Po lekturze dziesiątek tytułów dotykających tematyki obozowej wreszcie dane mi było zapoznać się z perspektywą więźnia narodowości innej niż polska czy żydowska. Charakterystyczne oddanie "mateczce" dostrzec można niemal na każdej kolejnej stronie. Relacja momentami nieco chaotyczna (choć czy w starciu z wojennymi wspomnieniami mamy prawo wysuwania podobnego zarzutu?), jednak nie przeszkodziło to w wychwyceniu pewnych nieznanych mi dotąd przykładów okrucieństw napędzających tytułową machinę śmierci. Na koniec przestroga dla wszystkich zbytnio sugerujących się wątkiem zawartym w nagłówku - opis przygotowań oraz samego procesu ucieczki mieści się w raptem kilku ostatnich stronach. Całościowa relacja wydaje mi się mimo wszystko bardziej satysfakcjonująca, stąd nie poczytuję tego faktu na niekorzyść książki
Towarzyszy mi bardzo wiele ciekawych refleksji po tej książce. Jest to straszne żeby oficerowie SS przejęli się kimś, trzeba było być piękną, młodą kobietą. Bardzo dotykający byl fragment o dzieciach, które krzyczały o pomoc i to że jedynym co można było z tym zrobić to zatykać uszy. Przytoczę tylko. „Opuszczając Oświęcim, ja, koledzy weterani i wszyscy, którzy zwiedzają muzeum, wynosimy stąd jedno: silne przekonanie, że nie wolno pozwolić, by faszyzm się odrodził.” Myślę że, jest to wystarczające by podsumować moje przemyślenia na ten temat.
to nie jest książka do oceniania ,więc napisze ten fragment,który podsumuje wszystko: „Tkwiąc w dobre przemyślanym systemie stałej przemocy,codziennego maltretowania i zadawania gwałtu ludzkiej godności,w atmosferze bezkarnych mordów,gdzie śmierć zawsze czaiła się tuż obok,stopniowo uodporniliśmy się na wszystkie okropności. Może trudno w to uwierzyć,i brzmi to nieprzekonująco,ale potwierdzało to fakt,że przyzwyczajenie jest potworem”