Podróż po wspomnieniach, najpiękniejszych europejskich zakątkach, ważnych tekstach kultury i wszechobecnej muzyce.
Zbiór esejów przepełnionych czarem i urokiem włoskiego lata, niespieszną samochodową włóczęgą przez południową Europę, sybarytyzmem gorących wakacji i obietnicą niezwykłych przeżyć. Na stronach tej książki współbrzmią ze sobą muzyka rosyjska i cygańska, mandżurski walc, arie z oper Karola Szymanowskiego i Mahalia Jackson, której głos nieodmiennie przywołuje klimat amerykańskiego Południa. I oczywiście Chopin, który – słuchany w podróży – zawsze domaga się większych dekoracji niż europejski krajobraz. Nierozłączna triada – jazda, muzyka i pejzaż – wywołuje potrzebę opowiadania o tym, co najistotniejsze. Bowiem tylko w trakcie wędrówki tak mocno otwieramy się na świat i nowe doznania oraz nabieramy dystansu do tego, co było.
Historie o tym, co bliskie nam wszystkim, opowiedziane doskonałym stylem przez konesera życia i estetę – o poszukiwaniu zakorzenienia, własnego miejsca w świecie, ale także o namyśle towarzyszącym dostrzeganiu piękna w codzienności i drobiazgach.
Zbiór esejów jak najbardziej osobiste, przejmujące wyznanie. I trochę jak pożegnanie... Oby przedwczesne! Jest dla mnie ER wyjątkowym pisarzem; pierwsze wydanie „Stankiewicza...” po prostu wchłonąłem. Drugie zresztą też. Razem z „Warunkiem” to dla mnie formatywna wręcz triada. W zasadzie nie podzielam muzyczno-podróżnych fascynacji autora. Ale również nie wyobrażam sobie dłuższej jazdy samochodem bez muzyki! I nasza pamięć mijanych okolic, zwiedzanych miejsc, tak samo przekłada się na ulubioną muzykę (jak Langwedocja to UB-40!, itd.) I jaką On to opisuje frazą, jak cudnie nawiązuje do poprzednich książek! Jak to się czyta!
PS. Miłość do Chopina podzielam, ale również nigdy go w samochodzie nie słuchałem.
Ostatnia książeczka w tym roku, uzupełniająca braki rodzajowe literatury pięknej. Tak chyba mogę nazwać folder, w który można włożyć to dzieło. Zbiór opowiadań, może bardziej historyjek nie zawsze idących chronologicznie czyta się całkiem nieźle. Momentami porywa do tego stopnia, że połykasz zdanie po zdaniu, momentami nudny i ciągnący się. Mój werdykt to 3/5. Pierwsza gwiazda: język, styl pisania i wyszukane słowa. Druga gwiazda: romantyczne podejście do 'zwykłych' i na codzień niezauważalnych rzeczy. Trzecia: Zajawka muzyczna autora jest inspirująca, przez co aż chce się posłuchać Chopina.