednym uchem słucha polityków, a drugim chwyta, co mówią ludzie w kolejkach do grilla, na wiejskich dożynkach, w eleganckich salach konferencyjnych. Obserwuje też tych, których omijają światła reflektorów, a bez których nie byłoby kampanii – sztabowców, szefów biur prasowych, ochroniarzy. Rozmawia z dziennikarzami.
Jednak sielska atmosfera festynu skrywa głęboki mrok. Aby wygrać wybory, trzeba wskazać wroga, trzeba kogoś napiętnować i kogoś upodlić. Cynizm polityków trafia na podatny grunt powszechnych uprzedzeń. To historia, która dzieje się na naszych oczach.
Autor książki „Cyrk polski”, dziennikarz, absolwent filozofii i filologii angielskiej na Uniwersytecie Wrocławskim. Od 2011 roku stale współpracuje z „Krytyką Polityczną”, m.in. jako redaktor portalu. Obecnie publikuje w „Krytyce” reportaże i redaguje dział „Narkopolityka”, poświęcony krajowej i międzynarodowej polityce narkotykowej. Jest dziennikarzem „Gazety Stołecznej”, warszawskiego dodatku do „Gazety Wyborczej”. Pracuje jako tłumacz i producent dla zagranicznych stacji telewizyjnych. Współtworzył reportaże telewizyjne m.in. dla stacji BBC, Al Jazeera English, Euronews. Mieszka w Warszawie, amatorsko trenuje boks i wspina się.
Nie wiem po co tę zbieraninę schematów, stereotypów i klasycznego, polskiego wyobrażenia o reportażu, czyli pojadę gdzieś, pogadam a potem bezrefleksyjnie opiszę (oh tak, to pewnie czytelnik jakiś słaby bo sam wniosków nie umie wyciągnąć) wydano.
Nudne, płytkie, powtarzalne i napisane słabym językiem. Bo wiecie, wyborcy PIS to żrą te kiełbasy na festynach bo są za darmo, a wyborcy PO to tacy fajnopolacy w drogich butach, spędzający wakajki na greckiej plaży, lewaki nic nie rozumieją, konfederaci to pryszczate kuce, a Hołownia to przedmurze PO. Huehue. Niziny analitycznego myślenia i przykład dziennikarskiego cyrku polskiego.
I zanim zaczną się te pochwały, że Polska właśnie taka jest, że złoto, że coś tam i coś tam, to ja pośmieję się wraz z Żorżem Ponimirskim.
Stracony czas.
Edit, bo książkę przeczytał też mój 87 letni przyszywany dziadek, z którym to miałam ciekawą rozmowę pt. PO CO? Dziadek Kazik stwierdził, że przecież średnio zainteresowany ktoś kto ma Internet i zdarzyło mu się obejrzeć wiadomości/fakty już TO co zostało opisane w książce WIE.
пам'ятаєте, як трамп використав під час раллі «hallelujah» без дозволу — і попри невдоволення — спадкоємців коена? у поляків хуцпа ще відчайдушніша: у кампанії 2020 року анджея дуду теж супроводжувала ця мелодія, але з польським текстом, і замість «hallelujah» у приспіві лунало «andrzej duda». і ніякої самоіронії. дуже сподіваюся, суто з огляду на психічне здоров'я коенових спадкоємців, що ніхто з них цього не чув.
(а своєї психіки мені не шкода, то я погуглила. і це навіть краще, ніж можна було уявити: натовп підспівує і махає ліхтариками, а за спиною в дуди тягнеться священницька процесія. ja pierdolę).
давід кравчик вирушає в передвиборчі тури польських партій (до виборів у європарламент 2019 року) і кандидатів у президенти (до виборів 2020 року), щоб подивитися, чим живуть виборці, насамперед «права і справедливості», бо їх усе-таки статистично найбільше і їхні голоси визначили обличчя польщі. це смішна книжка, повна брутального кітчу; грішать ним не тільки праві, але все одно нікому не дорівнятися до музичного супроводу дуди. а водночас це нестерпно сумна книжка про те, як легко маніпулювати страхами й огидою, надто якщо в тебе є кишеньковий конституційний суд, підвладне телебачення і який-небудь офірний агнець, у бік якого можна каналізувати суспільні тривоги, невдоволення й банальну ненависть. одне слово, нічого нового.
особливо цинічно боротьба з геями і представниками гендерної ідеології (хай що воно таке) за моральну чистоту польських дітей виглядає на тлі боротьби з тими, хто вголос говорить про сексуальне насильство над дітьми в польській церкві, але це, вочевидь, другоє.
– Dlaczego właściwie państwo zasłaniają te dzieciaki? – pytam. – Jak to: dlaczego? Przecież to są ohydne hasła – mówi kobieta. – Tam jest napisane: „Jestem człowiekiem”. Co w tym ohydnego? – dociekam. – Ohydne, bo tęczowe.
Kampanie wyborcze od kulis! Dawid Krawczyk spędził prawie dwa lata uczestnicząc i obserwując zachowania pretendujących do urzędów, ich sztabów wyborczych i samych wyborców a efektami swojej reporterskiej pracy dzieli się - bez cenzury i do pewnego stopnia zachowując dziennikarski dystans - na łamach tej książki.
Jeśli myślicie, że obserwowane przez szkiełka telewizyjne absurdy polskiej polityki to już szczyt wszystkiego, czym mogą nas zaskoczyć nasi drodzy parlamentarzyści, posłowie i oficjele dzierżący i startujący do urzędów, oraz że mentalność pewnych warstw polskiego społeczeństwa nie skrywa już przed Wami żadnych tajemnic i graniczących z abstrakcją zachowań i postaw... Cóż, po lekturze tej książki otworzycie oczy ze zdumienia i poczujecie się, jakbyście własnie wrócili z jakiejś groteskowo pokręconej alternatywnej rzeczywistości.
Książka napisana z gorzkim humorem, o czymś, co powinno nie mieć racji bytu i śmieszyć a jest czymś przeraźliwie niepokojącym, bo prawdziwym. Bareja wiecznie żywy... Polecam!
Szumne zapowiedzi były jedynie szumnymi zapowiedziami. Spodziewałem się pogłębionej analizy, a dostałem kompilację faktów opisanych już wcześniej przez innych dziennikarzy. Gdzieś na twitterze mignęło mi, że dzięki tej książce zrozumiem dlaczego Polacy głosują na PIS – nie potrzebowałem tej książki aby to zrozumieć. Był potencjał lecz go zmarnowano.
Trudno mi wyobrazić sobie nudniejsze i bardziej krindżowe doświadczenie niż uczestnictwo w kampanii wyborczej w tzw terenie. Bałam się też trochę estetyki gonzo, która nie bierze jeńców, a także powrotu do tego, co przez ten czas kampanijny 2019-2020 było moją codziennością jako aktywistki: do wylewającego się oceanu hejtu na osoby LGBT. Wciągnęłam jednak Cyrk Polski w jeden ranek i popołudnie, dając się porwać tej karuzeli. Ok, są tu ociekające tłuszczem kiełbasy, rubaszni mężczyźni popijający bimber, rechoczący z dowcipów fallicznych w rytm Bayer Fulla. Jest przaśność i Polska, jest gonzo i uszczypliwości, są portrety malowane grubą kreską i bezlitosne oko autora. Ale jest też obrazek cyrku, w jaki zamienia się festiwal demokracji, objazdowego teatrzyku, gdzie trzeba schować siebie prawdziwą i nieustannie sztucznie się uśmiechać. Z kamienną twarzą wysłuchać tych, co wiedzą najlepiej, nie pokazać irytacji, wyższości, pogardy.
Ja najbardziej jestem wdzięczna za obserwacje obrzydliwej wyborczej retoryki dotyczącej praw osób LGBT. Krawczyk pokazuje jak cynicznie i świadomie wykorzystano osoby LGBT jako wroga, przeciwko któremu można zmobilizować wyborców. Całkowity brak odpowiedzialności za słowa kandydata na prezydenta zestawiony zostaje z tym, co dzieje się na obrzeżach wiecu: obelgami kierowanymi do osób z tęczową flagą, atakami fizycznymi. Przemoc słów, klucz do wygranej, kończy się przemocą realną,. Tylko że kandydat zaraz odjedzie, do następnej gminy i następnego powiatu, znów czyniąc z siebie rycerza w walce o rodzinę.
To tylko kilka stron, ale można też prześledzić w jaki sposób o prawach osób LGBT mówił Trzaskowski: a raczej nie mówił wcale i celowo tematu unikał. W walce o prezydenturę ważniejsze było nikogo do siebie nie zrazić, niż realnie opowiedzieć się za prawami człowieka. Mógł sobie na to pozwolic: w końcu nie było alternatywy.
Nie do końca wiem czy ta opowieść faktycznie stanie się uniwersalnym obrazem, do którego będzie można wrócić za kilka lat, w innych realiach politycznych, i nie mieć wrażenia dezaktualizacji. Chciałabym, żeby kiedyś można było to czytać jako przestrogę przed sięganiem po mowę nienawiści. Zobaczymy
Jeśli potrzebujesz dodatkowej deski do zbudowania antypisowskiego płotu - oto deska. Jeśli od reportażu oczekujesz poszerzenia perspektywy zamiast pełnego drzazg „tap tap on the shoulder”, odpuść sobie Miła/Miły. Sama odpuściłam, po 70 stronach.
Cyrk polski, to jest ta książka. Rozumiem, że ma mało sensu i jest totalnie wyrywkowym zbiorem wypowiedzi i wydarzeń politycznych, żeby oddać to, jaka jest polska scena polityczna? NICZEGO się nowego z niej nie dowiedziałam, a mieszkam poza Polską ponad dekadę i śledzę, co się dzieje o tyle, o ile. Jakaś totalna bezsensowna papka oparta na stereotypach, zero analizy, zero głębszych treści. Czy coś się wydawnictwo Czarnemu na mózg rzuciło, żeby to wydać? Jestem zbulwersowana perfidną kradzieżą mojego czasu na tej planecie!
Nie wiem, dlaczego niektórzy narzekają na „płytkość”. Reportaż to nie diagnoza. A to jest dobry reportaż: ciekawie skadrowany, niebanalnie oświetlony obrazek. Przeczytałem na raz i nie żałuję zarwanej nocy. Nie widzę w tej książce darcia łacha z „prowincji”, moim zdaniem pretensjonalność i ubóstwo umysłowe centrolewicowego elektoratu są bardziej widoczne. Ale może poza moim centrolewicowym bąbelkiem wygląda to inaczej. No i smutne wnioski są takie, że z fundamentalistycznego autorytaryzmu religijnego nie wygrzebiemy się jeszcze przez długie lata.
A tak w ogóle to kto się w Polsce urodził, ten się w cyrku nie śmieje.
Po pierwsze: to naprawdę dobra książka. Choć opisuje straszną polską rzeczywistość i sprawia, że na usta jeszcze bardziej pcha mi się ***** *** i jeszcze bardziej uświadamiam sobie ze **** to w sumie nie tylko ***, to czytałam ją z jakąś taka dziwną przyjemnością, a nawet się niejednokrotnie zaśmiałam. Tytuł idealnie oddaje treść oraz moje uczucia po przeczytaniu. A po drugie: autorem jest kolega z liceum, jestem z niego dumna - gratulacje Dawid!!!
Ja nie mam szczęścia do reporterzy. Kolejny, który nie wniósł zupełnie nic w moje życie. Nudny, przesiąknięty żenującymi żartami. Miałam nadzieję, że dowiem się nowych rzeczy, jeszcze bardziej zaciekawię się polityką..a wynudziłam się jak nigdy. Polecam dla osób, które są zielone w tym temacie i lubią słuchać sterotypów. Dla mnie to była strata czasu.
„Na wieczorze wyborczym kończącym kampanię prezydencką jakiś facet pokazał mi kij przygotowany "na tych LGBT" - na wypadek gdyby przegrał Andrzej Duda.”
3,5/5, ⭐ Szczerze mówiąc dobrze bawiłam się podczas czytania tego reportażu. Przyjemnie czyta się kolejne rozdziały o wyborach, których byliśmy świadkami w ubiegłych latach. Nie jest to odkrywcza książka, szczególnie dla osób interesujących się polityką. O tych rzeczach było wiadomo od dawna, no może oprócz jednej rzeczy, a mianowicie o rodzaju kiełbasy serwowanej przez PiS 😂 Pomimo wszystko oceniam ten reportaż na plus, nic przełomowego, ale bardzo szybko się go czyta.
Wbrew szumnym zapowiedziom - nic odkrywczego o sytuacji społeczno-politycznej nie znalazłam. Prawdę mówiąc jestem zaskoczona wstępem, w którym autor zarzuca innym dziennikarzom relacje zza biurka, ponieważ w tej książce nie ma nic, czego już by gdzieś ktoś nie opisał. Język wartki, dla zabicia czasu można poczytać.
- Dlaczego właściwie państwo zasłaniają te dzieciaki? - pytam. - Jak to dlaczego? Przecież to są ohydne hasła - mówi kobieta. - Tam jest napisane: "Jestem człowiekiem". Co w tym ohydnego? - dociekam. - Ohydne, bo tęczowe.
Czyli kwintesencja naszego społeczeństwa po ostatnich wyborach. Nie da się ukryć, że tytuł tego reportażu jest bardzo adekwatny. Oczywiście, znajdziemy tu dużo więcej tematów i wątków niż tylko ten dotyczący LGBTQ i powszechnej homofobii, ale trzeba przyznać, że w ostatnim czasie odgrywały one na polskiej scenie politycznej ogromną rolę, dlatego pozwoliłam sobie przytoczyć akurat taki fragment.
Dawid Krawczyk w "Cyrku polskim" przedstawia obserwacje, jakich dokonał podczas trzech kampanii wyborczych, które rozgrywały się w 2019 i 2020 roku: wyborów do Parlamentu Europejskiego, wyborów parlamentarnych i w końcu prezydenckich. W tym czasie Krawczyk odwiedzał wiece, podróżował busami polityków, słuchał ich przemówień, ale przede wszystkim rozmawiał ze zwykłymi ludźmi - z wyborcami. Pytał, co motywuje ich do głosowania na poszczególnych kandydatów, słuchał ich historii, obserwował, jak w naszym społeczeństwie dochodzi do coraz bardziej wyraźnego podziału na "my" i "oni".
Autor bardzo sprawnie operuje piórem, bawi się językiem, a jego komentarze są niesamowicie błyskotliwe. Momentami uderza nawet w trochę poetycko-metaforyczne tony, ale nie w pretensjonalny sposób. Z drugiej strony nie boi się cytować i używać przekleństw, czy też kolokwialnie pisać o "darciu ryja" (kocham).
"Cyrk polski" to więc reportaż dobrze napisany i ciekawy, ale... niezaskakujący. Szczerze, spodziewałam się po nim czegoś więcej, czegoś, co poszerzy moje horyzonty, pomoże zrozumieć, dlaczego wyborcy podejmują takie, a nie inne decyzje (w bardziej dogłębny sposób, niż ten, do którego doszłam już sama). Myślałam, że całość będzie mocniejsza, bardziej... może nie kontrowersyjna, ale zapadająca w pamięć. Moje odczucia mogą co prawda wynikać z faktu, że opisane w "Cyrku" wydarzenia są jeszcze świeże w naszej pamięci (nawet jeśli nie interesujemy się polityką na co dzień), ale ostatecznie reportaż zupełnie nic nie zmienił w moim życiu.
Oczywiście, oceny tej książki będą się diametralnie różnić - głównie ze względu na polityczne przekonania czytelników. Przeczytamy tu o Koalicji i Trzaskowskim, i Kidawie-Błońskiej, o Biedroniu i Wiośnie, trochę o Kosiniaku-Kamyszu i odrobinę o Konfederacji, jednak najwięcej czasu antenowego zdecydowanie otrzymują kampanie i wyborcy PiSu. Krawczyk nie jest szczególnie łaskawy dla żadnego kandydata czy partii, ale wciąż widać dla kogo pozostaje łaskawy najmniej.
Uśmiechnięte i sfotoszopowane twarze polityków na plakatach i billboardach prześladują nas najczęściej podczas kampanii wyborczych i potem jeszcze przez kolejne miesiące. Przeważnie są podarte, mają dorysowane wąsy, są opisane wulgaryzmami - tak właśnie polityka wkracza w naszą przestrzeń.
Obojętnie, które poglądy są nam bliskie - chcąc nie chcąc - nie unikniemy kontaktu z kampaniami wyborczymi.
Młody dziennikarz chce zrozumieć czym partie polityczne kuszą i dlaczego PiS nadal jest liderem sondaży. Chce poznać opinie wyborców - rusza w Polskę razem z politykami-liderami poszczególnych ugrupowań. Przygląda się reakcjom ludzi i próbuje uzyskać od nich odpowiedź na wiele pytań.
Od początku wiemy, że Dawid Krawczyk jest przeciwko partii aktualnie rządzącej, ale nie oznacza to, że inne partie gloryfikuje. Mamy reportaż bardzo spójny - kolejne kampanie wyborcze pozwalają przyjrzeć się temu jak wszystko jest wyreżyserowane, jak manipuluje się wypowiedziami, jak sztucznym tworem są spotkania z wyborcami.
Byłam świadoma, że polityka to bardzo nieczysta gra, że manipulacja nastawiona jest, by uzyskać sukces wyborczy. Ale wydawało mi się, że ludzie swoje poglądy opierają na wiedzy o programach różnych partii, na porównywaniu poglądów, na konfrontacji stanowisk w ważnych dla siebie sprawach. I okazało się, że byłam bardzo naiwna.
Ludzie bowiem oglądają TVP i na tej podstawie kształtują swoje poglądy. Chodzą na wiece, festyny, pikniki, dożynki i za darmową kiełbasę przyjmują bezkrytycznie słowa polityka, którego partia jest organizatorem.
Nie jest to reportaż, który odkrywa coś nowego - wiele tematów było wcześniej poruszanych w mediach, ale mimo to czyta się z zaciekawieniem.
Istny cyrk! To jak obraz z krzywego zwierciadła. Obłuda i absurd - mijają się ze sobą w tym lekko cynicznym i ironicznym reportażu.
Myśle, że reportaż może spodobać się tym, którzy stronią od polityki, bo mamy tu przy okazji obraz nas samych. Niestety, to rozczarowujący obraz.
Reporterska podróż śladami politycznych kampanii lat 2019/2020 w Polsce. Próba przybliżenia tego czego mniej lub bardziej doświadczamy na codzień, czyli żyjących obok siebie dwóch wrogich plemion, z własnymi narracjami, rytuałami i fobiami. Jest trochę o politycznej kuchni, trochę o potędze fake newsowej narracji medialnej, trochę o nowotworze politycznych podziałów zjadającym rodziny, znajomości i małe społeczności. Brak, lub śladowe ilości jakichkolwiek prób szukania porozumienia, wspólnotowości, czy kompromisów. Sytuacja, z którą chyba wartałoby się pogodzić w czasach pokoju i prosperity i nie tracić życia na próbę zasypywania podziałów, na których zbudowano medialne imperia, polityczne narracje i publiczne kariery. Co jednak, jeśli czasy nie są codzienne? Jeśli historia nie skończyła się w 90 roku, a jej wiatr wieje coraz silniej? Czy skłóceni będziemy potrafili przeciwstawić się światowym megatrendom i sprawnie nawigować naszym niewielkim i dziurawym statkiem po wzburzonym geopolitycznym oceanie? Powyższe refleksje to już moje 3 grosze. Dawid Krawczyk ich nie zadaje i na nie nie odpowiada. Mimo wszystko reportaż jest ciekawy i warto docenić wysokiej jakości warsztat tej pracy. W opisanej wyżej rzeczywistości nie jest łatwo wysilić się na obiektywizm i neutralne spojrzenie. Odnoszę wrażenie, że tym razem się udało. Polecam.
Nie dość, że wszystko jest tu płaskie, bo język autora sprowadza się do krótkich, bezbarwnych zdań i wielokrotnego powtarzania tych samych sprawdzonych porównań, to dodatkowo przez "Cyrk polski" wydobywa się pewien fajnopisarski żulczykowy ton pełen bezpośredniości w swobodnym używaniu wulgaryzmów, mowy potocznej oraz stereotypowym nacechowaniu kolejnych osób i grup, którym Krawczyk się przygląda. Tyle tylko, że Żulczyk tworzy fikcję, a nie jest reportażystą mającym ukazać prawdziwe oblicza polityków i ich wyborców.
I oczywiście ocena obranego stylu to sprawa czytelniczego gustu, jednak to, jak "Cyrk polski" jest napisany, nierozerwalne jest z tym, co prezentuje treść. A ta to w dużej mierze zbieranina stereotypów oraz przejaskrawień w zachowaniach i wypowiedziach, które wpisują się w utrwalany w przestrzeni medialnej obraz poszczególnych grup wyborców. Częściowo zgodny z rzeczywistością, ale jednocześnie niemający naruszać tego myślowego status quo o postawach zwolenników tej czy innej partii.
Jeśli więc Krawczyk jest czegoś winny, to absolutnego braku jakiekolwiek analizy oraz zagłębienia się w to, jak polska polityka i polski wyborca wyglądają naprawdę. To, co zostało tu opisane, to jedynie krótkie i niepełne streszczenie kampanii sprzed kilku lat. Być może jakoś ciekawe z perspektywy czasu i możliwości przypominania sobie tych wszystkich absurdalnych wydarzeń. Ale ostatecznie niemal bezwartościowe.
DNF 25% - więcej nie mogę, nie jestem w stanie. Co to w zasadzie jest za książka? Bo na pewno nie reportaż. Mam wrażenie, że miałam do czynienia ze zbitkiem truizmów i stereotypów z domieszką subiektywnych i trywialnych diagnoz, których dokonuje sam autor. "Żuliki"? "Jaśniepaństwo"? Jak można tak nazywać kogokolwiek z bohaterów reportażu? Jak można kogokolwiek aż tak oceniać i podać to w takiej formie odbiorcom? Czytelnik nie może tutaj sam zinterpretować rzeczywiści, bo wszystko ma wyłożone na tacy z wyraźnym nacechowaniem, która z opcji jest lepsza, a która gorsza. To nie jest uwypuklenie przywar i podkreślenie różnicy między wyborcami, ale zwyczajny brak kultury i dobrego warsztatu dziennikarskiego. Jestem zażenowana, przewertowałam do końca, ale od początku do ostatniej strony, znajdziemy ten sam bełkot bez analizy naukowej. I choć autor może i z zawodu jest dziennikarzem, to na pewno nie jest ekspertem z zakresu socjologii politycznej. Zadaję sobie również pytanie: po co powstał ten reportaż? Nie jest to nic odkrywczego. Przeciętny_a Polak_ka interesujący_a się sceną polityczną jest w stanie sam_a wyciągnąć podobne wnioski, pozostając przy tym bardziej racjonalny. Dobry reportaż tak nie wygląda. Kurtyna.
W reportażach doceniam przerzucenie mnie w miejsca d, których w normalnych warunkach bym nie trafił, czasami do miejsc o których nawet bym nie pomyślał, tutaj tak nie jest. Doceniam reporterskie poświęcenie autora, ale książka nie jest w żaden sposób wartościowa, dla takiego czytelnika jak ja. Ciężko też uchwycić, co tak naprawdę autor chce nam pokazać. Bo jeśli, to, że wiece wyborcze, to cyrki, to absolutnie nie trzeba tego udowadniać, zwłaszcza w momencie gdy słuchałem tej książki, czyli na 2 tygodnie przed kolejnymi wyborami. Są tutaj fragmenty, które wymagały większego zainteresowania (starszy człowiek rozbierający nastolatkę), które pokazują jeszcze inną stronę tych spektakli politycznych, tą nie śmieszną, tą obrzydliwą. Tak dostaliśmy reportaż starający się być tym dowcipnym i śmiesznym. Ja się nie śmiałem, bo też nie ma z czego. Ale i nie ma tutaj też nic, z czego bym nie zdawał sobie sprawy.
Nie jest to na pewno pozycja dla osób, które chcą dostać odpowiedź dlaczego PiS ma takie poparcie jakie ma. Bo w tym reportażu, mam wrażenie, że autor nawet nie chce odpowiadać na to pytanie, chociaż ze wstępu wynikało, że właśnie po to jest ta książka. Czytając wcześniej recenzje tej pozycji dużo ludzi zwracało uwagę na "wielkomiejskość" i rzekome wywyższanie się autora. Jestem wyczulona na tym punkcie, ale przyznam, że nie zauważyłam tego. Myślę, że takie wrażenie tworzy poczucie humoru autora, który często opisuje nadarzające się sytuacje w ironiczny sposób i faktycznie może to tak wyglądać, tak jakby uważał się za lepszego. Ale przyznam się do tego że, przez całe prawie 250 stron bardzo się śmiałam i to jest największy plus tej książki, ale jednak miał być to reportaż o polityce a nie osobisty stand-up. Ale ogromnie doceniam za świetny humor.
Bardzo dobry reportaż - przede wszystkim zbiór obrazów i obserwacji wyrażonych świeżym stylem i językiem. Absolutnie nie znajduję tu żadnej tendencyjności czy pogardy dla kogokolwiek. A fakt, że takie zarzuty się pojawiają, zdaje mi się świadczyć właśnie o owym przerażającym braku dystansu wielu Polek i Polaków, który nakręca ten cały cyrk polski. Autor ewidentnie podchodzi do wszystkich swoich rozmówców z otwartością i życzliwością - w zamian dostaje przeważnie to samo, ale niestety doprawione tym lękiem i podejrzeniem, że każdy z przeciwnego obozu to tylko chce wyśmiać, wzgardzić, a porozumienie jest niemożliwe.
I moim zdaniem uprzedzenia wielu czytelników tej książki to dokładnie to samo zjawisko. To doszukiwanie się pogardy, arogancji, prób dowalenia drugiej stronie - tam, gdzie jest tylko reportaż - oto cyrk polski.
Równie dobrze można przeczytać kolejny tekst z "Wyborczej" albo Onetu o "pińćsetplusach" z nadwagą, co to w przerwach między nicnierobieniem na zasiłku idą oklaskiwać polityków PiS na wiecu w zapadłej dziurze. Kilka podrozdziałów w "Cyrku Polskim" Dawid Krawczyk poświęcił też PO, PSL-owi, Lewicy i Hołowni (plus jeden Konfederacji), ale to raczej tak dla zwykłego picu, aby móc potem bronić się, że jednak pisał różne obozy polityczne. Zresztą zaleciłbym autorowi poczytać trochę więcej jakiejś literatury beletrystycznej, bo kawałki o wyborach PiS wysyłających LGBT do gazu wyszły mu tak sztuczne, że aż zawstydził wciąż stojącą w moim pokoju sztuczną choinkę.
A, i czytelnik musi być gotowy na wątki o wspomnianym LGBT i homoseksualistach, bo to najwyraźniej najważniejsza dla Krawczyka sprawa w całym złożonym życiu społeczno-politycznym kraju.