Mroczna przeszłość powraca zawsze w najmniej oczekiwanym momencie.
Lipiec 2013 roku. Inspektor David Redfern otrzymuje wezwanie do akcji udaremnienia zamachu w katedrze w Guildford. W czasie interwencji odkrywa, że terrorystą jest jego dawny przyjaciel i partner, Adrian Bones. Broniąc się przed niezrównoważonym napastnikiem, policjant oddaje śmiertelny strzał. Wkrótce targany poczuciem winy opuszcza Guildford i rozpoczyna służbę w Woking.
Niedługo w miasteczku znalezione zostają zmasakrowane zwłoki. Ofiarą brutalnego mordu jest polska turystka. Kobieta przyjechała do Anglii z mężem, który teraz zaginął bez śladu. Pierwsze śledztwo Redferna szybko się komplikuje – współpracownicy są nieufni, a materiał dowodowy niczego tak naprawdę nie wyjaśnia.
Śmierć Polki to jednak niejedyna zagadka, którą Redfern musi rozwiązać. W Dover wyłowiono ciało mężczyzny. Topielec to zastrzelony przez Davida Adrian Bones. Policjant bez chwili zawahania rozpoczyna prywatne śledztwo. Nie podejrzewa, że ktoś zapragnie uciszyć go za wszelką cenę.
Polska kryminałem stoi, nawet na Wyspach Brytyjskich, co udowadnia Anna Rozenberg swoją debiutancką powieścią kryminalną.
Małe brytyjskie miasteczko widziane oczami Anny Rozenberg i zesłanego na prowincję inspektora policji niczym nie przypomina tych sielskich, urokliwych przestrzeni rodem z opowieści o Pannie Marple. W „Maskach pośmiertnych” zbrodnia przepełniona jest brudem i wszędobylską wilgocią, jakby spowita ciężką mgłą. Bohaterowie brną w krwistym błocie, przedzierają się przez zarośnięte ścieżki przeszłości, próbując rozwikłać skomplikowane zależności, łączące ofiary i ich oprawców. Najbardziej brytyjskie w tej kryminalnej opowieści wydaje się spokojne, regularne tempo akcji – nikt się tutaj nie spieszy, bo nie ma dokąd. Trup nigdzie przecież nie ucieknie. U Anny Rozenberg zbrodnia to tylko początek, punkt, który inspiruje do pokazania szeroko rozumianych wątków obyczajowych i historycznych.
W „Maskach pośmiertnych” widać kryminalny potencjał autorki – stworzyła klimatyczną opowieść, napisaną barwnym, ekspresyjnym językiem z galerią intrygujących postaci, których osobiste historie przyciągają i przywiązują czytelnika. Napięcie rośnie i chociaż nie ma fajerwerków czy dramatycznych zwrotów akcji, to jesteśmy w opowieść Anny Rozenberg zaangażowani. Podoba mi się i czekam na więcej, bo czuję, że to nie ostatnie spotkanie z bohaterami „Masek pośmiertnych”.
Po nie najlepszych notach czytelników spodziewałam się po tej książce średniego efektu. Zaskoczyła mnie, bo była naprawdę dobra. Trochę chaotyczna, ale dobra. Wątkiem głównym jest wyjaśnienie śmierci Polki, a w niedługim czasie i jej męża. Śledztwo prowadzone przez Davida Redferna wciąga, sukcesywnie podnosząc w czytelniku poziom napięcia. Ten wątek został w finale rozstrzygnięty. Choć sprawca był w moim gronie podejrzanych, to i tak zaskoczyło mnie przedstawione rozwiązanie. Intrygujące są dwa wątki poboczne, którymi zajmuje się Redfern. Jest to topielec bez linii papilarnych i zębów, który był niegdyś jego przyjacielem i partnerem oraz sprawa zaginięcia wykładowczyni, którą zajmował się ów topielec. Autorka zasiała ziarno niepewności, które kiełkuje, ale ich rozkwit zostawiła sobie na przyszłe tomy. Ten zakończył się w taki sposób, że ciężko nie sięgnąć od razu po kolejny.
Powieść wymaga nie lada skupienia. Istotne informacje są podawane w pozornie nieważnych pojedynczych zdaniach porozrzucanych po całej historii. Przyznam, że przeczytawszy 70 stron, zgubiłam się totalnie i zaczęłam od początku. Za drugim razem zauważyłam bardzo istotne szczegóły, które wcześniej mi umknęły. Wydarzenia z teraźniejszości ze szczątkowymi informacjami mieszają się z flashbackami z przeszłości Redferna. Podczas czytania powieści kilkukrotnie musiałam się cofać, by elementy puzzli zaczęły do siebie pasować. Miałam ten komfort, że czytając ebook mogłam wyszukać interesujące mnie frazy, lecz nie wyobrażam sobie poskładać historii, czytając wersję papierową.
Powieść bardzo mi się podobała, ale swoją ocenę (3,5 / 5,0) obniżam za chaotyczny sposób ukazania historii oraz niezaakcentowane ważne informacje.
Wydawnictwo Czwarta Strona ma przysłowiowego nosa do debiutantów. Właściwie logo Czwartej Strony Kryminału jest dla mnie gwarancją jakości bardzo dobrego kryminału. Dlatego, gdy tylko zobaczyłem zapowiedź Masek pośmiertnych, postanowiłem że muszę ją przeczytać. Dodatkowo zainteresował mnie fakt, że autorka jest Polką, ale akcję swojej powieści umiejscowiła w Anglii.
Po lekturze mogę stwierdzić, że Maski pośmiertne to kryminał na wysokim poziomie. Zdecydowanie jest to lektura dla wymagającego czytelnika. Fani twórczości Henninga Mankella oraz Roberta Małeckiego będą usatysfakcjonowani. W książce nie znajdziemy strzelanin, pościgów samochodowych, czy innych akcji rodem z filmów sensacyjnych. Jest mozolna praca śledczego. Łączenie z pozoru kompletnie różnych elementów. Jest wreszcie charakterystyczny samotnik, który oprócz problemów ze sobą i własnym życiem, musi zmierzyć się z zagadkowym morderstwem i demonami przeszłości. W osobie Davida Redferna – inspektora brytyjskiej policji, odnalazłem echa Kurta Wallandera. A za tą postacią przepadam i kryminały z nim w roli głównej uwielbiam. Dodatkowym smaczkiem jest powiązanie bohatera z Polską, ale o tym przeczytacie już w powieści.
Anna Rozenberg ma kapitalny warsztat i plastyczny język. Na pewno wiele ma z tym wspólnego, to czym autorka zajmuje się zawodowo. Po wielu kryminałach z dużą ilością dialogów i fabuły, ale przeciętnym stylu pisania, Maski pośmiertne są miłą odmianą. Nie uwierzycie, że to debiut. Ja przynajmniej nie dałem temu wiary.
Jak wspomniałem wyżej Maski pośmiertne to wymagająca lektura. Nie ze względu na język, ale mnogość wątków. W pewnym momencie autorka rozrzuca tak wiele okruchów fabularnych, że wymaga od czytelnika bardzo uważnego czytania i szybkiego łączenia faktów. Nie jest to łatwe i przyznaję, musiałem czytać pewne rzeczy dwukrotnie, by dojrzeć ukryte w nich znaczenie. Autorka nie podaje czytelnikowi wszystkiego na tacy. Pewnych rzeczy musimy doczytać się sami. A sprawa jaką zajmuje się David Redfern nie jest prosta. Swoimi korzeniami sięgać może wielu lat wstecz.
Klimat brytyjskiego kryminału czuć w Maskach pośmiertnych na każdym kroku. W tle rozbrzmiewa echo historii sięgającej czasów II wojny światowej. Bardzo podobało mi się, że autorka ukazała mi nieznany fragment historii. Naprawdę zdumiewa mnie jak różnie mogą potoczyć się ludzkie losy. Za to także daję powieści ogromny plus.
Podsumowując gorąco polecam Wam lekturę Masek pośmiertnych. Dla mnie to kapitalny debiut i bardzo dobry kryminał. Pięknie napisany oraz inteligentny. Z pewnością sięgnę po kolejne książki autorki. Zwłaszcza, że za jedną rozwiązaną zagadką idzie kolejna. Bardzo dla bohatera osobista. Trzymam za niego kciuki, by udało mu się ją rozwikłać.
"Maski pośmiertne" to rodzaj takiego kryminału, który bardzo lubię; przemyślany, inteligentny, klimatyczny. Nieśpieszny, bez szalonej akcji i wymyślnych brutalnych psychopatów, ale misternie skonstrułowany, napisany sprawnym, dojrzałym, ładnym językiem. To debiut literacki pani Anny Rozenberg i zdecydowanie bardzo dobry start, aby zapisać się w gronie najlepszych, polskich "kryminalistów". Mamy małe angielskie miasteczko, październikowe dni, więc jest szaro, ponuro i deszczowo. Czuć tą zimną wilgoć w każdym zakamarku ludzkiego ciała, a zbrodnia na polskiej turystce pogłębia to poczucie mroku. Zdecydowanie brak tu słońca. Autorka mieszka w miasteczku, które opisuje i wyczuwa się, że zna je od podszewki. Świetny research👍, a ja kiedyś się tam wybiorę😉. Ciekawostką jest to, że Woking to również miasteczko Herberta Georgea Wellsa, którego akcja powiesci "Wojna światów" zaczyna się właśnie tu. Bohater Masek to det.insp. David Redfern postać intrygująca, wiarygodna i rzetelnie wykreowana. Im lepiej go poznajemy, tym bardziej staje się nam bliższy. I oczywiście najciekawsze są tu polskie akcenty. Polska zbrodnia, polskie środowisko i Polska historia umieszczona w angielskich realiach nadaje wyjątkowego smaczku tej powieści - oj, jak to jest mi znane i bliske. Sama zbrodnia i sposób prowadzenia sprawy to nie szalona akcja, ale mozolna praca całego zespołu śledczego, wiec ci co lubią szybkie zwroty mogą, ale nie muszą, czuć się zawiedzeni. W swojej powieści autorka zastosowała ciekawy zabieg prowadząc jednocześnie dwa śledztwa; jeden zabójstwa Polki, który zagłębia się aż w wojenną i powojenną historię jej przodków, drugi toczy się wokół postaci Redferna i nawiązuje do jego przeszłości. Część wątków dotyczących Redferna niestety jest niedokończona, ale to dla mnie sygnał, że to jeszcze nie koniec i autorka ma jeszcze coś do opowiedzenia. Cóż, będę czekała na dalsze losy pana inspektora. Miałam nosa do tej powieści i się nie zawiodłam. Jestem usatysfakcjonowana, choć pozostaję nienasycona. Dla mnie to świetny, dopracowany debiut, autorce gratuluję, życzę powodzenia i mam nadzieję, że już się pisze c.d 😉
I już od początkowych stron polubiłam się z Davidem. Jest w jego kreacji coś stereotypowego, gdy po wydarzeniach z przeszłości przenosi się ze stolicy do niewielkiej miejscowości Woking, aby uspokoić trochę swoje życie, ale przy tym jest to opisane całkiem intrygująco. W końcu rzadko spotyka się polsko-szkocko-jamajskiego policjanta, który opiekuje się dziadkiem, “starym milicjantem”. To podobało mi się naprawdę bardzo.
Bez bicia się przyznaję, że z początku zagadka śmierci Bożeny Sokolińskiej i zaginięcia jej męża niezbyt mnie sobą zainteresowała. Jednak, gdybym nie dała książce szansy, raczej bym żałowała. Akcja powoli brnie do przodu, w trakcie zahaczając o losy Polaków w Wielkiej Brytanii po drugiej wojnie światowej. Dla sroki na elementy historyczne to było niebo, bo jest to część historii, o której mówi się niewiele.
Czytelnicze smaki wyostrzyła mi również historia związana z przeszłością Davida i jego przyjaciela Adriana Bonesa. Był to smaczek, którego ta książka ewidentnie potrzebowała, aby zyskać nieco więcej aury tajemnicy wokół głównego bohatera.
Podobał mi się również wątek z postacią Lindy i jej problemami. Był taki...życiowy.
Jedyny problem, jaki miałam podczas lektury, to odbiór dialogów. Wydawały mi się nieco nienaturalne i cierpkie. Biorę to jednak na karb faktu, że to pierwsza książka Autorki. I w sumie… w tej małomiasteczkowej angielskiej rzeczywistości to nawet to mi pasowało. Czytelnik nieprzyzwyczajony może mieć jednak problem z rozmowami między bohaterami.
Podsumowując - “Maski pośmiertne” były na tyle dobre, by sięgnąć po kolejną książkę i zaufać Annie Rozenberg.
Ta książka została napisana chyba tylko po to żeby spisać czyjeś wspomnienia z lat 50/60. o polskich żołnierzach w Anglii. Początek jest ciekawy a późnej robi się z tego niekończąca się lekcja historii. Wszystko jest takie byle jakie, mdłe i wgl nie zachęca do czytania.
Dawno nie zdarzyło się tak, żebym już od pierwszych stron została wessana do świata książki. W tym przypadku do chłodnego, spowitego mgłą i oblepionego mrokiem Woking. Podczas lektury "Masek pośmiertnych" nieustannie czułam się, jakbym dosłownie przechadzała się ulicami miasta, podziwiała obiekty wokół mnie, a potem jechała przyjemnie mruczącym triumphem na komisariat. Autorka ma dar do opisywania rzeczywistości. Zazwyczaj nużą mnie opisy wnętrz czy pogody, a tutaj... mogłabym się w nich zaczytywać i doznawać każdego podmuchu lodowatego wiatru, czy smrodu mokrej wełny.
"Czuł się, jakby stał wewnątrz ludzkiego korpusu. Obdarty z mięśni i skóry, blady szkielet tworzył sklepienie katedry. Typowy nagi i surowy anglikański kościół."
Chciałabym zaznaczyć, że "Maski pośmiertne" to debiut, a mam wrażenie, jak gdyby była to któraś z kolei książka Autorki (choć poniekąd tak jest 😅😉). Kryminał z krwi i kości, z mrocznym klimatem, świetnie skrojonymi postaciami - zarówno pierwszo-, jak i drugoplanowymi, z historią w tle, a przy tym nie lada zagadką, której rozwiązania w życiu bym nie przewidziała.
"(...) śledztwo to nie film sensacyjny. Nie przeczę, że zdarzają się spektakularne zwroty akcji, ale bardzo sporadycznie. Zwykle to żmudna, mrówcza praca, a najczęściej irytujące czekanie."
Akcja nie goni co sił w nogach, dowody nie materializują się od machnięcia czarodziejską różdżką, nikt nie posiada nadludzkich mocy, szóstego zmysłu. Jest zwyczajnie i dzięki temu niezwykle realnie. Coś takiego mogłoby mieć miejsce naprawdę.
"Otoczyłam się przyjaciółmi, bo mam świadomość, że działając w pojedynkę, jesteśmy skazani na porażkę. Samotność, David, to nie tarcza, ale biała flaga."
Główny bohater. David Redfern. Już na początku zrobił na mnie dobre wrażenie, pomagając starszemu panu posprzątać kwiaty, wysypujące się z vana, podczas gdy cała ekipa czekała na niego na miejscu zbrodni. Jemu się nie śpieszy. Doceniam taką postawę ;) A potem było tylko lepiej. Podobało mi się też to (jak było podkreślone w wywiadzie), że David jest zwykłym inspektorem, bez nałogów, bez złamanego serca. Jego jedyną miłością jest papierkowa robota. Chętnie spotkam się z nim w kolejnym tomie 😁
"Wie pan, co jest najgorsze w jesieni życia? (...) Świadomość nadchodzącej zimy. Zamarzniętych stawów, zamarzniętych myśli i wspomnień, które za nic nie chcą się przypomnieć."
Ukłony dla Autorki za piekielnie dobry research. Gdy na spotkaniu usłyszałam, że przechadzała się ona drogami, którymi w książce kroczy Redfern, żeby sprawdzić, ile czasu by mu to zajęło, moja mina wyglądała mniej więcej tak: 😲😱 A to tylko jeden przykład. Widać, że "Maski pośmiertne" są dojrzałą, dopracowaną powieścią. Ale co zaskoczyło mnie jeszcze bardziej to to, że Rozenberg przyznaje się do popełnionych błędów. W końcu nic nie jest doskonałe, jesteśmy tylko ludźmi. Już nie mogę się doczekać lektury "Punktów zapalnych"!
Muszę przyznać, że gdy tylko dowiedziałam się o powstaniu tej książki to z ogromną ochotą chciałam ją przeczytać. Szukałam w bibliotekach, na legimi aż w końcu znalazłam ten tytuł w aplikacji Storytel czytany przez aktora Michała Lesienia-Głowackiego, który swoją drogą bardzo dobrze oddał jej klimat.
Czy "Maski pośmiertne" mnie zawiodły? Absolutnie nie!. Nie mogłam się od tego tytułu oderwać, a słucham audiobooków tylko wtedy, gdy się gdzieś przemieszczam, więc z utęsknieniem wstawałam do pracy aby móc w transporcie publicznym poznawać dalszą część historii. Poznajemy w niej Davida Redferna niespełna 40 letniego policjanta, który zmaga się z pewnym wydarzeniem ze swojej przeszłości zawodowej, które rzutuje na postrzeganie jego osoby przez innych ludzi i wszystko to czego dokonał w służbie.
Przenosi się z Londynu do Woking aby tam uspokoić się, przemyśleć swoje życie, uporać się z przeszłością i odkryć zagadkę morderstwa Bożeny Sokolińskiej. Polki posiadającej brytyjskie obywatelstwo, która poszukuje prawdy na temat przeszłości bliskiej osoby. Jest to związane z wydarzeniami mającymi miejsce podczas II wojny światowej co jest niesamowicie ciekawe i ekscytujące.
Czego dowiedziała się Bożena? Dlaczego musiała zginąć?
Pojawienie się córki Sokolińskich, zaginięcie ojca i męża Mariusza wprowadza dodatkowy chaos do całej sytuacji.
David podczas śledztwa może liczyć na wsparcie, zrozumienie i troskę od swojego dziadka Bogdana, który jest byłym milicjantem i pomaga wnukowi zrozumieć polską mentalność, potrzebę pamiętania o przeszłości oraz przynależności.
Generalnie w tej książce znajdziecie bardzo dużo polskości co jest największym jej plusem. Jeśli znacie podobne książki o Polakach na emigracji dajcie mi koniecznie znać.
Długo zastanawiałam się czy nie dać 10/10 gwiazdek, ale było w tym tytule coś co mi na to nie pozwoliło. Ciężko stwierdzić co to jest dokładnie, takie delikatne niuanse jak: zachowania niektórych bohaterów, pewne stwierdzenia, które tam padają, coś co uwiera i nie można się tego pozbyć.
Podsumowując: Prowadzone przez Davida Redferna śledztwo, polskość to nie wszystkie aspekty tej książki, lecz najlepiej jest odkrywać je samemu. A jest co odkrywać. Ja bardzo serdecznie zachęcam Was do sięgnięcia po "Maski pośmiertne" Anny Rozenberg bo czytając ten tytuł poczułam taki "powiew świeżości", efekt nowości i zaskoczenia.
Przyznam, że po opisie książki nie spodziewałam się, że ta historia potoczy się w kierunku, w którym się potoczyła. Nie mniej nie narzekam - wątek historyczny mnie niesamowicie wciągnął, a to jak wszystko zostało połączone w całość robi wrażenie. A przy końcówce szczęka opadła. Żałuje jedynie lekko, że wątek przeszłości Redferna nie został bardziej pociągnięty ale mniemam, że wiecej wyjaśni się w następnej części. Kolejnym plusem dla mnie był sposób kreowania postaci przez autorkę nad czym mogłabym się rozpływać godzinami. Po pierwsze Redfern, który skradł moje serce i raczej nie zamierza go oddać, ale oprócz tego stworzenia głównej postaci zachwyciło mnie coś innego. W tej książce kazdy, nawet najmniejszy bohater, miał własną, odznaczającą się osobowość i każdy był inny. Czułam, że są to prawdziwi ludzie, a nie tylko wytwory wyobraźni autorki, jakby naprawdę ich poznała i nam tą wiedzę przekazywała, a to jest bardzo ciężka rzecz do zrobienia, więc tutaj ode mnie naprawdę ogromne brawa. Kolejna rzecz nad którą się rozpływam to wątek Davida i Marty. Pokochałam ich i pokochałam im razem i tutaj po raz kolejny - ukłon w stronę autorki, bo sposób budowania ich relacji spowodował, że moja sympatia do ich obojga wzrosła niezmiernie, a szczególnie Marty, ktorej w pierwszym momencie nie mogłam znieść. No i oczywiscie owoc ich miłości - Bandit, ten piesek to w ogole serce moje skradł. Wiem, że to brzmi jakbym jedynie się rozpływała nad tą książką, ale coz ja poradzę, że naprawdę mi się podobała? Ilość radosci jaki dostałam czytając jej mówi sam za siebie. Jedyne czego MOGŁABYM się przyczepić to to, że mnogość nazwisk początkowo trochę mnie mylił i musiałam co jakis czas się zastanowić kim, do jasnej ciasnej, jest ta postać, ale z czasem wszystko się jakoś ułożyło, a zreszta za to, że ja mam sklerozę autorki winić nic moge. Polecam bardzo mocno!
Nie od dziś wiadomo, że Czwarta Strona Kryminału ma dobrą rękę do debiutów. „Maski pośmiertne” autorstwa Anny Rozenberg są tego idealnym przykładem. Ten tchnący mrocznym i mglistym klimatem angielskiego miasteczka kryminał wciąga od pierwszych stron.
Jednak nie tylko deszczowa i mglista aura buduje specyficzną, ciężką atmosferę powieści, ale również przepełniona zbrodniami i tajemnicami z przeszłości fabuła i boleśnie doświadczony, borykający się z życiem bohater.
Inspektor David Redfern, przechodzi trudny okres. Przed rokiem zastrzelił swojego przyjaciela w policyjnej akcji, co pozostawiło wyrzuty sumienia i nieprzychylność kolegów. Przeniesiony do niewielkiego Woking nie spodziewa się, że i tu dopadnie go przeszłość. Mimo, że wydaje się to absurdalne, w wyłowionym topielcu rozpoznaje zabitego przed rokiem mężczyznę. Jak to możliwe? Czy wówczas, podczas akcji w katedrze mógł strzelić do kogoś innego? Próba wyjaśnienia sprawy budzi czyjś ostry sprzeciw i zaczyna robić się niebezpiecznie.
Również lokalne sprawy nie dają Davidowi odetchnąć. Dochodzi do okrutnej zbrodni na polskiej turystce i zaginięcia jej męża. Prowadzone mozolnie śledztwo kieruje uwagę czytelnika w różne strony, z których większość okazuje się ślepymi uliczkami, z czasem ujawniając niespodziewane powiązania.
Świetnie poprowadzona skomplikowana fabuła wymusza wzmożoną uwagę, bo każdy z wątków okazuje się być istotny. Rys historyczny, zahaczający o wojenną przeszłość i walczących po stronie aliantów Polaków i ich powojenne losy, stanowi natomiast znakomity bonus do zajmującej, choć niespiesznej akcji. Niektóre wątki znajdują swój finał, inne pozostają otwarte budząc niedosyt i chęć szybkiego sięgnięcia po kontynuację. Mam nadzieję, że autorka nie każe nam na nią długo czekać.
„Maski pośmiertne” to debiut Anny Rozenberg. Powieść zaczyna się z impetem bo już na początku pojawia się trup jednak z każdą kolejną stroną jest gorzej. Sama koncepcja polskiego kryminału w Wielkiej Brytanii mnie nie przekonała i wyszło to dla mnie sztucznie. Linia fabularna dla trochę przekombinowana bo mnogość wątków może wprowadzić u czytelnika spory chaos, dla przykładu wątek imigrantów fabularnie niewiele wnosił i był czystym zapychaczem, podobnie jak wątek Lindy. To w zasadzie mój główny zarzut, że przewodni temat zdecydowanie ucierpiał na wprowadzeniu tak wielu pobocznych historii, finalnie główna oś fabularna nie wzbudzała już we mnie jakiejkolwiek ciekawości i najzwyczajniej chciałem dobrnąć do końca. Kilkukrotnie nawet odkładałem tę książkę bo mnie męczyła, niestety na korzyść nie działało też tempo akcji, które mówiąc delikatnie jest wolne, bardzo wolne. Co gorsza w powieści w moim odczuciu jest spora dysproporcja pomiędzy wątkami obyczajowymi, a kryminalnymi niestety na niekorzyść tych drugich. Ja jednak sięgając po tego typu literaturę akceptuję wątek obyczajowy wyłącznie jako tło. Pani Anna miała chyba zbyt wiele pomysłów i chciała je upchnąć w jednej powieści, finalnie wyszło jak na imprezie studenckiej cały alkohol do dzbanka i jakoś to będzie no i tutaj niestety książce nie wyszło to na dobre. Po po imprezie trzeba posprzątać i w tym wypadku padło na czytelnika. Zakończenie daje jasny sygnał, że będzie kontynuacja jednak ja zapewne po nią nie sięgnę. Autorce życzę jednak powodzenia bo zapewne znajdzie swoich odbiorców.
Książka "Maski pośmiertne" długo leżała na mojej półce, zanim zdecydowałam się po nią sięgnąć. Debiut literacki nagrodzony nagrodą specjalną im. Janiny Paradowskiej na Międzynarodowym Festiwalu Kryminału we Wrocławiu.
Bardzo ciekawy pomysł z umiejscowieniem akcji w Anglii, ale zagadka kryminalna jest międzynarodową, bowiem ofiara to Polka.
Śledczy na czele z inspektorem Davidem Redfernem nie mają żadnych hipotez co mogło się wydarzyć i dlaczego Polka została brutalnie zamordowana.
Żmudne śledztwo prowadzi do wydarzeń sprzed lat, a dokładnie do czasów II wojny światowej i pierwszych lat po wojnie, kiedy w okolicach Woking był obóz dla Polaków, którzy nie mogli wrócić do kraju.
Sama postać inspektora jest równie tajemnicza i ciekawa. Stopniowo poznajemy co wydarzyło się w życiu inspektora kilka miesięcy wcześniej i o dziwo sprawa ta nie da o sobie zapomnieć. Ale Autorka zarzuciła jedynie przynętę na czytelnika i w pierwszej części nie zostało wszystko wyjaśnione.
Książka jest ciekawa, z nietuzinkową, bardzo zawiłą historią i intrygującymi bohaterami. Minusem dla mnie było przyspieszenie akcji pod koniec książki i musiałam mocno się skoncentrować, bo nagle większość tajemnic została w momencie rozwiązana. Ale oczywiście nie wszystkie, co sprawia, że jestem mocno zaintrygowana i ciekawa co czeka inspektora Redferna w kolejnych tomach.
To była dobra książka, aczkolwiek jej fabuła dosyć mocno poplątana. Sprawiło to, że momentami byłam zagubiona w mnogości wątków, tropów i powiązań. Równocześnie właściwie toczą się dwie sprawy - oficjalna i prywatna, która jednak okazuje się być trochę podwiązała. Z całej książki najmniej podobało mi się zakończenie - było takie pospieszne, wytłumaczone w jednym dialogu, bez odkrywania stopniowo prawdy, tylko wszystko na raz. Właściwie nie do końca rozumiałam jak bohater tak nagle na to wszystko wpadł. Jednak dochodzenie do prawdy było ciekawe i trzymające w napięciu.
Hejka! Skończyłem czytać "Maski pośmiertne" Anny Rozenberg. Można powiedzieć, że był to podwójny debiut - po pierwsze: był to mój pierwszy kryminał, po który sięgnąłem w postaci książki, po drugie - była to debiutancka książka pisarki. Jestem bardzo zachwycony tym dziełem i czuję, że doczekam się jego kontynuacji, bo nie wszystkie wątki zostały dokończone. Powieść jest napisana w fajnym stylu, bardzo dobrze się ją czyta. Niezwykłe w tej książce jest to, że każdy rozdział kończy się czymś co sprawia, że chce się przeczytać następny. Książka wciąga, trzyma w napięciu. Bardzo polecam!
Bardzo mi się podobał klimat brytyjskiego miasteczka i wątek historyczny z udziałem Polaków (ogromny szacun), tym bardziej że zgłębiamy czas wojenny jak i powojenny. Świetnie napisana, na pewno sięgnę po kolejną powieść.
2 gwiazdki za dobry początek. Nawet nie wiem co powiedzieć, męczyłam się okropnie i ledwo przeczytałam do końca tylko dlatego, że obiecałam sobie to skończyć.