Istnieją miejsca, do których nie należy zaglądać, a także czyny, których nie wolno się dopuścić. I to za żadną cenę.
W piątkowe popołudnie, kiedy wszyscy myśleli już o weekendzie, Konrad Łazar zastanawiał się nad czymś innym. Próbował zrozumieć, jak doszło do tego, że była kochanka wykrwawia się na jego oczach i, co ważniejsze, dlaczego nie udało mu się tego przewidzieć.
Przecież na co dzień płacono mu za to, by zbierał informacje. By układał je w logiczne ciągi i przewidywał następstwa pewnych wydarzeń. W końcu był w tym naprawdę dobry.
Tego się jednak nie spodziewał. Podobnie jak faktu, że odtąd nikt w jego otoczeniu nie będzie bezpieczny, a śmierć upomni się o wszystkich, na których mu zależy.
Wkrótce Konrad wyruszy do miejsca, w którym wszystko się zaczęło, a które należy spalić do szczętu.
Wszyscy są winni, wszyscy mają jakieś tajemnice. Wszyscy kłamią, nikt nie jest tym za kogo się podaje. Każdy ma do odegrania swoją rolę, nikt tam nie jest przypadkowo. I tylko widz spoglądający na scenę ogląda sztukę, zupełnie nieświadomy jej ułudy. Po zakończeniu przedstawienia trupy dalej wychodzą z szafy. Kurtyna, oklaski!
Finito! I co mogę powiedzieć: była krew (dużo krwi 🙈), pot i łzy... serio, winni możemy być wszyscy. Bo brak uważności również może zabijać. Dziękuję autorowi za tę historię 🙏
"Wszyscy jesteśmy winni" to sensacja, obyczaj i kryminał w jednym. Autor serwuje niezłą mieszankę, a szukając odpowiedzi na jedno pytanie, odkrywamy coraz więcej tajemnic w które uwikłali się bohaterzy. W pewien piątkowy wieczór w biurze dochodzi do napaści z bronią, zakończonej samobójczą śmiercią napastnika. Konrad zostaje poważnie ranny, a jego była partnerka Agnieszka z powodu odniesionych ran zostaje niepełnosprawna. Napastnik to były pracownik biura. Co doprowadziło do tej tragedii?. Rok później dochodzi do kolejnego dramatu związanego ze strzelaniną. Konrad zaczyna drążyć dlaczego były pracownik podjął tak dramatyczną w skutkach decyzję. Bohater zostaje uwikłany w niezły bigos. Ciekawie poprowadzona fabuła, która wciąga od pierwszych stron. Z biegiem akcji zastanawiasz się o co w tym wszystkim chodzi i jak się to może zakończyć. Interesujące jest poprowadzenie historii z dwóch punktów widzenia (Konrada i policjantki Izabeli ). Każdy z bohaterów ma swój odmienny cel i motywację działania. Niezła, nieprzewidywalna historia👍.
Po książkę sięgnęłam przez przypadek. Najpierw rzucił mi się w oczy tytuł i to głównie z jego powodu i klimatycznej okładki postanowiłam przeczytać książkę jak najszybciej. I wsiąknęłam. Podobała mi się warta akcja, plusem jest także zabawa chronologią,różne punkty widzenia.Główny bohater, którego można polubić. To było moje pierwsze spotkanie z autorem, ale na pewno nie ostatnie 😉
Nie wiedziałam jakie pióro Autora mnie czeka, czy lekkie czy ciężkie. Nie wiedziałam czy akcją porwie mnie od samego początku. Nie wiedziałam czy będzie masa trupów czy ciekawie rozwijająca się fabuła. To była moja pierwsza książka Pana Bartosza. Pierwsza i nie ostatnia! To tak słowem wstępu.
Konrad Łazar zajmuje się zbieraniem i analizowaniem informacji w białym wywiadzie. W pewien piątkowy wieczór razem ze swoim zespołem postanawia zostać dłużej w pracy by dokończyć bardzo ważny dla firmy projekt. Nikt nie zakładał, że wieczór ten zakończy się tragicznie, a ogarnięcie dlaczego tak się stało będzie dla Łazara niemal obsesją. Pół roku po tragicznym piątku Łazar zostaje zwolniony, zaś jego przyjaciółka z pracy postanawia popełnić samobójstwo. Jedyne co zostaje we względnej stałości to poczucie winy, że jego partnerka stała się warzywem. Ogromne wyrzuty sumienia. Jako, że mężczyzna nie wierzy w samobójstwo przyjaciółki, postanawia ją odszukać. Tym samym znalazł sobie jakiś cel na parę dni. Jest jeszcze policjantka - Izabela, która podczas śledztwa mocno zalazła Łazarowi za skórę, a teraz chce pomóc mu w odszukaniu przyjaciółki. Tylko czy można tej kobiecie w ogóle zaufać?
"Wszyscy jesteśmy winni" to książka pełna tajemnic przeszłości oraz złych wyborów dokonanych pod wpływem chwili. Sam tytuł powieści jest bardzo intrygujący, bo o cóż w nim może chodzić? Za mną ten tytuł ciągnął się do rozwiązania zagadki. Stale z tyłu głowy podświadomość szeptała mi "czego jesteśmy winni, o co w tym wszystkim chodzi?". Nie jest to krwawy kryminał, w którym trup goni trupa. Tutaj mamy skrzętnie opisaną zagadkę, którą razem z głównym bohaterem musimy poskładać, by otrzymać rozwiązanie. Tutaj musimy się wczuć w to, co Pan Autor chce nam przekazać, a przekaz niewątpliwie w tej książce jest. To książka, w której mamy jeszcze dwie inne historie. Lecz na ten moment lepiej o tym nie wspominać, żeby nie rzucić spoilerem.
Nie wiedziałam czego mogę się spodziewać po tej książce, a opis intrygował. Nie wiedziałam też, że będzie w niej ukryty tak ważny problem społeczny. Dopiero na samym końcu książki dowiedziałam się dlaczego kryminał ten nosi taki, a nie inny tytuł. W końcu dostałam rozwiązanie i bardzo mnie ono usatysfakcjonowało. Nie ma tutaj niedopowiedzeń, dla mnie wszystko jest wyjaśnione. Choć znając Łazara to będzie on drążyć, by wszyscy winni zostali ukarani. Więc może będzie kontynuacja?
Książkę czyta się dobrze, jest na tyle ciekawa, że chce się ją przeczytać jak najszybciej. Do tego forma godzina po godzinie, dzień po dniu, bardzo mi odpowiadała. Nie była to historia rozwleczona w czasie, przez co akcja się nie dłużyła. Wspomnienia w niej zawarte nieco rozjaśniały pobudki niektórych osób. "Winni jesteśmy wszyscy" to bardzo dobra premiera roku. Pan Autor postawił wysoko poprzeczkę. Zastanawiam się, który z moich ulubionych kryminalnych Autorów ją pobije? Wiem, że się powtórzę, ale w tej książce mamy naprawdę bardzo ciekawą zagadkę do rozwiązania, mamy w delikatny sposób poruszony pewien ważny problem społeczny, a do tego nie ma tutaj przewidywalności, nie ma schematów. Jest świeżość i nietuzinkowość. I ja takie książki polecam!
Książkę przeczytałam dzięki portalowi CzytamPierwszy.pl
Muszę przyznać, że przygodę z twórczością Bartosza Szczygielskiego zaczęłam w bardzo dobrym momencie. Skuszona informacją o premierze nowej książki Autora stwierdziłam, że czas na "Aortę", która od dawna spoglądała na mnie ze stosu. Po lekturze wiedziałam, że sięgnę po każdą napisaną przez niego książkę. Tym oto sposobem w styczniu przeczytałam trzy jego powieści, a to zdarza mi się niezwykle rzadko. Czy "Winni jesteśmy wszyscy" spełniła moje oczekiwania? Bez dwóch zdań!
Jedna, z pozoru błaha decyzja potrafi wywrócić nasze życie do góry nogami. Przekonał się o tym Konrad Łazar, były żołnierz obecnie zajmujący się białym wywiadem. Jego wyjście na papierosa kończy się strzelaniną, w której ginie zamachowiec, były pracownik biura. Pół roku po tych tragicznych wydarzeniach Konrad zostaje zwolniony z pracy, a Ewelina, sekretarka, która była świadkiem zdarzenia popełnia samobójstwo. Ale czy na pewno?
"Winni jesteśmy wszyscy" to rewelacyjna mieszanka kryminału i sensacji. Zaczyna się mocnym uderzeniem, a przemyślana i nieoczywista zagadka wciąga czytelnika w wir wydarzeń. Akcja toczy się w zaledwie kilka dni, jest świetnie wyważona i naładowana ogromnym ładunkiem emocjonalnym. Autor nie boi się poruszać trudnych i ważnych tematów. Zwraca naszą uwagę na to, jak przeżycia z dzieciństwa rzutują na całe nasze dorosłe życie. Dużo się w tej książce dzieje, jest wiele wątków, które pozornie nie mają ze sobą nic wspólnego. Ostatecznie łączą się one w logiczną i intrygującą całość. Z godziny na godzinę napięcie wzrasta i trzyma aż do niezwykle zaskakującego finału. Szczygielski przyzwyczaił czytelników do tego, że nie oszczędza swoich bohaterów. Tak też było z Konradem, który nie mając nic do stracenia, za wszelką cenę chce odkryć prawdę. Jego motywacja zwiększa się z każdą kolejną napotykaną przeszkodą. Autor przeczołgał go i nie dał mu nawet chwili wytchnienia. Warto zwrócić uwagę na to, jak wykreowane są postaci w tej powieści. Są prawdziwe, ludzkie, walczą ze swoimi demonami. Podczas lektury każdej z książek Pana Bartosza zwracam uwagę na jego niepowtarzalny styl, który wyróżnia Autora. Pełen jest ironicznego poczucia humoru, niewymuszonych, ociekających sarkazmem dialogów i dobrej muzyki. "Winni jesteśmy wszyscy" to kryminał, który zmusi Was do refleksji i zadowoli nawet najwybredniejszych fanów gatunku. A czy winni jesteśmy wszyscy? Przekonacie się, sięgając po książkę. Czytajcie Szczygielskiego. Warto!
Poznajcie Konrada Łazara. Mężczyzna zawodowo zajmuje się zbieraniem i analizowaniem informacji, tzw. biały wywiad. Układa je w logiczne ciągi, wyciągając przy tym wnioski i zakładając różne scenariusze. Lubi Ewelinę – sekretarkę firmy, w której pracuje. W piątkowe popołudnie kiedy wszyscy prawie jedną nogą są poza biurem, Konrad planuje dokończenie ważnego raportu. Wkroczenie do przestrzeni biurowej oprawcy z bronią zburzy dotychczasowy porządek rzeczy. Trzy kobiety. Trzy tajemnice. Jeden mężczyzna. Bartosz Szczygielski tym razem oferuje czytelnikom powieść z dreszczykiem. A tak na serio „Winni jesteśmy wszyscy” to kryminał z pomysłem, który przykuwa uwagę od samego początku. Na swój sposób jest to kryminał szkatułkowy, czyli opowieść w powieści. Początkowo czytelnik zostaje brutalnie wrzucony w chaos wydarzeń. Nie znamy motywu ataku w biurze, nie wiemy do końca kim jest Konrad (przypadkowa ofiara czy osoba powiązana z mordercą?), nie wiemy co jest prawdą. Z biegiem fabuły autor odkrywa kolejne karty i uświadamia, że w każdym mogą tkwić demony, które tylko czekają by wypłynąć na zewnątrz. Przede wszystkim powieść cechuje dynamika, która przejawia się w działaniu bohaterów. Twist, który Szczygielski serwuje zbije Was z tropu! „Winni jesteśmy wszyscy” zmusza do analizowania i refleksji, jednocześnie zapewniając dobrą rozrywkę. Tu ważny jest każdy szczegół, który stopniowo przybliża nas do rozwiązania zagadki. W trakcie czytania pojawia się sporo znaków zapytania, które przeradzają się w zadanie do rozwiązania dla czytelnika. Autor stawia na bohaterów, dialogi i akcję. Szczygielski po prostu ciekawie pisze – jest krwawo, strasznie, nie brakuje humoru i szczypty ironii. Nie można mu też odmówić wyobraźni – częste zwroty akcji i niektóre rozwiązania fabularne potrafią mocno zaskoczyć. Gratulacje za brak przewidywalności i niepotrzebnych ozdobników. Takie świeże i nietuzinkowe książki biorę w ciemno! Bartosz Szczygielski – autor powieści kryminalnych, recenzent, dziennikarz technologiczny i miłośnik popkultury. Jest autorem trylogii kryminalnej („Aorta”, „Krew”, „Serce”), książek dla młodzieży oraz licznych opowiadań. Dwukrotny laureat w konkursie na opowiadanie organizowanym w ramach Międzynarodowego Festiwalu Kryminału we Wrocławiu. Jest wielbicielem tatuażu, książki i dobrego filmu.
Jak dawno nie było żadnych recenzji z mojej strony! Jednak jak już coś przedstawiam, to niech to będzie coś, co wyrywa z butów. No i tak właśnie było tym razem, naprawdę była to lektura wywierająca olbrzymie wrażenie. Nie czułam co prawda serca tłukącego tak mocno, że słyszałam je i czułam całym swoim ciałem, ale nie mogłam przestać czytać, czy to nie jest wystarczająca deklaracja, aby chcieć sięgnąć po taką powieść?
Istnieją miejsca, do których nie należy zaglądać, a także czyny, jakich nie wolno się dopuścić. Wkrótce Konrad wyruszy do miejsca, w którym wszystko się zaczęło, a które należałoby spalić do szczętu.
Przyznam, że nie czułam takiego olbrzymiego dreszczyku emocji, ale nie każdy kryminał musi być przerażający na tyle, żebym bała się spać w nocy albo oglądać się za siebie. Dobry kryminał ma mi dawać poczucie chęci odkrywania co będzie dalej, myślenia nad rozwiązaniem, dawać mi nieoczywiste sygnały, wryć się w pamięć. Właśnie w "Winni jesteśmy wszyscy" to dostałam.
Jak bardzo też wdzięczna jestem autorowi, że zastosował w fabule tyle zwrotów akcji, że nie mogłam przez chwilę poczuć się pewnie szukając w głowie rozwiązania i finału książki. Jednocześnie, fabuła jest logiczna i niepogmatwana, co jest dodatkowym walorem powieści, bo nie czułam się jakby którekolwiek z wydarzeń było wzięte z kosmosu. Każdy zwrot akcji był naturalną konsekwencją poprzedzających go wydarzeń i dopełnieniem całości.
Szczerze powiedziawszy, nie miałam styczności z innymi powieściami autora, nie wiedziałam czego się spodziewać i czy w ogóle się polubię z tym, co dostanę w środku. Nie był to mi całkowicie nieznany autor, ale nie czytałam po prostu niczego spod jego pióra. Ciężko było mieć jakiekolwiek oczekiwania. Czy to udane pierwsze spotkanie? Tak sądzę, w końcu autor i jego pomysłowość wyrwały mnie z butów, a efekt finalny się liczy najbardziej.
Gdybym miała podsumować całą powieść, powiedziałabym, że jest dla każdego maniaka kryminałów, który nie lubi jak jest zbyt krwawo i serce ze strachu mało nie wypadnie mu z piersi. Wychodzę z założenia, że nie każdy musi to lubić. Bywają sceny bardziej lub mniej brutalne, ale zdecydowanie książka nie należy do najmocniejszych.
Do tej pory nie miałam przyjemności obcować z twórczością Bartosza Szczygielskiego, ale po tej lekturze wiem, że jego książki będą częściej trafiać na moje półki. Dobrze, ze lubię czytać nieznanych mi twórców, bo nie spodziewałam się aż tak wciągającej lektury! Akcja już od samego początku rusza pełną parą. Poznajemy Konrada, kończącego pracę biurową w, wydawać by się mogło, zwyczajny piątek. Trochę papierów, zagadanie do sekretarki, nieoczekiwana chwila rozmowy z byłą dziewczyną... i parę sekund później Konrad trzyma jej wykrwawiające się ciało jedną ręką, jednocześnie usiłując nie stracić przytomności od własnej rany postrzałowej. Tragiczny zamach, jakiego dokonał jeden z jego kolegów z firmy staje się początkiem nieoczekiwanych wydarzeń, będących częścią większej całości...
Książka wciąga i porywa czytelnika już od pierwszych stron. Ciekawe zabiegi narracyjne w pierwszych rozdziałach potęgują napięcie i przykuwają uwagę tak, ze świetne, wprowadzające flow trwa przez całą opowieść, nie pozwalając się oderwać. Nie jest tak łatwo mnie zaskoczyć, jednak tutaj zwrot akcji gonił zwrot akcji, a ja za każdym razem zbierałam szczękę z podłogi, w szczególności pod koniec, gdzie do ostatnich stron autor nie daje chwili oddechu. Wydawać by się mogło, że tej historii nie da się jeszcze bardziej rozszerzyć i skomplikować? Proszę bardzo, Czytelniku, trzymaj kolejny rewelacyjny plot twist. Tak się powinno pisać!
Muszę też podkreślić, jak bardzo podobało mi się budowanie postaci. Nie ma tu bezosobowościowych manekinów, są ludzie z krwi i kości, ze swoimi zaletami, wadami i charakterystycznymi przywarami. Poznawanie ich wszystkich było ogromnie satysfakcjonujące, a dodane do tego w ich słowa i myśli wstawki pełne ironicznego i/lub czarnego poczucia humoru wspaniale ubarwiały i dopełniały całość. Jeśli chcecie poznać powiązanie miękkich kapciuszków i piekła - zapraszam do lektury! :)
Nie pozostaje mi nic innego, jak gorąco polecić każdemu - świetna książka, warto, warto i jeszcze raz warto!
„Winni jesteśmy wszyscy” to moje pierwsze spotkanie z twórczością Bartosza Szczygielskiego i jestem zdumiona zarówno oryginalnym pomysłem na fabułę, jej konstrukcją, jak i zawiłością intrygi. Jeśli okaże się to wizytówką autora, zyskał właśnie kolejną fankę.
Już od pierwszych stron strzela do czytelnika z broni dużego kalibru, dosłownie i w przenośni, serwując mu szok i chaos myśli. Stopniowo odsłania minuty przed godziną "zero", w której jedno życie się kończy, a kilka innych zmienia bezpowrotnie.
Po pierwszym szoku, akcja zmienia się o sto osiemdziesiąt stopni i autor tworzy nową opowieść, budowaną na zgliszczach pozostałych po ataku sprzed pół roku. Umysły zniszczone kulą przeszywającą mózg, podsycane każdego dnia wyrzutami sumienia, szukające ukojenia w samobójstwie. Niczym matrioszka, ujawniająca nam swoje kolejne, coraz głębsze, skrzętnie skrywane warstwy, powieść zaskakuje wątkami, które wydają się początkowo zupełnie od siebie oderwane. Z czasem wyłania się obraz zadawnionych krzywd, które domagają się nie tyle sprawiedliwości, co zemsty. Obraz zahaczający o narkotyki, dewiacje seksualne i pieniądze splamione krwią. Dopełnieniem są niejednoznaczni bohaterowie, z których nie każdy okazuje się tym, za kogo się podaje.
Nie jest to lekki thriller, ale taki, który przy odpowiedniej dozie skupienia pozwala na wyłapanie istotnych niuansów, a zwrotami akcji doprowadza do obłędu. Miałam wrażenie, że przez większość czasu czytałam na wstrzymanym oddechu, by po ostatnim słowie pozwolić sobie w końcu na wydech i odczucie ulgi. Mimo ryzyka bezdechu, takie właśnie książki chcę czytać.
Kiedy zawodowo zajmujesz się zbieraniem informacji, wejście w rolę samozwańczego śledczego jest równie oczywiste, co naturalne. Na oczach Konrada dochodzi do zbrodni, której nie jest w stanie zrozumieć. Ale to nie koniec, zaraz potem samobójstwo popełnia dziewczyna, która była obecna przy całym zajściu. Coś tu jednak nie gra, coś ewidentnie nie pasuje w tej układance. Czy umiejętności Konrada wystarczą, by ustalić prawdę?
To było moje pierwsze spotkanie z twórczością Bartosza Szczygielskiego i już teraz wiem, że nie ostatnie. „Winni jesteśmy wszyscy” wciągnęło mnie od pierwszej strony i do samego końca utrzymało moją uwagę. Wszystko to dzięki zgrabnemu połączeniu dynamicznej fabuły, ciekawych bohaterów i wartkiej intrygi.
Powieść od samego początku narzuca intensywne tempo. Jeśli lubicie historie pełne zwrotów akcji, w których do samego końca wiele się zmienia, to z tej książki powinniście być zadowoleni. W klasyczny dla kryminałów sposób autor podrzuca czytelnikom co chwile nowe wątki i podpowiedzi, które stanowią nieoczywiste wskazówki dla uważnego czytelnika.
W ten sposób przechodzimy do zagadki – świetnie przemyślanej i jeszcze lepiej poprowadzonej. Autor łączy tyle wątków, że ich odpowiednie zinterpretowanie jest nie lada wyzwaniem. Finał opowieści bardzo mnie zaskoczył i wprawił w przekonanie, że wszystkie elementy zagadki wreszcie znalazły się na właściwym miejscu. Chociaż podczas lektury miałam kilka hipotez, ostatecznie nie potwierdziła się żadna z nich. Autor nie idzie na skróty, unika schematów i regularnie zaskakuje czytelnika.
Bartosz Szczygielski Wydawnictwo CZWARTA STRONA, CZWARTA STRONA KRYMINAŁU
Tym razem zacznę od końca. Finał powieści mnie zaskoczył. Jeszcze do teraz jestem w głębokim szoku. Bardzo dobry, a wręcz rewelacyjny kryminał. Konrad Łazar główny bohater książki przejdzie trudną drogę. Przeżywa strzelaninę, która miała miejsce w korporacji gdzie pracuje. Ucierpieli ludzie. Jest w szoku i nie może się z tym pogodzić. Winą za to obarcza siebie. Była pracownica popełniła samobójstwo. Czy to przypadek? Jej ojciec wynajmuje Konrada, żeby odnalazł mordercę córki, ponieważ nie może uwierzyć w jej samobójczą śmierć. I tu zaczyna się główna akcja książki. Będzie mnóstwo niesamowitych zdarzeń i zwrotów akcji. Trup nie będzie trupem, a w grobie nie leży ta osoba która powinna. To tylko zapowiedź niesamowitej historii. Książkę "Winni jesteśmy wszyscy" słuchałam jako audiobook dzięki aplikacji Empikgo. To jest prawdopodobnie moje pierwsze spotkanie z tym autorem i mogę zapewnić was, że nie ostatnie. Doskonały kryminał z niesamowitym finałem. Szczęki wam opadną tak jak mnie. 😊 Polecam, polecam i jeszcze raz polecam. Moja ocena to 10/10. Zachęcam do przeczytania lub wysłuchania "Winni jesteśmy wszyscy" Bartosza Szczygielskiego.
Książka dostępna jest w dobrych księgarniach oraz na @empikgo i @legimibooks
Książka rozpoczyna się dość nietypowo, od bardzo ważnego wydarzenia, strzelaniny, która zmienia życie głównego bohatera o 180 stopni. Następne sceny cofają czytelnika w czasie, co jest dosyć zabawnym i ciekawym zabiegiem. Dopiero później możemy przeczytać o następstwach strzelaniny, która okazała się być punktem zwrotnym w życiu bohatera, jak i początkiem życiowych tragedii.
"Winni jesteśmy wszyscy" to bardzo dobra powieść, wręcz rewelacyjna, która z pewnością znajdzie się w gronie moich ulubionych. Książka nie jest długa, ale treściwa i spójna. Czyta się ją szybko, nawet bardzo szybko. Nie ulega wątpliwości, że autor świetnie poradził sobie ze złożeniem wszystkich wątków w historię, która wywarła na mnie ogromne wrażenie. Pozytywne, rzecz jasna. Podczas czytania w mojej głowie wciąż rodziły się nowe pytania, z kolei odpowiedzi nie było wcale. Pytanie za pytaniem, rosnące napięcie, ciekawość - to wszystko sprawiło, że byłam bardzo zadowolona z lektury. W pewnym momencie pomyślałam sobie nawet, że nie tylko Simon Beckett w serii z Davidem Hunterem rzuca tak czytelnikiem, pan Szczygielski również ma do tego talent. Warto również zauważyć, że powieść porusza ważne, ciężkie tematy dotyczące krzywdy dzieci.. z pewnością przez długi czas nie zapomnę tej powieści. Polecam!
“Winni jesteśmy wszyscy” to pierwsza książka Bartosza Szczygielskego jaką miałam okazję przeczytać. Szczerze mówiąc sięgnęłam po nią przede wszystkim za sprawą przyciągającej wzrok okładki, ale na szczęście nie poczułam się rozczarowana jej zawartością, jak to niestety często bywa w takich przypadkach. To naprawdę niezła pozycja, choć dla mnie opowiedziana historia nie jest z rodzaju tych, które zostaną ze mną na dłużej. Dużym plusem natomiast dla mnie było to, że w odróżnieniu od wielu wydawanych ostatnio pozycji w tym gatunku, ten kryminał nie szokuje brutalnością i szczegółowymi opisami bestialskich mordów czy wynaturzeń. Zamiast tego otrzymujemy świetnie poprowadzoną fabułę z ciekawą, zmienną chronologią i licznymi zwrotami akcji. Autor wodzi czytelnika za nos i serwuje kilka niespodzianek - w tym zakończenie, którego się nie spodziewałam Do pełnego zachwytu zabrakło mi “tego czegoś”, co sprawia, że książka jest nieodkładalna, zmusza do zarwania nocy i sprawia, że nie można doczekać się następnej strony. Zaczyna się świetnie ale potem momentami robi się za dużo wszystkiego, licznymi wątkami i mnogością poruszanych problemów społecznych można by obdzielić jeszcze ze dwie inne książki. Mimo to ogólny odbiór na plus.
„Winni jesteśmy wszyscy” Bartosza Szczygielskiego to książka z gatunku kryminałów, dlatego bardzo chętnie i bez większych oporów sięgnęłam po nią. Jest to mój ulubiony gatunek, więc gdy tylko książka mnie wciągnie, to przez cała noc czytam, a rano niewyspana idę do pracy, ale warte jest tego moje chwilowe przemęczenie. „Winnych…” czytałam przez 6 dni, bo bardzo mnie męczyła. Niby było morderstwo, próba morderstwa, samobójstwo, narkotyki, korupcja w policji i nie tylko, molestowanie, pedofilia, wymuszanie i nie wiem co, jeszcze autor chciałby w tej jednej książce zawrzeć. Za rozwiązanie sprawy, która po drodze napotyka na coraz to nowe dziwne sytuacje, zabiera się laik i tylko wyjątkowe szczęście, sprawia, że przeżyje ten splot wydarzeń wymyślonych przez autora. Pan Bartosz napisał w swojej książce tak naprawdę o wszystkim, co mu wpadło w danej chwili na myśl, ale muszę stwierdzić, że jego tok pomysłów, który czasami nie trzyma się przysłowiowej „kupy”, doprowadzi do sensownego zakończenia. Osobiście szkoda mi było tych 6 dni na „kryminał”, ale może komuś innemu się spodoba. Może kolejna książka autora bardziej mi się spodoba.
Ostatnio coraz częściej sięgam po kryminały polskich autorów, okazuje się bowiem, że są na całkiem niezłym poziomie. O Szczygielskim słyszałam wiele dobrego, dlatego kiedy ukazała się jego nowa ksiązka "Winni jesteśmy wszycy" postanowiłam dać jej szansę. Napisana bardzo dobrze, autor od pierwszych stron zabiera nas w wir wydarzeń. Jesteśmy w samym środku krwawej jatki podczas, wydawałoby się, spokojnego popołudnia w biurze. Następnie przeskakujemy w czasie, aby stopniowo odkrywać tajemnicę napastnika, czego chce dowiedzieć się główny bohater, Konrad. Na jaw wychodzi wiele mrocznych wydarzeń z przeszłości, które ukazują bolesną prawdę. Jak się okazuje, wszystko w życiu ma swoje konsekwencje. Świetny kryminał, może nie ocieka krwią, ale mamy tutaj takie sceny. Porusza ważne tematy i daje do myślenia, chętnie przeczytałabym coś jeszcze w tym klimacie.
Zapowiadało się dobrze. Początek przypominał „Memento” (ktoś jeszcze pamięta ten film?), ale jednak fabuła poszła w innym kierunku.
No niestety nie polubimy się z autorem. Mam dokładnie te same zarzuty, które miałam przy „Kroku trzecim”. Może poza zakończeniem, bo to tutaj akurat było całkiem w porządku. Całość jednak to nie moja bajka. Chaotycznie, irytująco długo (choć cegła to nie była) i główny bohater, którego ani lubię, ani nie lubię. Ja tej historii po prostu nie kupuję. Powtórzę się - nie moja bajka. Nie będę się rozpisywać, bo akurat negatywnie nie lubię się rozwlekać. Plusy oczywiście też są, bo początek jest naprawdę świetny, a język całkiem przyzwoity. Ja polecam przeczytać i przekonać się na własnej skórze, bo że mi coś nie odpowiada, nie znaczy, że komuś innemu nie może. Byłoby piekielnie nudno na świecie, gdybyśmy wszyscy lubili to samo.
Nooo to było dobre! 😁 Muszę przyznać, że takiego obrotu spraw i takich powiązań się nie spodziewałam.
Od początku książka mnie wciągnęła, bo jest napisana inaczej niż większość thrillerów, które czytałam. Fajnie wszystko wyjaśniane, człowiek myśli, że już wie co będzie na końcu, a tu nie! Zwrot akcji i wcale nie jest tak jak się "domyślałam" 🙈 Ok, lecimy dalej, już prawie koniec i znowu wiem jak to się skończy, a tu kolejne BUM! Takie książki lubię 😊
Tej daję plusa i na pewno będę polecać 👍🏼 Książkę przeczytałam dzięki @czytampierwszy.pl
To jest najbardziej generyczny kryminał jaki kiedykolwiek czytałam. Dosłownie wszystkie elementy już gdzieś widziałam, czytałam, słyszałam. Zero inwencji własnej autora. To wygląda jakby wziął sobie ulubione akcje z topowych polskich kryminałów i skleił je tutaj w całość. Nie jest to ani ciekawe, ani fascynujące jest po prostu bardzo wtórne. Wybaczyłabym gdyby książka jechała na utartych schematach natomiast ogrywała je w doskonały sposób, ale też nie. Niesamowicie się wynudziłam, niby książka nie jest długa ale ciągnęła mi się niemiłosiernie.
To jest niesamowicie dobra książka. Już dawno nie czytałem tak wciągającej powieści. Niby jakoś tak nic się tutaj szybko nie dzieje a jednak przewracamy kolejne strony wiedzeni ciekawością co też nasi bohaterowie za chwilę zrobią. Fabuła to po prostu majstersztyk. Nieczęsto zdarza się żebym był tak bardzo zaskoczony tym co się wydarzy - tutaj naprawdę nie sposób tego przewidzieć. Pozycja idealna, polecam z całego serca.
To była bardzo dobra książka. Ciekawa fabuła, trzymająca w napięciu, wartka akcja, zaskakujące zwroty. Byłam cały czas ciekawa co dalej, jak to wszystko się rozwiąże. Kiedy już wydaje się, że zna się rozwiązanie - okazuje się, że jednak nie. Autor miesza tropy, zwodzi czytelnika co sprawia, że cały czas czyta się w napięciu i oczekiwaniu na to co jeszcze nadejdzie. Dialogi były naturalne, bohaterowie tak niewymuszenie uszczypliwi. Czasem przechodziły mnie dreszcze w czasie mocniejszych scen. Moim zdaniem to bardzo dobra książka.
bardzo mnie wciągnęła ta historia! w sumie to od pierwszego zdania i chociaż czasem bywa tak, że nie utrzymuje się to uczucie do końca książki to tutaj jest inaczej - tego co dzieje się na ostatnich kilkunastu stronach totalnie nie można przewidzieć, a więc polecam 💁♀️ (naprawdę ciężko było nie wrzucić tutaj żadnego spoilera)
Bardzo 'przyjemny' kryminał, który zahacza o dość poważne tematy 'taboo'. Zdecydowanie polecam przeczytać tym bardziej, że autor przyjemnego języka dzięki czemu przez książkę się płynie. Końcówka - nie spodziewałam się ani troszkę 🤯
Bardzo dobry kryminał, genialnie rozpracowana fabuła i zakończenie które nie pozostawia pytań (a co niestety zdarza się w większości kryminałów), jednotomówka która wciąga, przeczytana w niecałe 2 dni Polecam 🤍
Dość duże zaskoczenie i na pewno zamierzam czytać więcej pozycji autora! To jedna z tych książek, które jak już się zacznie, to nie da się odłożyć, zanim nie pozna się zakończenia (które było absolutnie genialne).
Uważam że było chaotycznie. W pewnym momencie akcji już nie wiedziałam za bardzo czego poszukujemy. Samo rozwiązanie było satysfakcjujace i dużo wyjaśniło. Jendak ten główny problem który chciano tu nagłośnić umknął w tym choasie i nie wybrzmiał odpowiednio wyraźnie