Cykl stalowych szczurów zaczęłam właśnie od Fortu 72. Ogólnie patrząc to może nie najlepszy pomysł, zważywszy na to, że patrząc na chronologię przed Fortem znalazły się 2 pozycje, ale w niczym mi to nie przeszkadzało!
Naprawdę nie czułam, że jestem wrzucona w środek fabuły. Czułam od początku do końca, że wiem gdzie jestem, wiem co się dzieje, poznaję powoli bohaterów.
W akcję wciągnęłam się bardzo szybko i nie miałam ochoty odkładać jej ani na chwile ciągle trzymając kciuki za wszystkie 3 drużyny.
Od połowy książki w zasadzie zniknęłam ze swiata i zostałam wciagnięta przez ciemność Fortu 72. Nie wypuścił mnie do samego końca. Sorry rodzino - tego dnia nie byłam w stanie zrobić obiadu, a tym bardziej go przełknąć...
Jeśli macie w planach „Fort 72” - to zróbcie zapasy w lodowce do odgrzania dla Waszych bliskich. A Wy zamknijcie się w objęciach ciepłego koca, wywieście tabliczkę „nie ma mnie” i po prostu dajcie się pochłonąć!