Łowca. Sędzia. Kat. Czy można oddać sprawiedliwość w ręce jednej osoby? Czy krzywdę można naprawić zbrodnią?
Na terenie całego kraju w tajemniczych okolicznościach umierają uzdrowiciele, znachorzy i cudotwórcy. Czy to okrutny morderca obrał ich sobie za cel, czy – jak twierdzi policja – to seria niefortunnych zbiegów okoliczności?
Zabójca podobno wyszukuje ofiary tylko spośród znanych uzdrowicieli i rozprawia się z nimi za pomocą metod z czasów polowań na czarownice. Jeśli nikt mu nie przeszkodzi, w Polsce zapłoną stosy.
Krzysiek ma dwadzieścia lat i diagnozę dającą mu sześć miesięcy życia. Chwytając się ostatniej deski ratunku, trafia na terapię do Jakuba, tajemniczego uzdrowiciela. Wspólnie z prowincjonalnym policjantem będą musieli stawić czoło mordercy.
Rozpoczyna się wyścig z czasem i śmiercią. Wyścig, w którym każdy oszukuje.
Początkowo wszystko układało się całkiem dobrze, fabuła mnie zaciekawiła jednak z czasem było gorzej. W połowie książki uświadomiłem sobie, że już mnie nawet nie interesuje kto jest mordercą. Mam takie wrażenie, że autorowi trochę zabrakło doświadczenia w poprowadzeniu tej fabuły bo przyznaje, że pomysł był dobry i miał olbrzymi potencjał, a wyszło tak mocno średnio. Ciekawość trochę uleciała, a emocji było jak na grzybobraniu. Sporo rzeczy mnie raziło już pomijam kilka nieścisłości fabularnych, bo podczas niektórych poczynań zabójca chyba miał pelerynę niewidkę gdyż nikt go nie dostrzegał. Co do pozostałych mankamentów to do teraz nie potrafię zrozumieć i tu zaznaczam nie mam problemu z seksualnością i opisami seksu jednak chroniczny wzwód Krzysztofa to dla mnie coś niezrozumiałego. Dorosły student, a wzwód u niego wywoływało wszystko, tylko czekałem czy worek ziemniaków lub ładnie opakowany kwintal zboża da podobny efekt. W powieści bohater w zasadzie ma styczność z trzema kobietami i przy każdej znajomości uaktywnia mu się tryb „napalonego buchaja rozpłodowego” jest to dla mnie niezrozumiałe i wyszło nieco groteskowo. Raził mnie też sposób prowadzenia śledztwa przez policję bo to momentami wyglądało jakby dowodził Inspektor Gadżet czy może Inspektor Clouseau. Samo zakończenie dość otwarte chociaż równie dobrze można powiedzieć, że tego zakończenia brak, tylko wszystko urywa się w pół zdania więc raczej powstanie druga część, odniosłem też wrażenie, że rozliczne umizgi do pewnej stacji telewizyjne mają chyba tworzyć dla autora jakiś grunt pod ekranizację serialową. Książki raczej nie mogę polecić jednak jak ktoś już się zdecyduje to polecam czytać bezrefleksyjnie bo zadawanie sobie pytań sprawi, że cała ta fabuła będzie jeszcze bardziej nieścisła i niespójna.
Każda postać taka sama, nagle wszyscy mają wulgarne i prostackie poczucie humoru (lekarze, policjanci, politycy, naukowcy i księża!). Główny bohater ślini się do każdej kobiety którą spotka, a spotyka tylko piękne , młode i gotowe rzucić się w jego ramiona. Za dużo potocznych wyrażeń, za dużo nawiązań popkulturowych, za dużo one-linerów wyciągniętych z tanich kryminałów sensacyjnych lat 90. A morderca to chyba się szkolił w Hogwarcie, bo do większości zabójstw musiał użyć magii (a zwyczajnie autor nie miał wiedzy jak poprowadzić fabułę bez drogi na skróty). Eh, bardzo się irytowałam.
2⭐️ niestety czuć, że jest to debiut… krzychu niesamowicie mnie irytował, bo nie lubię takiego ciągłego ślinienia się do kobiet i bycia bogiem seksu. ale historyczny dryg śmielaka mnie zachęca i myślę, że mimo wszystko sięgnę po więcej książek autora
Twórczość Michała Śmielaka poznałam jakiś czas temu przy okazji książki „Ucichły ptaki, przyszła śmierć”. Po lekturze tej książki wiedziałam, że jeszcze kiedyś wrócę do twórczości autora. Czas mijał, a ja wciąż odkładałam powieści autora „na później”. Dzisiaj bardzo żałuję, że tak długo zwlekałam, by sięgnąć po kolejną jego historię, bo „Znachor” okazał się fenomenalnym kryminałem okraszonym dużą dawką poczucia humoru.
Czy można oddać sprawiedliwość w ręce jednej osoby? Czy krzywdę można naprawić zbrodnią?
Krzysiek jest dwudziestoletnim studentem historii, który ma przed sobą ostatnie pół roku życia. Diagnoza, którą usłyszał od lekarza, sprawiła, że chłopak postanawia się chwycić ostatniej deski ratunku. Decyduje się na terapię u Jakuba, tajemniczego uzdrowiciela, w tym celu wyjeżdża na Podkarpacie. W tyn samym czasie na terenie kraju w dość tajemniczych okolicznościach umierają znachorzy, uzdrowiciele i cudotwórcy. Czy to niefortunny zbieg okoliczności, czy może brutalny morderca obrał sobie za cel pozbawić życia osoby, które uważa za szarlatanów? Zabójca dość dobrze przygotował się do swojego zadania. Dla swoich ofiar, na które poluje w środowisku uzdrowicieli, nie ma nawet odrobiny litości, rozprawia się z nimi za pomocą metod, które stosowano w czasach polowań na czarownice. Niebawem okazuje się, że morderca obrał sobie za cel również Jakuba, u którego Krzysztof rozpoczął terapię. Rozpoczyna się wyścig z czasem i śmiercią. Krzysiek wraz z Henrym, prowincjonalnym policjantem, wyruszają w pościg, by stawić czoło mordercy.
Po książkę sięgnęłam dość spontanicznie, miałam ochotę na mroczny i brutalny kryminał, więc pomyślałam, że może właśnie „Znachor” dostarczy mi takich emocji, jakich oczekuję i poniekąd moje przeczucia się sprawdziły. Autor w swojej powieści zaserwował mi historię, która momentami mrozi krew w żyłach, nie brakuje w niej brutalnych i przerażających scen. Napięcie, które towarzyszy nam niemal od początku historii nie opuszcza nawet na moment, a wręcz przeciwnie, z każdym rozdziałem wzrasta, a tym samym czytelnik nawet nie myśli o tym, by przerwać lekturę. Michał Śmielak ma swój niepowtarzalny styl pisania. Jego wyśmienite poczucie humoru i talent do tworzenia ciekawych i nieszablonowych historii zaowocowały, według mnie genialnym debiutem. „Znachor” to lektura, którą zapamiętam na długi czas. Autor, oprócz intrygującej i mrocznej zagadki, zaserwował mi ogromną dawkę humoru. Nie zliczę, ile razy wręcz wybuchałam niekontrolowanym śmiechem, nad poczynaniami bohaterów, jak również prowadzoną między nimi wymianą zdań. Podsumowując, „Znachor” to debiut autora i jest to odczuwalne podczas lektury, niemniej jednak uważam, że to jedna z lepszych książek, jakie przeczytałam w ostatnim czasie. Dostałam tutaj wszystko to, czego oczekuje od dobrze skrojonej historii kryminalnej, ciekawą intrygę, brutalnego mordercę, który nie ma litości dla swoich ofiar, świetnie wykreowane postaci, których nie da się nie lubić i przede wszystkim rzetelnie skonstruowaną fabułę, którą autor oparł na kilku ciekawostkach historycznych. Jeżeli macie ochotę na nieszablonowy kryminał z dużą dawką czarnego humoru, to „Znachor” Michała Śmielaka będzie dla Was lekturą idealną. Bardzo polecam!
Czyta się to jak fantazje nieprzystosowanego społecznie nastolatka. Główny bohater, niby zwykły przeciętniak, ale kogo by nie spotkał na swojej drodze, to każdy chce zostać jego przyjacielem, pomóc, zasponsorować dodatkowe badania (oczywiście bez kolejki), nawet para prezydencka pała do niego natychmiastową sympatią... Kobiety wszystkie pchają mu się do łóżka, kijem się biedak musi opędzać. Plus, każda postać, można powiedzieć że "grana przez tego samego aktora" - tylko te śmieszne okulary z nosem i wąsami zakłada i udaje kogoś innego. Każda osoba ma takie samo poczucie humoru, sposób wysławiania się, myślenia. Sam pomysł ok, może takie kulawe bo to debiut, pierwszy naleśnik zawsze do wywalenia, wiadomo.
Jak ja uwielbiam pióro Michała Śmielaka! Mam poczucie, że mamy ten sam kod kulturowy i dlatego tak do mnie trafiają jego dowcipy i porównania. To trzecia książka autora, którą czytam i kolejna, która mnie nie zawodzi. Uwielbiam historie przez niego tworzone - wątek kryminalny, który trzyma w napięciu, przeplatany z problemami ludzkimi i wątpliwościami bohaterów, które mogłyby dotyczyć każdego z nas. Tematyka książki - polowanie na czarownice - to kolejne zagadnienie, które po słowiańskich nawiązaniach w „Pomruku” należy do obszaru moich zainteresowań. Nie umiałam się oderwać do samego końca!
Powiem szczerze, że okładka mnie nieco zaskoczyła. Jest po prostu świetna. Przyciąga wzrok i to ogromna zaleta zwłaszcza w momencie kiedy szuka się czegoś na półce w księgarni. Ja na pewno zwróciłabym na nią uwagę, a po przeczytaniu opisu złapałabym i pognała do kasy. Takie były moje pierwsze myśli, kiedy przyjechała do mnie paczka od Wydawnictwa Initium. A druga była taka, że ja nie znam tego autora! Tu akurat nie ma nic dziwnego, bo to dopiero druga wydana książka na jego koncie, ale ta pierwsza niekoniecznie była czymś, po co bym sięgnęła patrząc na moje zainteresowania czytelnicze. Natomiast "Znachor"... cóż, uwielbiam takie klimaty i już Wam mówię o niej więcej.
Znachorzy, uzdrowiciele, dziwne sposoby leczenia, często wmawiane, że naturalne. Znacie to? I właśnie ten temat postanowił poruszyć Michał Śmielak, ale nie zagłębiał się w skandale z tym związane, a stworzył kryminał. Jak to? A no tak to, że ktoś takie właśnie osoby zwyczajnie morduje i to nie w byle jaki sposób, a w taki... jak za czasów polowań na czarownice. Okrutne? Owszem!
Drugim wątkiem jest historia dwudziestoletniego Krzyśka, który przez postawioną mu diagnozę trafia właśnie do uzdrowiciela. Czy w tym przypadku też to się skończy źle? Co policja wie, a czego nie ujawnia i skąd w mordercy chęć pozbywania się właśnie tych ludzi?
Muszę przyznać, że autor poczynił naprawdę świetną książkę i jest to taki kryminał, po jaki każdy miłośnik tego gatunku sięgnie i się nie zawiedzie. Zwłaszcza, że jest to coś innego, nietypowego. Owszem, są trupy, ale to nie jest gdzieś głęboko zakorzeniona potrzeba mordowania, a może jednak? Może robi to dla przyjemności, a może w ramach zemsty? Co się w jego życiu wydarzyło, że stał się takim człowiekiem? I w ten sposób, przez te pytania, automatycznie to morderca stał się głównym bohaterem, mimo że tytułowy znachor chyba miał nim być. Widocznie podświadomość Pana Śmielaka wysunęła na pierwszy plan właśnie tę postać.
Oczywiście, znajdziecie również śledztwo, jak na rasowy kryminał przystało i brnie się w nie razem z policjantami coraz głębiej, ale nie myślcie, że typowe, że jak w każdej książce. Nie, nie, ale tutaj na zachętę przytoczę Wam jedno zdanie, które zostało już przez wydawcę umieszczone w opisie: "Rozpoczyna się wyścig z czasem i śmiercią. Wyścig, w którym każdy oszukuje." - a jest to wyścig z mordercą, śmiercią, ale także za ogromną nadzieją, która podobno umiera ostatnia, ale jest też matką głupich. Jak jest w przypadku Krzyśka, który szuka ratunku za wszelką cenę?
Cóż, przeczytajcie koniecznie. Polecam! A Wydawnictwu Initium bardzo dziękuję za egzemplarz!
To zdecydowanie książka wyróżniająca się na tle innych kryminałów i thrillerów. Głównie z powodu tematyki, jakiej podjął się autor. Nie lada gratka dla fanów historii, jak również dla osób będących z nią na bakier (ciekawostki historyczne są wyważone i nie zanudzają, idealnie urozmaicając powieść). Fabuła jest niebanalna, okraszona sporą ilością przekleństw (ale uzasadnionych, pasujących od sytuacji) jak również niesamowitą dawką humoru - autor trafia w moje gusta, za to ocena w górę. Z niecierpliwością czekam na drugą część!
Moda na uzdrowicieli, znachorów trwa i kto by przypuszczał, że mogą stać się tematem hardcorowego thrillera Michała Śmielaka w "Znachorze" i "Inkwizytorze".
Student historii Krzysiek Szorca dowiaduje się, że jest chory na raka i zostało mu pół roku życia. Kiedy medycyna akademicka jest bezradna, przypadkowo trafia na leczenie do domu znachora, Jakuba. Podczas jego pobytu u uzdrowiciela okazuje się, że trwa polowanie na kolejnych znachorów i mordowanie ich. Chłopak wraz z bratem policjantem Markiem wejdą w skład grupy śledczej ruszającej w pogoń za mordercą zwanym Inkwizytorem.
Dylogia Inkwizytora zrodziła się na szpitalnych korytarzach po urazie kolana, jakiej doznał Michał Śmielak. I trzeba przyznać, że ciemną stronę służby zdrowia jak i metody znachorskie oddał w stu procentach wiarygodnie. To właśnie ów realizm bardziej straszy niż kolejne makabryczne morderstwa. A tych nie brakuje. Wędzenie na różnie, palenie na stosach czy ofiara staje się pokarmem lwów. Co ciekawie mroczny nastrój powieści przełamują luźne dialogi, humor czy moc ciekawostek historycznych, które zostały zgrabnie wplecione nadające dodatkowego smaku. Jednocześnie to, co robi wrażenie to rozmach terytorialny, gdyż od Sandomierza i podkarpacia obejmuje całą Polskę. Sprawia to, że wyścig z czasem zanim lista Inkwizytora zostanie zamknięta przebiera dramatycznego charakteru i kosztuje milion zjedzonych nerwów. Niemniej zarówno Znachor jak i jego kontynuacja wciąga bardzo bardzo.
To już moja druga jego książka. Inna od pozostałych kryminałów i zaskakująca. Wyciąga na tyle, że chętnie poczytam jego pozostałe tytuły. Jak sam autor mówi albo się go pokocha albo odrzuci. U mnie miłość do autora się rozwija...
No i proszę, zachęcony czyjąś opinią postanowiłem sięgnąć po książkę debiutanta i kilka pierwszych stron wystarczyło, by zachęcić mnie do jej przeczytania. I jak wrażenia? Mieszane, choć w dużej mierze pozytywne.
Jeśli chodzi o styl, to ewidentnie mamy do czynienia z początkującym jeszcze pisarzem. Widać, że nie do końca panuje nad swoimi bohaterami, nie umie jeszcze nadać im osobowości i dość często prawdopodobnie wkłada im w usta swoje własne myśli, odczucia i przekonania.
Jednocześnie jest jednak bardzo zdolnym gawędziarzem i żartownisiem, co w zdecydowanej mierze wynagradza pisarskie niedoróbki.W połączeniu zaś ze zgrabnie skonstruowaną fabułą (jednak uprzedzam, że nie jestem z tych, co bezlitośnie śledzą dziury fabularne) otrzymujemy całkiem przyjemną lekturę. Muszę jednak powiedzieć, że daję tu autorowi duży kredyt zaufania, gdyż zakończenie okazuje się w dużej części otwarte, co może być odebrane jako pójście na łatwiznę. W jednej powieści można to zaakceptować, ale zobaczymy, co będzie dalej.
Na terenie całego kraju umierają uzdrowiciele i znachorzy. Policja uważa, że to zbieg okoliczności. Czy na pewno?
Po bardzo dobrych „Wnykach” odpaliłam audiobooka „Znachora” z ciekawością. Ta książka jest ciuteńkę słabsza niż ta nowa, ale to tylko dobrze świadczy o autorze - rozwija się i ja to doceniam. Oczywiście to nie znaczy, że ta książka jest zła. Absolutnie nie! To jest kawał dobrego kryminału.
Muszę przyznać, że podczas słuchania wpadałam w powieść po uszy. Bardzo spodobał mi się temat. Autor ma wybitną umiejętność do znajdowania niecodziennych pomysłów na fabułę i jeszcze potrafi to przekuć potem w naprawdę dobrą powieść. W tej książce jest wszystko co lubię: konkretni bohaterowie, zbrodnie i dobre śledztwo, a to wszystko okraszone czarnym humorem Śmielaka i lekkim językiem. Ja jestem na tak.
Jeśli szukacie czegoś nowego, co Was wciągnie od pierwszych stron, to łapcie za „Znachora. Polecam!
Sam pomysł na fabułę ciekawy. Ale. Trudno się to czytało przez ilość (nazbyt wydumanych) porównań i metafor. Do tego uprzedmiotowanie kobiet było wszechobecne. Tu cytaty, które dosyć dobrze oddają klimat:
"Brud człowieka nie atakował niczym muzułmańscy samobójcy..."
"Wiesz, klasyczny niedobór chuja w organizmie".
"...sam się sobie dziwię, że od wczoraj nie siedzę w kaftanie bezpieczeństwa, śliniąc się jak pedofil w sklepie z zabawkami...."
"...a sapanie grubaski spokojnie wszystko zagłuszało, nie było więc obawy o podsłuchanie przez osoby postronne".
"Cwana bestia z tej naszej blondyneczki! Nie tylko ładne cycuszki, ale i w główce coś siedzi".
Ciekawa historia, wracanie do czarownic, itd - bardzo fajne.. Trochę irytujące jest jednak, że każda postać wyraża się tak samo i ma takie samo poczucie humoru (bardzo specyficzne).
Znachorowy Lisioł . W ramach leczenia syndromu dnia wczorajszego, Lisioł postanowił się wybrać do uzdrowiciela, aby poddać się naturalnej terapii leczniczej. Padło na książkę "Znachor" Michała Śmielaka. . Lisioł na dzień dobry pomachał dyndającemu trupowi, który rozgościł się na pierwszych stronach dość wygodnie, po czym dołączył do studenta historii zmagającego się z śmiertelną chorobą. Tak się dowiedział o istnieniu Jakuba. Znachora, który ponoć może wszystko, aczkolwiek jest wybredny i wybiera tylko nielicznych, którym chce pomóc. Zabrzmiało interesująco. Lisioł nie ma pojęcia, czemu Pan Jakub wybrał taką historyczną sierotę, ale niech będzie. Do tego dochodzi żona Znachora, całkiem ładna i zgrabna lisica o imieniu Weronika. W ten sposób nasz bohater rozpoczął swoją terapię od... wypicia butelki na poznanie się. Tak mu to weszło w krew, że codziennie butelka szła, raz wiśnióweczka, raz whisky, a to winko. No takie terapie to Lisioł lubi. . Nawet bredzenie miejscowego policjanta o jakimś tam seryjnym mordercy, brzmi sensownie, gdy ma się procenty w krwiobiegu. Sięgając więc po Znachora przygotujcie się na dużo alkoholu, rozmyślań głównego bohatera, refleksje na temat urody - nie tylko urody życia - a także na śledztwo prowadzone z historycznym zacięciem, bo jakże to bez historyka gonić łowcę czarownic? Do tego pojawią się problemy egzystencjalne oraz historyczne wstawki, za które Lisioł chętnie kieliszek wypije! Będziecie więc zwiedzać środowisko wiejskie w towarzystwie Krzyśka, prawdziwe zderzenie miastowości i wiejskości, z chłopaka żaden wiking czy chociażby Pan Wołodyjowski, ale będzie na co popatrzeć, gdy obudzą się w nim lisiołowate pokłady miłości do taktycznych odwrotów. . Niektóre momenty mogą Wam się wydać zaskakujące *Lisioł stoi nad brzegiem jeziora i obserwuje pracującego mordercę tuż obok deptaku* yhym.. czapkę niewidkę sobie spryciarz kupił *zamruczał futrzak*, ale jeśli szukacie kryminału z powiewem lekkości i świeżości – nie, to nie są niemyte lisie pachy – to randka z Znachorem może Wam przypaść do gustu.
Bardziej 2.5/5. Doceniam 'kreatywność' Inkwizytora i pietyzm, z jakim wykonywał swoje zadania. Wyobraźcie sobie, że ktoś dobiera się do samozwańczych lekarzy. Lokalnych znachorów/uzdrowicieli, którzy nierzadko mają na swoim sumieniu osoby, które im zawierzyły życie i środki pieniężne.
Dały całe swoje dochody, aby ratować życie własne lub bliskich, w związku z czym nierzadko chorzy rezygnowali z świadczeń medycznych, jakie dawały jakiekolwiek szanse na ich uratowanie. Po to tylko, aby oszust udający lekarza mógł nabić sobie kabzę, sprzedając jakiś chłam zdesperowanym ludziom. I tu zaczyna się cała seria mordów, które odpowiadają średniowiecznym 'karom' za zakazane praktyki. Są dosyć obrazowe, przez co raczej nie jest to lektura dla młodszych czytelników.
A z drugiej strony mamy Krzyśka, którego diagnoza brzmi: glejak. Czasu ma niewiele, a medycyna daje niewielkie szanse na życie dłuższe niż rok. Zdesperowany, podejmuje się spotkania z pewnych znachorem, który obiecuje mu możliwość uleczenia. W tym celu zaprasza bohatera do swojej posiadłości. Od razu Krzyśkowi wpada w oko żona uzdrowiciela, więc w powietrzu szykuje się jakiś dramat, a w tle przecież przewija się seryjny...
Śmielak wielokrotnie stara się zwodzić czytelnika, ale tak naprawdę poza kolejnymi przypadkami 'rozliczenia' ofiar o wątpliwej jakości kręgosłupa moralnego, nie ma tu większych zaskoczeń. Ba, w moim mniemaniu nie ma tu też właściwego zakończenia, a to co dostajemy na koniec, jest zwyczajnie nie za bardzo do przyjęcia. Poczułem się zrobiony nieco w balona, jak ci naciągnięci biedacy.
Postacie też są dosyć schematyczne. Biedny, chory student otoczony jest kobietami, które tylko czekają na to, aby wskoczyć mu do wyra. Przecież to nie jego wina, nie? Tylko wiarygodność gdzieś mi tu umyka. Także policja działa tu tak, że pożal się boże. A morderca to geniusz, który przeprowadza całość idealnie, jak chciał. Znachor to relatywnie długa lektura, ale ma mało do zaoferowania.
Krzysztof Szorc właśnie usłyszał wyrok śmierci. Z glejakiem mózgu lekarz daje mu kilka miesięcy życia. Przypadkiem ogląda wywiad z Weroniką, żoną i asystentką znachora Jakuba Wilka. Nie licząc na odpowiedź, wysyła do niego maila. Wkrótce dostaje zaproszenie do domu uzdrowiciela. Krzysiek ukrywa swoją chorobę przed bratem Markiem, który jest śledczym w policji. Otrzymuje sprawę, jak się ma okazać, zabójstw uzdrowicieli. Temat interesuje dziennikarzy śledczych - Bartka i jego największego konkurenta w rywalizacji o temat Kazika Barszczyka, ksywa Żurek. Media okrzykują seryjnego zabójcę Inkwizytorem.
Narracja prowadzona jest w jednej płaszczyźnie czasowej, głównie z perspektywy Krzyśka. Choć temat ciężkiej choroby nie jest ani łatwy, ani przyjemny, to ukazany jest w lekki sposób nieobciążający psychiki czytelnika. Chłopak nie ma jeszcze objawów. Choć medycyna nie daje nadziei, a on nie jest naiwny, to w głębi serca liczy na pomoc uzdrowiciela. Kolejnym argumentem, że Krzysiek nie chce opuszczać domu Jakuba, jest aparycja Weroniki, która jest dla niego wyjątkowo kusząca.
Autor ma ogromny talent nie tylko do tworzenia ciekawych porywających historii, ale też do kreowania interesujących, inteligentnych osobowości. Całość okrasza naturalnymi, sarkastycznymi dialogami i monologami. Krzyśkowi podpowiada, jak sam ich nazywa, agent Mulder i wewnętrzny szyderca, nadając makabrycznej historii zabawny wydźwięk.
Proza tworzona przez autora szybko stała się jedną z moich ulubionych. Całe szczęście, że nie muszę czekać na dalsze losy bohaterów i od razu mogę sięgnąć po "Inkwizytora".
Ale to było złe... Pomysł w tle? Fajny. Ale skończyło się na niczym. Główny bohater to niczym z bajki o spidermanie skrzyżowane z bóstwem rodem z CIA. Do tego jeśli kiedykolwiek miała by powstać ekranizacja to obstawiam, że wzwód głównego bohatera powinien być grany przez osobnego aktora. Tego nie tłumaczy wybuch hormonów młodości, chłopak ma poważny problem ze sobą i grube nieprzystosowanie społeczne tak reagując na kobiety. No i wiadomo, każda się rzuca na niego. Ogólnie to nie rozumiem tej mody, gdzie w każdym kryminale musi się pojawić barwnie opisany wątek erotyczny. Ja chcę flaki, krew i masakre, a nie opisy fellatio 🤦🏼♀️
Szkoda. Opis i początek książki brzmiały totalnie jak coś, czego brakuje na rynku i co absolutnie bym pochłonął z racji własnych upodobań. Jednak na początku i dobrym pomyśle się kończy. Logicznej i wciągającej fabuły brak, bohaterowie tekturowi i jak tektura jednowymiarowi. Mało tego. Końcówka daje mi jasny wniosek, że cała książka to jedno wielkie oszustwo wobec czytelnika. Autorowi polecałbym mocno podciągnąć się w konstruowaniu fabuły i bohaterów, bo sam pomysł bardzo mi się podobał.
2⭐ Wymęczone... Pomysł na fabułę ciekawy, ale z wykonaniem autor nie podołał. Co mi najbardziej przeszkadzało to zbyt potoczny język, bohaterowie zwracają się do sobie jak do swoich ziomków, nieważne czy to prokuratur, lekarz czy policjant, zero powagi. Nie wiem czy zaliczać tę książkę do kryminału czy komedii kryminalnej, bo w sumie ani tu, ani tu nie pasuje 🤷🏼♀️
Widać, że to debiut autora bo książka jest słabsza od pozostałych pozycji Smielaka (ktorego pióro uwielbiam). Trochę za bardzo autor chciał być cool i wrzucał niepotrzebne teksty, które niby miały bawić ale nic z tego nie wyszło. Nie mogłam się wciągnąć przez pierwsze 300 stron, że to ostatnie 200 przeczytałam jednym tchem więc coś w niej musi jednak być 😉
3,75. Wciągnęłam się, nie mogłam przestać czytać i mam ochotę sięgnąć po kontynuację. Mam nadzieję, że w kolejnym tomie pan student przestanie zakochiwać się w każdej kobiecie, która się do niego odezwie, bo to było przedziwne.
takie 2,5/5. czytadelko na zabicie czasu - spoko. niestety, dużo gorsze od innych książek autora. postacie są kwadratowe i nikogo nie da się polubić. największy plus za jebanie po pseudoterapeutach i znachorach żerujących na ludzkim nieszczęściu.
4 z minusem. Według mnie dobry debiut. Podoba mi się jak Śmielak maluje tło obyczajowe do tej historii. Za plus uważam też warstwę historyczna związana z tematyką polowań na czarownice. Czasem brzmi encyklopedyczne, ale "da się żyć". 😄 Moje serce skradł czarny dowcip.
Świetna książka, bardzo lubię twórczość Śmielaka można powiedzieć jest moim idolem:). Bardzo barwne teksty przy wódeczce nieraz się uśmiałem. Czytałem recenzje, że dużo przeklinania nie odczułem czegoś takiego wszystko bardziej naturalne. Zresztą Śmielaka się kocha, albo kopa za drzwi.