Objętościowo to opowiadanie na jeden dwugodzinny wieczór.
Mamy tu fabułę, na którą składają się dwa wątki: mała dziewczynka o imieniu Blanche doświadcza traumy po nagłej śmierci matki, przestaje mówić, ma (chyba) siedem lat. Jej ojciec zupełnie nie radzi sobie ze sobą i rodziną (ma jeszcze syna). Oddaje Blanche na kilka tygodni pod opiekę Annie, terapeutki, psycholożki, która wyprowadziła się z miasta, zamieszkała w domku pod lasem (tu moja niepewność: gdzie oni w tej Belgi mają lasy?!), aby być bliżej faceta, którego kocha, a który nie bardzo chce się określić co do relacji z nią. To właśnie wątek relacji Annie z mężczyzną, którego imienia jakoś nie zarejestrowałem (może się nie pojawia?) dopełnia historię Blanche. Między tym trojgiem tworzy się coś na kształt nietypowego "trójkąta" emocjonalnego, o naprawdę zaskakującej konfiguracji i przebiegu.
O ile Blanche milczy (kłaniają się "Milczące bliźniaczki" wydane ostatnio przez Czarne oraz polski film The Silent Twins), o tyle Annie trajkocze często i gęsto. Pomiędzy nimi sadowi się przyjeżdżający co jakiś czas po pracy małomówny drwal (bo jest drwalem ów kochanek Annie). Pytanie: kto z tej trójki na największe problemy z komunikacją z drugim człowiekiem? Czy sobie nawzajem pomogą, czy się bardziej poranią?
Forma narracji nietypowa: składa się z numerowanych krótkich rozdzialików, a każdy rozdzialik poszatkowany jest na krótsze (3-5 linijek) lub dłuższe (od pół do całej strony) fragmenty, kursywą lub zwykłą czcionką, prezentujące nam wciąż zmieniające się perspektywy głównych bohaterów tej bardzo kameralnej przypowieści. Świat przedstawiony ograniczony jest do domu na skraju lasu, stadniny w pobliżu, bohaterów autorka nie mnoży.
Może ciut nietypowo, ale mi ta historia kojarzy się z "Kopistą Bartleby" Melvilla i słynnym "wolałbym nie". Odmowa mówienia małej dziewczynki jest tyleż wynikiem traumy co metaforą. Decyzja Annie o wyprowadzce na skraj lasu również jest gestem odmowy: w dotychczasowym porządku sensu nie było, dziewczyna widzi, że maszyneria społeczna zacięła się. Gdzie szukać wyjścia z "labiryntu cierpienia" (to ładna fraza z "Szukając Alaski" Greena)? Odpowiedzi udziela pięćdziesięcioletnia belgijska autorka, która coś chyba już wie o życiu? Pisze oszczędnie, na pograniczu poezji. A ja rozmyślam sobie trochę, czym jest ów las, do którego "wejdzie pewnego dnia", gdy "zbierze wszystkie słowa"? Ile ich będzie? Jakie to będą?
Ps. A przeczytałem tę książeczkę, ponieważ niedawno skończyłem drugą powieść Hani Czaban "Ostatnie światła gasną", gdzie słowa oraz ich waga są motywem głównym: problem wypowiedzenia, znaczenia słów, ich wagi, ich konsekwencji, ale też ich inflacji.