W Czarnym Mieście trwa Rok Zaćmienia. Jego mieszkańcy, wcześniej niż reszta ludzkości, muszą zmierzyć się z apokalipsą...
Schyłek tysiąclecia. Wróżbici wieszczą koniec świata… John Fox, przedstawiciel kancelarii prawniczej z Chicago, przybywa na Śląsk w poszukiwaniu spadkobiercy. Trop prowadzi go do Czarnego Miasta, które pogrążone jest w chaosie Roku Zaćmienia. Ziemią szarpią wywołane zapadaniem się chodników kopalnianych wstrząsy, a krajobraz zasnuwa się dymem. Bohater zostaje wciągnięty w labirynt korytarzy, gmatwaninę snów, wizji i wspomnień, które mieszają się z rzeczywistością, a czas traci swą ciągłość. Podróż do Czarnego Miasta okazuje się podróżą w głąb siebie. Dokąd zaprowadzi bohatera?
Absolwentka filologii polskiej, wielbicielka literatury, teatru i filmu. Autorka scenariuszy publikowanych na portalu Teatroteka Szkolna prowadzonym przez Instytut Teatralny w Warszawie. Pasjonatka wypraw wysokogórskich, wycieczek rowerowych i nurkowania na rafie koralowej.
Marta Knopik kontynuuje opowieść zapoczątkowaną w debiutanckim „Czarnym Mieście” i znów powraca na realistyczno-magiczny Śląsk w „Roku Zaćmienia”.
W „Czarnym Mieście” czytelnik obserwował wydarzenia z perspektywy dziewczynek, nastolatek, młodych kobiet, które w samym miejscu, jakim jest Czarne Miasto były zakorzenione, również z nim obeznane i do jego dziwactw przyzwyczajone. Zanurzał się w opowieści tak, jak zanurza się dziecko – naturalnie, obserwując przekształcający się świat i przyjmując jego chwiejne prawa.
Tym razem jednak Marta Knopik zmienia perspektywę i nie jestem przekonana, czy ta zmiana działa całkowicie na korzyść samej opowieści. Realizm magiczny bowiem to marudna istota, sprawdza się przy konkretnym, nieco sennym, onirycznym spojrzeniu, magicznym spojrzeniu właśnie – spojrzeniu dziecka nade wszystko. W „Roku Zaćmienia” natomiast czytelnik spogląda na rzeczywistość z oczu dorosłego, pragmatycznego mężczyzny, prawnika nomen omen, obcego na dokładkę, który zna Czarne Miasto zaledwie z opowieści dziadka. Spogląda z zewnątrz, nie od wewnątrz, a przy takim spojrzeniu pewien naturalny urok miejsca pryska. Nagle przed oczami czytelnika wyrastają pełne czarnego pyłu, zrujnowane, zawalone ulice, syf, brud, ubóstwo, szmaty, tunele, miszmasz przedmiotów i desperacja ludzi, którzy kurczowo trzymają się ukochanego miejsca, które pożera ziemia.
Marta Knopik wciąż czaruje słowem, zachwyca frazą, serwuje też zagadkę, jednak ta mała zmiana spojrzenia – zmienia wszystko. „Czarne Miasto” było jak dymna tajemnica, świat widziany zza woalu dzieciństwa, sen we śnie. W „Roku Zaćmienia” bańka pryska, a w jej miejscu pojawia się jednak coś nowego, również ciekawego, coś niespodziewanego.
Dwie kontynuujące się książki, a jak dwa różne światy – Marta Knopik uzyskała efekt, który przyciągnął moje spojrzenie i mam nadzieję, że zaintryguje również i Was. Jestem ciekawa też, która perspektywa spodoba Was się bardziej.
Zacznijmy od tego, że „Rok Zaćmienia” można czytać bez znajomosci „Czarnego Miasta”.
Magiczna, nieco mroczna historia o poszukiwaniu samego siebie, o więzach rodzinnych i o kolejach losu. Pani Knopik ma talent do tworzenia klimatycznych, enigmatycznych krain. Rzeczywistość „Roku Zaćmienia” jest na tyle ulotna, że nawet nie potrafiłabym umiejscowić jej w czasie.
Fakt, że przy tworzeniu Czarnego Miasta autorka inspirowała się Śląskiem, napawa mnie dumą, bo wyciągnęła z tego regionu to, co najbardziej interesujące, a jego ponurość, brud i czerń przemieniła w symbol.
W zeszłym roku zachwycałam się debiutancką powieścią Marty Knopik - "Czarne miasto" oczarowało mnie bez reszty i znalazło się na liście perełek 2020. Natomiast w swojej kolejnej książce autorka postanowiła zabrać nas w sam środek apokaliptycznego Roku Zaćmienia, o którym mroczne opowieści pojawiały się już w poprzedniej części.
Niezwykle miło było na nowo zanurzyć się w niepokojącej, onirycznej atmosferze Czarnego miasta, tym bardziej w tak fatalistycznym anturażu. Oto nadchodzi schyłek tysiąclecia, być może koniec świata, a tajemnicze śląskie miasto idealnie pasuje do tego klimatu ze swoimi trzęsącymi się ulicami, zapadającymi budynkami i wszechobecnym chaosem.
Razem z głównym bohaterem, przedstawicielem firmy prawniczej z Chicago, którego dziwny splot wydarzeń doprowadza wprost do Czarnego miasta, będziemy mieli/miały okazję zgubić się w plątaninie podziemnych uliczek, zanurzyć w mrocznym klimacie tego miejsca rodem z baśni i starych legend, a także trafić na postaci, które poznali_łyśmy w pierwszej książce!
Powrót do twórczości Marty Knopik był dla mnie ogromną przyjemnością, plastyczność jej opisów dalej robi niesamowite wrażenie, a opowieść zachwyca swoją niejednoznacznością. Zdecydowanie nie spodziewajcie się po tej historii fabuły rodem z apokaliptycznych filmów akcji! "Rok zaćmienia" jest czymś innym, tajemniczym i niedającym się do końca uchwycić.
A jednak czegoś mi w tej książce zabrakło. Nie czułam tu równie zachwycającego klimatu, nic nie urzekło mnie tak mocno i nieuchronnie jak w przypadku "Czarnego miasta". Po objawieniu, jakim okazał się dla mnie debiut Knopik, spodziewałam się czegoś równie dobrego (albo lepszego!). Tymczasem "Rok zaćmienia", choć wciąż zasługuje na pochwały, nie robi już takiego wrażenia.
Rok temu zachwycałam się debiutancką powieścią Marty Knopik. "Czarne miasto" ujęło mnie pod każdym względem i była to jedna z najlepszych książek zeszłego roku. Autorka porwała mnie mroczną i baśniową opowieścią o Czarnym Mieście, o Śląsku i losach jego mieszkańców.👌🏻
Marta Knopik powraca z kontynuacją cyklu o Czarnym Mieście w wspaniałym stylu, choć nieco innym. "Rok Zaćmienia" zdaje się być jeszcze mroczniejszy i bardziej oniryczny.
Na Śląsk przyjeżdża John Fox, przedstawiciel kancelarii prawniczej z Chicago w poszukiwaniu spadkobiercy. Trop prowadzi go do Czarnego Miasta, pogrążonego w chaosie Roku Zaćmienia. Zrujnowane wstrząsami miasto wciąga prawnika w labirynt korytarzy, gmatwaninę snów, wizji i wspomnień, które mieszają się z rzeczywistością, a czas traci swą ciągłość. Ta podróż dla rzeczowego prawnika może okazać się podróżą w głąb siebie.
"Rok Zaćmienia" to pełna realizmu magicznego historia o końcu świata i kolejnym jego początku, o ludziach trzymających się kurczowo tego co im znane i drogie. A wszystko to utrzymane w specyficznym śląskim folklorze, przesiąkniętym wierzeniami i przesądami. Czytelnik poznaje to wszystko z perspektywy kogoś kto jest nowy i dopiero wchodzi w tę pełną tajemnic i obezwładniającą rzeczywistość. "Rok Zaćmienia" jest wspaniale napisaną powieścią, nieoczywistą i namacalną. Marta Knopik czaruje i wzbudza zachwyt wyjątkowym stylem i językiem. Trudno nie poczuć klimatu apokalipsy, zniszczeń, brudu, unoszącego się w powietrzu pyłu i charakterystycznego zapachu kopalnianej rzeczywistości, który wciąga tak jak głównego bohatera.
Kolejna opowieść o Czarnym Mieście. Zarówno pierwszy tom serii jak i najnowsza książka bardzo wciągają. Historia Czarnego Miasta po wstrząsie w kopalni. Losy bohaterów przeplatają się z historiami prawdziwymi i nierealnymi, które prowadzą do rozwiązania tajemnicy sprzed wielu wielu lat. W „Roku Zaćmienia” nasz bohater John Fox przylatuje do Polski z Chicago aby odszukać Tadeusza Bednarskiego i przekazać mu spadek po zmarłym stryjku. W trakcie podróży poznaje „niecodzienne” miasto, ludzi zamieszkujące je i prowadzących zwyczajne życie w pogrążonym w chaosie Czarnym Mieście. John jest zagubiony ale ma obok siebie towarzyszy, którzy w razie potrzeby mu pomogą. Podróż do Czarnego Miasta jest także podróżą w głąb siebie w trakcie, której sny, wspomnienia, różne wizje mieszają się ze sobą. Polecam obie. Jednakże nie polecam słuchania tej książki w formie audiobooka, gdyż lektorka fatalnie czyta. Miałam wrażenie że słucham nagrania TTS a nie żywego lektora. Po 10 min zrezygnowałam z odtwarzania audiobooka i przeskoczyłam na ebook co było zdecydowanie najlepszym wyborem. Jak do tej pory żaden lektor mnie tak nie zmęczył jak p. Lena Schimscheiner. To była katastrofa.
Nie ukrywam, byłem oczarowany „Czarnym Miastem” i szczerze mówiąc po takim debiucie zastanawiałem się czy ta poprzeczka teraz nie będzie zawieszona zbyt wysoko.
Do rzeczy. Moje oczekiwania kontra „Rok Zaćmienia”?
Książka jest jeszcze bardziej dojrzała, świat w niej bardziej namacalny. Człowiek nie czuje się nawet przez moment oszukiwany, a nawet jeżeli odczuwamy najmniejsze symptomy fikcji, chcemy się łudzić że jest jednak możliwa. Charakterystyczna żonglerka naszymi emocjami. Od sytuacji totalnie śmiesznych po głębokie refleksje, wnioski – często smutne.
Marta Knopik swoim stylem sprawia, ze przez tę powieść się po prostu płynie. Jest to jedna z nielicznych książek w której realizm magiczny w ogóle nie przeszkadza, a jedynie dodaje uroku całej opowieści.
Usiądź w wygodnym fotelu, otul się miękkim kocem i daj się wciągnąć w sieć labiryntów Czarnego Miasta. Marta Knopik tym razem przenosi nas do Czarnego miasta, w którym trwa Rok zaćmienia u schyłku tysiąclecia.
Jan, przedstawiciel firmy prawniczej z Chicago przybywa na Śląsk w poszukiwaniu spadkobiercy.
Trop prowadzi go wprost do Czarnego miasta, które jest zniszczone na skutek licznych wstrząsów spowodowanych zapadaniem się kopalnianych chodników.
Razem z głównym bohaterem wkraczamy w tajemniczą sieć labiryntów i uliczek, gdzie wszystko zasnute jest dymem.
Jak się okaże, podróż dla Jana będzie podróżą w głąb siebie.
To co mnie urzekło, to język jakim napisana jest ta książka.
Odbieram tą książkę jako współczesną baśń. Autorka pokazuje co jest ważne w życiu. Że pomimo apokaliptycznej wizji, wciąż ważna jest empatia i życzliwość.
Że liczy się drugi człowiek, a nie ma znaczenia to ile bogactwa posiadasz.
Tutaj, w tym tajemniczym miejscu Jan czuje się dobrze, wśród obcych ludzi, a jakby jednak znajomych.
Ta książka ma tak niesamowitą magię, że zaczynasz czytać i nie możesz odłożyć, dopóki nie poznasz zakończenia.
Fantastyczna fabuła, posiada swój unikalny urok, czuć w niej polski klimat i szczyptę magicznej aury. Napisana w bardzo przyjemny sposób. Wspominam tą pozycję bardzo ciepło.