Drugi tom sagi rozpoczyna się w 1939 roku, wraz z wybuchem drugiej wojny światowej. Joseph Hirsz w dramatycznych okolicznościach spotyka swojego odwiecznego wroga i zostaje zatrzymany. Stasi, oddzielonej od ukochanego męża, świat wali się na głowę – Henryk, jej syn, bierze udział w ulicznej przepychance, gdy tymczasem ona zaczyna rodzić. Warsztat introligatorski Antoniego w dramatycznych okolicznościach przechodzi w ręce okupanta. Mężczyźni wyruszają na front, a kobiety próbują się odnaleźć w nowej rzeczywistości.
Burzliwe losy Jaśmińskich rozgrywają się w mieście o skomplikowanej historii, w którym początek ma druga wojna światowa i w którym nie zawsze dobrze jest być Polakiem; w czasach, gdy kobiety walczą o prawa wyborcze i kiedy Europą próbuje zawładnąć ideologia faszystowska. Dzieje Jaśmińskich to porywająca opowieść o marzeniach, rodzinnych tajemnicach, o miłości i śmierci, a także o niezwykłym mieście.
Pisać zaczęła dawno temu. Podczas studiów (filologia polska) pracowała jako dziennikarka w szczecińskim „Punkcie Widzenia”. Wiele lat później, już jako doradca metodyczny nauczycieli języka polskiego została redaktor naczelną regionalnego pisma pedagogicznego „Wokół Szkolnych Spraw”. Jednak pisaniem książek zajęła się od 2014 roku po przeprowadzce do Starogardu Gdańskiego. W międzyczasie powstał też blog Kura Pazurem (i wygrana konkursu literackiego organizowanego przez Onet i Ambasadę Szwajcarii). Debiutowała zbiorem opowiadań i humoresek, ale wkrótce ukazały się jej powieści obyczajowe. Najpierw trylogia kociewska - jedna z jej części („To się da!”) nagrodzona została przez portal Granice.pl. Podobne wyróżnienie otrzymały też „Szepty dzieciństwa”. „Niedomówienia” natomiast były czytane we fragmentach w Radiu Gdańsk. Ostatnie jej powieści to „Postawić na szczęście” i „Dogonić miłość” (dylogia). Pisze także dla dzieci. Do tej pory ukazały się „Leniusiołki” oraz „Wiewiórka Julia i magiczny orzeszek” (ta druga ze współautorstwem Emmy Kiworkowej). „Wiewiórka Julia...” zdobyła w tym roku tytuł najlepszej książki na lato na portalu Granice.pl. Autorka mówi o swoim życiu prywatnym: „Jestem mamą dorosłej już córki, żoną najwspanialszego męża na świecie i posiadaczką dwóch kocich łobuzów. Zbieram stare książki i uwielbiam jeździć na rowerze. A pisząc, spełniam swoje życiowe marzenie. Kocham to, co robię i wyciskam życie jak cytrynę, bo mam je tylko jedno.”
Ta seria jest przebojem księgarniano-bibliotecznym w moim regionie, bo poprzez losy jednej rodziny opisuje skomplikowane dzieje Gdańska. Autorka zrobiła bardzo dobry, gruntowny i głęboki research przed pisaniem. Tom 2 to historia od 1939 roku, kiedy wybucha wojna i Gdańsk przestaje być Wolnym Miastem, tylko zostaje wcielony do Rzeszy, aż do 1968 roku. Niby tylko 30 lat, ale mam wrażenie, że pani Sakowicz próbowała zbyt wiele tutaj wcisnąć, przez co pojawia się wrażenie nadmiaru i chaosu, niestety potęgowanego pomysłem, aby pisać "migawki" z życia różnych osób z rodziny, głównie kobiet. Które w dodatku nie są logicznie oddzielone w tekście, tylko przeskakujemy z osoby na osobę. Niestety, jest tego trochę za dużo i niektóre wątki są spłycone - a szkoda, natomiast co najmniej jednego można by się pozbyć bez szkody dla całości. Natomiast duży plus przyznaję za niepolukrowany, realistyczny obraz tego, co działo się w obozie koncentracyjnym w Stutthofie i niemniej realistyczny obraz tego, jak i jakim kosztem dawało się z obozu uciec, a potem przeżyć. Jest to zdecydowanie odmienne od modnych ostatnio książek typu "pop-Holokaust". Podsumowując, czyta się to dobrze, zdecydowanie warto sięgnąć ze względu na Gdańsk, którego historia przed- i powojenna łatwa ani prosta nie była.
Kiedy Niemcy najeżdżają na Polskę Antoni Jaśmiński traci introligatornię, a kataklizm ciężko doświadcza wszystkie jego dzieci i dorosłe wnuki. Ich osobiste losy to oczywiście ważny powód, dla którego wróciłam do sagi. Największe wrażenie zrobił na mnie wątek męża Stasi żydowskiego pochodzenia, Josepha Hirscha. Jego pobyt w Stutthofie, walka o przeżycie, metody jakich się imał są drastyczne, opisane bez śladu epatowania tzw. wyższymi uczuciami. Zwykle literatura wojenna stara się oszczędzić czytelnikom egzemplifikacji takich postaw ze strony potencjalnych ofiar Zagłady. Bezkompromisowe okrucieństwo tego przekazu jest nieco osłabione wykreowaną przez autorkę osobowością Hirscha, tego kim był przed i po wojnie.
Przeżycia pozostałych członków klanu Jaśmińskich są także wzruszające i ciekawe. Jednak najważniejszy w pierwszej części powieści jest bohater zbiorowy - Gdańsk, aż do scen opisujących wyczyny Sowietów po wejściu do miasta oraz późniejsze poczynania nowych władz przy weryfikacji narodowościowej gdańszczan. Tematy te, jeśli w ogóle stanowią przedmiot biograficznych wspomnień czy fikcji historycznej, na ogół ujmowane są wycinkowo, koncentrując się na losach jednej rodziny czy grupie osób, nie tak jak w „Czasie gniewu” z ambicją przybliżenia perspektywy całego umierającego Wolnego Miasta.
Natomiast druga część książki, której fabuła obejmuje czasy powojenne aż do roku 1968, cierpi na wyczuwalną zadyszkę wynikającą, moim zdaniem, z przyjętej przez autorkę metody narracji. I nie chodzi jedynie o upchnięcie w jednym tomie przeglądu kolei losów sporej grupy bohaterów, na które wpływ ma wiele istotnych wydarzeń i zawirowań politycznych. Inaczej niż autorzy innych podobnych sag, Anna Sakowicz nie porządkuje tych losów grupując je w mini-opowieści, każda z konkretnymi postaciami wysuniętymi na pierwszy plan, i każda umieszczona w odrębnym rozdziale lub podrozdziale. Stosowaną przez nią metodę można by nazwać migawkową. Polega ona na ciągłym skakaniu między bohaterami - a jest ich naprawdę dużo - bez żadnych formalnych sygnałów zmiany punktu odniesienia, takich choćby jak dodatkowa interlinia (co w opinii na temat pierwszej części sagi raczej niesłusznie uznałam za niedoróbkę redakcyjną, a nie świadomy zamysł warsztatowy). Jest to oryginalna metoda, ale mojego zachwytu nie wzbudziła, choć oczywiście z konieczności musiałam się do niej przyzwyczaić.
Tak to jest z sagami, że ostatecznie zawsze wygrywa ciekawość, co wyrośnie z niesfornej dziewczyny, czy jej ojciec przeżyje, ciotka wróci do ukochanego, druga wyzwoli się wreszcie ze swojego papierowego małżeństwa, a milicyjny krętacz zostanie zdemaskowany. Przynajmniej ja tak mam. Dlatego zabieram się do lektury kolejnego tomu Jaśminowej Sagi, mimo że jego tytuł, „Czas goryczy”, optymizmem nie tchnie
Macie takie książki, a może inaczej serie, które potrafią wywołać uśmiech, ale i łzy radości/smutku? Cieszę się, że na mojej drodze taka seria trafia raz na jakiś czas. „Saga jaśminowa” to zdecydowanie jedna z tych ulubionych, które chwytają za serce, a to za sprawą realizmu i faktów, jakie miały miejsce. Okres, w jakim odkrywała się akcja to 1938-1968 r. Miejsce, w którym dochodzi do zmian nie tyle życiowych, ale i tych poglądowych to Gdańsk. Orłem z historii to ja nigdy nie byłam, ale ten okres zna chyba każdy młody Polak albo znać powinien. Nasi ulubieni (albo i nie) bohaterowie dorośli i mają już swoje pociechy i przyszło im zmierzyć się z pierwszymi oznakami wojny, jaka miała miejsce. Gdańsk znowu jest niemiecki. Sąsiedzi, którzy od lat wspierali z dnia na dzień przestali poznawać na ulicy, a to za sprawą polityki, jaką Hitler ustanowił. Mężczyźni idą na front często to młodzi ludzie, chłopcy jeszcze. Nie muszę chyba nikomu przypominać, że wojna nigdy nie jest dobra. Tak jak w pierwszym tomie tak i tutaj płakałam, kiedy nasi bohaterowie obdzierani byli z szacunku i i na każdym kroku zasmakowali w upodleniu człowieka. Nie liczą się wcześniejsze znajomości, układy teraz wartością jest… No właśnie co? Dobrze wiemy jak to było w obozach i tutaj autorka nie oszczędza nam tego obrazu upodlenia człowieka przez Niemców. Krok po kroku towarzyszymy naszym bohaterom w życiu, jakie i wiodą, ale jesteśmy też świadkami jak dorasta nowe pokolenie, które zaczyna działać na własną rękę. Od pierwszych stron przeżywasz razem z nimi to, co dzieje się z naszymi dziewczynami (Kasią, Julią, Stasią) to, kto zginie, a kto przeżyje to już zachowam dla was, ale nie będzie łatwo. W takich momentach doceniam (zawsze doceniam, ale podczas czytania jakoś szczególnie) to, co mam i w jakim kraju żyje. Wojna to jeden okres, ale w książce mamy jeszcze okres powojenny, i to w jaki sposób dochodzi do odbudowy Gdańska, życia które zostało zniszczone, utracone. Krewni, rodzina wracają na stare śmieci ktoś się odnalazł ktoś nigdy nie wrócił. Wojna odcisnęła na bohaterach coś, czego nie da się zapomnieć. Człowiek już nie jest tym, kim był kiedyś i pytanie czy po takiej traumie można jeszcze kochać? Można zacząć od nowa? Nikt z ocalałych nie chce myśleć o tym, z czym przyszło mu się zmierzyć, a tajemnice, jakie mają zaniosą do trumny. Katarzyna, Stasia, Julia siostry, które mimo ciężkich czasów wspierały siebie i tak bardzo wchłonęłam ich cierpienie, że nie będę potrafiła zapomnieć o nich. Sama mam dwie młodsze siostry, więc doskonale potrafiłam utożsamić się z nimi. Jesteśmy rodziną, kłócimy się, ale miłość zawsze zwycięży. Polecam całym sercem, ale uprzedzam będą łzy.