Jump to ratings and reviews
Rate this book

Łyski liczą do trzech

Rate this book
W czeskim Zlinie trwa festyn integracyjny organizowany przez Stowarzyszenie Przyjaźni Czesko-Caaakańskiej. Caaakowie to mniejszość narodowa nielubiana przez władze i Czechów. Krążą o nich niestworzone legendy – że jedzą koty, z dzikich zwierząt wytapiają smalec, a nawet potrafią czarować. Na dodatek mają trzecie oko. Zdawałoby się, pozbawione specjalnych właściwości, ale niektórzy twierdzą, że caaakańskie kobiety potrafią dzięki niemu błyskawicznie opętać mężczyzn, dlatego zaleca się Czechom nosić ochronne przyłbice.

Podczas festynu dochodzi do tragedii. Policjant przypadkowo strzela do caaakańskiego chłopca. W mieście wybuchają zamieszki. Trójka bohaterów – pankówki Janka i Marie, wplątany przypadkowo w wydarzenia Amerykanin George – oraz Pies Od Którego Wszystko Się Zaczęło wyruszają na poszukiwanie winnego policjanta.

Olga Hund w swojej śmiałej prozie zabiera czytelnika w podróż po czeskich miastach, które wydają się podejrzanie znajome, i opowiada o ulicznym buncie tych, którzy nie mieli wcześniej głosu. To historia o narodzinach pewnej rewolucji, przyprawiona Gombrowiczowską groteską i humorem.

184 pages, Hardcover

First published March 31, 2021

4 people are currently reading
167 people want to read

About the author

Olga Hund

2 books20 followers
Urodzona w Małopolsce. W dzieciństwie jeździła na wakacje do Rabki i Krynicy Zdroju. Skończyła studia, ale nie pamięta co i kiedy, za to na pamięć zna całą Granicę Nałkowskiej i książkę o ziołach doniczkowych. W sercu ma czarne niebo, w domu – psa.

Absolwentka krakowskiej słowacystyki. Tłumaczka literatury słowackiej.

Ratings & Reviews

What do you think?
Rate this book

Friends & Following

Create a free account to discover what your friends think of this book!

Community Reviews

5 stars
27 (16%)
4 stars
57 (34%)
3 stars
62 (37%)
2 stars
17 (10%)
1 star
3 (1%)
Displaying 1 - 23 of 23 reviews
Profile Image for Wojciech Szot.
Author 16 books1,447 followers
April 26, 2021
Dobrze napisane sceny z pieskami wystarczą mi za całą książkę. A w “Łyski liczą do trzech” Olgi Hund znajdziecie fantastyczną scenę z udziałem pieska i kochającego merdające ssaki policjanta, któremu jest bardzo przykro, że czworonóg nie pała miłością do munduru. Co wyniknie z miłości Jardy do piesków i dlaczego skończy się to (prawie) rewolucją w Czechach?

Myślę, że warto sięgnąć po drugą książkę laureatki Nagrody Conrada choćby po to, by poznać rozwiązanie tej zagadki. Nie jest powieść wybitna, ani jakoś szczególnie zostająca z człowiekiem na dłużej, ale jest to na pewno historia zabawna, po której pałętają się fantastyczni bohaterowie i bohaterki, a całość mimo pewnej dydaktycznej oczywistości tworzy po prostu przyjemną opowieść. Jak ustaliliśmy na wczorajszym klubie książkowym, książka Olgi Hund jest “spoko”. I to ani nie jest nagana, ani też nadmiernie entuzjastyczna pochwała.

Co jest tu zbyt oczywiste? Społeczne tło, mające swoje zbyt realne jednak odniesienia. Historia Czechów niecierpiących Caaaków, których bronią anarchiści i pankowcy (pisownia autorska Olgu Hund) i zlińskiego festynu, który ma być okazją do bliższego poznania się dwóch stron konfliktu wydaje mi się tak oczywista i prosta, że nawet groteskowe postaci, unoszący się nad tą książką duch “Króla Ubu”, mrożkowski klimat zmieszany z wyobraźnią, którą znamy choćby z dramatów Weroniki Murek, nie sprawił, bym bardzo się w to wszystko dal wciągnąć. Gdyby nie pieski i nie policjant Jarda (dobry policjant, straszne i wspaniałe jednocześnie!), “Łyski liczą do trzech” zostawiłyby mnie jeszcze bardziej obojętnego.

Hund pokazuje oczywiście, że świetnie panuje nad konstrukcją książki, pamięta o klamrach i mimo odrobiny literackiego szaleństwa, jest pisarką precyzyjną w swojej wypowiedzi i planie książki. Jednocześnie pewna prostota opowiedzianych tu historii, ich popkulturowa płaskość dla jednych mogą być zaletą tej książki, dla innych - wadą. I choć na klubie książkowym niewiele osób zgodziło się ze mną, że sporo tu ze Szczerka, to mam ochotę bronić swojej wizji, bo Hund miejscami pisze reportaż z Czech, w którym my oczywiście próbujemy widzieć metaforę Polski. To taki Szczygieł na wspak (do autora “Gottlandu” są tu aż nader czytelne nawiązania), powieść drogi, w której mogą wydarzać się rzeczy rodem z Bonda czy Monty Pythona. I dlatego widzę w tym pokrewieństwo ze Szczerkiem. Jednocześnie zastanawiam się na ile ta “aktywistyczna” powieść będzie ciekawa osób spoza pewnej krakowsko-fejsowo-warszawskiej bańki lewicowej. Czy to nie jest książka za bardzo korzystającą z kodów zrozumiałych dla wąskiego grona osób i nadmiernie słuszno-słuszna w swojej słuszności. Ale ostatnio literatura coraz częściej staje się właśnie taka - opowiada o ideach bardzo wprost, jakby nie ufając metaforom. W naszej lewicowej bańce ostatnio namnożyło się takich dzieł - “Cukry” Doroty Kotas, “Twarz, brzuch, głowa” Wandy Hagedorn i Oli Szmidy opowiadają o doświadczeniach autorek w sposób niedopuszczający w ogóle możliwości krytycznego przyglądania się im. Krytykując krytykuje się bowiem idee, które głoszą, a te są ze wszech miar słuszne. A literatura? Ja się zupełnie nie odnajduję w literaturze tak oczywistej dla mojego światopoglądu, w której nie jestem konfrontowany z czymś niewygodnym, a co najwyżej pouczany.

Utwierdzanie się we własnych poglądach jest nam potrzebne, autoafirmacja i bycie dla siebie dobrym, ale przekaz, który tylko mnie głaszcze w utwierdzaniu bycia “po słusznej stronie” nie wydaje mi się szczególnie atrakcyjny. Dlatego jestem sceptyczny do literatury z którą nie wypada mi się nie zgodzić.
Profile Image for Mateusz Romanowski.
156 reviews10 followers
July 31, 2021
Rzeczy, które robisz w Czechach będąc członkinią mniejszości etnicznej, turystą i dziewczyną z hardkora po zamieszkach wywołanych podłym zachowaniem służb mundurowych. Na początku bałem się, że będzie to ciężar, ale jest fajna, wakacyjna lektura o superbohaterach_erkach, jakich potrzebujemy.
Profile Image for NerwSlowa.
785 reviews64 followers
April 10, 2021
Naprawdę wyjątkowo po prostu nie wiem, od czego zacząć. Gdybym miała na temat tej książki wygłosić przemówienie, pierwsze zdanie brzmiałoby jakoś w rodzaju "Hmmmm. No. Yyyyhmhmpfff. Tak.".

Olga Hund jest autorką książki "Psy ras drobnych", wielokrotnie polecanej i szeroko omawianej. Moim zdaniem jak najbardziej słusznie, ze względu na minimalizm, ale jednocześnie umiejętność takiego nim operowania, aby poruszyć w czytelniku pewne emocjonalne struny (tak, jak potrafi to m.in. Mira Marcinów). Nic więc chyba dziwnego, że oczekiwania w stosunku do "Łysków..." również były spore. A chyba - nie jestem jeszcze pewna, bo wszystko układam sobie w głowie - mimo wszystko się rozczarowałam.

Autorka tym razem opowiada historię Caaków, fikcyjnej czeskiej mniejszości etnicznej, w przedstawianym świecie wielokrotnie przez Czechów dyskryminowanej i poniżanej. Zarówno systemowo (np. przez całkowicie idiotyczne rozwiązania wprowadzane przez czeskich polityków, którzy nie mają pojęcia, co robią), jak i indywidualnie, przez pojedyncze zniewagi i akty nienawiści. Punktem, od którego wychodzi narracja Autorki, jest postrzelenie przez jednego z czeskich policjantów caakskiego chłopca na rodzinnym festynie, przy czym kolejne sytuacje i obrazy, które do tej tragedii odprowadziły, odkrywać będziemy stopniowo, zanurzając się w historii z pogranicza reportażu, baśni, powieści drogi i sensacyjnej z dodatkową szczyptą realizmu magicznego. Główny temat dyskryminacji i rasizmu połączy się z tematyką korupcji władzy, niekompetencji polityków, feminizmu, kobiecej siły oraz rewolucji i mechanizmu działania zamieszek w populacji.

Nie mam żadnych zarzutów do czysto językowej strony całej powieści - owszem, jest to "młoda gniewna i zaangażowana proza polska" (jak to określił Jarosław Czechowicz w swojej świetnej recenzji, do której niniejszym odsyłam: http://krytycznymokiem.blogspot.com/2...), ale chyba jako młoda gniewna jeszcze się taką prozą nie nasyciłam (nawet jeśli jestem w stanie dostrzec podobieństwa stylistyczne między tą książką a wieloma innymi).

Mam jednak problem - i uwierzcie mi, że bardzo trudno jest mi to pisać - z pozostałymi aspektami tej książki. Rozumiem, że jest to pewna baśń, alegoria podana w krzywym zwierciadle, satyra. Tylko że... właściwie gubię się w tym, na kogo dokładnie ma to być satyra, do kogo skierowana, do jakiego stopnia metaforyczna i po co w ogóle została napisana, albo podana w takiej formie.

W najprostszym ujęciu jest to historia dyskryminowanej mniejszości, która po wspomnianym już punkcie zapalnym zaczyna na różne sposoby dopominać się o swoje. I mimo że władza próbuje ową mniejszość uciszyć i zatuszować różne wydarzenia, i tak finałem jest przewrót, rewolucja i nagła zmiana społecznych stosunków.

I świetnie - bo taką baśń mogłabym przeczytać, zwłaszcza w naszej rzeczywistości, która moim zdaniem absolutnie się do takiego szczęśliwego finału nawet nie zbliża. Jeżeli jednak taki właśnie miał być zamysł, po co jest tutaj tak wielkie nagromadzenie różnych innych fragmentów, postaci i wydarzeń? Na dodatek opisywane tak minimalistycznie, że czasem nieco jednowymiarowe (jak np. postać George'a)? I dlaczego jest tutaj aż tak dużo wątków niedotyczących tylko właśnie uciskanej mniejszości czy w ogóle ucisku słabszych przez silniejszych?

Mam też pewien problem z tym, co nazwałam roboczo "autentycznością". Hund wyraźnie potępia tutaj bezmyślność nienawiści, banalność zła, szowinizm, rasizm, dyskryminację w jakiejkolwiek formie.. I dobrze, bo te rzeczy są po prostu złe i należy je potępiać, tylko że zaczęłam zastanawiać się, czy nie jest to trochę przekonywanie osób już całkowicie o słuszności tej tezy przekonanych. I nie chodzi o potencjalny krąg odbiorców tej książki - choć raczej nie podejrzewam, by eksperymentalne nowości Czarnego na bieżąco śledziło wielu rasistów - a bardziej o to, że mamy w literaturze mnóstwo świetnych przykładów otwierających oczy na rasizm (i ten systemowy, i ten bezpośredni) z ogromnej liczby perspektyw (czy osobistej, czy historycznej, czy nieco bardziej "naukowej", w sensie odwołującej się do statystyki i nauk społecznych), i w tym momencie proponowane tutaj stwierdzenie "rasizm jest zły" w literaturze staje się tak oczywiste, że aż lekko trącące banałem. (Choć, ku mojemu ubolewaniu, w życiu wcale jeszcze nie, przynajmniej nie w tym kraju). Nie proponuję nagle wrzucić tutaj "uzasadnienia" rasizmu czy "innej perspektywy", i przyznaję, że spostrzeżenia Autorki na początku są ciekawe (jak np. wątek z domami z tektury), ale potem opiera się to na schemacie "źli Czesi dyskryminują biednych Caaków, którzy tak, mają swoje problemy, ale tak ogólnie to są super", bez żadnego wgłębiania się czy zbudowania jakiejś większej narracji. Mamy tutaj wręcz wyliczone różne prostackie, ksenofobiczne zachowania, ale właściwie na tym się to zatrzymuje. A szkoda, bo mam wrażenie, że dopiero to byłoby w pewien sposób odkrywcze i ciekawe, i - przede wszystkim - nie tak uproszczone.

Co do prostoty: no właśnie, tutaj zaczyna się mój kolejny problem. Wydaje mi się bowiem, że Autorka z jednej strony decyduje się na minimalistyczną formę i napisanie książki bardzo krótkiej, a z drugiej chce zmieścić w niej naprawdę dużo wątków. Sam rasizm i to, jak tragiczny w skutkach potrafi być, to moim zdaniem temat na książkę - nawet w postaci alegorii czy baśni - co najmniej tak grubą, jak ta, która została wydana. Tutaj jednak pojawia się jednocześnie szereg innych wątków, wyżej już wspomnianych. I chociaż owszem, mają one z rasizmem związek, i w niektórych momentach powodują złość (np. wątek tuszującego wszystko gorączkowo komendanta policji), a niekiedy radość (jak sugerowanie, że rewolucję wywołają, podtrzymają i wygrają kobiety), mam wrażenie, że jest ich w jednym miejscu tak strasznie dużo, że właściwie na żadnym z nich nie można się na spokojnie skupić ani - tym bardziej - żadnego z nich rozwinąć. W tym kontekście nawet z założenia spektakularny koniec, który w innym wydaniu mógłby przynieść prawdziwą satysfakcję, tutaj jest zaledwie kilkoma zdaniami, które po prostu przemyka się wzrokiem, myśląc o tym, co właściwie z lektury tej historii się wyciągnęło.

I ech, przykro mi trochę. Bo mam wrażenie, że nawet dobry pomysł początkowy został zamieniony w coś dość już banalnego, uproszczonego i wtórnego. Trochę czuję się tak, jakbym zamiast jednego pudełka ze splecionymi ze sobą wątkami dostała rzeczone wątki, które z pudełka siłą się wydostały i rozbiegły po narracyjnym lesie, w setki różnych stron, a potem były z powrotem (ale nieudolnie) zbierane. Został z tego zalążek czegoś ciekawego przemieniony w banał, niepotrzebne dywagacje, takie nagromadzenie wszystkiego, że nie wiadomo, na czym się skupić, i historia, która po prostu i niestety w żaden sposób nie porywa, nie zmienia życia, nie nakłada do przemyśleń. Bo więcej refleksji o rasizmie, rewolucji, ksenofobii, torturach i zaściankowości mam po obejrzeniu 10 minut naszych krajowych wiadomości.

EDIT: po jakichś 5 dniach od skończenia lektury w końcu wpadłam na to, co jeszcze mi w tej książc przeszkadza i sprawia, że czuję od niej jakiś brak autentyczności. Tak, jak pisałam - rozumiem, że Hund na swoją konwencję wybiera baśń, czyli z założenia opowieść, w której nie wszystko musi zgadzać się ze światem rzeczywistym, miejsce i czas akcji są niedookreślone, istnieje także pewien morał. W tej sytuacji Czechy - kojarzone chyba w świecie realnym jednak z tolerancją i poszanowaniem inności, a nie z systemową dyskryminacją na szeroką skalę - na zasadzie kontrastu poczytywać można za spełnienie archetypu baśniowej krainy (tzn. kontrast między Czechami prawdziwymi a Czechami hundowymi jest tak duży, że od razu dla czytelnika powinien być to sygnał, że całość opowieści jest czymś wyimaginowanym).

I tutaj właśnie zaczyna się dla mnie problem: bo mimo że całość jest baśnią, Autorka mimo wszystko nie decyduje się na opis dyskryminacji jakiejś grupy np. dlatego, że niektórzy mają żółte nosy, albo za duże stopy, albo z tego względu, że na inny kolor świeci im skóra - czyli po prostu z jakiegoś "baśniowego" powodu. Autorka mimo obranej przez siebie konwencji wybiera akurat dyskryminację na tle rasowym/narodowościowym/etnicznym, czyli ten rodzaj dyskryminacji, który można zauważyć, gdy tylko włączy się wiadomości, albo nawet swojego facebooka, ponieważ rozgrywa się on na naszych oczach każdego dnia (nawet jeśli nie w stosunku do nas samych). I tutaj właśnie zaczyna się dla mnie problem: bo mam wrażenie, jakby Autorka nie chciała opowiedzieć się ani po stronie realizmu (bo wtedy całość musiałaby wyglądać o wiele bardziej prawdopodobnie), ani po stronie baśniowości. Wychodzi z tego przez to niezbyt autentyczny miszmasz zawieszony "gdzieś pomiędzy" i nieco przez to pusty i pretensjonalny w końcowym rozrachunku. Szkoda.
Profile Image for Senga krew_w_piach.
822 reviews108 followers
May 1, 2021

To jest doskonała książka na dzisiejsze święto! Jest to bowiem książka o rewolucji i zwycięstwie tych, którzy są słabsi, prześladowani i ciemiężeni 🖤
Książka lewacka, punkowa, anarchistyczna, feministyczna, w pytkę!
Miałam wątpliwości czy w ogóle się za nią zabierać, bo pierwsza książka Olgi podeszła mi mocno średnio, ale koleżanki kazały i chwała im za to!
Nie było opcji żeby między nami nie zaskoczyło, skoro mottem książki jest cytat z piosenki jednego z zespołów, który sprawił, że jestem taką, nie inną osobą, Homomilitii.

Historia zaczyna się na festynie w czeskim Zlinie. Jest to festyn zorganizowany dla śniadoskórych, obdarzonych trzecim okiem Caaaków, wymyślonej mniejszości etnicznej, najbardziej pogardzanej grupie społecznej, której przypisuje się straszne rzeczy (jedzenie psów i kotów, czy rzucanie uroków), mnóstwo stereotypów, nienawidzi systemowo i indywidualnie. Na festyn zapowiadany był najazd nazioli, więc poza uczestnikami zabawy jest tam dużo panków, którzy zjechali nie tylko z Czech, ale i z Polski, żeby zapewnić Caaakom ochronę i jeszcze więcej policji. W pewnym momencie dochodzi do dramatycznego wydarzenia - jeden z policjantów zabija małego caaańskiego chłopca. W ludziach budzi się głęboko skrywany gniew i rozpętują się antypolicyjne zamieszki. Trójka naszych bohaterów (dwie pankówy - Caaaczka i Polka oraz amerykański turysta, który chciał zobaczyć prawdziwą Europę) przypadkowo wchodzą w posiadanie informacji, która sprawi, że bunt, który obudził się w niewielkim miasteczku podpali cały kraj.

Olga Hund w swojej książce pokazuje nam destrukcyjne siły, które trawią również nasz kraj: rasizm, szowinizm, przemoc systemową, patologię władzy, korupcję, w bardzo jaskrawym, ostrym świetle. Ilustruje jak to się dzieje, że dobrzy ludzie mogą robić straszne rzeczy, jak łatwo nienawiść się rozszerza i jak znalezienie się na pozycji nadrzędnej i uprzywilejowanej potrafi zdeprawować. Krytykuje patologię władzy i policji. Jest antysystemowa - zarówno przeciw systemom politycznym jak i patriarchatowi. Poza tym demitologizuje Czechy jako krainę wiecznej szczęśliwości jak często myślą o tym kraju Polacy (ja myślę 🙈) i pokazuje, że ludzie wcale się tak od siebie nie różnią.
Przede wszystkim jednak jest to książka o momencie, w którym człowiek jest gotów powiedzieć dość, odzyskać sprawczość i sprzeciwić się silniejszym. Ma moc, którą czułam podczas Strajków Kobiet i innych manifestacji, ale dużo bardziej pierwotną, bo nie obłożoną wyobrażeniami i zasadami jak powinno się demonstrować. Mówi, że każdy ma prawo do buntu tylko na swoich zasadach. Bardzo podoba mi się jak pokazane jest tu wsparcie panków/antify, którzy są przy protestujących, uczestniczą, wspierają, ale nie przejmują kontroli, są niewidocznym wsparciem. I to jest prawda - sama wiele razy byłam świadkiem i uczestnikiem takich sytuacji.

Literacko nie jest to dzieło wybitne, napisane prostym językiem, czyta się łatwo i szybko, budzi jednak w czytelniku dużo emocji.
Ale energia, która płynie z tej książki jest totalnie moja. Nie konfrontuje mnie z niczym (poza tymi Czechami), doskonale odzwierciedla mój światopogląd, pokazuje mój świat i życie (sprzed dzieci 😩). Czy to dobrze, czy książka nie powinna prowokować, budzić dyskomfortu? Czasami pewno tak, ale jednocześnie chciałabym też mieć w literaturze swoją reprezentację, rzeczy z którymi się identyfikuję, które opowiadają o mnie. „Łyski” na pewno spełniają te warunki i dobrze mi z tym 🖤🖤🖤⚡️⚡️⚡️
Profile Image for Joanna.
251 reviews13 followers
November 3, 2021
Weszło jak w masełko, takie stojące pół dnia na słońcu.
Profile Image for Anna P (whatIreallyRead).
912 reviews566 followers
November 23, 2025
Łyski liczą do trzech Olga Hund
I picked this up completely at random, because I was looking for some contemporary Polish books to develop my vocabulary, and this happened to be the right length. I didn't like it much. It's an "anti-racism fable", where the plot centers around protests and altercations with the police. So in terms of vocabulary, I learned a shit ton of swearwords from this book, which, admittedly, I wouldn't have learned from my usual lessons.

In terms of literary merit, it felt too on the nose and heavy-handed with its message, making it feel more like propaganda, or rather preaching to the choir, rather than like a story about real people. It didn't feel complex or nuanced enough to be interesting. I wasn't looking for a pamphlet.

In terms of reading enjoyment, I'm not passionate enough about the topic to enjoy just reading 200 pages of something I already agree with (racism is bad).

“A potem mówito sie, ze niewyksztatcony Caaak to lajza, wyksztalconemu sig w dupie poprzewracato, bezrobotny - glupi len, zasitki z naszych podatków pobiera. Zatrudniony? - to oczywiste: prace Czechowi zabral.”

A lot of the social commentary, especially how the media coverage is described, is applicable to all anti-immigrant discourse, even without the race aspect (e.g., Polish-Ukrainian tension). So that part hit close to home.
Profile Image for Anna.
120 reviews2 followers
April 22, 2021
Ale to jest dobre! Mało w Polsce znany obraz Czechów ksenofobicznych i uprzedzonych do inności, ale bez zadęcia i darcia szat, za to z pankową energią i rozpierdolem. Tak trzeba żyć, tak trzeba pisać.
Profile Image for kam.
1,255 reviews246 followers
April 20, 2021
Caaakowie jedzą psy i koty. Mieszkają byle jak i okradają porządnych obywateli. Rzucają uroki za pomocą swojego trzeciego oka. Nie chcą się asymilować i nie chcą pracy, a jak pracują, to przecież na złość Czechowi, żeby zająć jego miejsce. Nie potrafią się uczyć, ich wiara to jedynie przesądy, a przemoc gości w ich domach. Ich życie jest mniej warte i należy na nich uważać.

Ile z tego jest prawdą?

Relacja Caaaków i Czachow od dawna była napięta, a konflikt się zaognia, gdy policjant na służbie zabija dziecko. Caaakańskie dziecko. Zderzenie to ma wywołać burzę, ale czy burza potrafi zmienić rzeczywistość pełną nienawiści?

Zbuntowana punkówa z Polski, uciekający przed bólem matki Amerykanin, Caaaczka odznaczajaca się szczególną inteligencją, policjant mający krew na rękach i kilku innych przemykających bohaterów. Tyle emocji, tyle przeżyć, tyle różnych reakcji na te same wydarzenia! To oni są najważniejsi i oni opowiadają tę historię. Każdy inny, każdy wyjątkowy.

„Łyski liczą do trzech" to opowieść o rasizmie na tyle silnym, że ludzie przestają w innych widzieć ludzi. Odwracają oczy, gdy dzieje się im krzywda, spychają ich do marginesu i nie chcą ich obok siebie w szkole czy pracy. Powtarzają zasłyszane plotki, które niewiele mają wspólnego z prawdą i wybierają nienawiść zamiast strachu. Bo tak jest łatwiej. Z pokolenia na pokolenie przekazywane są kolejne obelgi w kierunku grupy, która nikomu krzywdy nie wyrządza. Czechom zdaje się przeszkadzać już samo to, że gdzieś tam są i oddychają. Że wyglądają trochę inaczej i że wierzą w coś innego.

Olga Hund ową nienawiść trochę podkoloryzowuje, przez co różne mechanizmy ludzkiej psychiki ulegają uwypukleniu. Autorka świetnie radzi sobie z kreacją rozbudowanej historii bohaterów, która wyjaśnia ich sposób reagowania na różne sytuacje. Jej styl pełen dygresji i czarnego humoru fantastycznie radzi sobie z ujęciem tego, co człowieka boli i co w nim paskudnego.

Spotkałam się z opiniami, że debiut Olgi Hund — „Psy ras małych" — został stworzony tylko dla niej i jej komfortu. Teraz jednak nikt nie może tak o niej powiedzieć, bo Autorka pokazała na co ją stać. Jej sposób tworzenia zdań może nie przypaść każdemu do gustu, a i czarny humor czy wyolbrzymienia niektórych sytuacji to coś, w czym odnajdą się nieliczni. Tyle że wszystko to pomogło Oldze ugryźć temat tak, jak ugryziony powinien zostać. Nie wiem, czy kiedykolwiek czytałam coś, co tak zgrabnie uchwycilo istotę rasizmu. Jestem zachwycona stroną psychologiczną tej książki, ale też zaczynam powoli doceniać styl Autorki, który początkowo zdawał się taki... Nie mój. A teraz mogę jedynie wypatrywać jej kolejnych książek!

Rasizm, przemoc psychiczna i fizyczna, alkoholizm, uprzedzenia, dyskryminacja... To wszystko tutaj jest i w tym wszystkim możemy odnaleźć realia Polski ostatnich lat. Czytając książkę nie mogłam powstrzymać myśli, że Pani Hund mieszkając w naszym kraju może obserwować tyle okrucieństwa wobec mniejszości, że wystarczy jeszcze tylko szczypta talentu oraz spostrzegawczości, by przenieść historię tę na karty książki. W końcu Caaakowie tak naprawdę nie istnieją. Możemy więc pod nich podłożyć jakąkolwiek grupę, która każdego dnia dyskryminowana jest przez obywateli i rząd. U nas jest takich więcej niż jedna.

Pisanie o „Łyski liczą do trzech" przychodzi mi z trudem, ale tak już zwykle mam, gdy jakaś książka wywołuje zbyt duże zamieszanie w mojej głowie. Tytuł polecam, choć fani sztywnej formy mogą poczuć się wyrwanie ze strefy komfortu. Dla mnie natomiast to kolejny plus interesującej Autorki, która postanowiła ofiarować światu swoje historie.

Psst, tytułowe łyski to gatunek ptaka wędrownego. Zastanawiam się, czy to kwestia tego, że Caaakowie zmuszeni są do życia, jakie przypomina koczownicze. W dodatku Łyski podobno są dość agresywnym gatunkiem, a i o Caaakach takie zdanie panowało. Wśród Czechów natomiast istnieje pogląd, że grupa ta potrafi liczyć jedynie do trzech. I oto tajemnica tytułu z mojego punktu widzenia. Zabawy słowne zawsze łapią mnie za serce, droga Autorko!

Pssst, a za wygląd okładki podziękujmy Karolinie Lubaszko! Rewelacja.
Profile Image for Mateusz Woliński.
190 reviews53 followers
April 17, 2021
Punk nie jest piękny, ale ma piękne idee. Dawno nie czytaliśmy tak bardzo punkowej książki, która porywałaby swoją energią do działania, wyrażała frustrację, ale też dawałaby nadzieję.

„Łyski liczą do trzech” to trochę punkowa baśń. Podział ról jest jasny i klarowny: są Inni – Caakowie, są ci dobrzy i ci źli. Źli Caaków się boją, biją ich i mordują przy ogólnym niewzruszeniu. Dobrzy chcą Caaków bronić. I tak się kręci ta przypowieść o wykluczony, pogardzanych i bezbronnych. Z tym, że u Olgi Hund właśnie oni, ci dobrzy i inny, w końcu wygrywają. Dając nam jakąś nutkę nadziei.

To, że Caakowie są inni widać na pierwszy rzut oka – dosłownie, mają oni trzecie oko na czole. Brzmi absurdalnie. Jest to jedyna rzecz, która odróżnia ich od pozostałych. Więc zaczynają powstawać legendy o tym, co trzecie oko potrafi. Figura Innego została tu sprowadzona do groteskowej formy, ale przez to jest uniwersalna.

Ta powieść to czysta energia. Są to zdania piękne, mądre i zabawne. Jest to bajka, ale pozbawiona patosu i zbędnej dydaktyki. Są dygresyjki które rozczulą lub rozbawią. Jest w końcu coś, czego bardzo potrzebujemy – pozytywny finał.
Profile Image for yuki..
137 reviews
June 7, 2021
Znów to się stało, znów mam problem z książką. Znów nie potrafię ubrać w słowa tego co ona zostawiła po sobie. A zostawiło dużo mieszanych uczuć. Miała się po mojej głowie przetoczyć rewolucja słów, miała mnie nie oszczędzić, miałam poczuć wolność i energię, a tymczasem miałam wrażenie, że już gdzieś to czytałam, że w słowach autorki odbija się nasza ponura rzeczywistość. Nie było by w tym nic złego, bo ośmieszanie ksenofobi, faszyzmu i uprzedzeń, ukazanie codziennej stygmatyzacji inności jak najbardziej powinny mieć miejsce, ale chyba gdzieś w tej dosłowności zgubiłam to, co ukryte pomiędzy, to czego nie potrafię dosięgnąć. Być może chciałam zbyt rozmienić na drobne to, co otrzymałam, być może w samej książce było zbyt wiele, nie wiem. Ale wiem natomiast, że zostawiła mnie z chaosem i poczuciem przekombinowania i niewiedzą, czy to była satyra, pamflet czy punkowa powieść drogi. Zdecydowanie poprzednia miniatura literacka autorki przemówiła do mnie bardziej.
Profile Image for Izabela Romańska.
231 reviews2 followers
June 11, 2021
3.75
Trochę niewykorzystany potencjał. Tempo tej książki jest bardzo szybkie i nie rozwija pewnych pomysłów, które się tutaj pojawiły. Sama koncepcja swego rodzaju przypowieści o tym, jak działają uprzedzenia bardzo fajna. Niby o Czechach i Caaakach, ale akcja mogłaby się toczyć wszędzie, na każdym styku mniejszość (dyskryminowani) - ogół (dyskryminujący). Jednocześnie wydawałoby się, że mamy przedstawione w książce przerysowane mechanizmy powstawania stereotypów, ale jak się głębiej zastanowić, to rzeczywistość pokazuje, że jednak nie, wszystko jest na poważnie. I ci których się boimy zawsze w jakiś wersjach historii o INNYCH robią sadło z psów, jedzą koty czy porywają dzieci...
243 reviews12 followers
April 10, 2024
"Łyski..." to miła niespodzianka na czytelniczej trasie. Idealne wyważenie humoru, ludzkich słabości i trosk, czeskiej ułudy spokoju oraz uniwersalnego tematu przewodniego - dyskryminacji mniejszości. Olga Hund nie próbuje moralizować na siłę, choć nie ma tu jednocześnie ukrywania przesłania całej historii, czyli tego, jak łatwo z pretekstu do przemocy przejść do ogólnokrajowej fali protestów i zmian.
Profile Image for Basia Cabaj.
85 reviews11 followers
July 29, 2022
Podobało mi się, że ta książka jest tak rożna od „Psów…”. Chociaż forma legendy/baśni - komentarza politycznego momentami mi nie leżała, to było wiele świetnych i bardzo sugestywnych, dobrze napisanych scen. Mimo pewnych wątpliwości w pierwszej połowie powieści, druga połowa mnie porwała i jak już ktoś pisał - fragmenty z pieskami są wspaniałe.
Profile Image for echo.
251 reviews14 followers
January 31, 2024
ta książka to mistrzostwo narracyjnej retardacji z katartycznym wybuchem na końcu — i nie wiem, co dobitniej świadczy o jej sile oddziaływania na czytelnika niż myśl, która nie opuszczała mnie po skończeniu: tak, tak należy pisać, to ma wielką moc
Profile Image for Magdalena Stanula.
39 reviews
September 26, 2021
Ważny temat napisany z niesamowitą lekkością pióra. Olga Hund ma charakterystyczny styl pisania. Porównanie grupy bohaterów do drużyny RPG absolutnie uwielbiam <3
Profile Image for Gosia Mycek.
11 reviews2 followers
July 20, 2025
Mam mega mieszane uczucia, ale raczej na minus. Tekst typu antyrasizm i rewolucja ale autorka używa słowa na m i innych takich w stosunku do osób niebiałych. Niefajnie
Displaying 1 - 23 of 23 reviews

Can't find what you're looking for?

Get help and learn more about the design.