Słyszenie, słuchanie... Z bliska, z pamięci… Wieloaspektowe postrzeganie przestrzeni poprzez dźwięk to esencja zbioru miniesejów Marcina Dymitera. Autor stawia pytania między innymi o tożsamość i dźwiękową pamięć miejsc, o funkcjonowanie człowieka w konkretnej audiosferze, o ekologiczne aspekty pejzażu dźwiękowego. Opisuje soundscape wielkich miast, takich jak Berlin, Praga czy Lizbona, i przestrzeni nieoczywistych, jak pracownia Güntera Grassa. Przywołuje brzmienia przeszłości (Huta Uthemanna, Telefon Hírmondó), poddaje się intymnej aurze Oliwy, pustych plaż Pomorza, spalonej słońcem Malty. Perspektywa, którą proponuje, jest zaproszeniem do refleksji nad dźwiękowym otoczeniem człowieka. Odkrywa przed odbiorcą prawdę, która nie dla wszystkich i nie zawsze wydaje się oczywista: że dźwięk (także ten wyabstrahowany z kontekstów muzycznych i estetycznych) jest zjawiskiem historycznym, politycznym, społecznym, ekologicznym. Wnioski z tych przemyśleń – inspirujące i napisane z szacunkiem dla znaczeń i brzmienia słów – bywają gorzkie, ale nie sposób przejść wobec nich obojętnie.
Istotną odsłoną autorskiej perspektywy myślenia o dźwięku i działania w dźwięku jest cykl zatytułowany „Field Notes”, dostępny w serwisie Bandcamp. W książce znajdują się odesłania do tych nagrań. Ich znajomość nie jest konieczna, by dotrzeć do sedna „Notatek z terenu”, ale na pewno pozwoli zrozumieć – a być może także poczuć – fascynację dźwiękiem.
Skończyłem dzisiaj, więc nowy rok zaczynam od Notatek z terenu. Marcin Dymiter jest artystą dźwiękowo-muzycznym i znam go właśnie w tym kontekście. Słuchałem też sporo jego nagrań terenowych, czytałem też jego teksty z tym związane - to zresztą jego temat. Jest jednym z autorytetów i ekspertów field recordingu w Polsce. Więc fakt wydania książki zgłębiającej przemyślenia z tej sfery nie zaskakiwał, wydawał się wręcz naturalny. Nie była to niestety satysfakcjonująca lektura - chyba głównie przez formę - rzeczywiście notatek: impresyjnych, lakonicznych, na poły onirycznych, czy może poetyckich. Nie zawsze zresztą stawiających dźwięk, czy słuchanie na pierwszym planie (vide wspomnienia Lizbony czy Neapolu). Porządek książki wyznaczają miasta, miejsca, okoliczności i pamięć poddane refleksji wychodzącej od sfery dźwiękowej. Poza serią przywoływanych wrażeń, które być może jako całość pokazują wrażliwość autora na dźwięki i otwierają nową czy też inną perspektywę poznawania i zgłębiania rzeczywistości, właściwie brakuje mi tu głębszej myśli, czy celu. Nic mi nie zostało (może poza końcowymi uwagami o nagraniach czy wcześniejszego opisu dźwiękowego Oliwy gdańskiej, bliskiej okolicy autora) - o wiele bardziej konkretne są same nagrania, którym to właściwie odbiorca nadaje więcej znaczeń. Nie każdy artysta dźwiękowy jest literatem, to pewne i przecież nie może być inaczej. Mocniejsza redakcja mogłaby pomóc, choćby przez złagodzenie manieryzmów nieprawionego pióra. Nie jest to grafomańskie, ale kto pisze i czyta swoje teksty z początku czy sprzed lat, ten zrozumie o czym tu piszę. Główny zarzut mam jednak do klimatu, czy przekazu, który odebrałem dość negatywnie - mam wrażenie, że przebija na pierwszym planie rozczarowanie współczesnym światem. To zbyt często gorzki rant na dzisiejszą rzeczywistość. Książkę niesie truistyczna dychotomia: dobro (stare, natura, poza szlakiem, powolnie, uważnie, ciche) i zło (turystyczne, nowe, szybkie, pełne, powierzchowne). I nie, żeby nie było w tym racji, ale jest w tym za dużo negatywnych emocji, snobistycznego protekcjonizmu i oceniania innych (nawet jeśli kolektywnie).
Wiele myśli autora jest mi bliska, a sztuka autora - field recording - wydaje się nadwyraz interesująca i oryginalna. Tym bardziej jestem zaskoczony, jak bardzo ta książka okazała się fatalna.
Autor książką nie tłumaczy - autor oznajmia. My co najwyżej możemy się zgodzić z wszechwiędzą autora- takie odniosłem wrażenie. Notatki są przeintelektualizowane, środki stylistyczne nie pasują do formy, w jakiej ta książka została wydana. Wiele przemyśleń zaczyna się, nie jest w ogóle tłumaczonych i od razu się kończy, przez co książka sprawia ogólne wrażenie chaosu.
I na koniec kwestia nagrań audio: są udostępnione jako linki, zapisane na stronach, bez dostępu do jakiejkolwiek łatwiejszej formy odsluchania, jak np. kod qr. Bardzo utrudnia poznanie rzeczywistej sztuki autora.
Szczerze nie znoszę zdania ”Mówić o muzyce to jak tańczyć o architekturze”, natomiast ta książka sprawia, że zaczynam rewidować mój pogląd na tę frazę.
Nie wiem czy to jest kwestia samego tematu, ale jedne z najnudniejszych / słabych książek jakie przeczytałem dotyczyły właśnie field recordingu. Boli mnie to, bo mam wrażenie, że jest to dziedzina, którą wydaje mi się, że da się przedstawić w ciekawy sposób. Niestety do tej pory trafiłem wyłącznie na przeintelektualizowany syf w postaci “Nagrań terenowych” Filipa Szałaska i właśnie “Notatki z terenu”. Choć Marcin Dymiter szczęśliwie nie wzbija się na wyżyny pretensjonalności i pokazywania swojej wyższości jak autor bloga fight!suzan, to z przykrością stwierdzam, że obydwie MONOGRAFIE dzielą ciężar czytania, aczkolwiek każda na swój sposób.
Może też sam się o to prosiłem, bo muszę przyznać, że treść jest dosłownie sugerowana przez tytuł - są to dosłownie notatki z terenu. Tylko mam wrażenie, że przy decyzji o tworzeniu tekstu kultury, warto się zastanowić co on może wnieść dla innych osób. W mojej opinii “Notatki…” wnoszą niewiele. Czuję się jakbym czytał surowy, ledwo obrobiony tekst z notesów na telefonie, które w najlepszym wypadku mogą zasugerować jakiś kierunek narracji przy późniejszym pisaniu.
Teksty są wypełnione frazesami typu “gwar miasta”, które niewiele wnoszą, bo nie są w żaden sposób pogłębiane. “Setki pejzaży.” “Puste ulice.” “Bezlistne drzewa.” Ta książka jest usiana tego typu równoważnikami zdań. Wnioskuję, że to tego typu zabiegi mają dawać znamiona “oniryzmu” czy “impresji miejsca”, natomiast piszę te sformułowania w cudzysłowach, bo moim zdaniem to po prostu się nie udaje. W efekcie tę króciutką monografię czyta się niesłychanie długo. Naprawdę przykro jest mi to pisać, bo autor jest ewidentnie bardzo zaangażowany w temat field recordingu. Mało tego, postanowiłem sprawdzić czy jest jakiś wywiad z Marcinem Dymitrem i natrafiłem na ten materiał, w którym wypowiedzi autora słuchałem z wielką przyjemnością.
Mimo że wypowiadam się o tej książce dość negatywnie, to zaznaczę, że są tutaj też ciekawe momenty. Mam wrażenie, że gdy autor decyduje się pisać o jednym pomieszczeniu, to jest bardziej zmuszony do szukania szczegółów i to działa zdecydowanie na plus tekstów (rozdziały “Pokój ciszy” czy do pewnego stopnia “Śpiewający budynek”). Z opisów większych przestrzeni udana jest też “Oliwa”, która faktycznie przeniosła mnie na opisywane przez autora miejsce i w ciekawy sposób oddała soundscape okolicy. Niestety tych momentów jest względnie mało i całościowo nie wiem czy poleciłbym tę książkę, komuś kto nie jest absurdalnie głęboko w temacie field recordingu i poszukuje jakichkolwiek materiałów powiązanych z tematem. Szkoda.
P.S. (chyba bardziej do wydawnictwa niż do autora) - jeżeli wydajecie w 2021 roku książkę, która odnosi się do źródeł internetowych i podejmujecie decyzję, że przekopiujecie pełne adresy URL do FIZYCZNEJ KSIĄŻKI, to interpretuję to jako środkowy palec w kierunku czytelnika (ewentualnie zaakceptowanie, że nikt nie będzie sprawdzał tych materiałów). Serio, to powinno być ledwo akceptowalne w “tradycyjnych” książkach, a w sytuacji, w której teoretycznie tekst jest bardzo powiązany z konkretnymi nagraniami terenowymi jest to moim zdaniem niedopuszczalne. Kody QR czy skrócone linki są dostępne naprawdę od dawna. Nie widzę usprawiedliwienia dla tego, żeby chociażby zrobić na końcu książki zrobić oddzielną stronę z wygodnym przejściem do materiałów internetowych. To nie jest praca naukowa, żeby musieć stosować się do standardów przypisów oksfordzkich.
Pożyczyłam i zaczęłam tę książkę i mnie nie porwała, i tak leżała, przekładana z miejsca na miejsce. Wiele razy już chciałam ją oddać. Aż w końcu postanowiłam zacząć jeszcze raz. I och, jak mnie zachwyciła! Jaka piękna, jaka plastyczna i mądra! Czasem trzeba czasu, żeby docenić perełkę :) to książka, którą chcę mieć na swojej półce i do niej wracać.
Bardzo ciekawe spostrzeżenia pisane z perspektywy dźwiękowego wędrowca (nie turysty, tfu). Bardzo miłe zaskoczenie - tego talentu Dymitera jeszcze nie znałem. Znakomite pióro i nieszablonowe obserwacje - to szczególnie zauważalne, jeśli odwiedziło się któreś z miejsc, o których pisze.