Rodzina Gajdów wiedzie bardzo ubogie życie w Galicji. Jest początek XX wieku i na poprawę statusu Włodek, głowa rodziny, nie ma co liczyć. Wraz z żoną Hanną wychowują trójkę dzieci. O lepszej przyszłości nie potrafią nawet marzyć. Do czasu. Do czasu gdy Włodek, chłop niewykształcony, niepotrafiący pisać ani czytać, słyszy w karczmie opowieść o krainie szczęścia. O Brazylii, Brazylei, kraju tak odległym, i tak egzotycznym, że ciężko go sobie wyobrazić. O krainie tej opowiada w karczmie nauczyciel, który to ma za zadanie zwerbować chcących emigrować rodaków, za co oczywiście dostanie swój „procent”. Obietnica własnej ziemi, lepszego bytu, poprawy losu kusi Włodka. Kusi tak, że chłop sprzedaje ziemię, sprzedaje dom i decyduje się zabrać najbliższych w podróż w nieznane.
Gajdowie z żalem i bólem opuścili rodzinny dom, ojcowską ziemię i ruszyli przed siebie. Żegnali się odchodząc z mijanym krajobrazem, zdając sobie sprawę, że „wszystko, co mijają, widzą po raz ostatni.” Jura, najstarszy syn, najlepiej wykształcony z całej rodziny, bo potrafił czytać, czuł, że „ta podróż go zmieni. Zmieni ich wszystkich.” Już sama podróż. Nie pomylił się. Wyjeżdżający z domów emigranci na statku „śmiali się, żegnając ziemię, na której przez całe życie nie spotkało ich nic dobrego”, ale i „ płakali i przeklinali decyzję o wyjeździe.” Wszystkim towarzyszył strach, ale i nadzieja na lepsze jutro.
Najbardziej zaufane osoby – nauczyciel i ksiądz, ci, którzy mieli ogromny wpływ na decyzje emigrantów o wyjeździe, dbali jedynie o swoje zyski. Jednak w obliczu ogromnych trudności ksiądz spotkany w Brazylii okazał się pomocny. Jego postać jest inspirowana prawdziwym duszpasterzem, ks. Dworaczkiem, co dodaje całej powieści dodatkowej wartości. Tytułowi EMIGRANCI budzą wiele emocji. Od podziwu do współczucia. Ich determinacja jest namacalna, a wiara w świetlaną przyszłość napawa optymizmem. Niestety ich losy obfitują w nieszczęścia, co przytłacza i wprowadza w smutek i nostalgię. Powieść jest naprawdę dopracowana. Czyta się ją niesamowicie szybko, wręcz się przez nią płynie. Jak na statku podczas wysokich fal, są wzloty i upadki. Czytelnik jest raz unoszony nadzieją i wiarą w kolorową, egzotyczną przyszłość bohaterów, by za chwilę spadać z tej fali w otchłań cierpienia, rozpaczy i żałoby.
EMIGRANCI to metafora poszukiwania sensu życia, jego lepszej wersji, za wszelką cenę. Czas wyruszyć w nieznane, chciałoby się powiedzieć. Ale czy czasem to, co znane, choć słabe, nie jest lepsze, bo przynajmniej bezpieczniejsze? Czy może lepiej jest, mimo wszystko, podążać za marzeniami, bo życie może być piękniejsze, bo może dawać szczęście, a nie być tylko marną egzystencję? Może jednak warto zaryzykować absolutnie wszystko?