Przeczytałam "Osiedle RZNiW", żeby nikt inny nie musiał.
Pod wpływem wielu niepochlebnych recenzji, zaczęłam szukać w internecie spoilerów, żeby dowiedzieć się, co to za szokujące zakończenie, o którym tyle słyszę. Nie znalazłam, więc kupiłam i przeczytałam samo dzieło, a teraz podzielę się tym, co przeczytałam, bo a nuż znajdzie się ktoś, kto dzięki temu podsumowaniu nie wyda pieniędzy na ten pokraczny popis grafomaństwa. Nie warto. Powiedziałabym wręcz, że nie należy, bo płacenie autorowi za lenistwo i przepisywanie na nowo swoich książek jest degenerujące. Ja żałuję, że kupiłam. Tyle tytułem wstępu.
Głównych bohaterów w "Osiedlu" jest dwoje - Żaba oraz Deso, dwójka licealistów, których połączyła chęć rozwikłania zagadki zaginięcia koleżanki z klasy. Zaginięcia, czy może też porwania lub ucieczki z domu, nie wiadomo. Wiadomo tylko, że w sprawę błyskawicznie angażuje się policja i zaczyna deptać po piętach naszych młodocianych detektywów.
Sama Żaba i Deso to mieszanki innej pary bohaterów Mroza, Chyłki i Zordona. On jest niepokorny, wyszczekany, wybitnie irytujący ale przynajmniej jakiś. Ona jest jego tłem, li i jedynie. On jej wyjaśnia świat, wprowadza ją w prawdziwe życie, ona się w nim zakochuje, potem boi się, że go straci, bla bla bla. Kilka tomów Chyłki zmiksowane w jedno, no brawka panie Mróz, jak się lenić, to po całości.
Dzieła nierealności tej pary dopełnia język, jakim się posługują, który dobitnie pokazuje, że gdziekolwiek autor był i cokolwiek robił we wczesnych latach dwutysięcznych, nie miał za dużo do czynienia z młodzieżą licealną. Jako osoba, która maturę zdawała w 2011 mogę zapewnić - nikt tak nie mówił. Nie hip-hopowcy, nie kujoni, może dorośli pragnący być "cool", ale nikt poza tym. Żaba i Deso wysławiają się dokładnie tak, jak wszyscy inni bohaterowie Mroza, na każdym kroku sypiąc stanowczo zbyt poetyckimi metaforami i porównaniami. W przypadku Desa dochodzi jeszcze to, co Mróz uważa za slang młodzieży z tamtego okresu i to połączenie jest już najzwyczajniej w świecie niestrawne.
Kolejnym słabym punktem książki jest jej forma. Czas teraźniejszy i przeszły jest nonszalancko pomieszany, a przejścia nijak nie sygnalizowane, bo w obu przypadkach narracja jest pierwszoosobowa i w czasie teraźniejszym. Nie żeby to utrudniało połapanie się w tym, co się dzieje, dzieje się stanowczo za mało, żeby było się w czym pogubić, ale jeśli autor zamierzał coś tym pokracznym zabiegiem osiągnąć, to ja efektu nie dostrzegłam.
No i koniec końców, fabuła. Pomijając 90% książki, gdzie bohaterowie chodzą w miejsca, rozmawiają z ludźmi i ogólnie rzecz biorąc, nie robią nic poza absolutnym minimum popychającym akcję do przodu, ogólnie sprawa rozbija się o to, że Iza uciekła z domu, bo jej ojciec (wszechmocny prawnik, jak się okazuje, również ojciec Desa) razem z policjantem prowadzącym śledztwo, od siedmiu lat gwałcili ją regularnie w piwnicy w stylu bardzo sadomasochistycznym. Dziewczyna zaszła w ciążę, ale to chyba nieważne, bo nie dowiadujemy się, ani czyje to dziecko ani czy na koniec książki dziewczyna nadal w niej jest, bo podobno wieczór przed zniknięciem spędziła na chlaniu, ćpaniu i robieniu lasek w klubie. Czemu? Nie wiadomo, autor nie uznał za istotne wyjaśnić dlaczego czuła potrzebę spędzenia czasu w ten sposób dokładnie w tym momencie. Poza tym, Deso zabija człowieka, który próbował go okraść, w sądzie wybrania go Joanna Chyłka, opierając linię obrony na tym, że chłopak ma nieleczoną schizofrenię, o czym dowiadujemy się w ramach odpowiedzi na pytanie, kto wysyłał Desowi anonimowe wiadomości. Był to Deso. Kurtyna. A, no i jeszcze na koniec Żaba zmyśla w sądzie, żeby wesprzeć linię obrony Chyłki, bo najwyraźniej nieśmiałe kujonki nie mają z tym problemu. Tada.
Serio, nie kupujcie tego badziewia. Nie warto. Dwie gwiazdki daję, bo jedna zarezerwowana jest dla dzieł nowej fali, gdzie nie ma nawet zdań podrzędnie złożonych. Poprzeczka zawieszona jest więc niebywale nisko i to, że autor cudem się nad nią przeczłapał absolutnie nie powinno być traktowane w kategoriach jakiegokolwiek osiągnięcia.
A jeśli czytałeś/aś "Osiedle", to w ramach rozrywki proponuję znaleźć odpowiedzi na następujące pytania:
- dlaczego Żaba zakłada, że babcia Desa wybrała się do firmy ubezpieczeniowej, jeśli zdemolowany warzywniak nie był ubezpieczony?
- jakim ciąg działań matematycznych doprowadził Desa do wniosku, że Charon żądając zwrotu całej kasy i wszystkich dragów będzie 2/3 paczki amfetaminy na czysto?
- po co babcia Desa wybrała się do Mikulskich, skoro była przekonana, że pan domu nie wie o tym, że jest ojcem Desa?
- jaka do jasnej ciasnej jest szansa, że jeśli mając schizofrenię zapłodnisz prostytutkę, będzie to kobieta z dokładnie takimi samymi problemami psychicznymi?
Deus ex machina, lenistwo i niedbalstwo. Remigiusz Mróz ad. 2020, proszę państwa.