Mroczny całun śmierci ogarnął ludzkość, a wraz z nim świat ogarnęła przytłaczająca cisza. Ocalała jedynie garstka. Na skraju pustyni, otoczona lasem stoi chata. Mieszkają w niej Jakub oraz jego żona Julia. Toczą spokojne życie bezskutecznie starając się o dziecko. Niedaleko mieszkają Daniel z Martą. Ta czwórka od lat nie widziała innych ludzi, wydaje się że w okolicy nie ma nikogo prócz nich. Pewnej burzliwej nocy, do drzwi Jakuba puka młoda dziewczyna. Wbrew logice i obawom wpuszcza ją do środka. Wraz z przybyciem niespodziewanego gościa zaczynają się dziać niepokojące rzeczy.
Pełen samotności, post pandemiczny świat w niepokojącej opowieści o końcu i nowym początku.
W powieści Sablika wybrzmiewa tęsknota za czymś nienazwanym, nieujarzmionym, za czymś, co przynosi ze sobą tajemnicza dziewczyna w tę deszczową noc. Z początku bohaterowie trzymają się tego, co pewne, a co jak się okazuje – jest pozostałością dawnego, upadłego świata. Z czasem bariery pękają, a w samotności rodzi się coś, co od zawsze czekało uśpione.
„Lęk” to postapokalipsa bez fajerwerków, bez krzyków i ognia rozpadającej się w pył cywilizacji. Raczej kameralny portret walki o przetrwanie kruchej psychiki ludzkiej pośród rozpaczy zniszczenia. Sablik podgląda osobiste bolączki, niemożliwe pragnienia, piętrzące się wątpliwości… Obserwuje rozpad więzi, rozmijanie się i kiełkujący gniew. To taka cicha katastrofa, emocjonalna gorączka, która z bohaterów przenika na samego czytelnika.
„Lęk” ma w sobie to postapokaliptyczne coś, ten unikatowy element, który sprawia, że miłośnicy gatunku odnajdą się w nim, rozpłyną, zatopią z przyjemnością.
Tło wydarzeń i kreacja świata, wydawały mi się raczej niespójne, a wiele motywów niepotrzebnych. Kreacja bohaterów i relacji była tak płaska i jednowymiarowa, że ani na chwilę nie przejęłam się ich losami. Wynudziłam się przy tej książce, naprzewracałam oczami przez styl autora pełen truizmów i kwadratowych metafor.
To był pierwszy horror, jaki przeczytałam i, szczerze mówiąc, nie mam ochoty czytać kolejnych, bo lęku w „Lęku” nie było ani trochę.
Na skraju pustyni, w sąsiedztwie mrocznego lasu stoi niewielka drewniana chata. Mieszkają w niej Jakub i Julia. Pewnej nocy do ich drzwi puka młoda dziewczyna. Jakub wpuszcza ją do środka.
Mroczna fabuła i bardzo duszny klimat. Czytając, miałam wrażenie zapadania się w pustynnym piasku, a jednak gnałam przez tę powieść jakby sam diabeł mnie gonił. W sumie, może gonił?
Postapokaliptyczna wizja świata, której normalnie nie lubię, zachwyciła mnie, ale i mocno zraniła swoją samotnością. Mam nieodparte wrażenie, że ten scenariusz był tylko pretekstem do pokazania, że apokalipsa może być bardzo osobista, że świat jednostki może się zakończyć bez względu na to czy reszta planety pozostanie nietknięta. I właśnie przed taką apokalipsą odczuwam lęk.
Sablik potrafi ubrać swoje myśli w nieoczywiste szaty. Podobało mi się to bardzo. Było słowiańsko, religijnie, okultystycznie i trochę straszno. Jestem na tak i gorąco polecam wszystkim fanom grozy.
Książka, tak samo zresztą jak jej poprzedniczka "Winda" niezwykle mi się podobała, a wręcz mnie... pochłonęła.
A to wszystko dzięki bardzo zgrabnej, ciekawie poprowadzonej i tajemniczo oplatającej czytelnika historii. Ciągłemu napięciu, dobrze rozbudowanym postaciom i atmosferze.
Atmosferze chaty na odludziu, którą z dnia na dzień coraz bardziej ogarnia przytłaczająca cisza. Chaty na skraju pustyni, przy lesie w czasie, gdy cała reszta ludzkości wyginęła przez wirus (👀) a my poznajemy małżeństwo, które od samego początku... nie jest najbardziej udanym. Co nie jest raczej czymś dobrym, jeżeli spojrzeć na fakt, że zostaliście sami. I trzeba jakoś ze sobą wytrzymać, a ciągłe kłótnie o chęć, bądź nie potomstwa, a do tego z dnia na dzień coraz bardziej gasnąca chęć bycia ze sobą wcale tej sytuacji nie poprawiają.
No ale co jeszcze może pójść nie tak? Oj bardzo dużo rzeczy. A cały ten absurdalnie dziejący się, mroczny splot wydarzeń zaczyna się pewnej deszczowej nocy, gdy do drzwi chaty puka młoda dziewczyna prosząc o pomoc. A wy ją wpuszczacie do domu i okazuje się, że jednak nie jesteście sami. A szkoda.
Nie ukrywam, że miałam niemały problem z napisaniem tej recenzji. Najchętniej po prostu napisałabym, że „Lęk” to jedna z najlepszych powieści grozy jakie miałam przyjemność przeczytać w całym swoim dotychczasowym życiu i, co oczywiste, z czystym sercem polecam! Jednak na imię nie mam Stephen, a na nazwisko King i wiem, że taka zachęta w moim wykonaniu nie wystarczy, aby przekonać do sięgnięcia po powieść Tomasza Sablika.
„Lęk” docenią zarówno koneserzy ambitnej grozy jak i miłośnicy niepokojących i nieoczywistych powieści psychologicznych. To powieść przesiąknięta symboliką - głównie religijną i okultystyczną. Według mnie najlepiej przystąpić do lektury „Lęku” w ciemno - bez znajomości nawet zarysu fabuły. Zresztą w tej osadzonej w popandemicznym postapokaliptycznym świecie powieści to nie sama historia jest najistotniejsza, a warstwa psychologiczna ukazana poprzez skomplikowane relacje między zaledwie garstką ocalałych bohaterów oraz ich osobiste dramaty, indywidualne emocje i przeżycia wewnętrzne. To książka, która zmusza do refleksji, stawia pytania nie dając jednoznacznych odpowiedzi, uwiera, wwierca się w głąb czytelnika, wywołuje dyskomfort i przygniata poczuciem beznadziejności i niemocy. W końcu to i książka, która poza psychologią i klimatem stoi - gęstym i dusznym, klaustrofobicznym, niepokój i niepewność wyziera tu z każdej strony. Tomasz Sablik doskonale w „Lęku” wyważył proporcje pomiędzy grozą nienamacalną, a brutalniejszym, bardziej dosadnymi elementami horroru.
Aż trudno uwierzyć, że tak przemyślana, niejednoznaczna i dojrzała powieść wyszła spod pióra młodego początkującego pisarza, a nie dobiegającego sześćdziesiątki autora mogącego pochwalić się pokaźną bibliografią. Zagraniczne wydawnictwa powinny bić się o Tomasza Sablika!
CAWPILE rating: 8.14/10 Gdy wiatr wzniecał pożar, a twarze spowijała trwoga, każdy śmiał przypuszczać, że nie było tam Boga. "Lęk" jest książką niezwykle osobliwą. Dystopijna rzeczywistość pandemii śmiertelnego wirusa (pan Sablik był szybszy z konceptem, pojawił się on zanim rozpoczęła się wszystkim znana obecnie pandemia!), w której przeżyły tylko nieliczne osoby. Pewnej burzowej nocy w drzwiach domu pewnego starszego małżeństwa pojawia się piękna, młoda dziewczyna. Wpuszczenie jej do domu ma dla Jakuba i Julii pewne... krwiste... konsekwencje. Świat zbudowany został genialnie, czuje się zimno bądź gorąc z jakim muszą uporać się bohaterzy. Atmosfera z każdym dniem się zagęszcza, pomiędzy naszym już teraz trójkątem z drewnianej chaty. Nie ukrywam, że książka jest bardzo interesująca, ja nie mogłam się od niej czasem oderwać, bo chciałam wiedzieć kim tak naprawdę jest ta dziewczyna. Zakończenie przyniosło mi odpowiedź, tak przerażającą, że nie wiem czy byłam na to przygotowana. Jest to genialny horror, pierwszy raz od dawna krzywiłam się ze zniesmaczenie/strachu przy książce. Nie przeszkadzały mi liczne odniesienia do Biblii, chociaż jestem zazwyczaj wyczulona na takie wstawki. Tutaj właśnie wiara, to jak podupada i naradza się na nowo, i tak w kółko, zataczając błędne koło, jest niemalże trzonem tej powieści. Oprócz tego, że jest to powieść z gatunku grozy, jest to także fenomenalna powieść psychologiczna. Uświadamia, że tak naprawdę, gdy zostanie się sam na sam z drugą osobą, bez żadnych "rozpraszaczy", może nie być tak kolorowo, jak to się często wyobraża.. Chciałabym naprawdę dać tutaj 5 gwiazdek, ale nie mogę, bo mężczyźni w tej książce są przedstawieni jako bezmózgie istoty, które jak zobaczą młodą dziewczynę to myślą tylko o jednym... Na dodatek mają jakieś dziwne zapędy, może nie pedofilskie, ale conajmniej niesmaczne (wiedzieli, że dziewczyna ma 16 lat - przynajmniej główny bohater pierwszej części książki. On tymczasem ma 48). Przez to często się krzywiłam i czułam spore zniesmaczenie. Gdyby nie to, dałabym bez wahania 5 gwiazdek.
Po lekturze "Windy" miałam ogromną ochotę na kolejną powieść grozy autorstwa @tomasz_sablik . Byłam niezwykle ciekawa, czy kolejna książka będzie równie dobra. Jednak po jej ukończeniu mam dość mieszane uczucia...Być może, gdyby była to jedna z pierwszych książek z tego gatunku, po którą sięgnęłam, miałabym inne zdanie...
Autor na końcu pisze, że to zupełnie inna książka niż "Winda", że ta opowieść toczy się wolno, wręcz ślamazarnie i to jest prawda. Nie byłby to jednak problem, gdyby fabuła była interesująca, gdyby w powietrzu wisiał strach i napięcie, tymczasem nudziła mnie toczącą się leniwie opowieść, nijacy bohaterowie i kiepskie dialogi. Zaskakujące było zakończenie, dzięki czemu choć trochę cieszę się, że przebrnęłam przez tą powieść.
Czytając "Lęk" czułam się trochę, jakbym wkroczyła do świata "Mrocznej Wieży" Stephen'a King'a oraz horrorów pisanych przez Mastertona - pełnych dziwnych, mrocznych historii z dużą ilością wątków erotycznych.
Czekam na kolejną książkę Sablika, mając nadzieję, że znów zostanę pochłonięta przez ciekawą opowieść i niesmak po Lęku zostanie szybko zapomniany😃📚
Tomek Sablik umie w pisanie. Nie tylko w pisanie grozy, ale w pisanie w ogóle. To co prawda dość śmiałe, może nawet ryzykowne założenie, jednak trzeba przyznać – po prostu słuszne. Logika bowiem nakazuje w ten właśnie sposób oceniać dotychczasowe osiągnięcia autora, skoro zarówno ,,Winda’’ jak i ,,Lęk’’, momentalnie podbiły serca entuzjastów literatury 'strasznej'.
Przypadek ,,Windy" to oczywistość. Trudno sobie przecież wyobrażać, by ktokolwiek mógł przejść obojętnie obok historii napisanej z takim zacięciem; porywającej, w pełni angażującej oraz całkowicie hipnotyzującej swym szaleństwem, obłędem i makabrą. ,,Lęk" natomiast, choć przywodzi na myśl podobny klimat, to w istocie będzie czymś nieco innym.
Zacznijmy od tego, że ta powieść nie jest typowym horrorem, a przynajmniej nie w klasycznym ujęciu. Owszem, zawiera sporo elementów tożsamych z gatunkiem, ładnie wpasowuje się w jego ramy, ALE nie dostarczy Wam aż tylu hardcorowych wrażeń; nie porazi brutalnością, nie powali mocnymi scenami i prawdopodobnie, nie przerazi. Nie znajdziecie tu taniej sensacji, ogranych jumpscarów, wtórnych straszydeł także... NIE.
,,Lęk" to historia, która stoi przede wszystkim emocjami. A dlaczego? Bo jest po prostu miksem, autorską wariacją o końcu świata, która prawda, wpada w lekko horrorowe klimaty, jednak opiera się na zupełnie innych aspektach - głównie bohaterach, ich własnych przeżyciach oraz rozważaniach natury egzystencjalnej.
Prościej rzecz ujmując - Tomek Sablik napisał powieść o ludziach rzuconych na bezkresne pustkowie, będących rodzajem odpadu pozostałego po szaleństwie śmiercionośnego wirusa. To historia czwórki 'cudem' ocalałych, poranionych, osamotnionych i na wpół złamanych osób; straumatyzowanych, żyjących z dnia na dzień, próbujących jeszcze jakoś poskładać to swoje bezsensowne życie, do kupy. Po prostu - proza zwyczajnej/niezwyczajnej codzienności, w której trzeba się odnaleźć na nowo i co wcale nie będzie takie proste; nie tylko ze względu na trudne warunki, ale przede wszystkim na problemy ciężkie do przepracowania, nawet wobec postapokaliptycznej rzeczywistości.
W tym właśnie miejscu Sablik czaruje, bo pod płaszczykiem powszedniości przemyca najwięcej. Nie musi w sposób oczywisty pisać o emocjach targającymi bohaterami, ponieważ na tyle wiernie uchwyca istotę ludzkich zachowań, że czytelnik samoistnie pozyskuje zdolność współodczuwania. Wszystko więc to, co co zostało niewypowiedziane bądź niedopowiedziane, można POCZUĆ i to uderza w odbiorcę najmocniej.
No dobrze, a co z wątkiem horrorowym?
Jest, oczywiście jest! Mocno wyczuwalny, choć stanowi raczej pretekst do właściwej opowieści niż jej główny motyw. Utrzymany w powolnym, mrocznie - melancholijnym nastroju, przykuwa uwagę odbiorcy głównie za sprawą atmosfery oraz pieczołowicie budowanego napięcia. Tu pierwsze skrzypce gra symbolika, tajemnica, nieoczywistość oraz, co zapewne nikogo nie zdziwi, poczucie dojmującego niepokoju. W połączeniu z lekko psychodelicznym vibem tworzy naprawdę udany efekt.
Wniosek nasuwa się więc tylko jeden - ,,Lęk" może zachwycać a wielu płaszczyznach.
Wyobraź sobie świat po apokalipsie, wybuchu choroby, która wymazała z powierzchni planety prawie całą ludzkość. Wyobraź sobie, że jesteś jednym z niewielu ocalałych. I że nagle w środku nocy słyszysz pukanie do drzwi. Otworzysz?
Historia w "Lęku" toczy się niezwykle powoli, przez większość czasu nie doświadczymy w niej nagłych zwrotów akcji, ale za to każde kolejne dziwne, niezrozumiałe wydarzenie pogłębia aurę niepokoju, sprawia, że w naszej głowie pojawia się jeszcze więcej pytań a atmosfera staje się z sekundy na sekundę coraz bardziej przytłaczająca.
Tytułowy lęk jest w książce wszechobecny i przejawia się w tylu różnych aspektach: bohaterowie boją się samotności, egzystencji pozbawionej sensu, zakażenia wirusem i przede wszystkim - nieznanego. A dysfunkcyjne relacje, w jakich żyją, niedomówienia, tajemnice i otoczka końca świata tylko ten lęk pogłębiają.
Przyznaję, że spodziewałam się po tej książce czegoś trochę innego i dlatego zakończyłam lekturę nie do końca usatysfakcjonowana. Motyw postapo (który uwielbiam!) był tu jedynie tłem - bardzo dobrze przedstawionym, ale jednak liczyłam na coś więcej! Wydaje mi się też, że niektóre motywy można uznać za raczej oklepane, a pewne sytuacje i zachowania były w moim odczuciu niewystarczająco umotywowane.
Nie zmienia to faktu, że Sablik stworzył niezwykle sugestywną, mroczną historię, a emocje, rozterki i najbardziej skryte, niekoniecznie chwalebne pragnienia bohaterów przedstawia zazwyczaj bardzo przekonująco. Było to moje pierwsze spotkanie z autorem i na pewno zachęciło mnie do tego, by sięgnąć po jego debiutancką ""Windę", a także kolejne książki, którymi będzie nas raczył w przyszłości!
przyznam, że nie zrozumiałam tej książki. jest to powieść post-apo, ludzkość została zdziesiątkowana przez epidemię, miasta stały się grobowcami a wokół nich rozrasta się pustkowie; to obraz samotności ale takiej którą prowadzi na skraj choroby i szaleństwa; historię poznajemy z perspektywy czterech bohaterów którzy zmagają się z poczuciem wielkiego braku - wszystkie czynności straciły sens, ponieważ nie mogą stać się korzystne dla większej społeczności; aż w końcu każdy z nich zaprosił do siebie zło, które jako jedyne zdołało wykiełkować z niczego
w tym się pogubiłam, w książce nagle pojawiła się młoda dziewczyna - władała czarną magią i była złem. od tego momentu pojawia się dużo odniesień do cielesnych rytuałów, demonów i aniołów (tak to zrozumiałam) i czarnej magii i nie wiem, co te rzeczy miały na celu, skoro bohaterowie zmagają się z poczuciem wielkiego braku i tym już niszczą się wzajemnie. nie wiem skąd nagle wzięło się absolutne zło którego nie da się przepędzić i co miało symbolizować
This entire review has been hidden because of spoilers.
To moje pierwsze spotkanie z tym autorem i myślę ze nie ostatnie. Styl pisania pana Tomasza jest totalnie w moim guście. Ja uwielbiam gdy podczas czytania wręcz czuję duszna atmosferę. Serce mi wali, mam wrażenie, że stoję obok głównego bohatera i doświadczam tego co on.
Przez tą historię się płynie i nie można się oderwać. Niespieszna akcja, budowanie napięcia przez autora to majstersztyk.
Bardzo interesujący i różni bohaterowie. Dwa małżeństwa: Jakub i Julia, Daniel i Marta i ONE, które wszystko zmienią.
Akcja się dzieje w czasach w których ziemię wyludnił wirus. Pozostały jednostki ale nie o tym jest ta opowieść, to tło. Ta historia ukazuje ludzka naturę, pragnienia, nadzieję, wiarę a przede wszystkim Lęk.
„W Księdze Rodzaju zapisano, że na początku była ciemność. Ale to nieprawda. Na początku i na końcu zawsze jest tylko lęk.” . Najnowsza powieść Tomasz Sablik pt. "Lęk" od Wydawnictwo Vesper trafiła do księgarń 15 września. Na moim blogu czeka na was jej recenzja. Koniecznie sprawdźcie, czy warto sięgnąć po tę książkę ^_^ . https://magicznyswiatksiazki.pl/recen...
Naturalnym jest porównywanie najnowszej książki autora z poprzednią, tym bardziej jeśli wzbudziła ona olbrzymie emocje, a kolejnej wyczekiwało się z taką niecierpliwością. "Winda" jest dla mnie powieścią rewelacyjną, ciężką od mrocznych wizji, ulotną i jednocześnie brutalną, natomiast "Lęk" wydał mi się dużo bardziej dojrzały, zarówno jeśli chodzi o warsztat pisarski, jak i jego wydźwięk i głębię emocji, które wzbudził. Jest też powieścią dużo bardziej stonowaną, oddającą monotonię życia, płynącego gdzieś w rozedrganym, pustynnym, postapokaliptycznym świecie.
Czworo bohaterów, którzy przetrwali bezwzględną eliminację gatunku ludzkiego, zaczyna się odnajdywać w zastanej rzeczywistości. Wygrywa w nich instynkt przetrwania, życie toczy się dalej, a rutyna dnia codziennego pozwala okrzepnąć i patrzeć w przyszłość.
Jednak samotność, nawet ta we dwoje, sprzyja rozmyślaniom. Ujawniają się skrywane, nieuświadomione lęki, pierwotne potrzeby, zepchnięte na bok wyrzuty sumienia. Zwycięża ludzka natura z wszelkimi słabościami, nadziejami i całym jej skomplikowaniem, a przebywanie z drugim człowiekiem, nawet jeśli byłby ostatnim na Ziemi, rodzi różnice zdań i konflikty, których nie sposób uniknąć.
Czy to również ludzka natura, czy może przyzwyczajenie i wtłoczenie w narzucone ramy każe im stosować się do przyjętych niegdyś zasad? Bogactwo symboliki pozwala wybiec poza prozę życia, przyjrzeć się temu co ludziom pomaga przetrwać. Ale dopiero pojawienie się niespodziewanego gościa, młodej dziewczyny, obdziera bohaterów z fałszu, z gry pozorów, wystawia na próbę ich samych i wszystko w co wierzą. Ich krucha stabilizacja zostaje bezpowrotnie zachwiana.
Atmosfera z początku monotonna, jak tylko może być życie czworga rozbitków na pustyni, z chwilą pojawienia się Żywii przyjmuje mroczne barwy, zasnuwa się ciężkimi od wyuzdania, profanacji, brudnych myśli i sprzecznych emocji chmurami.
Przerażające, drążące jestestwo wizje, pojawiające się pogańskie znaki i przesycone pierwotnym popędem obrzędy, sprawiły, że wraz z bohaterami zaczynałam tracić grunt pod nogami. Obrazów niektórych scen nie jestem już w stanie usunąć z głowy, wracają i wracają...
Zakończenie jak na powieść grozy przystało napawa lękiem, dogłębnym smutkiem wręcz, odsłaniając prawdę o najgłębszych ludzkich lękach. Tym najbardziej pierwotnym i jednocześnie zrozumiałym pozostanie obawa przed samotnością.
Zazwyczaj potrafię zamknąć swoją opinię w kilku zdaniach. Książka Tomasza Sablika budzi we mnie chęć rozpisania się o jej wyjątkowym mrocznym klimacie, dojrzałym pięknie języka, pozostawieniu wielu kwestii domysłom czytelnika, rozbudowanej analizie ludzkiej natury. Nie odda to jednak emocji jakie we mnie wzbudziła. Każdy odbierze ją na swój sposób, niektórym się nie spodoba, innych, jak mnie, trafi prosto w serce.
„Lęk” Tomasza Sablika to jeden z moich pierwszych przeczytanych horrorów i muszę przyznać, ze przekonał mnie do tego gatunku.
Autor stworzył ciekawą wizję postapokaliptycznego świata, w którym grozy nie stanowią rożnego typu mutanty, a ludzkie skrywane uczucia. Klasyczne wpuszczenie zła do domu jest tu bardzo powiązane z wewnętrznymi obawami, niespełnionymi pragnieniami i samotnością mimo tego, ze dzieje się zupełnie przypadkowo i niespodziewanie. Motywem, który najbardziej zachęcił mnie do jej przeczytania był motyw religijny i faktycznie mnie nie rozczarował, choć żałowałam, ze pod koniec książki stracił na znaczeniu. Główny bohater, Jakub, był jedynym wierzącym ocalałym a Bóg pojawiał się w jego perspektywie niemal przy każdej czynności. Narracja uwzględniająca jego religijność była nie tylko ciekawym zabiegiem stylistycznym, stanowiła również psychologizacje poprzez ukazanie tendencji psychicznych głównego bohatera w nieoczywisty sposób. Postać, która stanowi oś fabuły - Żywia - również reprezentuje religijność, ale pogańską. Autor w bardzo dobry sposób dawkował napięcie - konflikty z początku były drobne, niepokój budziło kilka dialogów, czasem tylko jedna wypowiedź, wrażenia bohaterów i wieloznaczność scen. Tytułowy lęk wzbudzała tajemnicza i symbolizm, tak przynajmniej było do połowy książki. Niestety akcja przyspieszyła nieco zbyt mocno a sceny z przerażających zmieniły się w groteskowe. Druga połowa książki jest bardzo nierówna. Znajdziemy w niej ciekawe pomysły i nieoczywiste rozwiązania, ale znajdziemy także sztampowe i dobrze znane motywy kina grozy, które, przynajmniej w moim przypadku, niszczyły dobrze budowany wcześniej nastrój. Motyw religijny był dobrze ograny prawie do samego końca, niestety pozostał bez konkluzji, nawet metaforycznej.
Mimo kilku mankamentów autorowi udało się stworzyć rzecz niesamowicie wciągającą. Historia była stosunkowo prosta, bohaterowie nie byli ani płascy ani intrygujący, ale motyw przewodni był naprawdę ciekawy i ostrożnie, bez pośpiechu wyjaśniany. Bardzo przyjemna i lekka lektura osadzona w interesującym świecie i stawiająca przed czytelnikiem pytania zajmujące, choć w gruncie rzeczy mało skomplikowane, co angażuje ale jednocześnie pozwala przy książce odpocząć po ciężkim dniu.
Ja dziś tutaj na szybko bo ból zęba nie sprzyja niestety pisaniu i czytaniu.. Jednak trzeba robić i to i to więc jestem. Zaraza ogarnęła świat. Jakub i Julia mieszkają w chatce na skraju pustyni. Gdzie oprócz nich i ich sąsiadów nie ma nikogo. Tylko pustynia i las. Cisza i spokój. Już od dawna nie widzieli żywych ludzi, nawet nie zdają sobie sprawy czy oprócz nich ktoś jeszcze żyje. Jakub oddaje się Bogu i uważa,że to dzięki niemu zdołali przeżyć. Choć jego żona podupada na zdrowiu to z kolejnym dniem myśli tylko o dziecku, którego do tej pory nie mają.. Mimo,że mają siebie to i tak samotność ich dopada. Jednak ich życie zmienia się wraz z z nieoczekiwanym gościem. Pewnego wieczoru do ich drzwi puka dziewczyna.Nie wiadomo kim jest i czego chce ale Jakub ją wpuszcza. Nie wie jednak jeszcze,że to był błąd. Bardzo duży błąd, za który przyjdzie mu słono zapłacić.
Dziewczyna jest młoda i piękna. To nie podoba się Julii,która uważa,że Jakub wpuścił ją tylko z tego powodu. Czy tak rzeczywiście było? Czy Jakub byłby aż tak głupi by wpuścić obcą dziewczynę, która może być zarażona bo mu się spodobała? Jak pojawienie się tajemniczej dziewczyny wpłynie na ich dalsze odludne życie?
Z bólem serca muszę przyznać,że nie przeczytałam jeszcze "Windy" ale to nadrobię, gdyż podoba mi się styl autora. Lęk jest to mroczna i w pewnych momentach przerażająca historia, która wciąga już od pierwszych stron. Pokazuje,że samotność w pewnym momencie może doskwierać tak by fantazje umysłu zamieniały się w czyny. Gdzie kończy się granica, której nie powinniśmy przekraczać? Los kusi lecz nie zawsze warto z tych pokus korzystać, gdyż może to mieć zły skutek. Nasze lęki mogą przerodzić się w obsesje nad którymi nie potrafimy zapanować. Jednak najgorsze nastanie gdy zaczniemy bać się swojego lęku.. Jakub i Julia mieli nie lada wyzwanie zmierzając się z tajemniczą dziewczyną, która tak naprawdę była złem w czystej postaci. Ja osobiście dawno nie czytałam takiej książki ale to mi przypomniało,że od takich książek zaczynałam. Osobiście polecam zapoznać się z Lękiem bo jest to świetna pozycja, która zapada w pamięć. I czekam z niecierpliwością aż autor napisze kolejną pozycję.
Trafiłam tu do małej chatki, z jednej strony otoczonej lasem a z drugiej bezkresną pustynią. Już od początku wzbudziło to mój niepokój i uczucie klaustrofobii. Wszystko dzieje się w postapokaliptycznej rzeczywistości, bohaterom udało się przeżyć. Żyją we dwójkę w totalnej ciszy... Aż do pewnego dnia, gdy u ich progu pojawia się tajemnicza dziewczyna... Kim ona jest?
Pomysł na fabułę jest świetny, czuć klimat tego miejsca. Opisy świata popandemicznego robią wrażenie. Przemycenie w fabule symboli słowiańskich i biblijnych tchnie świeżością. To nie miał być krwawy horror, raczej taki subtelny, bazujący na naszym strachu przed samotnością. Widać, że Tomek postanowił poeksperymentować i stworzyć coś zgoła odmiennego.
Bogata symbolika i ogrom metafor dają ogromne pole do interpretacji. Przyznam się jednak, że świeżo po lekturze miałam uczucia ambiwalentne, odebrałam chyba tę książkę zbyt dosłownie. Z przykrością stwierdzam, że podczas lektury tytułowego lęku nie odczułam. Dlatego dałam sobie czas na przemyślenia po przeczytaniu, aby móc głębiej wejrzeć w spodziewane drugie dno. Dyskutowałam z wieloma osobami, aby spojrzeć na tę książkę z innej perspektywy. Z czasem nabrałam przekonania, że rzeczywistość postapokaliptyczna to tak naprawdę nic nieznaczące tło. Ważni są tu ludzie. Dotychczas znany im porządek świata rozpadł się w pył. Przyszło im się zmierzyć z nową rzeczywistością. Przetrwanie na pustkowiu, w ciągłym drżeniu przed nadchodzącym jutrem. Wiara w sens życia ledwo się tli. Przywdziewanie masek przed samym sobą, kurczowe trzymanie się resztek wiary trzyma przy życiu. Lęk przed samotnością jest prawdziwym koszmarem.
Zachęcam, aby samemu się przekonać jak wpłynie na Was ta powieść, każdy inaczej ją odbierze i co innego tu odkryje. Jestem bardzo ciekawa, co Tomek zaserwuje nam w kolejnej książce.
Wydanie jest przepiękne, a grafiki w środku od Dawida Boldysa to rewelacja, on potrafi, jak mało kto sprawić, że czuć energię bijącą z postaci.
Nie ukrywam, że miałam niemały problem z napisaniem tej recenzji. Najchętniej po prostu napisałabym, że „Lęk” to jedna z najlepszych powieści grozy jakie miałam przyjemność przeczytać w całym swoim dotychczasowym życiu i, co oczywiste, z czystym sercem polecam! Jednak na imię nie mam Stephen, a na nazwisko King i wiem, że taka zachęta w moim wykonaniu nie wystarczy, aby przekonać do sięgnięcia po powieść Tomasza Sablika.
„Lęk” docenią zarówno koneserzy ambitnej grozy jak i miłośnicy niepokojących i nieoczywistych powieści psychologicznych. To powieść przesiąknięta symboliką - głównie religijną i okultystyczną. Według mnie najlepiej przystąpić do lektury „Lęku” w ciemno - bez znajomości nawet zarysu fabuły. Zresztą w tej osadzonej w popandemicznym postapokaliptycznym świecie powieści to nie sama historia jest najistotniejsza, a warstwa psychologiczna ukazana poprzez skomplikowane relacje między zaledwie garstką ocalałych bohaterów oraz ich osobiste dramaty, indywidualne emocje i przeżycia wewnętrzne. To książka, która zmusza do refleksji, stawia pytania nie dając jednoznacznych odpowiedzi, uwiera, wwierca się w głąb czytelnika, wywołuje dyskomfort i przygniata poczuciem beznadziejności i niemocy. W końcu to i książka, która poza psychologią i klimatem stoi - gęstym i dusznym, klaustrofobicznym, niepokój i niepewność wyziera tu z każdej strony. Tomasz Sablik doskonale w „Lęku” wyważył proporcje pomiędzy grozą nienamacalną, a brutalniejszym, bardziej dosadnymi elementami horroru.
Aż trudno uwierzyć, że tak przemyślana, niejednoznaczna i dojrzała powieść wyszła spod pióra młodego początkującego pisarza, a nie dobiegającego sześćdziesiątki autora mogącego pochwalić się pokaźną bibliografią. Zagraniczne wydawnictwa powinny bić się o Tomasza Sablika!
Nie będę porównywać "Lęku" z poprzednią powieścią Tomasza Sablika. "Winda" była jednym z moich najbardziej pozytywnych zaskoczeń książkowych ostatniego roku, nabrałam zaufania do pióra autora, więc bez wahania sięgnęłam po "Lęk". To również dobra powieść, choć nie zaskakuje niczym szczególnym, jeśli odbiorca kultury dobrze zna różnego typu gotycyzmy. Oferuje za to solidny klimat, napięcie (balansujące między strachem a erotyzmem), ciekawy koncept, który akurat mnie się nadal nie nudzi, czyli postapokaliptyczną wizję (kawałka) świata. "Lęk" spełnia swoje zadanie i czytelnik liczący na horror dostaje chyba większość emocji, jakich oczekiwał. Ograne motywy religijne w nowych okolicznościach wybrzmiewają całkiem świeżo, a miłośnicy słowiańskich klimatów będą zadowoleni. Liczę, że styl autora z powieści na powieść będzie coraz lepszy i że rumieńców nabiorą bohaterowie pierwszoplanowi, którzy rozwijają się zbyt późno (Daniel) albo wcale (Julia, Jakub). "Lęk" mogę polecić miłośnikom literatury grozy jako solidną realizację gatunku, a sama będę czekać na kolejną książkę Sablika. Wydanie od Vesper jak zawsze robi wrażenie - wspaniała okładka i grafiki!
"W Księdze Rodzaju zapisano, że na początku była ciemność. Ale to nieprawda. Na początku i na końcu zawsze jest tylko lęk."
Gdy kilka miesięcy temu brałam do ręki debiutancką "Windę", Tomasz Sablik był kompletnie nieznanym dla mnie autorem. Dość pozytywnie mnie wtedy zaskoczył swoją umiejętnością budowania fabuły, która aż kipiała od mocno odczuwalnego klimatu napięcia i niepokoju a i groza potrafiła mi się tu i ówdzie wedrzeć. Po lekturze "Windy", "Lęk" był najbardziej oczekiwaną przeze mnie pozycją autora i nie będę ukrywała, że miałam w stosunku do niej dość wysokie wymagania. Czy powieść rozminęła się z moimi oczekiwaniami? Nie. Ten postapokaplityczny horror jest pełen kontrastów, przesiąknięty aurą grozy, niepokoju i tajemniczości - nic tu do końca nie jest jasne, zrozumiałe ani takie, jak się wydaje na pierwszy rzut oka. Autor bawi się czytelnikiem i stwarza wrażenie przewidywalności zakończenia niektórych wątków. Czytelnikowi wydaje się, że już wszystko wie, wszystkiego się domyśla ale wrażenie te jest ułudą i tylko do czasu, bowiem "chwilę" później przewidywalność leci na łeb i szyję a czytelnikowi pozostaje już tylko zebrać szczękę z podłogi i spróbować odpowiedzieć sobie na pytanie "co tu się tak naprawdę wydarzyło?" szczególnie przy zakończeniu, które zostawia więcej pytań niż odpowiedzi.
P.S. Taka moja mała dygresja... Abstrahując od postaci i okoliczności... Las, chatka w lesie - bardzo osobiście odebrałam akurat tę scenerię - sentymentalna przeszłość i wspomnienia, które tak naprawdę nigdy się nie skończyły...
W nieokreślonej przyszłości Ziemia zrzuca z siebie człowieka niczym uciążliwego robala. Niedobitki zamiast budować nowe wspólnoty, zaszywają się w samotniach. Wielki świat znów jest dziki i nieznany. A nieznane wywołuje lęk. Całe spektrum lęku. W tej nowej rzeczywistości przeraża wszystko. Samotność. Choroba. Ciemność. Burza. Przeraża nawet bezbronna młoda dziewczyna, pukająca do drzwi w środku nocy. Czy należy się jej bać? Tego dowiecie się z lektury. ⠀ Zarzucają Tomkowi Sablikowi, że za wolno, że za długo, że niejasno. A ja to lubię. Strach niebędący trupem w szafie, czy dyndającym samowolnie żyrandolem. Lęk pełzający pod łóżkiem podczas ciemnej nocy, wkradający się między pocałunki kochanków, wijący w trzewiach, odbijający w oczach, które spoglądają na bezkresną, czarną noc. Lęk człowieka samotnego w towarzystwie, obcego w świecie, którego jeszcze niedawno był panem, lęk człowieka tracącego zmysły i gubiącego wartości. ⠀
Bardzo dobra książka. Akcja rozwija się wolno, ale nie jest nudna. Ciągle się coś dzieje, a podczas książki wzrasta w nas ciągły niepokój. Tak naprawdę od samego początku nie jesteśmy w stanie stwierdzić co będzie działo się dalej. Dostajemy pewne sygnały, ale mają tak wiele rozwiązań że czytelnik nie wie w którą stronę pójdzie fabuła. Świetnie się przy niej bawiłam. Bardzo szybko się czyta i nie wiadomo kiedy przewraca się strony. Bohaterowie, którzy nawet od początku mi nie pasowali z czasem się do nich przywiązałam I kibicowałam im aby im się ułożyło. Będę wyczekiwać na inne książki autora bo to mogą być wyjątkowe spotkania. Winda jeszcze przede mną i też nie mogę się jej doczekać.
Z jednej strony jej nie rozumiem a z drugiej doceniam. Na pewno nie był to jakiś paraliżujący horror, wszystko toczy się powoli i pezugorowije czytelnika na wzrost napięcia. Sam zamysł bardzo fajny , tylko coś mi się nie kleiło , jeszcze nie wiem co. Muszę przetrawić tą książkę. Szkoda że nie zakończyła się w taki otwarty sposób , lepiej by było jakby wszystko było wyjaśnione przynajmniej dla mnie. Sablika będę jeszcze poznawać i odkrywać, podobny styl co Urbanowicz.
Strasznie szybko sie czytalo, bo ma krotkie rozdzialy i to w sumie jedyny z plusow, taka nijaka ta ksiazka w sumie nie była za bardzo ani przerażająca ani ciekawa. Brakowalo mi strasznie jakies motywacji glownej antagonistki