Dla Damiana Bieszczady są kryjówką. Były policjant ucieka przed swoją przytłaczającą przeszłością, uzależnieniem i mrokiem, który czai się głęboko w jego duszy. Praca w tartaku ma zagłuszyć palące wyrzuty sumienia, a odosobnienie przynieść upragnione ukojenie.
Magda Jaskólska, młoda asesor prokuratury, zostaje rzucona na głęboką wodę – przełożeni przydzielają jej sprawę, którą wszyscy już dawno spisali na straty. W okolicy giną młode dziewczyny, ale jedyny podejrzany… już siedzi w więzieniu. Zdesperowana i pozbawiona wsparcia Magda nie cofnie się przed niczym, by znaleźć odpowiedzi na wszystkie pytania. Aby to zrobić, musi przedrzeć się przez mur nieufności, odkryć głęboko skrywane miejscowe sekrety, a przede wszystkim uporać się z dziką namiętnością, która nieoczekiwanie przejmuje nad nią kontrolę.
Mroczna i zaskakująca powieść Emilii Szelest z pogranicza thrillera i erotyku.
Pisarka rodzinnie i zawodowo związana z Sanokiem, redaktor naczelna “Tygodnika Sanockiego”. Miłośniczka hokeja, motocykli i życia na pełnych obrotach. Zadebiutowała jako autorka opowiadań fanfiction, szczególną popularność przyniosły jej książki udostępniane w serwisach internetowych. Jej pierwsza powieść wydana drukiem to Niebezpieczna gra (książka ukazała się pod nazwiskiem Emilia Wituszyńska, którym autorka wcześniej się posługiwała).
Zdecydowanie muszę nadrobić pozostałe książki pani Emilii Szelest, ponieważ po "Free Birds" oraz "Licho nie śpi" mam ochotę na znacznie więcej. Uwielbiam to, że autorka w krótkiej książka, zawierającej niecałe trzysta stron potrafi zawrzeć tyle treści oraz akcji. Losy bohaterów śledziłam z zapartym tchem oraz z wielkim zaciekawieniem. Bohaterzy zostali świetne wykreowani, każdy nawet ci drugoplanowi. Mają inne charaktery, historie. Bardzo podobał mi się tu fakt, że jakiekolwiek emocje, romanse zajmowały tutaj drugie miejsce, a pierwsze to sprawa tajemniczych zabójstw kobiet. Pojawiają się tutaj także problemy, których może doświadczyć: przemoc, uzależnienie, starta bliskiej osoby. Możemy też zobaczyć tutaj jak one wpłynęły na danego bohatera, co jest bardzo ważne, ponieważ niestety, ale często są one traktowane po macoszemu. Nie mogę też zapomnieć o momencie zaskoczenia. Nigdy, ale to nigdy nie domyśliłabym się tożsamości mordercy i byłam w wielkim szoku, gdy wyszła ona na jaw. Osobiście polecam i nie mogę się już doczekać dalszych losów Damiana oraz Magdy.
Czy można dać minusowe gwiazdki? Jeśli tak to ta książka na to zasługuje. Bohaterowie są tak szablonowi. On bierze każda, a.kazda bierze jego. Ona swojska dziewucha, która wszyscy znają i kochają, nic specjalnego itd. historia tak prosta że pod koniec książki wiadomo jak się skończy, co będzie w 2 tomie. Ktoś się czubi ten się lubi itd. Słabe jest też to że stosunek przerwany jest środkiem antykoncepcyjnym (?). Całowanie gdy ktoś jest nieprzytomny (?). Można było ciekawie,.inaczej poprowadzić tę historię. Chłopak ucieka w Bieszczady i co? I nic o nich nie ma. Akcja mogłaby się toczyć w każdym innym miejscu,. dlaczego w Bieszczadach nie wiem. Wątek kryminalny wiadomka. Nie polecam. Szerze i otwarcie. Nic Was nie zaskoczy, nie pojawi się nic czego nie było. Do tego wulgarne słownictwo. Ale nie w dialogach gdzie ok, mogą być. One są też w narracji.
Niewyraźna bohaterka, bohater szowinista. "Erotyk" to za duże słowo bo czuję tylko niesmak do głównego bohatera, przez to jak traktuje swoje kochanki. Akcji mało, praktycznie tylko pod koniec i za to daje plusa. Bohaterowie poboczni ciekawi, jak i legenda Bieszczad. Niestety resztą jestem rozczarowana. Jedna wielka nuda. Może kolejne części będą lepsze bo to raczej wstęp do serii ale ja spasuje.
Całkiem przyjemne połączenie romansu z kryminałem, napisane fajnym stylem. Damian jest krakowskim detektywem z problemami narkotykowymi, przez co stracił pracę i wyjechał w Bieszczady. Magda to przyszła pani prokurator, która dostała wyjątkowo trudną sprawę, więc umiejętności śledcze Damiana są mile widziane. I choć udało mi się dość szybko wytypować mordercę, to i tak świetnie się czytało i z pewnością sięgnę po dalszy ciąg.
Damian, to były policjant, który stracił pracę i postanowił uciec przed swoją przytłaczającą przeszłością. Swój azyl odnalazł w Bieszczadach. Praca w tartaku pozwala mu odnaleźć spokój... Do czasu aż poznaje Magdę. Kobieta jest młodą asesor prokuratury i otrzymuje niezwykle trudną sprawę. W Bieszczadach giną młode dziewczyny, a jedyny podejrzany tych już siedzi w więzieniu. Damian i Magda mimo wzajemnej niechęci będą zmuszeni połączyć siły, by złapać mordercę.
Po tę książkę sięgnęłam z ciekawości, czytałam kilka opowiadań autorki i bardzo mi się podobały, dlatego postanowiłam dać szansę książkom. Bieszczadzkie demony to seria z pogranicza thrillera, kryminału i erotyku. Pierwsza część "Licho nie śpi" jest całkiem udana, bardzo szybko się ją czyta, a zagadka jest dość ciekawie skonstruowana, niestety ja szybko przewidziałam jej zakończenie. Jeśli chodzi o bohaterów, to byli bardzo szablonowi i ciężko mi było ich polubić. Jakoś ani Magda, ani Damian nie zdobyli mojej sympatii, za to bohater poboczny - poczciwy Tolek już tak.
Dla mnie "Licho nie śpi" to taki średniaczek, niewymagająca lektura na jeden może dwa wieczory, więc jeśli szukacie czegoś takiego, to myślę, że wam się spodoba.
3+ Książka nie była zła, ale męczyło mnie to jak dla mnie notoryczne wspominanie o gabarytach bohaterki. Po 3 razie zaczęłam utożsamiać ją z Mamą June :P A tak nawet fajny kryminałek, bez love story. Tylko nie był na tyle fajny żebym czekała na 2 część z utęsknieniem. Nie ma wielkiego WOW, raczej małe "acha na razie koniec".
Bieszczady to moje ukochane góry. Nie wiem, dlaczego tak jest, ale ciągnie mnie w każde lato w ten zapomniany zakątek Polski, choć ze Szczecina to prawie 1000 km. Uwielbiam Bukowiec, Chatkę Puchatka i Jaworzec. Nie przepadam za Tarnicą, od kiedy prowadzą na nią schody, za to kocham Połoninę Caryńską. Nie ukrywam, że na książkę pt. „Licho nie śpi” skusiłam się właśnie ze względu na to, że stanowi pierwszy tom sagi o cudnym tytule „Bieszczadzkie demony”. Powieść pochłonęłam w dwa wieczory, jednak po zamknięciu książki miałam bardzo mieszane uczucia. Ogólnie bardzo mi się podobała, ale… Zaczyna się kiepsko. Pierwsze strony wypełnia opis marnego seksu, który bohater uznaje za udany tylko dlatego, że był pod wpływem prochów. Cóż, taki początek nie zachęcił do dalszej lektury, lecz – mając w głowie Bieszczady – przebrnęłam. Dalej było już tylko lepiej. Główny bohater to Damian – krakowski detektyw, który zmuszony jest rzucić wszystko i jechać w Bieszczady. Nic dziwnego – porzucił partnera podczas akcji, co o mały włos nie doprowadziło do jego śmierci. Nie ulega wątpliwości, że Damian nie ma już czego szukać w krakowskiej Policji. Nawet w Bieszczadach nie ma odwagi powiedzieć o sobie całej prawdy. Zatrudnia się w tartaku jako zwykły pracownik fizyczny. Zaprzyjaźnia się z pracownikami tartaku, a na wspólnych wieczorach w knajpie poznaje młodą asesor prokuratury, Magdę. Panowie traktują Magdę jak swoją córkę, co nie przeszkadza im docinać dziewczynie i badać granice, do których mogą się posunąć. Pewnego dnia dziewczyna dostaje do wyjaśnienia sprawę, która na pozór wydaje się beznadziejna. Otóż ktoś morduje mieszkanki bieszczadzkich miejscowości. Z niespotykanym okrucieństwem zadaje im rany, a następnie skazuje na powolną śmierć. Magda wydaje się załamana i pewna tego, że jej kariera wisi na włosku. Sprawa (na pozór nie do rozwiązania) znajduje swój finał dzięki zaangażowaniu Damiana. Jak nietrudno się domyśleć pomiędzy bohaterami rodzi się uczucie, ale zupełnie inne, niż czytelnik oczekuje. Powieść zachwyciła mnie w dwojaki sposób. Po pierwsze całkiem niezłą zagadką kryminalną i niespodziewanym zakończeniem. To taka klasyczna zagadka z nieśmiertelnym pytaniem, „Kto zabił?”. Mamy kilku podejrzanych, lecz absolutnie nie spodziewamy się, kto jest mordercą. Drugi aspekt, który mnie urzekł to klimat powieści. Rzeczywiście jest w książce to coś, co oddaje nastrój dzikich ostępów Bieszczad. Wycie wilków, niedostępność kniei, opowieść skąd pochodzi nazwa „Bieszczady”, leśniczówki i bacówki zagubione pośród górskich ścieżek…. Taka szarość i tajemniczość, która powoduje ciarki na plecach. Sama fabuła też nie jest zła. Ciekawa zagadka kryminalna, trup się ściele gęsto, a autorka pomału odkrywa karty, dając czytelnikowi czas do zastanowienia się, kto zabił. Całość psują jedynie niezbyt udolnie zmajstrowane sceny erotyczne, których brutalność i wyuzdanie nie dość, że jest żenujące, to jeszcze zupełnie zbędne. W założeniu pewnie miały być pikantne, a wyszło nieco żałośnie. Nie zmienia to jednak faktu, że książka zasługuje na miano bestselleru. Na zakończenie dodam, że bardzo urzekła mnie przyjaźń pomiędzy pracownikami tartaku. Taka prawdziwa, z głębi serca, która karze skoczyć za kumplem w ogień i pomóc w największej potrzebie. Zazdroszczę. Taka, jaką można spotkać tylko w dzikich Bieszczadach.
Wiecie co lubię w książkach Emilii Szelest? Swobodę. Autorka ma niebywały talent do pisania swoich książek z luzem, którego wielu brakuje. Jej historie pochłaniają mnie na całe dnie, a po ich skończeniu, przez długi czas żyje w ich świecie i jęczę autorce o ciąg dalszy. Z "Lichem" wcale nie jest inaczej, chociaż jojczenie do drugi tom trwa nawet teraz.
Kiedy Damian po raz kolejny przegiął w pracy zrozumiał, że jego kariera w krakowskiej policji dobiegła końca. Mężczyzna stwierdził, że rzuca wszystko i wyjeżdża w Bieszczady i jak pomyślał, tak zrobił. Bieszczady były dla niego schronieniem, kryjówką przed całym światem. Jednak oszczędności szybko zaczęły topnieć i mężczyzna stwierdził, że czas szukać pracy, która zapewniłaby mu utrzymanie w górach. Pewnego razu Damian trafia do Biesa, lokalnej knajpy, w której szybko poznaje Tolka i jego trzech kompanów, mimochodem Damian rzuca, że chciałby znaleźć pracę w Bieszczadach, a Tolek stwierdza, że jest w stanie wciągnąć go do tartaku, w którym cała czwórka pracuje. Antos zgadza się na tę propozycję i już następnego dnia ponownie wraca do łask pracy. Były detektyw myślał, że Bieszczady przyniosą mu ciszę i spokój. Nic bardziej mylnego! Kiedy spotyka Magdę Jaskólską, która jest młodą asesor prokuratury, jego serce zaczyna dziwnie bić, chociaż Damian udaje, że Magda nie jest w jego typie. Jednak, kiedy Jaskólska dostaje sprawę, która wydaje się być nie do rozwiązania, Damian mimowolnie wciąga się w śledztwo, które prowadzi na własną rękę. Do czasu.
Czy to jest erotyk? Nie. Czy to jest kryminał? Nie. "Licho nie śpi" to zupełnie coś nowego od Emilii Szelest. To kryminalny thriller z nutką erotyku. Historia, która w połączeniu daje fenomenalną opowieść o własnych słabościach, problemach i tłumieniu uczuć i emocji.
A skoro o emocjach mowa, to muszę Was poinformować, że w „Licho nie śpi” nie ma miłości. I teraz pytacie: a seks jest? Jeeeest i to jaki! Damian to prawdziwy łóżkowy demon, który na pewno rozkocha Was w sobie. A jak jest z tą miłością? No... w sumie to i jest i jej nie ma. Emilia Szelest pokusiła się o delikatny zarys uczuć między bohaterami, a chemię i pożądanie, jakim obudowała ten schemat są solidnymi murami do naprawdę świetnej historii miłosnej, która... kiedyś wykiełkuje. Nic więcej nie napiszę w tym temacie. I nie mydlcie mi oczu prośbami.
„Licho nie śpi” to książka, która wchodzi jak (tu miałam problem co wybrać) dobra whisky. Usiadłam do tej pozycji raz i wstałam, kiedy ją skończyłam. Wszystko jest tutaj tam gdzie być powinno, a kiedy czyta się tę książkę, ma się wrażenie, że tak naprawdę my jesteśmy z bohaterami na jakimś planie serialu kryminalnego, czy w filmie. Riposty między Magdą, a Damianem to czyste złoto, a tło, w którym cała historia się odbywa rzeczywiście skłania do przysłowiowego „rzucenia wszystkiego i wyjechania w Bieszczady”. I takie moje pytanie do autorki: A w tych naszych Bieszczadach to taki Damian Antos się znajdzie? Ale taki prawdziwy, nie jakaś podróbka.
Na koniec, zostawiłam sobie bohaterów, których pokochałam od pierwszego spotkania z nimi. Tolek, Tadziu, Piła i Garb. BOŻE, CO TO JEST ZA ZAJEBISTA EKIPA! Cieszyłam się za każdym razem, kiedy pojawiała się ta wesoła ferajna. Mimo że są bohaterami drugoplanowymi, są naprawdę FENOMENALNI! Przyznaje się bez bicia – kocham tych typ��w. Wszystkich!
„Licho nie śpi” to najlepsza książka, jaką Emilia Szelest do tej pory napisała. Historia Damiana i Magdy wskakuje na pierwsze miejsce w moim TOP3 EmSzel, zrzucając „Free Birds” na drugie miejsce. Emilia Szelest pokazała, że jest autorką wielu tematów, a co więcej potrafi połączyć je w cudo, które wciąga od pierwszych stron. Kocham i polecam! No i chce więcej!
A może by tak wybrać się w Bieszczady? Żeby odpocząć? Zacząć wszystko od nowa? Myślę, że nie jest to taki zły pomysł! Zwłaszcza dla Damiana, który swoje ma za uszami i nie należy do osób chętnych do zmian. Po tym jak zostaje zwolniony ze służby, trafia do bieszczadzkiego tartaku, w którym rozpoczyna pracę i próbuje zapomnieć o przeszłości. Pomimo otwartości tamtejszej ludności, Damian jest wycofany i nieufny. Gdy poznaje młodą asesor prokuratury, Magdę Jaskólską i dostrzega jej „starania” i próby pokazania się z jak najlepszej strony, postanawia jej pomóc… tym bardziej, że w okolicy grasuje morderca, który porywa młodej kobiety…
Pierwsze spotkanie z twórczością Emilii Szelest było bardzo udane. Była to książka napisana w duecie, która była naprawdę genialna. Dlatego też, bardzo chciałam przeczytać coś stricte stworzone przez autorkę. „Free birds” dopiero będę czytać, więc padło na najnowsze dzieło wydane przez Niegrzeczne książki – a mianowicie „Licho nie śpi”. I cóż mogę rzec… ta książka tylko potwierdziła moje przypuszczenia o wybitnym piórze autorki! Ta lekkość z jaką czytało się tę książkę i cała historia, która od pierwszych stron wciąga i elektryzuje, ani na moment nie pozwala na jej odłożenie. Autorka połączyła ze sobą romans z kryminałem, idealnie wyważyła ze sobą te dwa gatunki, przez co myślę, że nawet jeśli ktoś nie lubi w książkach za dużo miłostek, tutaj nie będą mu w żaden sposób przeszkadzać.
Jeśli chodzi o głównych bohaterów. No tutaj może być różnie. Damian jest jaki jest, ma w sobie sporo negatywnych cech charakteru, które mogą z początku irytować, nie wspominając o jego postępowaniu i „odpowiedzialnej pracy w policji”. Na dłuższą metę da się polubić i właśnie tak było w moim przypadku, pomimo swojej złej strony, pokazał też i tą dobrą, przez co na niektóre występki można było przymknąć oko :D z kolei pani asesor, już od początku wzbudza zaufanie i sympatię, swoją otwartością, lekkością bycia, zaradnością i humorem! Tak, ten humor też został wpleciony w historię, przez co zdarzało się, że i ja parsknęłam śmiechem! Bardzo podobała mi się cała ta „społeczność tartakowa” – wszyscy pracownicy i ich spotykania w knajpie. Dało się odczuć, że sobie ufają pod każdym względem i są sobie naprawdę bliscy, jak dla mnie - genialne.
Wprowadzenie wątku morderstw dodatkowo urozmaiciło całą historię, przez co notabene była jeszcze ciekawsza! Zakończenie było naprawdę zaskakujące, co dodatkowo jest dużym plusem, jeśli chodzi o całość książki! Dobrze, że to dopiero pierwsza część, bo ja z wielką chęcią przeczytam o kolejnych przygodach Damiana i młodej pani asesor :)
Lektura książki autorstwa Emilii Szelest pt. "Licho nie śpi" przywołała we mnie piękne wspomnienia ostatnich wakacji podczas których wraz z przyjaciółmi zwiedzałam piękne Bieszczady. Cisna, Solina, Polańczyk "pozostawiły po sobie" w mojej pamięci: piękne widoki, ból nóg i świetną zabawę. Jesteście ciekawi co pozostawiła we mnie pierwsza część serii "Bieszczadzkie demony"? Muszę przyznać, że podczas słuchania tego tytułu bawiłam się przednio, choć nie zaprzeczę, że Damian "Atos" Antos był na samym początku książki irytujący, ale gdy zaczęłam poznawać jego historię to zapałałam do niego nieco cieplejszymi uczuciami. Generalnie sam początek historii dał mi duży ładunek adrenaliny: policjant plus narkotyki, zmiana życia o 180 stopni i zaszycie się w bieszczadzkiej głuszy. Dalej mogło być tylko ciekawiej i rzeczywiście tak właśnie było. Do więzienia trafia niebezpieczny morderca i od tego momentu zaczynają ginąć kobiety, których łączy kolor włosów. Skoro najbardziej prawdopodobny sprawca siedzi w zamknięciu to kto stoi za tymi morderstwami?. Sylwetka osoby odpowiedzialnej za zbrodnie jest jednym z niewielu minusów tego tytułu, ponieważ był to dość przewidywalny aspekt i łatwo domyślić się kto to był. Dużo bardziej od zagadki kryminalnej co nie zdarza się zbyt często, interesowała mnie tzw. warstwa obyczajowa. Postacie drugoplanowe - pracownicy tartaku, a także relacje między Damianem, Magdą - młodą asesor prokuratury, a Anną - więzienną psycholog oraz historia rodzinna Damiana. Na zdecydowany plus mogę zaliczyć również niesamowity, bieszczadzki klimat, który zdecydowanie w tym tytule był odczuwalny, wartką akcję oraz wciągającą fabułę. Do minusów poza zakończeniem mogę dodać jeszcze ilość scen seksualnych oraz występujące w książkach wulgaryzmy, co prawda nie jest ich zbyt dużo, ale mnie osobiście podczas lektury przeszkadzały.
Podsumowując: Moje pierwsze "czytelnicze spotkanie" z twórczością Emilii Szelest uważam za udane. Jeśli poszukujecie książki, która Was wciągnie, "przymkniecie oko" na niektóre aspekty, zwłaszcza na zachowanie głównego bohatera to powinniście być usatysfakcjonowani z lektury. Ja ze swojej strony polecam i za chwilę biorę się za poznawanie drugiej części pt. "Diabli taniec".
Przystojny były policjant, pani prokurator, seryjny morderca i Bieszczady- jak dla mnie bomba. Tak pomyślałam. No i czytam. Damian traci pracę w Krakowie. Wyjeżdża i zaszywa się w Bieszczadach, żeby odpocząć od dotychczasowego życia pełnego używek, przygodnego seksu, masy błędów oraz tajemnic bolesnego dzieciństwa. W sercu Cisnej znajduje się lokal Bies. Tam poznaje kilku mężczyzn, którzy zapraszają go do stolika. Nowo poznani koledzy proponują Damianowi pracę w miejscowym tartaku. Ta oferta zdaje się być czymś, czego teraz potrzebuje. Wysiłek fizyczny pozwoli mu przecież zminimalizować myślenie o demonach przeszłości. W nowym środowisku mężczyzna poznaje serdecznych ludzi, którzy okazują mu więcej serca niż dotychczas okazywała najbliższa rodzina. Damian Antos, odnoszący dawniej sukcesy policyjny detektyw, poznaje Magdę. To młoda asesor prokuratury, która dostaje sprawę seryjnych morderstw młodych kobiet. Zadanie jest dla niej niezwykłym wyróżnieniem, ale przede wszystkim trudną zagadką, ponieważ jedyny podejrzany siedzi w dobrze strzeżonym więzieniu. Kolejna znajoma to Anka - piękna pani psycholog, zajmująca się osadzonymi w miejscowym więzieniu, a także wzbudzająca pożądanie u płci przeciwnej. Czy Damian oprze się urokowi Anki? A może to Magda zawładnie jego myślami. Życie już przygotowało dla niego scenariusz. Antos za wszelką cenę chce pomóc w schwytaniu zwyrodnialca. Czy jednak zdąży na czas? Jakie tajemnice ujrzą światło dzienne? "Licho nie śpi" to powieść kryminalna ze sporą dawką erotyki. Początek mnie zniechęcił, potem było lepiej -autorka zaciekawiła mnie historią tajemniczych morderstw - ale... Choć wątek kryminalny ma rozbudowany, choć akcja rozgrywa się w malowniczych i tajemniczych zakątkach Bieszczadu z klimatem tamtejszego życia, zwyczajami, wierzeniami i mentalnością ludzi, to całość nie do końca mnie przekonuje. Bohaterowie pierwszoplanowi zachowywali się czasem irracjonalne i trochę dziecinnie. Nie poczułam chemii, która podobno między nimi była. Poza tym chyba zbyt łatwo, jak na kryminał, się czyta. Za dużo w tej książce zabiegów, które odczytuję jako przymilanie się do czytelników. Taka książka na jeden wieczór.
Bieszczadzka historia ma w tym tomie jedynie połowiczny finał. Rozwiązana zostaje zagadka morderstw atrakcyjnych brunetek, zarówno turystek jak i lokalnych, ale losy protagonistów i kilku ciekawych postaci dalszego planu będą kontynuowane. „Przecież to nie może tak się skończyć :)” - obiecuje autorka w Posłowiu. Szkoda, że nie znalazłam nigdzie zapowiedzi, kiedy to się stanie.
Naćpany detektyw Damian Antos zalicza kompromitującą wpadkę i zostaje wydalony z krakowskiej policji. Jedzie w Bieszczady, zatrudnia się w tartaku, ale nie potrafiąc się oprzeć instynktowi śledczego decyduje się pomóc niedoświadczonej asesor prokuratora, Magdzie Jaskólskiej, której powierzono dochodzenie w sprawie zabójstw kobiet.
Od urodzenia związana z ziemia sanocką, czyni Emilia Szelest z bieszczadzkich klimatów jeden z głównych atutów powieści, powiedziałabym, nawet nieco zbyt nachalnie je promując. Także pokręcona osobowość Damiana, jego obciążenie traumami przeszłości wydaje mi się nadmiernie przerysowane, wolę znacznie subtelniejszy rysunek postaci Magdy. Wybujałe libido byłego policjanta, podsycane trawką lub innymi dopalaczami, stwarza z kolei okazję do wprowadzenia sporej dawki erotyki, tak aby wydawca mógł zaliczyć „Licho nie śpi” do tzw. Niegrzecznych książek. Natomiast jeśli chodzi o psychologiczną i operacyjną wiarygodność okoliczności morderstw, mam wrażenie, źe coraz częściej spotykam podobne w tzw. literaturze gatunkowej.
Jednak czyta się książkę bez wysiłku i dość przyjemnie, choć debiutancki cykl autorki z Weroniką Kadasz był, moim zdaniem, ciekawszy.
Jestem wielką fanką kryminałów, więc połączenie romansu to coś dla mnie. Podobno to erotyk. No jest tam kilka scen, ale tak ubogo opisanych, że raczej nie nazwałabym tego tym mianem. Mnie to nie przeszkadza, bo to nie jest mój ulubiony gatunek. Romans... Może i jest, ale bohaterowie są tak straszni, że w ogóle tego nie odczułam. Kurczę. Ona jeszcze spoko, choć nieco głupiutka i wcale jej wypowiedzi mnie nie bawiły. Ale on? Damian to jakaś tragedia. Jego zachowanie, traktowanie kobiet, a zwłaszcza Magdy, wyzywanie i ubliżanie (nawet w myślach). Kompletnie nie kupuję takiego 'romansu'. Koleś może być niemiły, ale on jest zwyczajnie chamski i prostacki. Już nie mówiąc o tym, że typ uzależniony od ciężkich dragów zawalił sprawę, bo narkotyki były ważniejsze, ale wyjechał w góry i starcza mu Maryśka. No nie sądzę.
Ale dalej. Kryminał. Mój konik. No sprawa morderstw jest. Gdzieś tam się przewija. Mało wprawdzie szczegółów, opisów też niewiele. Po prostu jest.
Rozwiązanie zagadki zupełnie mnie nie zaskoczyło. To była jedna z dwóch osób, które podejrzewałam, a gdzieś w połowie nabrałam pewności. A Damian gnający z Krakowa, bo po Maryśce uświadomił sobie, kto jest mordercą... Normalnie Sherlock.
Dodatkowo odrzuciła mnie 'wróżka', bo kto chodzi szukać odpowiedzi w kartach w sprawie morderstwa?
Z dobrych stron - książka krótka, a opisy przyrody bardzo fajne. Podobały mi się i nie miałam problemów, by sobie wyobrazić to miejsce. Nie wiem tylko, czy to wystarczający powód, by sięgnąć po kolejną część. Mam mieszane uczucia.
This entire review has been hidden because of spoilers.
Biłam się z myślami, czy ją kontynuować. Bardzo późno zaczyna się tu jakaś kryminalna akcja, bohaterowie sztampowi, zagadkę szybko rozwikłałam. I… jest to dość słabe, ale mimo wszytko zabiorę się za kolejną część, trochę z ciekawości, trochę dlatego, że czasami i taka książka jest potrzebna, a trochę dlatego, że po prostu mam dobre przeczucia.
Wątek kryminalny jak najbardziej na plus, sama zaczęłam się gubić kto może być sprawcą. Główny bohater wkurzający, ale pod koniec książki był nawet znośny. Chętnie sięgnę po następny tom...😍
3,5 Miałam lekki problem żeby się zmotywować, ostatnie strony bardzo wciągające. Zepsuty chłopak trafia na nie zepsutą panią prokurator. Fajny kryminał. Sięgnę po drugą część