Misterna mozaika postaci, miejsc i zdarzeń. Zaskakujący splot ludzkich losów, których tylko z pozoru nic nie łączy. I ON – zjadacz czerni. I tajemnicze 8.
A o czym jest ta powieść? Nie chcemy zdradzać zbyt wiele...
W Zjadaczu czerni 8 historie bohaterów łączą się we wzór, który dla nich pozostaje nierozpoznany, a mimo to ma sens, jak wiele sytuacji, miejsc i zdarzeń w naszym życiu. Miłość nie jest jednowymiarowa, określona i zamknięta w ramie. Nie sprowadza się tylko do tęskniących za czułym dotykiem kochanków. Jest szansą na człowieczeństwo, mimo wszystko i na przekór. I jeśli podejmiemy próbę zrozumienia drugiego człowieka, może zdarzyć się cud.
I o tym jest ta poruszająca powieść. O tęsknocie, nadziei i głębokim sensie przypadków, za które nie zawsze jesteśmy wdzięczni losowi.
Urodziła się w lipcu 1957 roku w Krotoszynie. Obecnie mieszka pod Warszawą z córką, kotami i psem. Zanim zajęła się literaturą pracowała m. in. jako salowa, korektorka, aktorka, dyrektor składu celnego, a nawet jako konsultantka w biurze matrymonialnym. Pracowała też jako specjalista ds. szkoleń w fundacjach demokracji lokalnej oraz jako pomoc cukiernika. Jej sztuka „Kot mi schudł” otrzymały po cztery nagrody na konkursie dramaturgicznym Tespis 2000, a „Kot mi schudł” w 2001 zdobył Grand Prix pierwszego Krajowego Festiwalu Słuchowisk Polskiego Radia i Teatru Telewizji w Sopocie w kategorii spektakli radiowych. Jest laureatką wielu nagród, m.in. nagrody „AS” EMPiK-u w 2001 i 2002 roku oraz nagrody wydawniczej „IKAR” w 2001. W 2002 r. wspólnie z Andrzejem Wisniewskim wydała książkę "Związki i rozwiązki miłosne". Już bardziej prywatnie boi się wojującego feminizmu i jest przeciwna stawianiu przy garach faceta, który nie lubi i nie umie gotować. Wolałaby, żeby poszedł do szopy naprawiać rower.
Ukochana książka Grocholi to Mistrz i Małgorzata, a ideałem mężczyzny jest Mistrz.
Na książkę zwróciłam uwagę ze względu na jej intrygujący tytuł. Po przeczytaniu niejednoznacznego, osobliwego opisu umiejscowionego na tyle okładki wiedziałam, że muszę się zapoznać z fabułą książki. Można powiedzieć, że opis tak naprawdę nie mówi nic. Ale po przeczytaniu stwierdzam, że mówi wszystko. Idealnie oddaje to o czym jest ta książka. To książka o ludziach, o relacjach międzyludzkich, o miłości, która nie zawsze jest prosta, a nawet czasami bardzo trudna. To książka o życiu. O tym jak losy różnych osób się przeplatają w niezwykły, subtelny sposób.
Forma utworu jest bardzo ciekawa i przypadła mi do gustu. To jednocześnie zbiór opowiadań i jedna powieść, zależy jak na to spojrzycie. Styl autorki jest bardzo dobry. Ogromnym plusem jest to, że nie trzyma się kurczowo jednego stylu a dostosowuje go do postaci, tym samym kreując je. Książka wywołała we mnie przeróżne emocje od śmiechu, przez złość po smutek. Była na tyle autentyczna i na tyle mnie dotknęła, że po policzkach poleciały mi łzy. Nie jedna, nie dwie, więcej.
Mimo wielu zalet, książka ma również swoje wady. Znalazłam w niej pewne nieścisłości, jednak nie są one duże. Do gustu całkowicie nie przypadło mi 4 opowiadanie, nudziło mnie, było dość chaotyczne i pogubiłam się w nim. Nie wiem czy moje niezrozumienie wynikało z czytania na raty tego opowiadania czy ze sposobu w jaki zostało napisane, ale bardzo mnie ono wymęczyło.
„Zjadacza czerni 8” serdecznie Wam polecam (przymknijmy oko na 4 opowiadanie). Mogę Was zapewnić, że im dalej będziecie czytać, tym ta książka będzie lepsza. Jest to pozycja zdecydowanie warta uwagi, dotykająca do głębi, intrygująca.
3.5 Podobało mi się to że opowiadania były ze sobą powiązane znaczy tak nietypowo były ze sobą powiązane. Największe na mnie wrażenie wywarło opowiadanie o geodecie i Marice oraz o mężu, którego żona miała glejaka.
Autorka, której polskim czytelniczkom nie trzeba chyba przedstawiać. Kultowa, to jest w zasadzie właściwe słowo. Była pierwszą "dorosłą" autorką, którą czytałam jako nastolatka. Książki podkradałam mamie ze stosów przyniesionych z biblioteki. Wchodziłam w przedstawiony przez nią świat i ogromnie dobrze się tam czułam. Na tyle dobrze, że emocje towarzyszące lekturze pamiętam do dziś. I uwielbiam do nich wracać, właśnie za pomocą kolejnych powieści autorki. "Zjadacz czerni 8" to zbiór opowiadań, które w pewien nieoczywisty sposób łączą się ze sobą. Bohaterowie opowiadają o swojej codzienności, w której najczęściej coś idzie nie tak, jak zaplanowali. Ich problemy wydają się jednocześnie bardzo zwyczajne, a jednocześnie niecodzienne.
To z pewnością za sprawą cudownego pióra Katarzyny Grocholi. Opowiadania, choć każde inne, wszystkie zdają się mieć wspólny mianownik. Dzieją się w tej samej codzienności, znalazłam w nich tę samą wrażliwość, delikatność.
"Zjadacz czerni 8" jest piękną literaturą. Daleka jestem od powiedzenia, że to książka obyczajowa. To literatura piękna. Piękna w swej eteryczności, w sposobie, w jaki Grochola opisuje miłość. Nie taką oczywistą, ale taką, która zdarza się pomiędzy dwojgiem pogubionych ludzi. Opowiadanie, w którym aktorka i reżyser odgrywają scenę, przeplatając ją ze swoim, nie-swoim życiem, pochłonęła mnie bez reszty. Uczucia ubrane w takie słowa przenikają czytelnika bez reszty. I zostawiają jakby utulonego. Lucyna Tomoń/ https://today-ornever.blogspot.com/20...
Dawno nie czytałam Grocholi, więc kiedy zobaczyłam na Woblinku, że jest coś nowego, kupiłam w ciemno. Zaintrygował mnie tytuł, bo „Zjadacz czerni 8” absolutnie nic mi nie mówił. Mogę jednak zdradzić, że ten tytuł ma sens i pasuje do treści idealnie. Niczego więcej się jednak ode mnie nie dowiesz w tej kwestii, bo to trzeba przeczytać.
Jedenaście opowiadań z pozoru zupełnie od siebie różnych, a jednak coś je łączy. Każde jest o miłości, żadne jednak nie jest typowym romansem, bo miłość niejedno ma imię i każdy z nas doświadcza jej na różne sposoby. Autorka w swojej książce przypomina czytelnikowi, że czasem warto spojrzeć na świat z innej niż swoja perspektywy. Przypomina również o tym jak ważne są drobiazgi, dobre słowo, małe gesty i to, że zauważymy je u tej drugiej strony.
Muszę przyznać, że Grochola mnie mocno zaskoczyła tą książką. Gdzieś tam przyzwyczaiłam się do jej lekkiego pióra i trochę spodziewałam się (dobrego) czytadełka na zimowe wieczory, a dostałam mądrą i bardzo dojrzałą książkę, która mocno dała mi do myślenia. Wzbudziła też we mnie masę emocji. Chyba wszystkie możliwe tak naprawdę.
Ach, nie ma co się rozpisywać, po prostu przeczytaj. Warto.
Nie miałam żadnych oczekiwań podchodząc do niej i już na początku mnie zaintrygowała forma prowadzenia narracji. Później było coraz ciekawiej, kiedy historie na pozór ze sobą niezwiązane zaczynały się przeplatać tu i ówdzie subtelnymi acz ważnymi szczegółami. Czytało się bardzo łatwo i szybko, wręcz lekko. Za to po skończeniu poczułam jak spadł na mnie ciężar całości - absolutne przytłoczenie emocjami. Przepiękna, zmuszająca do przemyśleń, rozdzierająca i pokrzepiająca zarazem. Niezwykła! Dawno nie czytałam czegoś tak dobrego. Dziękuję pani Grocholi za to doświadczenie.
i liked it, it wasn't incredible or breathtaking (for me) but i enjoyed it perhaps not from the beginning, because it was rather boring and dull then but as it went on it got better i very much loved the intertwining of all the character arcs and i couldn't help but fell a strong similarity between that book and "playing by heart", 1998. the ending was way too abrupt and didn't entirely make sense... still, i enjoyed it
Zjadacz czerni 8 to zbiór 11 opowiadań, które zmusiły mnie do refleksji, a po każdym z nich musiałam się na chwilę zatrzymać. Wydaje mi się, że każdy odbierze je na swój sposób oraz zwróci uwagę na coś innego. Historie bohaterów zostaną ze mną na długo i na pewno jeszcze do nich wrócę. Z całego serca polecam przeczytać, bo naprawdę warto! 💙
To moje drugie spotkanie z tą autorką i… WOW Jestem absolutnie zachwycona.
Zaskakująca, idealnie moduluje napięcie, porusza i daje do myślenia, a to wszystko w niewymuszony sposób. Przez książkę się płynie. Pani Grochola wie jak to się robi :D
Oceniam na 4,5. ojej, jakie to było piękne nie spodziewałam się, że pierwsza styczność z prozą Grocholi tak bardzo mną poruszy. bardzo polecam i uprzedzam, z każdym opowiadaniem musiałam zrobić sobie przerwę, żeby otrząsnąć się z emocji
Raz się śmiałam, raz wzruszałam, i nawet trochę popłakałam. Na pewno skłoniła mnie do refleksji - jeszcze bardziej kocham swoją córkę, doceniam obecność i bliskość swojego mężczyzny, nie tracę wiary w innych ludzi. Głęboka karuzela emocji. Polecam.
Zdecydowanie nie tego się spodziewałam! Książka była bardzo dobrze, ciekawie napisana, w dosyć nietypowy sposób. Zaznaczyłam sobie kilka piękne cytaty, które na pewno zostaną ze mną na dłużej. Teraz mam ochotę przeczytać pozostałe książki autorki.
Na początku zniechęciła mnie forma opowiadań, nie jestem fanką tego typu powieści, ale wciągnęła mnie niesamowicie i jest to jedna z lepszych książek jakie czytałam
3,5⭐ To maja pierwsza przygoda z panią Grocholą. Pewnie bym po nią nie sięgnęła gdybym tej książki nie dostała. Jestem zadowolona, że postanowiłam po nią sięgnąć. Bardzo dobra pozycja. Dała mi sporo do myślenia i wywoła sporo emocji. Miejscami mnie szkowała, zdenerwowała, a momentami wywołała uśmiech na twarzy. Książka jest o samym życiu. O miłości, o ludziach. Książka to zbiór 11 opowiadań. Nie każde były dobre. Opowiadanie drugie mnie nudziło. Jednak większość była bardzo dobra. Opowiadania bardzo różne, które jak się okazuje każde coś łączy... Niezwykła książka którą czyta się bardzo szybko i przyjemnie. Warto sięgnąć.
Dwa miesiące za mną chodziła, bo gdy odłożyłam nie umiałam wrócić. Uwielbiam gdy historię się ze sobą łączą i wyjaśniają. Jest smutna, jest o miłości i o małych cudach też. Taka ludzka. Do zapamiętania.