Opowieść o niszczącej sile pożądania w pełnym erotycznego napięcia thrillerze!
W oczach otoczenia Nicolas uchodzi za ideał - czuły, opiekuńczy, przystojny mężczyzna. Marzenie każdej dziewczyny. Prawie każdej, bo akurat Tamara, jedyna, która interesuje Nicolasa... cóż, delikatnie mówiąc, nie podziela jego uczuć. Więcej - boi się go. Boi się do tego stopnia, że ucieka na studia do innego miasta. Jednak i tam nie znajduje spokoju. Dziewczyna podejrzewa, że Nicolas to stalker i najprawdopodobniej jest niebezpieczny. Wkrótce przekona się, jak bardzo.
Tamara znajduje chwilowy spokój w towarzystwie Tobiasa i Leonarda, przyjaciół poznanych na uczelni. Nicolas, który bacznie obserwuje dziewczynę, nie zamierza dzielić się swoją wyśnioną miłością z innym mężczyzną. Tymczasem obok Tamary od razu pojawia się dwóch kandydatów do jej serca... Wściekłość Nicolasa rośnie. Hamulce, które dotąd trzymały go w ryzach, coraz bardziej słabną.
Piorunująca mieszanka literatury new adult i thrillera w debiutanckiej powieści Aleksandry Pilch
Do „Naszych Ciał” wiele osób mnie przekonywało. Zaczynając od Kingi z Iskierka Czyta, kończąc na Ewelinie z Gypsy Girl Recenzuje, a między nie wsadzając ze trzy inne osoby, które nie są blogerami, ale miały okazję przeczytać książkę Oli. Obiecałam sobie, że na rejsie przeczytam „Nasze Ciała”, aby zobaczyć w czym ten zachwyt jest. Kiedy zaczęłam czytać tę historię już po pierwszym rozdziale... przepadłam.
Tamara Myles to przeciętna dziewczyna, której rodzice, a w zasadzie żmijowata matka, dyktowali co ma robić i, jaka ma być. Dziewczyna chciała się wyrwać spod tej domowej dyktatury i tym oto sposobem trafiła na studia. Ale prawda z jej wyjazdem na uczelnię jest zupełnie inna. Tamara ma stalkera, który śledzi każdy jej ruch. Stalkera, który zna ją od wielu lat i jest przyjacielem jej kuzyna. Stalkera, który oczarował całą jej rodzinę i wszyscy widzą ich na ślubnym kobiercu. Problem w tym, że Myles nie zamierza wychodzić za Nicolasa. Co więcej, chce być jak najdalej od niego. Kiedy Tamara pojawia się na uczelni, dostaje dorywczą pracę na basenie i tam poznaje dwóch chłopaków – Leonardo i Tobiasa. Dziewczyna szybko łapie z nimi bliższy kontakt, który z przyjaźni pomału zaczyna przeradzać się w coś więcej. Wszystko to, nie podoba się Nicolasowi, który nie zamierza stać z boku i oglądać, jak dwóch studentów dotyka tego, co należy do niego.
O rany... Nie wiem co mam napisać. „Nasze Ciała” wywołały we mnie całą masę emocji, a czytając tę pozycję na bardzo długi czas przed jej wydaniem, zauważyłam, że Aleksandra Pilch dopieściła swoją książkę w każdy możliwy sposób. Ale opowiedzieć o tej książce w paru zdaniach PO PROSTU SIĘ NIE DA!
Wiecie, że mam awersję do bohaterek w książkach. Zazwyczaj są to puste laski, które nawet jeżeli udają mądre to robią to źle. Ciągle zastanawiam się dlaczego autorki robią ze swoich bohaterek tak ułomne persony. Tamara to całkiem inna bajka. Pokochałam ją od pierwszego rozdziału. Dziewczyna jest niebywale silna na rzeczy, które ją spotykają i naprawdę uparta, aby pokazać, że Nicolas wcale nie jest taki święty, jak wszyscy go widzą. Fakt, ma czasem załamania nerwowe, ale kto by ich nie miał, kiedy masz stalkera, który potrafi zabić i twierdzi, że zrobił to dla twojego dobra i bezpieczeństwa? No szanujmy się. Aleksandra Pilch fenomenalnie oddała psychikę Tamary. To, jak dziewczyna stara się wołać o pomoc, a wszyscy dookoła olewają ją na całej linii. To, jak załamuje się i boi się nie tylko o swoje, ale też o innych, bliskich jej osób życie. A przede wszystkim to, jak czasami wypiera zło, które czyni Nicolas i mówi, że to wszystko jest dla jej dobra. Tams, jest idealnym przykładem osoby prześladowanej, której nikt nie wierzy do tego stopnia, że ona sama zaczyna uważać, że to wszystko, to jedynie jej wymysł.
Leonardo i Tobias to moje chłopaki. Wybaczcie moje drogie panie, ale zaklepałam obu, a Ola przyklepała mi ich od razu. Są wspaniali, uzupełniają się wzajemnie i mimo wielu różnic, pasują do siebie doskonale. Miłosne trio, które stworzyła Aleksandra jest tutaj perfekcyjnie napisane. Ogólnie, mam ochotę używać słów: fenomenalna, perfekcyjna i przemyślana w każdym aspekcie tej książki.
A sam Nicolas... do bardzo dawna nie czułam niepokoju, kiedy czytałam książkę. Oooo, czekajcie pamiętam! Ostatnio to było przy „Komórce” Stephena Kinga, którą czytałam przy premierze. To wyobraźcie sobie ile to już lat minęło. Nicolasa miałam na oku na początku i chciałam go klepać, ale stwierdziłam „poczekaj, będzie ktoś lepszy”. A jak pojawili się chłopaki to już wiedziałam, że na Nicolasa nie spojrzę. Bohater z niego porypany do potęgi i za każdym razem, kiedy były rozdziały, gdzie to on był narratorem, czułam wcześniej wspomniany niepokój.
„Nasze Ciała” to książka, która wywarła na mnie ogromne wrażenie. Choć jest to debiut, wcale nie wygląda jak pierwsza książka Aleksandry Pilch. Ba! Pokuszę się o stwierdzenie, że jest to o wiele lepszy debiut, niż książki autorek, które już od dawna mamy w Polsce. Jestem w szoku, jak udało się Oli wciągnąć mnie w świat przez nią stworzony, jak bardzo żyłam z Leonardo, Tamarą i Tobiasem i, jak bardzo pragnęłam odstrzelić Nicolasa. A końcówka? Toż to było psychiczne zniszczenie i odrodzenie chwilę potem. Aleksandra wykonała kawał dobrej roboty przy swojej książce i mam nadzieję, że na tej jednej pozycji nie poprzestanie. Olu, kiedy kolejna książka?
*wzdycham, że dopiero teraz ogarniam wrzucenie opinii o tej książce tutaj*
Hello, Ladies and Gents, witamy w erotyku, który jest thrillerem, albo thrillerze, który jest erotykiem, jak wolicie. Zdecydowanie coś nowego, mocnego i polskiego. Zacząwszy raz, nie można się oderwać. Zdecydowanie dla starszych czytelników. Nie chcę tutaj rzucać liczbami, bo każdy inaczej dojrzewa, ale musicie sobie zdawać sprawę, że jest sporo (chociaż spodziewałam się więcej, jak na taki temat) seksu, problemy psychiczne, znęcanie, krew, pot, łzy... nie no... po prostu jest dużo kontentu, który może niepokoić. Główna bohaterka, pomimo wielu problemów, pozostaje, ha! chciałam powiedzieć "normalna" ale to pojęcie względne, chodzi mi o to, że można się utożsamić z jej obawami i uczuciami. Mnie się bardzo podobało ;)
Czapki z głów, jeśli chodzi o tą pozycję, bo przyznam szczerze, że tak bardzo czekałam u nas na taką pozycję! Thriller erotyczny i to taki porządny wywołujący emocje w całym ciele! Pani Aleksandra Pilch odwaliła tu kawał dobrej roboty! Nie będę się zagłębiać w fabułę, bo inaczej mogę Wam tu dać jakiś spoiler, a tego unikam jak ognia! Wobec czego nadmienię tu pewne elementy pokrótce jedynie. Tamara to młoda dziewczyna, która już od paru lat zmaga się z pewnym bardzo poważnym problemem - ma stalkera i to takiego, przed którym nie ma w jej odczuciu ochrony... czy może być jeszcze gorzej? Z tego powodu podejmuje rozpaczliwą próbę ucieczki - wyjeżdża na studia i chce zacząć od zera... tylko czy to się uda, a może stalker nie odpuści? Niestety, ale Nick (stalker) postanowi za ni podążyć... jak się to potoczy? Przy którymś razie, gdy staje Nick na jej drodze na uczelni, wybawia ją dwójka chłopaków, którzy mają pewną renomę na uczelni i zdecydowanie Tamara powinna się trzymać od nich z daleka. Coś między nimi zaczyna kiełkować, tylko czy to oznacza, że to co złe minęło? Co to, to nie! Teraz właśnie wchodzimy w tereny, gdzie wszystko nabiera tempa - emocje, thriller, erotyzm - wszystko w idealnych proporcjach i myślę, że to jedna z lepszych książek tego typu jakie czytałam ostatnio i proszę o WIĘCEJ! Wszystkie osoby jakie spotykamy w książce są bardzo dobrze wykreowane, nie da się ich ze sobą pomylić, więc nawet jak nie wymieni z imienia, a to rozpoznajemy je po zachowaniu, a ja przyznam szczerze, że przez niektóre zachowania czułam ucisk w dołku, bo to było aż tak dobre! Wydarzenia płyną sprawnie nie ma momentów wielkiej nudy ani takich, gdzie czuje się totalny zawrót głowy od namiaru i nie wie się, gdzie skierować wzrok i nasze myśli. Nuda nie ma tu miejsca nawet w wolniejszych fragmentach! Wątki erotyczne... przyznam szczerze, że się ich obawiałam... bo wiadomo jak to jest, ale tak jak się obawiałam tak potem ich wyczekiwałam, bo Pani Pilch napisała tą książkę ze smakiem i chociaż są słowa mocniejsze to nie one zdecydowanie tu dominują, o nie - tu dominuje erotyzm i sensualność. Dodatkowo wątek jaki w tym kontekście podała autorka sprawił, że pisnęłam, bo jest to jeden z moich ulubionych i jak się rozmarzyłam nad nim, że nie wiedziałam co począć... bo czytałam i czytałam, wciągnęłam się i tu nagle koniec! Nie miejcie mi za złe tak ogólnej opinii, ale pisząc cokolwiek więcej być może mogłabym coś za dużo zdradzić a tego nie chcę, bo POLECAM tą książkę całym serduszkiem!
Dzisiaj ma dla Was recenzję premierową książki “Nasze ciała” autorstwa Aleksandry Plich @tekstyniezapisane. Czy kiedykolwiek czuliście zagrożenie ze strony drugiej osoby? Czy ktoś był Waszym stalkerem?
Tamara wyjeżdża na studia do innego miasta, ponieważ chce uciec od natarczywego chłopaka. Ma nadzieję, że dzięki temu on odpuści i będzie miała spokój. Dziewczyna poznaje na swojej drodze dwójkę fantastycznych mężczyzn - Leonarda i Tobiasa. Ma nadzieję na normalne życie. Jednak jej stalker “nie zna słowa nie”. To dopiero początek.
Historia rozwijała się w wolnym tempie, powoli poznajemy główną bohaterkę i jej przyjaciół. Kilka rozdziałów z perspektywy szalonego Nicolasa zostało wplecionych między wydarzenia. Dzięki temu poznajemy jego chorą obsesję na punkcie Tamary. Od samego początku znienawidziłam go z całej siły. Drażnił mnie swoją pewnością siebie, udawał kogoś kim nie jest. Świetnie wykreowana postać! Co jakiś czas próbował uderzyć w dziewczynę, dodając do fabuły nutkę dreszczyku i napięcia.
Autorka przełamała barierę dotyczącą związków, bardzo odważny ruch. Musicie sami się przekonać o co mi chodzi, nie chcę za wiele zdradzać z fabuły. Leonardo i Tobias to okropnie gorący mężczyźni, którzy zdecydowanie kupili mnie swoją osobowością.
Trochę denerwował mnie fakt, że Tamara tak długo zwlekała z pójściem na policję i podzieleniem się swoimi obawami. Fakt, że jej własna matka była zapatrzona w tego paskudnego Nicolasa, a ojciec razem z nią wzbudził we mnie wzburzenie.
Końcówkę czytałam ze wstrzymanym oddechem, czekałam na taką bombę!
Połączenie thrillera z erotykiem bardzo mi się podobało. Jestem fanką romansów i dreszczyków emocji zawartych w thrillerach. Wciągnęła mnie niesamowicie, zaczęłam wczoraj, a dzisiaj skończyłam. Historia dostarczyła mi wielu emocji, zarówno pozytywnych jak i negatywnych. Ciarki na plecach miałam cały czas! Świetny debiut, ogromne gratulacje dla autorki!
Czytałam tą książkę już miesiąc temu i w sumie nie byłam pewna, czy chcę pisać o niej cokolwiek. Ale potem przeczytałam też Cichego Wielbiciela Olgi Rudnickiej i o rany, przedstawienie stalkingu tam a w Naszych Ciałach to niebo a ziemia Uświadomiło mi to, jak bardzo nie podobała mi się ta książka, mimo że chciałam ją lubić. W sumie przez kilka pierwszych rozdziałów tak było. Zachęcona poczułam się po obejrzeniu rozmowy z autorką na kanale Natalii z NaTapet, chociaż może głównie dlatego, że Ola Pilch wydaje się być bardzo sympatyczną osobą. Jednak tak jak zaczynając książkę byłam całkiem zaciekawiona, tak później entuzjazm mi opadł, przede wszystkim z jednego powodu.
Nie wiem, dlaczego wydawca uznał za dobry pomysł połączenie historii o stalkingu z erotykiem. Sam początek i wątek Nicolasa wydawał mi się super. Nawet sama opowieść o trójkącie, w jakim byli Tamara, Tobias i Leo oraz o pewnego rodzaju hejcie, jaki na takie znajomości panuje, byłaby ok. Ale te dwa wątki w jednej książce powodowały u mnie permanentną złość i mdłości. Ośmielę się nawet stwierdzić, że ta książka jest krzywdząca dla ludzi, którzy naprawdę borykają się z problemem stalkingu, albo choćby z atakami paniki. Przede wszystkim literatura erotyczna dopuszcza pewnego rodzaju fantazję, wyidealizowane pewnych sytuacji i osób. Ale stalking nie jest fantazją, to jest realny problem, który rozwiązuje się na komisariacie, a nie poprzez dwóch seksownych bodyguardów. Ile osób, które w rzeczywistości borykają się z niebezpiecznym prześladowaniem będzie miało tyle "szczęścia", żeby trafić na dwóch idealnych studentów, którym akurat się nudzi i nie mają nic przeciwko, żeby wziąć pod swoje skrzydła przestraszoną ofiarę? Ośmielę się stwierdzić, że ten odsetek byłby mniejszy niż 0. Ale po kolei.
Tamara przyjeżdża na studia do Lafayette w stanie Virginia. Już od początku zaznacza czytelnikowi, że poniekąd ma nadzieję na pozbycie się z życia stalkera. Nicolasa, bo o nim mowa, poznała przez swojego kuzyna i to zmieniło jej życie w piekło. Przez kilka lat szanowany i podziwiany przez niemal wszystkich w rodzinnym mieście Tamary Nick prześladuje bohaterkę. Uważając ją za idealną kandydatkę na żonę, nie przyjmuje jej odmowy. To powoduje, że dziewczyna nie czuje się bezpiecznie, a jest jeszcze bardziej przerażona, kiedy Nick zjawia się na jej uczelni. Pewnego dnia z opresji ratują ją Tobias i Leo, starsi studenci i od tego momentu pomiędzy Tamarą a nimi zawiązuje się nietypowa relacja. Nick staje się jednak coraz bardziej niebezpieczny.
Sam wątek stalkerski do pewnego stopnia uważam za udany. Na początku byłam zaintrygowana, bo czekałam na to, w jaki sposób Nick powróci do życia Tamary i jak bohaterka sobie z tym poradzi. Całość jest opowiadana z perspektywy Tamary, a narracja co jakiś czas przeplatana jest rozdziałami z punktu widzenia Nicka. Są one krótkie, przerażające, przesiąknięte chorą fascynacją, często zdradzające, że Nick obserwuje ofiarę w momencie, kiedy jest ona tego zupełnie nieświadoma. To robi wrażenie i to się udało. Co jednak zabiło ten wątek to to, że moim zdaniem Tamara jest mało wiarygodna jako ofiara stalkingu.
Początkowo nawet lubiłam ją jako bohaterkę, doceniam też to, że nie poświęcono zbyt wiele akapitów na opis jej urody, jak to często bywa. Można było jako tako się z Tamarą polubić. Ale od momentu poznania Tobiasa i Leo jej wiarygodność zaczęła spadać. To wszystko wyglądało tak, jakby Tamara naprawdę uwierzyła, że najlepszym sposobem na pokonanie stalkera jest mieć bodyguardów w postaci dwóch studentów. Może to byłoby w jakiś sposób wytłumaczalne, gdyby ten cały stalking dopiero się rozpoczął. Ale Nick jest coraz bardziej niebezpieczny i Tamara dobrze sobie z tego zdaje sprawę, przecież ma z nim problem już kilka lat! Natomiast ona zamiast coraz bardziej bać się Nicolasa, po każdej jego akcji stwierdza, że nie chce o tym więcej myśleć i najlepiej to pójść na mecz, albo do łóżka z kolegami. Mimo że ma podejrzenia, że Nicolas może nawet być mordercą, to ani nie staje się coraz bardziej przerażona, ani nie działa jakoś odważniej w celu złapania go na gorącym uczynku, tylko cały czas biernie czeka na to, co on jeszcze odwali. Dobrze, że dość wcześnie zdecydowała się iść na policję, ale po usłyszeniu, że na razie nic nie da się zrobić w tej sprawie i że potrzebują więcej dowodów, już więcej się tam nie pojawiła. Zamiast wziąć swoich nowych przyjaciół i zrobić nawet jakąś ustawkę pod Nicolasa, sprowokować go, nagrać jego zachowanie, to Tamara wolała udawać, że sprawy nie ma i w ogóle zła policja, buu. Gdyby jej ignorancja była mechanizmem obronnym, to może bym była w stanie to zaakceptować, ale nie ma o tym ani słowa.
To sprawiało, że nie umiałam z nią empatyzować, bo jak, skoro sama bohaterka zdawała się nie przejmować tym, co się wokół niej dzieje? Z jednej strony czasem miewała myśli typu “może powinnam być sama, żeby nikogo nie narażać”, z drugiej nie wcielała ich w życie, nie martwiła się nawet o rodziców, którzy przecież również mieli styczność z Nickiem. Będąc z Joy u jej ciotki, bez strachu poszła do klubu. Zamieszkała z Tobym i Leo, mimo że wiedziała, że Nick może ją śledzić i poznać adres chłopaków. Ale kto by się tam przejmował, bo przecież najważniejsze, żeby Toby i Leo nadal głaskali ją uspokajająco po plecach, albo zataczali kciukami kółka na jej policzkach, to od razu jej będzie lepiej. I jeszcze te sensualne opisy pocieszania w momencie załamań Tamary… Nie wierzę, że w momencie ataku paniki ktokolwiek byłby w stanie odnotować takie szczegóły jak to, że ktoś pocieszająco muska nasze kąciki ust, dłonie, zatacza kółka kciukami na naszych plecach, bawi się naszymi włosami, przeciska nam czoło do czoła, oddechy się mieszają, czy co tam jeszcze było opisywane ze strony Leo i Tobiasa do, przypominam, panikującej i roztrzęsionej dziewczyny. W dodatku wiadomości Nicka często mają seksualny wydźwięk, facet opisuje, czego to by z nią nie robił, Tamara żali się z tego "przyjaciołom", a oni co robią? Właściwie dokładnie to, o czym fantazjuje Nick. Jasne, kontekst takich działań jest ważny i domyślam się, że autorka chciała pokazać różnicę pomiędzy seksem, na który wyrażamy zgodę, a podtekstami od kogoś, kogo się boimy. Ale moim zdaniem to nie wyszło. Hitem było to, jak bohaterka wpadła w doła, bo nie chciała być dziewicą do końca życia przez działania Nicka. Całe szczęście, że chłopaki ostro się wypowiedzieli o takim myśleniu, bo już się bałam, że będą skłonni to naprawić.
Jednak mogłam się spodziewać, że tak to się nie odbędzie, bo Leo i Tobias są tak idealni, że aż mdliło czytanie o nich. Właściwie nie znam ich innych cech. Niby było zaznaczone, że pierwszy jest takim lekkoduchem, drugi poważny, ale to właściwie tyle. Poza tym wiemy tylko, że dobrze pływają i są niesamowicie atrakcyjni. Ciekawi mnie, czy Tamara tak chętnie weszłaby z nimi w trójkąt, gdyby nie to, że byli takimi adonisami. I wiem, że przystojny główny bohater to poniekąd wymóg literatury erotycznej, ale no właśnie - do jakiego gatunku zaliczamy tą książkę? U mnie zestawienie erotycznych działań chłopaków wobec Tamary z sugestywnymi myślami i smsami Nicka wywoływało żenadę i obrzydzenie. Zarówno Tamara jak i Leo z Tobiasem często zaraz po akcjach Nicka zachowywali się jak napaleni, tak jakby strach dziewczyny i to, że oni otoczyli ją opiekuńczo ramionami (czy tam głaskali ją uspokajająco po plecach), niesamowicie ich podniecało. Strasznie mnie to denerwowało, np. w momencie ich pierwszego spotkania. Nick napastował Tamarę w bibliotece, nachylał się nad nią i gadał obrzydliwe teksty, Leo i Tobias ją uratowali, po czym w knajpie… nachylają się nad nią i kładą jej łapy na kolanach. Moim zdaniem obaj totalnie nie mieli wyczucia, co bardzo spłyciło ich już i tak ubogie charaktery. Wydaje mi się też, że większość ofiar napastowania poczułaby się w takich chwilach nieswojo. No bo hej, dopiero co zaatakował ją jej oprawca, a ci dwaj już ją obmacują? Ale może się nie znam, bo nie mam niesamowicie rozległej wiedzy na temat stalkingu. Niestety nie czułam też, żeby taką wiedzę miała autorka.
Podobnie zresztą w przypadku wątku związków poliamorycznych, chociaż naprawdę nie wiem, co autorka chciała pokazać na przykładzie relacji Tobiasa, Leo i Tamary. Dla mnie ich przyjaźń i miłość narodziła się za szybko i pod wpływem negatywnych doświadczeń, bo w momencie, kiedy działania Nicolasa osiągały apogeum. Nie dostajemy też zbyt wielu informacji o tego typu związkach z perspektywy społecznej czy psychologicznej, żebyśmy może lepiej zrozumieli chłopaków. Dlaczego taki rodzaj związku im odpowiada? Czy potrzebują do tego siebie nawzajem, czy kogokolwiek? Czy jedna dziewczyna w tym trójkącie im wystarczy, czy może będą chcieli rozszerzać ten krąg adoracji? Nie wiemy tego, nie znamy podstaw takich upodobań, poza tragicznym backstory chłopaków. Zamiast tego mamy moralizatorski ton, który dzieli postaci na rozumiejące taką otwartość=dobre i nierozumiejące=złe. Tych dobrych jest tam jak na lekarstwo, a poza nimi absolutnie wszyscy są oceniający i zazdrośni. Dziewczyny na meczu na trybunach, koledzy z drużyny, koleżanki, pani w restauracji, nawet policjant nie omieszkał rzucić jakiejś uwagi o tym, że Tamara nie powinna o 23 prowadzać się z dwójką chłopaków. Naprawdę? A jak jakiś facet na ulicy w Nowym Jorku uśmiechnął się do Leo i Tamary, kiedy usłyszał ich rozmowę z podtekstem, to go spiorunowali wzrokiem. Rozbawiło mnie również, jak na imprezie w knajpie Leo i Tobias zrobili problem z tego, że koledzy z drużyny nie rozumieją ich upodobania w trójkątach. Podczas śmieszkowania po prostu poszli do stolika smęcić i zwierzyli się Tamarze, że są nierozumiani. Dziewczyna słysząc to, stwierdza, że jej życiu też daleko do normalnego, dlatego tak dobrze rozumie chłopaków. Tylko że Tamara ma stalkera, który w dodatku staje się coraz bardziej niebezpieczny. A jaki jest problem Leo i Tobiasa? Że koledzy mają czelność żartować z tego, że oni dwaj lubią trójkąty i mają wiele dziewczyn...
Czy jest coś jeszcze, co mnie zdenerwowało w tej książce? Kilka rzeczy, które moim zdaniem miały na celu podkreślić, jak poryci są wszyscy wokół, a jak nieskazitelni i dobrzy są główni bohaterowie. - Oczywiście Nikolas jest creepem do potęgi. Poza tym, że non stop nawija o seksie, o tym, co by robił z Tamarą, ale również o tym, co myśli, że robią z nią Leo i Tobias, to jeszcze zabija psa i jego krwią pisze na szafkach chłopaków obraźliwe teksty, znęca się nad prostytutkami i okazuje się zabójcą rodziców swojej byłej ofiary. Liczyłam też na jakieś backstory Nicka, żeby mieć jakieś pojęcie, skąd u niego te zaborcze zachowania. Czy to przez jego dzieciństwo i konserwatywnych rodziców? Traktuje Tamarę jak swoją rzecz i ciągle mówi o czystości w związku, ale nie za bardzo wiemy, dlaczego myśli w taki sposób. A jednak i Tamara i jej kuzyn znają go już trochę czasu, więc łatwo można by to przedstawić. - Oczywiście Nick ma znajomego w policji, który przyjmuje zeznania Tamary, ale od razu jej oznajmia, że zna Nicka ze studiów i nie wierzy, że jego dobry i porządny kumpel mógłby robić takie obrzydliwe rzeczy. To tak, żeby jeszcze bardziej podkreślić, jak policja nie jest w stanie pomóc, ale ochroniarze-studenci owszem. - Leo i Tobias mają tragiczną przeszłość, moim zdaniem na niemalże dickensowskim poziomie. Tobias jako “dzieciak z rowu”, którego znaleźli przypadkowi ludzie, którzy bardzo chcieli mieć dziecko - to jest tak dramatyczne, że aż śmieszne. Leo, który był w jakiejś mafii czy czymś takim może nie brzmi aż tak nierealnie, ale i tak nie wiem, po co to było. Chyba tylko po to, żeby dać pretekst do jego znajomości z detektywem i żeby Nicolas mógł uważać Leo za kogoś spod ciemnej gwiazdy. W ogóle rozbawiła mnie sytuacja, gdzie Nick wynajął kilku typów, żeby pobili Leo, a kiedy Tamara zapytała Tobiasa, jak to się stało, że nie dokończyli zlecenia, usłyszała coś w stylu: “Leo kiedy walczy głośno przeklina i po tym rozpoznali go z przeszłości”. No naprawdę? To już nie mogli go rozpoznać z wyglądu albo coś? XD - Coraz częściej zauważam w obyczajówkach młodych autorek tendencję do demonizowania rodziców, a w szczególności matek głównych bohaterek. Nie inaczej jest również w tym przypadku. Niestety takie wątki tylko powodują u mnie podejrzenia, że wszystko to tylko po to, aby jeszcze bardziej popchnąć bohaterkę w ramiona tego idealnego mężczyzny, czy jak tutaj dwóch. Bo tylko oni mogą obronić, bo tylko oni rozumieją. Matka Tamary to typowa hetera, która jest zakochana w Nicolasie, a ojciec to typowa miękka buła, która nie sprzeciwi się żonie. - Podobnie jest z obecnością dziewczyn w życiu Tamary. Poprzednie koleżanki były zachwycone Nicolasem, więc automatycznie nie nadają się na powierzycielki sekretów o stalkerze. Dziewczyny z towarzystwa Leo i Tobiasa są właściwie nie do pogadania, bo zachowują się nieprzyjemnie wobec Tamary. Większość traktuje ją jak intruza, który przeszkadza im we flircie z jakże przystojnymi studentami. Tym dobrym kobietom nie poświęca się zbyt wiele miejsca. Terapeutka w psychiatryku i ciocia Joy to postaci epizodyczne. Joy jest w porządku, ale niewiele się pojawia i nie znamy jej charakteru. Tamara twierdzi, że polubiłaby nieżyjącą już Marie, która była dziewczyną Leo i Tobiasa w liceum, a która zginęła przez typa, który gnębił ją za jej rozwiązłe życie seksualne. Moralizowanie do potęgi. Tak więc Tamara właściwie otacza się samymi facetami i dopiero pod koniec książki po ucieczce od Nicka, zdaje sobie sprawę, że czuje się nieswojo w pokoju pełnym mężczyzn.
Skoro już wspomniałam o końcówce, to jest ona mocna. Miałam wrażenie, że tak mocna, że aż nie pasowała do tej książki. Nick porywa Tamarę, przy okazji zabijając Kevina i raniąc Joy, którzy akurat znaleźli się w jej towarzystwie. Więzi ją w domku w lesie, gdzie dziewczyna jest molestowana i głodzona. Tamara ucieka, kiedy podczas gotowania wybucha pożar, a ona prosto w ogień popycha Nicka. Koniec jest więc dosyć krwawy jak na coś, co przez większość fabuły było ckliwą historią znajomości dwóch studentów i dziewczyny. Może gdyby zostawić początek tej książki, ze środka wyciąć właśnie te ckliwe fragmenty i nic nie wnoszące rozmowy, a zostawić jedynie fragmenty z Nickiem oraz końcówkę, to może i byłaby to całkiem dobra historia. A tak mamy naprawdę poryty thriller zestawiony z rzewnym romansem, bo w sumie “hot scen” to tutaj też za wiele nie ma, albo może ja nie uważam ich za “hot”. Trochę mnie śmieszyło jak każda mająca jakiś potencjał scena erotyczna kończyła się tzw. zgaszeniem światła, np. ta pomiędzy Leo i Tobiasem albo ta w klubie przy kościele (XD), z którego ostatecznie nie wiadomo, co wyniosła Tamara. Wiele scen było też tak opisanych, że za nic nie mogłam połapać się, kto komu co robi. Chciałabym też zaznaczyć, że książka jest bardzo przeseksualizowana w warstwie językowej, bo bohaterowie praktycznie co chwila wplatają jakiś podtekst seksualny, albo wykonują jakieś mające być zmysłowymi gesty. Nawet jak kogoś obrażają, to muszą nawiązać do seksu: Tobias i Leo, kłócąc się z Nicolasem, wulgarnie opisują mu, co zrobiliby z Tamarą, albo prawnika, który nie chce im pomóc znaleźć dziewczyny nazywają brzydszym synonimem “niewyżytego seksualnie”. Czy to czyni książkę erotykiem?
Rozumiem poniekąd założenie tej książki, bo prawdopodobnie miała koncentrować się wokół odkrywania swojej seksualności i doświadczeń, które wpłynęły na jej postrzeganie. W przypadku Tamary było to wieloletnie użeranie się z obleśnym stalkerem, w przypadku Leo i Tobiasa zmaganie się z hejtem wobec ich upodobań. Być może na dobre by wyszło rozgraniczenie tych dwóch historii. Niestety zostały one połączone i w tym przypadku nie mogę dać książce więcej niż 3/10 gwiazdek. Za chęci, za wątek stalkingu i za to, że językowo poza tymi wulgaryzmami i czasami nadmierną ekspozycją było ok.
This entire review has been hidden because of spoilers.
Czy można walczyć z miłością? Kiedy miłość zamienia się w obsesję? Tamara przekonała się na własnej skórze, że obsesja może zniszczyć życie. Gdy miała 15 lat była zafascynowana ,że podoba się starszemu od siebie chłopakowi. Był miły i szarmancki. Dostosowywał się do każdej osoby i wszyscy go uwielbiali. Jednak stawał się w stosunku do niej natarczywy. Był zawsze w jej pobliżu. Nawet gdy o tym nie wiedziała. Dla niego nie istniało słowo NIE. Nawet gdy mu powiedziała ,że nic z tego nie będzie. Myślała, że w końcu się od niego uwolni gdy wyjedzie i zamieszka w akademiku. Jednak to dopiero przelało szale goryczy.
Miała nadzieję ,że wyjazd dobrze jej zrobi. Nic bardziej mylnego bo on pojechał za nią i zaczął ją nachodzić oraz wysyłać nieprzyjemne smsy. Chciał by wróciła z nim do domu. Gdy poznała dwóch przyjaciół to wtedy dotarło do niej, że to nie jest jej wina. Bardzo ją wspierali i pomagali uporać się z natarczywością Nicolasa. Nie wiedzieli jednak ,że to dopiero początek i wszyscy są w niebezpieczeństwie bo obsesyjnie zakochany mężczyzna zrobi wszystko by wyeliminować przeszkody stojące mu na drodze do ukochanej. Czy uda się jej przed nim uciec?
Autorka wymyśliła całkiem fajną i mroczną historię. Bardzo mi się podobało to, że wplątała tam nutkę erotyzmu co akurat w tej fabule fajnie współgrało. Choć chyba jeszcze nie spotkałam w książce takiego trójkąta miłosnego. Książka ta ukazuje to co tak naprawdę może przydarzyć się każdemu z nas. Nie raz słyszało się o tym, że np. były partner zabił swoją partnerkę. Tak samo jak kobieta stalkowała swojego byłego faceta. Takie rzeczy się dzieją i nie mamy niestety na to wpływu ale warto też dowiedzieć się jak można sobie z tym radzić. Tutaj Nicolas uchodził za porządnego i bardzo miłego mężczyznę i nikt nie chciał wierzyć, że mógł dopuścić się takich rzeczy. Pamiętajcie jedno - pozory mylą.
Powiem wam szczerze i prosto z mostu: nie mam pojęcia, co myśleć o tej książce.
Jeśli chodzi o fabułę, to jestem naprawdę pozytywnie zaskoczona. „Nasze ciała” to thriller erotyczny, który w obu tych kategoriach jest całkiem niezły.
Podziwiam autorkę za odważne podejście do tematu. W końcu o ile trójkąty miłosne są (aż za bardzo) popularne, to nigdy nie spotkałam się z trójkątem w tak dosłownym znaczeniu – aby dwóch chłopaków i dziewczyna tworzyli jeden związek. Sama nie wiem, czy ten układ mnie zachwycił i czy chciałabym częściej czytać takie nietypowe romanse lub erotyki, niemniej jednak, tak jak już wspomniałam, gratuluję autorce oryginalności.
Od pierwszych stron czuć także, że będzie to historia z dreszczykiem. Chociaż z początku wątek ten rozwija się raczej powoli, a sceny z prześladowcą głównej bohaterki pojawiają się tylko od czasu do czasu, to ostatnie kilkadziesiąt stron zrobiło na mnie duże wrażenie. Akcja, brutalność, emocje – tego właśnie oczekuję od dobrego thrillera.
To co mi nie grało, że moja ocena nie jest zbyt wysoka, a przecież do tej pory tylko chwaliłam? No powiem wam, że sama nie jestem pewna. Po prostu coś w stylu autorki sprawiało, że czytało mi się tę książkę nieprzyjemnie. Dłużyła mi się, a gdy ją odłożyłam, totalnie nie miałam ochoty znów po nią sięgać. Tylko pierwsze i ostatnie kilkadziesiąt stron czytałam chętnie. Przez resztę musiałam brnąć, sprawdzając tylko co chwilę, o ile stron udało mi się posunąć. Może było za dużo przemyśleń Tamary, która albo zachwycała się Leo i Tobym, albo bała się Nicka? Albo po prostu brakowało mi akcji? Nie wiem, naprawdę. Więc chociaż fabuła mi się podobała, to cieszę się, że w końcu mam tę książkę za sobą.
To jest jedną z tych książek, które bardzo trudno jest ocenić. Przechodząc jednak do rzeczy, oprócz scen erotycznych jest to całkiem dobry debiut. Do strony 200 widziałam potencjał, później zaczęły się sceny erotyczne (dość konkretne, że tak się wyrażę) i mój entuzjazm zaczął stopniowo spadać. I tak spadał i spadał do momentu sceny z porwaniem na basenie. Od tamtego momentu tylko przewijałam strony by jak najszybciej dowiedzieć się jak to się skończy. Muszę przyznać, że gdyby książka od samego początku miała takie dobre rozwinięcie to mogłabym nawet pokusić się o stwierdzenie, że to jeden z najlepszych debiutów. Niestety nie mogę tego zrobić. Do tego strasznie irytowało mnie to, że prawie każdy rozdział zaczynał się od słów "NIE" oraz "TAK" pisanych właśnie w ten sposób. Najgorszym jednak co można było zrobić było napisanie słowa "NIEśmiało" właśnie w taki sposób. No po prostu mnie coś trafiło i przez takie "kwiatki" książka również traci w moich oczach. Mam bardzo mieszane uczucia co do tej pozycji. Uwielbiam za to relacje przyjacielską pomiędzy Tobiasem, Leo i Tamarą. Jako przyjaciele są na prawdę cudowni. Nick to postać dość problematyczna ponieważ jest on tutaj czarnym charakterem i robi na prawdę okropne rzeczy, ale to właśnie dzięki temu chxe się czytać te książkę. Chcę się dowiedzieć jak to wszystko się skończy. I rozdziały tak jakby z jego perspektywy są krótkie, ale na tyle interesujące, że chce się czytać dalej.
Swietnie się czytało to książkę. Wciągająca i niebanalna jeśli chodzi o tego typu książki. Mogę ja polecić. Jedynym minusem dla mnie jest to, ze autorka zostawia trochę nierozwiniętych wątków pobocznych które można by z pełna świadomością pociągnąć dalej i je bardziej rozbudować.