Najnowsza książka Katarzyny Tubylewicz to zbiór reportaży, esejów i rozmów na temat samotności – książka wciągająca, oryginalna i aktualna. Tubylewicz i jej bohaterowie zastanawiają się nad tym, czym samotność jest, czym bywa, co nas w niej przeraża, a co cieszy, dlaczego za nią tęsknimy, dlaczego przed nią uciekamy, jak nas zmienia, jakie stawia przed nami wyzwania. Wiele tu subiektywnych głosów i perspektyw, pełna uniwersalność i kopalnia wiedzy o różnicach kulturowych. Jednocześnie Samotny jak Szwed? to kolejna odkrywcza książka o naszych sąsiadach zza Bałtyku. Dla Tubylewicz Szwecja to lustro, w którym przegląda Polskę i siebie samą, a o Szwecji mówi się, że jest rajem dla samotników. Czy to prawda?
Autorka opowiada o szwedzkich singlach, rodzinach i indywidualizmie, a także o szwedzkiej duchowości, która realizuje się najlepiej w samotności na łonie natury. Wraz ze swoimi rozmówcami dochodzi do tego, że to introwertykom łatwiej jest odnaleźć życiowe zadowolenie, zastanawia się, czym jest samotność publicystki walczącej o subiektywizm w spolaryzowanej rzeczywistości, i nad tym, dlaczego nie chroni anorektyczek przed samotnością w tłumie wszechobecna tolerancja. W Samotny jak Szwed? jest miejsce dla samotności Pippi Långstrump i poety-noblisty, któremu nagle zabrakło słów.
Wśród rozmówców Tubylewicz znaleźli się między innymi szwedzki profesor opieki paliatywnej Peter Strang, który zajmuje się tematem samotności egzystencjalnej swoich pacjentów, Vincent Severski, który wie wszystko o samotności szpiega i ceni szwedzki dystans, pisarka Therese Bohman opowiadająca o samotności małżeńskiej i o tym, jak samotni bywają ludzie, którzy pną się po drabinie społecznej, a także psychoterapeutka, Ewa Heller Ekblad, niegdyś ukrywana w getcie warszawskim wnuczka legendarnej Anny Braude Heller. Są też nauczyciel medytacji, reżyser i wiele innych, bardzo świadomych swojej samotności osób.
Autorka opowiada nie tylko o licznych różnych spojrzeniach na temat samotności, ale także o swoich podróżach w poszukiwaniu krajobrazów samotności. Poetyckim i pięknym wizualnie uzupełnieniem tej historii są nastrojowe zdjęcia jej syna Daniela Tubylewicza z tak malowniczych miejsc jak Fårö, Gotlandia, Österlen i Bohuslän.
Samotny jak Szwed? to wnikliwa historia o tym, że jednym z podstawowych ludzkich dylematów jest nasza ambiwalencja względem stanu samotności. "Chcę być sam i nie chcę być sam, więc jestem?" Czy to nowa definicja człowieczeństwa?
Zastanawiam się, jaki był cel wydania tej książki. Bo jeśli wywołanie refleksji, to częściowo spełniła ona swoje zadanie, mimo że nie umiem jej polecić i powiedzieć, że mi się podobała. 'Samotny jak Szwed?' to taki trochę zlepek wszystkiego. Trochę dziennik podróży matki z synem po Szwecji, trochę przewodnik turystyczny z opisem terenów szwedzkich, trochę (bardzo) zbiór wywiadów, które jakimś elementem wpisały się w bardzo ogólną tematykę książki, trochę książka motywująca (zachęcająca np. do medytacji) pełna sztampowych myśli "filozoficznych".
Dość szybko poczułam nić porozumienia z Katarzyną Tubylewicz, która jest bardzo widoczna w ten książce, bo to jej oczami, jej ciałem i jej duszą widzimy zarówno Szwedów, jak i samotność. Albo inaczej, Katarzyna Tubylewicz czerpiąc z doświadczeniach Szwedów i swojego sięga po różne definicje samotności i różne jej oblicza, i poza swoimi poglądami oddaje też głos innym. Jest w tej książce o medytacji, o samotności w tłumie, o byciu samemu vs byciu samotnym, o introwertyzmie, samotności podczas umierania. I mimo że w teorii mogłam odnaleźć się w tekstach poświęconych introwertyzmowi to jednak przeszkadzała mi pewna schematyczność i powtarzalność prowadzenia narracji tej książki, więc wspomniana nić porozumienia została dość szybko przerwana.
Ale wracając do refleksji, jakie we mnie wywołała. Sporo w tej książce o przebywaniu z samym sobą, o samotności celowej, o potrzebach introwertyków, którzy mimo tego, że lubią ludzi to jednak odpoczywają wyłącznie w samotności. I książki są dla mnie właśnie takim towarzystwem. Gdy czytam, przebywam z sobą najmocniej. Gdy czytam, jestem ze swoimi myślami, swoimi interpretacjami zawartymi między wierszami. Nie muszę pamiętać treści książki, nie czuję, bym musiała z każdej książki się czegoś uczyć. Ten czas z książką daje mi wystarczająco dużo przyjemności w czasie rzeczywistym, kiedy jestem sama z sobą. I buduje mnie nieświadomie, bo rozwija moją otwartość i zrozumienie na drugiego człowieka i inne perspektywy, inne światy i dotychczasowe przekonania.
I mimo ze nie jestem fanką tej książki to dobrze mi było z sobą w trakcie jej lektury (w większości), bo doceniłam to swoje towarzystwo jeszcze bardziej. Myślałam o sobie czulej i z większym zrozumieniem.
Ta książka jest jak piątkowy obiad w szkolnej stołówce. W jadłospisie brzmi zwyczajnie, z kuchni pachnie nawet smacznie, na talerzu nie wygląda jakby miało zabić, jednak niejasne przeczucie, że złożyły się na niego resztki z całego tygodnia nie pozwala spożyć posiłku z apetytem.
Szczegółowy opis serwowanego dania dostajemy już w pierwszym akapicie, gdzie autorka w wielu zdaniach informuje nas o czym będzie jej książka – o różnych odcieniach samotności, Szwecji i Szwedach. Nie bardzo lubię kiedy we wstępie ktoś narzuca mi odbiór i interpretację utworu literackiego, bo uważam, że powątpiewa w inteligencję czytelnika. Jeszcze gorzej gdy przy tym próbuje go oszukać. Bo choć wszystkie elementy, które we wstępie wymieniono oczywiście w tej książce występują, tak naprawdę jest to książka o Katarzynie Tubylewicz. Jest ona w niej wszechobecna, wszystko filtruje przez swoje poglądy i doświadczenia, pisze pod tezę i próbuje narzucić swoje zdanie nawet swoim rozmówcom. Dziwnie to wygląda, kiedy pytania zadawane przez osobę przeprowadzającą wywiad są dwa razy dłuższe od odpowiedzi przepytywanego, który musi zastanowić się jak delikatnie dać do zrozumienia, że to nie do końca jego opinia. Bardzo fajnie sprawdził się w tej roli Vincent V. Severski, który właściwie skontrował wszystko co Tubylewicz postanowiła udowodnić. Próby napisania reportażu żeby udowadniał przekonania autorki skutkują tym, że w wielu momentach jest to materiał płytki i pozbawiony wglądu. Umykają tematy, które wydają się ważne i aż zachęcają do pogłębienia. Wiele kwestii jest potraktowanych zupełnie powierzchownie, choćby funkcjonowanie Szwedów w czasie pandemii – najpierw pisze o tym, że starzy ludzie zostali wykluczeni, potem o tym, że jednak mieli lepiej niż w Polsce bo chorzy mogli żegnać się z bliskimi, jednocześnie nie analizuje czy te metody się sprawdziły, ani tego ilu starych ludzi w Szwecji przez Covid zmarło. Pisze o tym, że zarówno ona jak i jeden z jej rozmówców nie chcą być uważani w Szwecji za imigrantów, bo Ci się źle kojarzą, ale nie rozmawia z żadnym imigrantem o ich samotności, choć to byliby chyba rozmówcy idealni – wyrwani ze swojego środowiska, odizolowani, pozbawieni możliwości asymilacji, obdarzani nieufnością. Kiedy myślę jak analitycznie i krytycznie traktuje swój kraj Maciej Zaremba Bielawski i jak potrafi to opisać, czytając kolejne strony zgrzytam zębami. W kilku wywiadach więcej miejsca poświęca okolicznościom i swoim wrażeniom, niż temu co chce jej przekazać rozmówca. Niektóre fragmenty znalazły się w tej książce, bo tak bardzo chciała, żeby się kiedyś w jakiejś znalazły. Również pomysł na sposób zaprezentowania opowieści nie sprzyja zagłębieniu się w temat. Mamy tu mnóstwo wycinków różnych form literackich: wywiady, przewodnik geograficzny, fragmenty książek, to wszystko opatrzone intensywnym komentarzem i odczuciami autorki, często sprowadzonymi do frazesu. Przykład? „Inna rzecz, że z wiekiem coraz lepiej rozumiem, że na jakimś poziomie wszyscy jesteśmy zawsze sami, a na jakimś innym – nigdy nie”. Wow. A cytowanie Osho i nazywanie go kontrowersyjnym mistrzem, po czym objaśnianie czytelnikowi na podstawie tego cytatu na czym polega prawdziwa miłość, z jakimś takim psychoterapeutycznym zacięciem, zwyczajnie mnie striggerowało. Do tego „Samotny…” pełen jest zwykłych przechwałek, jaką to doświadczoną, niezależną, świadomą osobą jest autorka, jak świetnie wychowała syna, jaki ma super tryb życia, generalnie +100 do fajności. < Od 15 lat uprawiam jogę i wiem jak żyć – chcesz znać mój sekret? Kliknij tutaj.> Dba jednak Katarzyna Tubylewicz żeby czytelnik nie zapomniał, że jest to książka o samotności, dlatego pojawia się w niej to słowo milion razy, czasem wprowadzając zamęt, kiedy nie wiadomo czy chodzi o złe bycie samotnym czy dobre bycie samemu i gdzie właściwie jest ta różnica. Choć przewija się to przez wszystkie rozdziały, do żadnych wniosków w sumie nie dochodzimy.
Co do sposobu zaserwowania tego obiadu – tak niestarannie sformatowanego ebooka chyba jeszcze nie czytałam. Użyto kilku rodzajów czcionek, które inaczej wyglądają w tym samym rozmiarze, więc nie da się ustawić sobie optymalnej dla siebie wielkości czcionki. Najpierw myślałam, że może w ten sposób wyróżniono cytaty, ale czasami tak jest, innym razem nie. Podobnie z wcięciami, czasami są, czasem ich brak. Wydawca konsekwentnie postawił na taki sam chaos jaki jest w treści.
Dwie rzeczy mi się tutaj podobały. Pierwsza to zdjęcia Daniela Tubylewicza – zawsze fajnie jest popatrzeć na piękne, puste skandynawskie plenery i na słodkie krówki. Niestety czytanie na czytniku nie pozwoliło docenić ich uroku w pełni. Druga to wywiad Peterem Strangiem, profesorem medycyny paliatywnej, który wyraźnie miał coś do przekazania i zrobił to w sposób bardzo poruszający, konfrontując mnie z lękami, ale też dając spokój. Jeśli gdzieś na tę książkę traficie, warto przekartkować, żeby zatrzymać się na tym fragmencie na dłużej.
3.5/5 taka wysoka ocena glownie ze wzgledu na rozmowe z Therese Bohman, poza tym to troche rozczarowanie, ciezko bylo mi sie skupic i czesto gubilam watek
Książka w interesujący sposób traktuje o samotności, jednak czegoś mi zabrakło, co by mnie poruszyło i zachęciło do refleksji... Lekkie rozczarowanie 😕
Tubylewicz w punkt pokazuje, że bycie samemu to nie bycie samotnym. Tytuł brzmi trochę jak non-fiction opowiadające jedynie o Szwedach. Poniekąd tak jest, ale kwestia pochodzenia to nie jedyny aspekt, który łączy ludzi z którymi autorka przeprowadza wywiady. Wywiady same w sobie prowadzone świetnie nietuzinkowo. Różne punkty widzenia na samotność-punkt widzenia szpiega, pisarki, noblisty, czy instruktora jogi i medytacji. Dają szerszą perspektywę postrzegania tego, czym ta "samotność" tak naprawdę jest. Jeśli poczujecie się czasem niedopasowani, albo sami w tłumie to dobrze sięgnąć po tę lekturę. Wszystko przeplecione surowymi zdjęciami szwedzkich krajobrazów, dobrze oddających klimat.
To nie jest reportaż. To zbiór prywatnych opowieści autorki, poprzeplatany wywiadami z osobami, których życie w ogóle mnie nie interesuje, bo sięgam po książkę, by dowiedzieć się o samotności Szwedów a dostaje zbiór opinii kilku osób na ten temat. Część wywiadów nawet tematu samotności nie dotyka. Być może opis powinien mnie nakierować na treść, ale po książce widniejącej w kategorii "reportaże" możnaby oczekiwać choć minimum wiedzy.
Książka trafiła prosto do mojego lubiącego samotność serduszka i podczas czytania od razu robiło mi się ciepło w środku. Fajnie jest odnaleźć zrozumienie w literaturze, tak samo jak chyba odnalazłabym się w kochającej indywidualizm Szwecji. Katarzyna Tubylewicz rozmawia z dziennikarzami, reżyserami, lekarzem, poetą, nawet ze szpiegiem, a rozmowy te kręcą się wokół samotności i tego, czym ona dla Szwedów jest. Wszyscy jej pożądają, ale czasem też sie wstydzą, a nie wszystko w szwedzkim społeczeństwie zawsze jest tak kolorowe, jakby mogło się wydawać. Oprócz ciekawych wywiadów autorka snuje nam swoje własne refleksje na temat swojej samotności, bycia introwertykiem i potrzeby odpoczynku od ludzi, co Szwedzi najbardziej lubią robić na łonie natury. Książka jest pięknie wydana, wypełniona zdjęciami syna autorki, Daniela, który poszukując szwedzkiego światła, uwiecznił piękne krajobrazy i przyrodę Szwecji. Przyjemna, piękna lektura. I tak jak napisał w blurbie Wojtek Szot, czytając o samotności, czuje się jakoś mniej samotnym.
Ksiazka jest glownie o autorce… Nie tego sie spodziewalam. Najbardziej interesujace czesci to wywiady.
Ogolnie pozycja przypomina dlugi wpis na osobistym blogu z lat 00’, przeplatany rozmowami z innymi ludzmi. Dowiadujemy sie duzo o autorce i jej podrozach z synem. Jest sporo rozwazan i przemyslen samej autorki na temat samotnosci i introwertyzmu (przemycany nam jest poglad, ze bycie intro = bycie bardziej). Sporo tez wnioskow samej autorki na zadany temat. W wywiadach czesto pytania duzo dluzsze niz odpowiedzi i z gory zakladajace wnioski. Troche egzaltacji, troche poetyckich zdan.
Bylam bardziej przygotowana na ciekawy reportaz o szwedzkiej samotnosci, a dostalam osobisty esej z narzuconymi wnioskami. Jesli ktos szuka takiej pozycji, ktora jest zbiorem mysli i rozwazan autorki polaczanej z wywiadami, to mozna polecic.
Czytalam lepsze ksiazki Katarzyny Tubylewicz. Dla samych wywiadow moze warto, ale niekoniecznie.
Uwielbiam Szwecję, uwielbiam tamte krajobrazy i mindset samotniczego życia. Lekka lektura, szybko się czyta, piękne myśli podsumowujące i intrygujący wstęp ^^
Książka niesamowicie lekka, miła i otulająca czytelnika. Fotografie urozmaicają lekturę i pomagają przenieść się do miejsc, które akurat odwiedza autorka. . . . Jednak im dalej, tym mniej na temat i mniej literacko... Odniosłam wrażenie, że Pani Katarzyna Tubylewicz zbyt lekko potraktowała swoją rolę. Zamiast wyczerpującego omówienia tematu otrzymaliśmy szereg nieistotnych wątków, które często zaprzeczają tezie z tytułu 😭 Rozmowy, które przeprowadziła, na pewno były dla Tubylewicz ważnymi doświadczeniami, ale odniosłam wrażenie, że dla autorki najważniejszym punktem była jej przygoda z jogą i ta straszna pandemia, którą spędzała w podróży po Szwecji...
This entire review has been hidden because of spoilers.
Katarzyna Tubylewicz nigdy nie zawodzi! "Samotny jak szwed" to książka po części bardzo osobista, ale te "prywatne" fragmetny nie przeszkadzają wcale w odbiorze książki jako w uniwersalną. Jest też pełna różnych perspektyw, wywiadów z szerokim wachlarzem ludzi o przeróżnych doświadczeniach i poglądach. Wywiady są świetnie prowadzone (ciekawe wywiady są zresztą typowe dla Tubylewicz).
Jeśli chodzi o zdjęcia w książce, to zrobiły świetną robotę w zaostrzeniu mojej tęsknoty za powrotem do Szwecji, więc też na plus.
Mi się bardzo podobała. Czytając opinie czytelników to zgadzam się, że trochę może na okrętke czasami było o temacie, albo stosunkowo nie tak dużo o samej samotności ludzi tej części świata. Może do tych powodów tej samotności, trochę do samodzielnego rozważenia nad nimi było tyle stron i tyle o zjawisku opisane. Może ja to tak przyjmuje. Super, że rozdziały ze swojej (autorki) przygody życiowej są oddzielone. Pozostałe rozdziały w formie wywiadów mnie może tak zafascynowały, bo ja bardzo ludzie słuchać rozmowy z ludźmi.
Bardzo przyjemna lektura, wiele mi wyjaśniła odnośnie kultury szwedzkiej i jak ludzie tam postrzegają świat. Jeden z najfajniejszych fragmentów to rozmowa z szwedzkim noblistą 🫡
nie dowiedziałam się z tej książki za dużo o Szwecji, ale wiem, że pani autorka praktykuje ashtanga jogę oraz jej syn robi piękne zdjęcia. rzuciłam tym po 30 stronach, strata czasu
Bardzo lubię styl Katarzyny Tubylewicz i dobrze się czyta te jej wszelkie książki o Szwecji. Jednak w czasie tej lektury miałam wrażenie, ze już czytałam coś podobnego i nie bardzo wiem, po co ukazała się ta książka. Oczywiście właśnie dlatego, ze w Polsce tematyka szwedzka jest popularna i dobrze się sprzedaje, ale powinnismy być choć trochę bardziej krytyczni na coraz to nowe skandynawskie książki, które każdy chce czytać, bo tam nawet samotność jest interesująca. Szanuje prace autorki, jednak dla mnie książka ta niczego nowego niestety nie wniosła.
Ciekawa, chociaż nie do końca o tym co sugeruje tytuł. W środku rozmowa między innymi z Therese Bohman, Tomasem Tramstromerem, lekarzem medycyny paliatywnej, szpiegiem pisarzem Vincentym Severskim. Porusza ciekawe aspekty samotności jako wyboru oraz przymusowej samotności, operuje ciekawym zestawem pojęć ale w gruncie rzeczy brak pogłębienia tematu, jest szeroki zakres tematyczny ale nieco brak szczegółowości.
Nie do końca sprostała moim oczekiwaniom. Niby wszystko co mieć zawarte było się tam znalazło, ale i tak czuć niedosyt. Czasem wydawało się, że autorka za bardzo zaczyna zmieniać temat na ten nie miejący związku z książką, bo chciała o tym gdzieś napisać, a tu i tak był misz masz różnych zagadnień. Zainteresowały mnie ciekawostki o Szwedach i myślę, że na długo zostaną w mojej pamięci, ale książka nie.
Opisanie samotności poprzez różne perspektywy oraz odmienne podejścia dają do myślenia, czy pomimo swoich zalet i wad, samotność jest czymś, co każdy w pewnym stopniu potrzebuje oraz dąży. Ocena powinna być 3.5 - 0.5 oceny wyżej za świetne zdjęcia syna autorki oraz przedstawienia szerszego obrazu samotności i indywidualizmu nie tylko ze Szwedzkiego spojrzenia.
Im bliżej końca tej książki, tym gorsza jakość researchu i korekty. Bardzo boli czytanie pokracznych zdań, czy bzdur np. o synchronizacji miesiączek kobiet, "które spędzają czas razem". Książkę ratuje absolutnie fantastyczny wywiad z Tomasem i Moniką Tranströmer, a więc rozmowa sprzed co najmniej 6 lat.
Całkiem ciekawe koncepcje kulturowe tutaj opisano. Wiele wątków mnie zaciekawiło, zwłaszcza tak do około połowy książki, a potem mam wrażenie że im dalej, tym mniej na temat. A ostatnie mówczynie strasznie pick me klimaty… babe stand up, he’s not willing to pick you 😭
I wreszcie, zdecydowanie tu za dużo przemyśleń własnych autorki i akapitów/niemal całych rozdziałów o niej samej, ale może podeszłam do tego jak do reportażu i to tylko moja subiektywna ocena.
Myslalam ze ta książka mnie zanudzi a było wręcz przeciwnie. Czytając ją czulam się w jakiś dziwny, nie do opisania sposób komfortowo."jak w domu".Książka ta sprawiła ze mam ogromną ochotę pojechać do Szwecji.
Bardzo przyjemna lektura i do tego wydana z cudnymj zdjęciami z podróży po Szwecji.
Samotność w Szwecji była tu raczej punktem wyjścia, motywem przewodnim, od którego autorka odbiegała w różne strony - ale w tym przypadku całkiem mi się ten luz podobał...
53% - DNF. Musiałabym wystawić niską ocenę tej książce, a na to nie zasłużyła. To jest bardzo dobra lektura, z ciekawym pomysłem i przystępnym stylem, ALE... tej szwedzkości tu tyle, co wody w kałuży. Liczyłam na szerszy kontekst, a dostałam tak naprawdę tylko pretekst do tego, aby przeanalizować czym ta "samotność" faktycznie jest. Wywiady ze zdeklarowanymi samotnikami mnie nie zaciekawiły. Przypominały bardziej spotkanie ze znaną osobą i pogadankę o wszystkim i o niczym niż odpowiedź na pytanie zadane w tytule. Jeśli ktoś jest zainteresowany studium samotności, to się nie zawiedzie. Natomiast jeśli ktoś oczekuje, że przez pryzmat tej analizy przyjrzy się Szwedom z bliska, to może być równie rozczarowany.