Opowieść o życiu, obyczajach i wierzeniach mieszkańców Grenlandii – Eskimosów. Bohaterem utworu jest mały Eskimos od dzieciństwa nawykły do trudnej pracy myśliwego i życia w warunkach polarnych.
Czesław Jacek Centkiewicz was a Polish engineer, explorer, writer, and journalist. He is best known for a number of books he authored on history of exploration of polar areas and the daily life of Inuit peoples.
Pamietam, ze musialam czytac te ksiazke dwa razy bo za pierwszym razem jedyne co zapamietalam to to, ze Anaruk zjadl mydlo a odmowil czekolady. Do tej pory jest to rodzinna anegdota :D.
Szkoda, że ta książka nie była moją lekturą. Historia Anaruka jest dużo ciekawsza niż zaganianie pingwinów do zagrody. Na szczęście wypożyczyłam ją sobie sama z biblioteki.
Świat Eskimosów pod wieloma względami bardzo różni się od naszego - inaczej się ubierają, inaczej mieszkają, ich pory roku są odmienne od naszych, a dzieci uczą się zupełnie innych umiejętności niż u nas. Ta książka może być dla wielu ludzi brutalna przez szczegółowo opisane polowania na zwierzęta, ale ja od najmłodszych lat wiedziałam, że mięso nie rośnie na drzewach i wiedziałam dokładnie skąd się bierze, nawet w wieku ośmiu lat nie robiło to na mnie większego wrażenia. No może poza upolowaniem wieloryba przez grupkę Eskimosów, to do dziś wydaje mi się niewyobrażalnie trudne.
Spoko książka choć przestarzała, bo w końcu liczy sobie już 88 lat. Dosyć krótka, ale treściwa i myślę, że jak ja się dobrze przy niej bawiłem to dla dzieci tym bardziej ok. Przydatna okazała się notka na końcu, bo rozjaśniła mi parę kwestii.
Książka była nudna i było bardzo dużo polowania w niektórych momentach się wzruszałam. Bardzo się zasmuciłam gdy przeczytałam o zabijaniu psów a ja bardzo kocham psy❤️🐶🐕🐩🐾
Mogłaby to być ciekawa książka, ale nie dla dzieci. Będąc młodszą osobą w ogóle nie byłam tą historią zainteresowana, a będąc starszą tym bardziej.
Anaruk to coś bardziej zbliżonego stylem do reportażu. Opisywany jest tutaj 12 letni chłopiec, żyjący na jednym z najbardziej chłodnych rejonów świata oraz dowiadujemy się jak wygląda codzienne życie Eskimosów. I w sumie tyle.
Lektura jest po prostu nużąca, a wszystkie czynności oraz akcja są opisane w sposób kojarzący się z wykładem dla studentów z ekonomii. Siedzisz i klepiesz bezemocjonalnie treść. Niektórzy mogą się oburzyć, ponieważ są tutaj sceny związane z zabijaniem zwierząt, a lektura jest targetowana dla edukacji wczesnoszkolnej.
To opowieści o mieszkańcach Grenlandii, jak żyją, w jaki sposób zdobywają pożywienie, na jakie zwierzęta polują, jakie organizują sobie zabawy, o tym, kto ma jakie zadania w grupie oraz jak pięknie sobie ufają i rozwiązują problemy.
Przy okazji trafiłam na bardzo ciekawy tekst „Kim naprawdę był Anaruk”. Czy zastanawialiście się kiedyś, czyja twarz widnieje na wielu wydaniach tego tytułu? Czy ten chłopiec naprawdę miał na imię Anaruk? Naprawdę polecam to przeczytać, bo porusza też inne kwestie.
Jest to co prawda lektura dla dzieci, ale jak najbardziej ktoś dorosły, kto jest otwarty na inne kultury, inny świat, jeśli ją przeczyta myślę, że uzna tą książkę za bardzo wartośćiową.
Autor opisuje w formie reportarzu swój pobyt na Grenlandii. Trzeba też zwrócić uwagę na to, że książka została napisana w roku 1937. Tym bardziej jest ciekawym, ważnym dokumentem.
Głównym bohaterem jest chłopiec Anaruk. Stąd poznajemy bliżej samego chłopca, jego rodzinę, jego plemie oraz wiele przygód które go napotykają. Z drugiej strony, poznajemy dość dobrze kullturę eskimosów. I właśnie to wydaje się być niezmiernie interesującym, wartościowym aspektem książki.
Jak to jest możliwe, że ludzie, którzy żyją w bardzo trudnych warunkach zachowują niesamowitą harmonię społeczną, nie znają przemocy? Zjawiskiem obcym są dla Eskimosów takie rzeczy jak kradzieże, kłamstwa, oszukiwanie, a wartością wspólną dla wszystkich jest ciężka praca, wzajemne pomaganie sobie, uczciwość, sumienność? W momencie kiedy odwiedzjący Grenlandie Europejczyk się pojawia i oszukuje podczas transakcji handlowej, Eskimosi całkowiecie nie potrafią zrozumieć tego zachowania. Jest to dla nich obce, wręcz zastanawiają się, co oni zrobili temu Europejczykowi, że on ich oszukał. Doszukiwali się własnej winy w tym zdarzeniu, mimo, że tak naprawdę oni byli ofiarą perfidnego oszustwa.
Mogłoby się wydawać, że dorobek cywilizacyjny Europy jest wielki, ale co tak naprawdę jest miarą dorobku danej kultury?
Książka jest wydana przepięknie, treść jednak... No nie jest dla małych dzieci.
Ja jako osoba, która jest całą sobą przeciwna trzymaniu dzieci w bańce dezinformacji czym jest kurczak na talerzu i co się z nim działo, zanim tam trafił, musiałabym naprawdę przemyśleć w jakim wieku musiałoby być dziecko, żebym go z tą historią zapoznała.
Jest bardzo wartościowa! Chociaż autor moim zdaniem za mało pochylił się nad samą kulturą i obyczajami (dowiedzieliśmy się trochę o amuletach, przesądności, sposobach liczenia i odrobinę o obowiązkach domowych). Najwięcej jest tu opisów polowań, martwych zwierząt, kilkoro martwych ludzi, obejścia z zabitymi zwierzętami zanim trafią do garderoby czy na talerz.
Co jeszcze bardzo mnie boli: autor zdaje się w ogóle nie odczuwać emocji. Zabili fokę? Okej. Ktoś z osady prawie zginął? Okej. Upolowali wieloryba? Też okej. Dosłownie zero poczucia smutku, jedyny moment, gdzie było jakieś uczucie, to pożegnanie: ot, smutno mu było żegnać się z wioską.
Najciekawszym elementem były opowiadane przez ojca Anaruka historie (ze dwie czy trzy), chociaż i w nich musiał być motyw śmierci. Poza tym w książce naprawdę nie ma pointy, jakiegoś morału czy czegokolwiek, co dobrze by było przeczytać dzieciom.
Widziałam opinie o tym, że "Anaruk..." jest reportażem: całkowicie się z tym zgadzam. To relacja z pobytu na Grenlandii, a nie historia tytułowego chłopca.
Uroczo się ta książka zestarzała, ale mam nadzieję, że przestała by już lekturą, albo w najbliższym czasie przynajmniej przestanie. Rozumiem, że jak na tamte czasy, pewnie była przełomową lekturą, ale przy tak wielu publikacjach, mimo nawet miłego usposobienie chłopca z Grenlandii, to jest po prostu wprowadzanie dzieci w błąd. Nie pamiętałam ze szkoły podstawowej, że książka została wydana w 1937 roku i przedstawia zapis z tego okresu, no bo byłam jeszcze dzieckiem. Pamiętałam za to, że mieszkańcy "Zielonego Kraju" to Eskimosi, a nie np. Inuici oraz, że mieszkają przecież tylko w igloo, co obecnie zdarza się sporadycznie i tylko wtedy, gdy Grenlandczycy nie zdążą wrócić z polowania do domu, przed zmieniającą się pogodą, i muszą ukryć się przed np. zamiecią śnieżną. Poloniści, pracownicy ministerstwa, finalni decydujący o dobrze lektur - nie skupiajcie się na jakichś ideologiach, których nie ma, albo które sami wymyślacie, tylko przejrzyjcie kanon pod względem merytorycznym, wybierajcie rozsądnie i nie róbcie z młodych ludzi niemądrych dorosłych.
Kompletnie nudna, czytałam jako jedną z pierwszych lektur szkolnych i nigdy nie zrozumiem kto uznał że 8 latkowie powinni się z nią zapoznać ponieważ jedyną rzeczą jaką zapamiętałam po tych nudnych kilkudziesięciu stronach to jakiś fragment gdzie ktoś jadł mydło no i oczywiście posmak ogromnej nudy. Jeśli interesuje cię temat Grenlandii i życia tam z 50 lat temu całkiem okej pozycja aczkolwiek nic wybitnego.
Muszę przyznać, że była to jedna z lepszych historii, jaką miałam okazję przeczytać jako dziecko. Książka pokazująca realia życia na innym kontynencie i w innych warunkach. Jest to jeden z pierwszych reportaży z jakimi miałam styczność i muszę przyznać, że był to również jeden z ciekawszych reportaży jakie czytałam.
It is probably the first book that I truly loved and understood. The teacher made us read this in elementary school and I think I never liked anything that I had to read for school this much. I don't remember a lot about the plot because it was a long time ago but I will never forget how the story made me feel.
Czytalam wersje z lat 50. Ogólnie warto się zaintetesować sprawą pochodzenia imienia Anaruka i zmianami, które zachodzą między różnymi książkami. Współczesne wydania a to z lat 50. to zupełnie różne światy. A jak do tego porównasz do rzeczywistości to już inne wszechświaty. Ciekawa jestem, jak wygląda wersja z lat 30, oryginalna :)
Natrafiłam na tę książkę ponownie po (przynajmniej) piętnastu latach. Kró†ka odmiana reportażu przygodowego dla dzieci, opowiadająca o życiu i codzienności Eskimosów mieszkających w Grenlandii. Szkoda, że taka krótka.
Nadal nie będzie należało to do moich ulubionych lektur, ale o wiele bardziej teraz mogę to docenić niż jako dzieciak w podstawówce. + Lektor, z którym mam same fajne wspomniania to zdecydowanie wartość dodana!
Zupełnie inaczej czyta się tą książkę po śledztwie dotyczącym tytułowego Anaruka opublikowanym przez Poznaj Grenandię (Agata Lubowicka i Adam Jarniewski). Jako alternatywę polecam "Listy z Grenlandii"
Pamiętam, jak mi babcia czytała tę książkę. Do dzisiaj światło małej lampki kojarzy mi się z tym doświadczeniem. Totalnie nie pamiętam problematycznych konotacji światopoglądowych tej książki. Ważniejsze jest dla mnie samo doświadczenie czytania 🥹
Nienawidzę tego! To była moja lektura połowa mojej klasy ją lubi a połowa nie lubi ja należę do tych którzy jej nie nawidzą jak to czytaliście to mam nadzieję że ona wam się spodobała. To po prostu nie jest mój typ ja nie polecam ale są też ludzie którzy ją polecają. 😩☹️
Chłopiec z Grendlandii, czyli jak testować cierpliwość oczytanego 8/9-latka i jak zniechęcić do czytania resztę. A najlepsze jest to, że książka okazała się jednym wielkim fejkiem i "Anaruk" znaczy w języku Inuitów "sraj to".