W miasteczku, w którym mgły jest więcej niż życia, ciągle znikają dzieci. Ekscentryczna pracownica kina dokonuje na porannej zmianie makabrycznego odkrycia. Dom stojący nad przepaścią wywołuje w ludziach obłęd. Dręczony kryzysem twórczym autor horrorów osiedla się na wsi i żeni z kobietą, która szybko odkrywa przed nim swoją mroczną stronę. Te i wiele innych niepokojących historii kryje się na kartach tego przesiąkniętego grozą zbioru.
Domy i inne duchy to dziesięć opowieści otwierających w głowie małe drzwi, o których istnieniu wolelibyśmy nie mieć pojęcia.
Nie wiem kiedy ostatnio żałowałam, że nie można wystawiać 6 gwiazdek na Goodreads, ale moja głowa w tym momencie to chodząca tablica detektywistyczna 🙇🏻♀️
Takie zbiory lubię, łączące się, okazujące się jedną większą historią. Mój zarzut o braku zakończeń tych opowiadań trochę blaknie przy znajomości całości, co nie zmienia faktu, że nadal jestem fanem, gdy każda nawet krótka historia może być samodzielnym tworem. Moje ulubione opowiadanie to chyba to o Laurze.
Marta Bijan debiutuje w horrorze i robi to tak, jak tylko ona potrafi.
Marta od samego początku pisała i mówiła, że strach w „Duchach i innych domach” jest jej własnym strachem. I to widać i to warto docenić. Opowiadania Marty są jej własne – to jej głos i jej niepokój sączą się między stronami. Wiele opowieści dzisiaj na czymś lub na kimś się wzoruje, nawet nieświadomie – typowy syndrom głowy pełnej duchów – a u Marty jest inaczej, jest po swojemu. Groza jest w tych opowiadaniach niby nieoczywista, nie do uchwycenia na pierwszy rzut oka. Trochę weirdu, trochę groteski, coś się dzieje, ale co dokładnie? To dopiero się okaże, każde opowiadanie bowiem prowadzi spójnie do kolejnego, a wszystkie podążają w tym samym kierunku.
Spomiędzy słów ujawnia się niezwykła wrażliwość autorki nie tylko na horror czający się w codzienności, ale też na grozę ludzkich wyborów. Człowiek bowiem ma wybór, do momentu, gdy już go nie ma. A jeden ludzki czyn może siać rozpacz na kolejne lata.
Zbiór „Domy i inne duchy” przypomina niepokojącą grecką tragedię w diabelnie mrocznych odcinkach. Kiedy spojrzymy na te historie z daleka, rozsypane i pomieszane, to nie dojrzymy tego, co kryje się blisko. A mianowicie – wszystkie części tej diabelnej układanki skonstruowane są w taki sposób, by wskoczyć na swoje miejsce i wtedy przed oczami czytelnika rodzi się całość. Ta całość okazuje się być historią zawiłą i skomplikowaną, łączącą kolejne małe, niepozorne elementy, które składają się na prawdziwy dramat nie tylko pojedynczego człowieka, ale wszystkich ludzi w te opowieści zamieszanych.
Marta Bijan udowodniła, że potrafi wycisnąć z rzeczywistości największy możliwy mrok. Wyrzuty sumienia, świadomość czynu, pielęgnowane skrycie okrucieństwo – człowiek jest u niej największym możliwym potworem. Tym, którzy krzywdzi, a który piętno krzywdy przenosi na kolejne pokolenia.
Spędziłam pośród „Domów i innych duchów” jedną, bezsenną zaczytaną noc, która zrodziła pełne niepokoju myśli i wreszcie – pełne niepokoju sny. Zanurzyłam się w ten skrzywdzony, zraniony świat z prawdziwą przyjemnością i mam nadzieję, że zanurzycie się w ten świat i Wy, by odkryć jego tajemnice.
4,5 Jestem zdecydowanie pozytywnie zaskoczona. Po poprzedniej książce tej autorki nie liczyłam na wiele, ale mogę szczerze powiedzieć, że się myliłam. Jakie to było przerażające i mroczne. Opowiadania miały w sobie ten dreszczyk emocji. Niektóre były obrzydliwe, może nawet zbyt obrzydliwe. Trzymały w napięciu, żeby na koniec połączyć się w całość. Jeszcze raz brawa dla autorki za pozytywną zmianę!!! Czekam na kolejne utwory w tym klimacie.
Ta książka powinna spodobać się fanom „Grobowej ciszy”, bo tutaj również dostajemy zbiór na pozór nie związanych ze sobą opowiadań. Jednak sam koniec sprawił, że podniosłam ocenę aż na 5 gwiazdek. Bardzo klimatyczny zbiór, idealny na tę porę roku.
to było takie świetne. jest to taki niepozorny zbiór opowiadań. na pierwszy rzut mogłoby się wydawać, że są to wyrwane z kontekstu historie wywołujące lekkie zaniepokojenie i przerazenie, ale warto poczekać do końca...
To jest moja ulubiona książka Bijan. Mimo że to opowiadania! Szłam przez każde z szeroko otwartymi oczami. Każde mi się podobało! A ostatnie sprawiło, że chciałam zacząć czytać tę książkę od nowa!
dałabym 5 gwiazdek, gdyby nie ostatnie opowiadanie, bo nie uważam, żeby ten zbiór potrzebował takiego jasnego podsumowania powiązań pomiędzy poszczególnymi tekstami. wręcz przeciwnie - główną siłą opowiadań były właśnie te niejasne powiązania.
4,25/5 ⭐️ Oh wow, jakie to było dobre! Ta groteska, ta groza, ta przeszywająca dziwaczność i koszmar! Co prawda niektóre opowiadania nieco mniej mnie zaintrygowały, stąd ta niższa ocena, ale w ogólnym rozrachunku no i znając ZAKOŃCZENIE (what?!?! 😳😱) postrzegam te utwory za doprawdy świetny zbiór.
jeżeli wy wszyscy wyczuwacie napięcie w opisach i dialogach, które nie mają żadnego sensu, to mogę się wam tylko zaśmiać w twarz. był taki rozdział z kobietą, jej Mężem i dwoma nieznośnymi synami. Mąż wychodził gdzieś w ciągu dnia, wracał o późnych porach, aż nagle oznajmił, że wybierają się na rejs. tyle otwartych wątków i żaden rozwinięty czy zakończony. ja rozumiem, można pięknie pisać, ale autorka ma wyraźny problem z zachowaniem ładu. co z tego, że to opowiadania? poczytajcie sobie opowiadania grozy i porównajcie z tym czymś. męczyło mnie to cholernie, a gadanie: znajdź w tym swoją interpretację to pójście na łatwiznę i usilna próba wmówienia mi, że to jest dobre, tylko JA NIE ROZUMIEM. autorka potrafi dobrze manipulować poprzez używanie pięknych słów, ale wystarczy chwila zastanowienia, by zdać sobie sprawę z tego, że czyta się o niczym.
Opowiadania tajemnicze, niepokojące, niekiedy obrzydliwe, ale czasami też niezrozumiałe (w ten negatywny sposób).
Całość mi się podobała, jednak wiele opowiadań było słabych, które od razu po przeczytaniu wypadły mi z głowy i wyczuwało się nich zbyt dużo niedociągnięć. Natomiast ogromnym plusem było zakończenie i chociażby z tego względu warto zapoznać się z tą pozycją.
Od przeczytania książki dzielą mnie dwa miesiące i niestety za dużo nie pamiętam. A to przecież źle.
Nie porwała mnie. Myślę że jedyny plus, to jej długość. Opowiadania są krótkie i przez pewien czas czytelnik ma wrażenie, że napisane są bez jakiegoś większego sensu. Ten, kto wytrwa do samego końca, zrozumie co je łączy. Ale bądźmy szczerzy - szału nie ma.