Jedno miasto. Miłość. Mrok. Ktoś musi zginąć, aby żyć mógł ktoś Jaką zapłacilibyście cenę, żeby udawać szczęśliwą rodzinę z Instagrama? Kuba jest bezwzględnym seryjnym mordercą. Tym razem jednak to nie on grasuje w Warszawie. To ktoś inny zabija, rzucając mu okrutne wyzwanie, zagrażając całej jego rodzinie. Jak daleko Kuba będzie musiał się posunąć, żeby ratować swoją ciężarną żonę i fasadę szczęśliwego życia? Czy tak naprawdę w ogóle mu na tym zależy? I co ważniejsze, czy pomoc uzależnionego od narkotyków i alkoholu szwagra z policji, który od lat próbuje go zdemaskować, nie będzie dla niego jeszcze bardziej niebezpieczna niż porywający i katujący młode kobiety „Pan Żartowniś”? Konfrontacja jest nieunikniona, a jedynym ratunkiem może się okazać nie dobro... tylko pożerający wszystko na swojej drodze mrok. Powyższy opis pochodzi od wydawcy.
Pisarz, konsultant artystyczny, promotor, konferansjer, felietonista, głos radiowy, lektor, scenarzysta, tłumacz, autor tekstów piosenek… a nawet bajek dla dzieci. Nigdy nie był do niczego nominowany. Wydał kilka książek – w tym opowiadania dla dzieci Opowieści z Białej Doliny, serię sensacyjno-przygodową o awanturniku i złodzieju zabytków Robercie Karczu (Miasto złodziei, Miasto z gliny), powieść dla dorosłych Serca twego chłód, nowelę Gatunek L, a także dwie bestsellerowe biografie, GrubSon. Na szczycie i Rahim. Ludzie z tylnego siedzenia oraz książkę Czesław Mozil. Pocztówki z pandemii.
Prywatnie ojciec Anaszki i właściciel psa o imieniu BRK. Mieszka w Legnicy. Mówi o sobie, że nie jest znany, i ma rację. Ciągle żartuje, ale jest nietowarzyski i chodzi do kina sam. Włóczykij z natury, Muminek z wyglądu.
Co to było! Nie miała bladego pojęcia o tej książce, ale to, co dostałam, przerosło moje oczekiwania. Tak bardzo popapranej i nieprzewidywalnej książki już dawno nie miałam w swoich łapkach! A to zakończenie? Panie Przemku, kawał naprawdę dobrej roboty :D
Nie do końca wiem, gdzie ja przypisać, bo mam wrażenie, że to pogranicze kryminału/thrillera, ale też nie do końca? Duży nacisk jest położony na psychikę bohaterów i ich motywacje, co nimi kieruje i dlaczego robią to co robią. Do pewnego momentu wydaje się przewidywalna, ale to tylko taki zabieg autora, bo wodzi nas za noc i ostatecznie rozbija ten domek z kart i sprawia, że zostajemy z opadniętymi szczękami (albo szerokimi uśmiechami jak u mnie, bo ja lubię, jak mnie autor tak robi w konia!).
Kuba nie czuje nic. Pracuje w korporacji i kiedy go poznajemy, właśnie morduje kolegę, którego szczerze nie znosi. Jego szwagier, Andrzej przeszedł załamanie, ma problemu z alkoholem i narkotykami i poważnie podejrzenia, co do Kuby. Jest przekonany, że widzi w nim Mrok. Cała książka to praktycznie zabawa w kotkę i myszkę, ale aż do samego końca nie wiadomo, kto w tej historii jest kotem, a kto myszką.
Długo nie wiedziałam, jak ją ocenić, moja opinia na jej temat zmieniała się praktycznie aż do ostatnich stron, ale ostatecznie jestem zachwycona tym, co dostałam i chętnie sięgnę po inne książki autora, by dowiedzieć się, co jeszcze mi zaserwuje!
Trochę rozwaliła mi głowę. Książka to taki mix thrillera, kryminału psychologicznego z fragmentami obyczajówki. Z podkreśleniem psychologii, bo postacie napisane są bardzo dobrze, znamy ich myśli i to co nimi prowadzi, czym się kierują. Szczególnie zaskakujące jest myślenie głównego bohatera, mordercy, psychopaty. W wielu miejscach akcja mocno zaskakuje i przebieg zdarzeń nie był oczywisty. Zakończenie otwarte i pozostawia sporo pytań bez odpowiedzi.
Zacznę może od plusów, bo było ich mniej. No więc ta książka ma klimat. Jest mrocznie, miejscami nawet bardzo, jest jakaś mało skomplikowana intryga. Dzieją się rzeczy, dialogi są miejscami nawet bardzo ciekawie rozpisane. To naprawdę składny thriller u podstaw, gorzej jak się wczytuje człowiek między wiersze.
Teraz garść problemów. Dla mnie największym, który mnie zresztą ciągle wybijał, był fakt głównego bohatera, który tu ewidentnie był wzorowany na Dexterze. Problem w tym, że Dexter miał jakieś cechy, dzięki którym można było mu kibicować. Był trochę antybohaterem, zabijającym tylko tych złych. Zawsze jakiś punkt zaczepienia dla czytelnika. Tu nie ma nic. Mamy cholernego potwora, który zabija, bo tak i do tego totalnie losowych ludzi. Nie dostajemy motywu, uzasadnienia, niczego. Jest to stylizowane w bardzo edgy, mroczny na siłę sposób. Główny bohater to dosłownie mrok w czystej postaci, tak okropnie przerysowany, że aż czuć zgrzyt zębów. No nie da się z tym. Wypływa tu takie dziwne uwielbienie dla mordercy i jego metod to, że nie ma tu żadnej kary za zbrodnie ani zupełnie nic. Jest to dziwne, niepokojące i mi się osobiście nie podoba.
Mały szczegół, który wywalił mnie z książki na dobre, ale dla mnie personalnie ważny. Wtręty autora, self inserty. Może nie zdarzały się zbyt często, ale za to, jakie potężne były. Przepraszam serdecznie, ale gdy główny bohater nagle mówi, cytuję "Wiesz, jak bardzo nienawidzę Macierewicza, gdybym mógł, to bym go zabił", to to nie może być nic innego jak personalna opinia autora. Nie było do tego podbudowy, sam Macierewicz nie pojawił się nigdy wcześniej i nigdy później. Po co drogi autorze wybijasz mnie w ten sposób z immersji w Twoim świecie? Żebym wiedział, że nie lubisz jakiegoś polityka? Niskie to jakieś.
Co do dziwnych rzeczy, w całej książce pojawiają się różne zagrywki, które mają pozorować, że to wtedy właśnie przemawia MROK. Czasem jest to właśnie drukowanymi literami, częściej pogrubiona czcionka. Tym dalej w las tym częściej się to zdarza. Na początku w sumie uważałem, że to zabieg jak każdy inny, ale częstotliwość i nadużywanie tych dwóch elementów zaczęły mnie pod koniec nużyć. Za bardzo skupiały uwagę na tych konkretnych częściach tekstu. Po co tego aż tyle? Czy każde użycie słowa mrok naprawdę zasługiwało na aż takie podkreślenie?
Cóż, po tej lekturze nie zostałem niestety Żugajką. Może kiedy indziej.
“Serca twego chłód” Przemka Corso to książka, którą zainteresowałam się z jednej strony dzięki zachęcającemu opisowi, oraz z powodu nagromadzenia pozytywnych ocen wśród znajomych na LC. Czy jednak słusznie?
Kuba to szef działu HR dużej korporacji, a jego żona to piękna blondynka, zarabiająca na instagramowej rozpoznawalności. Jednak druga twarz mężczyzny to bezwzględny seryjny morderca, który miesiącami planuje wyrafinowane zbrodnie. Kiedy Kuba popełnia błąd, inny seryjny morderca, grasujący obecnie w stolicy, trafia na jego ślad, rozpoczynając grę. Czy pomoc u szwagra, który jest policjantem, ale jednocześnie alkoholikiem z problemami, ma sens, czy przysporzy jeszcze więcej problemów?
“W uśmiechach było coś bezpretensjonalnego. Na widok uśmiechu każdy od razu czuł się bardziej komfortowo.”
Książka to taki misz-masz, podzielona na fragmenty w pierwszej osobie, z punktu widzenia Kuby, przeplatane z narracją trzecioosobową dla pozostałych postaci. Szczerze mówiąc czekałam na psychologiczne podejście do tematu, jednak postać naszego głównego mordercy nie jest ani ciekawa, ani opisana w odpowiedni sposób. Przez całą książkę podkreślany jest mrok i macki, które go otulają, szepczą do ucha itp. I jak mówię, że mrok jest podkreślony, to mam na myśli pogrubioną czcionkę. Strasznie mnie to irytowało, bo czy w zdaniu mówiącym, że w pokoju panuje “półmrok”, serio trzeba to słowo boldować? W jakim celu? Gdybym miała tego bohatera podsumować to bardziej widziałabym zapatrzonego w siebie megalomana niż prawdziwe przesłanki socjopaty czy psychopaty. Tego po prostu nie ma, albo jest niekonsekwentne i potraktowane po macoszemu. Nasza instagramowa panna jest irytującą babą, która ciągle myśli o sobie, pod pozorem szaleńczej miłości do męża. Nie ma co, są siebie warci. A nasz Andrzej-policjant? No sztampa na sztampie. Trauma po sprawie sprzed lat doprowadziła go do uzależnienia od alkoholu, prochów i wpędziła w długi. Żona i dzieci Andrzeja to tylko nieznaczące tło, podobnie jak pozostali bohaterowie i tu smutek. Liczyłam na rozgrywkę pomiędzy dwoma mordercami, ale pan tajemniczy pokazał się tylko na chwilę właściwie i co smutne, ta chwila była najlepsza z książki, która ma ponad 400 stron.
“To fascynujące, że związki ludzkie są zbudowane głównie na rozmowach o niczym. Na kluczeniu ciągle po tych samych tematach, jakby powtarzanie tych samych rzeczy, tych samych “życiowych prawd” albo “półprawd”, tych samych oczywistości miało za każdym razem owocować innym rezultatem.”
Fabuła nie powala, bo jest przegadana i pełna powtórzeń. Nasza pani domu trafia na patologię ciąży i mąż znika po pewnej sytuacji, jednak żona obwinia o to fakt, że wspomniała o rodzinnej terapii u psychologa. I ciągle rozmyśla, wałkuje temat, rozmawia z koleżanką z sali, i terapia i Kuba i ich małżeństwo, a może ją jednak zdradza, ale nie, to napewno wzmianka o terapii… I takich ustępów z powtórzonymi kwestiami i ‘przemyśleniami’ bohaterów było pełno. Dłużyło mi się to wszystko właśnie z tego powodu, bo jakakolwiek akcja zawiązała się dopiero po połowie książki, a rozwiązanie tej akcji było tak słabe, że aż boli. Jeśli liczycie na inteligentną rozgrywkę między dwoma psychopatami to nie dostaniecie tego i z ubolewaniem muszę przyznać, że nie polecam i w tej kategorii znajdzie się chyba coś lepszego.
„Serca Twego Chłód” to przedziwna książka do oceny. Bardzo trudno jest ją jednoznacznie ocenić ponieważ ciężko mi się zdecydować do jakiej kategorii ją przypisać. Do jakiej szufladki włożyć, i jakimi kryteriami się kierować wyrażając opinię o jej poszczególnych elementach.
W teorii mamy tu thriller. Jest seryjny morderca, a nawet dwóch. Jest śledztwo, są zwroty akcji, zagadka, morderstwa – generalnie rzeczy się dzieją. Jednak poza elementami, które przychodzą jako pierwsze do głowy, gdy myśli się o thrillerze w tej książce znajdziemy obszerne fragmenty bardziej wpisujące się w… powieść obyczajową. I tu zaczynają się schody.
Jeżeli potraktuje „Serca Twego Chłód” jak thriller, to wspomniane wcześniej fragmenty będą olbrzymią wadą. Jeżeli biorę do ręki thriller oczekuje zapierającej dech, wartkiej, pełnej zwrotów akcji. A tutaj cały czas jesteśmy hamowani przez rozwlekłe wyjaśnienia, co czuje każdy z bohaterów. I żeby nie było – kreacja postaci jest bardzo ważna. Dobrze, że bohaterowie są jacyś, jednak nie wszystko trzeba łopatologicznie wyjaśniać. Czasami wystarczy odpowiednia aluzja i czytelnik sam wyciągnie odpowiednie wnioski.
Kolejna rzecz, która się łączy z rozwlekłymi fragmentami, to gadka szmatka. Na pewno wszyscy kojarzą ten motyw w filmach, gdzie nawet najlepszy zły plan się rozlatuje, bo złoczyńca, chce sobie porozmawiać. I tu jest dosłownie to samo. Niekończące się rozmowy. W pewnym momencie sama miałam ochotę wyrwać sprawcy nóż i ugodzić byle całość poszła w końcu do przodu. Ile można gadać o tym, że chce się kogoś zabić???
Książka ma 448 stron. Biorąc pod uwagę, że widać inspiracje „Dexterem”, to 100 stron za dużo. Sto stron, które zabijają tempo i miłośnika thrillerów nie interesują. Spokojnie można by je wyrwać i zawarte w nich informacje odpowiednio skrócić.
Jest jeszcze jedna rzecz, która mnie kłuła w oczy. Wiem, że wyjdę na czepialską, ale wpakowanie „serca twego chłód” do środka książki… o, jak to było źle zrobione. Tytuł jest świetny. Przykuwa uwagę, ale jako słowa padające z ust bohatera brzmi dziwnie. I jeszcze, gdyby to było powiedziane przez jedną osobę w jakimś znaczącym momencie. Ale to jest włożone w usta kilku osób i strasznie bolą oczy.
Oczywiście w tekście jest więcej rzeczy, które nie przypadły mi do gustu, jednak są one mniej znaczące i mogę przymknąć na nie oko. Chociaż… to zakończenie… Nie lubię takich. Nie trafiło w mój gust czytelniczy.
Jednak, żeby nie wyszło na to, że tylko krytykuję tę książkę. „Serca Twego Chłód” to pozycja napisana zaskakująco estetycznie. Zdecydowanie nadaje się na lekturę dla osób, które chciałyby sięgnąć po thriller ale boją się, brutalnych scen, które nie pozwolą im zasnąć. Jest tu kilka momentów, które mogą was rozśmieszyć, i jest kilka ciekawych wątków, które z przyjemnością śledziłam. Wydaje mi się, że wiele czytelników może polubić tę książkę o ile nie mają zbyt wielkiej żądzy krwi.
Przemek Corso to nazwisko, którego wcześniej nie znałam, a po sprawdzeniu okazało się, że kilka książek na swoim koncie wydanych już ma, co mnie nieco zdziwiło. Jednak chyba dopiero teraz reklama sprawiła, że dotarła ona do wielu czytelników i można o niej podyskutować z wieloma osobami. I na tym kończą się zalety? No właśnie, dalej zdradzę co o niej myślę.
Zaczniemy tradycyjnie już od tego, co w treści znajdziecie. A znajdziecie seryjnego mordercę, Kubę, któremu inny seryjny rzuca wyzwanie! Tym samym zaczyna zagrażać jego rodzinie, czyli ciężarnej żonie. I zaczynami schematycznie: Kuba podobno jest inny, jest dziwny i, co oczywiste, jest socjopatą. Halo! To już było! To żadna nowość i jakaś wyjątkowa postać. I ten właśnie socjopata podobno równocześnie jest dobrym ojcem i mężem. Czy to w ogóle możliwe? No z zasady raczej nie. No to lecimy dalej. Policjant alkoholik, ze swoimi demonami, przeszłością no i uzależnieniem, które nie daje mu spokoju. To również już było. Czy w końcu wskażę jakąś zaletę? Tak! Całość faktycznie jest przemyślana, dopracowana w szczegółach i za to ode mnie plusik i za pomysł, bo to mogło być coś genialnego. Dwóch seryjnych morderców i rękawica rzucona jednemu w twarz.
Ogólnie te pozytywne opinie to ja wiem skąd się biorą, bo czyta się całkiem szybko i przyjemnie, ale nie ma w tej książce nic nowego, nic zaskakującego, a tego oczekuję od dobrego kryminału. Nie tylko brutalności, krwi, mordercy i trupów.
Bardzo długo zbierałam się do napisania kilku słów o tej książce, bo zwyczajnie miałam ochotę rzucić nią w kąt. Zadziała się tutaj sytuacja pod tytułem: wezmę Marcela Mossa, może trochę Remka Mroza, trochę Adriana Bednarka (chociaż nie, chyba jednak bardziej Piotra Borlika) i zmielę z tego własną powieść, bo polskie kryminały są takie dobre. Cóż, ten niestety nie jest. To tylko próba stworzenia powieści kontrowersyjnej, takiej, która zapadać będzie w pamięć, a jednocześnie umieszczenie tylko tak dziwnych postaci, że nie wiadomo co autor miał na myśli. A przecież miało być wstrząsająco, a tymczasem jedyny wstrząs to ten głową na boki kiedy się łapiecie na tym, że poziom absurdu przekracza wszelkie granice. Dla mnie, jako czytelnika, kryminał czy thriller ma sprawiać, że boję się przejść przez ciemną alejkę po lekturze mając z tyłu głowy wielki napis "Halo! To mogło się wydarzyć faktycznie! Nawet tu i teraz!".
Czy polecam? Niekoniecznie, ale przypuszczam, że po tylu pozytywnych recenzjach i tak wiele osób sięgnie. A sięgajcie, sprawdźcie, czy na Was zrobi wrażenie i dajcie koniecznie znać. A na koniec tylko wspomnę, że okładka jest genialna i że jednak nie trawię zdrabniania imion autorów.
Wydawnictwu Rebis dziękuję za możliwość zapoznania się z książką!
Przypomnijcie sobie ostatnią sytuację, w której ktoś was tak zdenerwował, że życzyliście mu jak najgorzej. Jaka jest różnica między wami, a psychopatą opętanym przez mrok? Kuba nie życzy nikomu śmierci, Kuba planuje, jak to zrobić.
Uwaga fani Hannibala i Dextera! Podejdźcie bliżej tęskniący za napięciem rodem z "The Fall" i ci z łezką w oku wspominający stare przeboje Comy. Przed wami powieść, która zawładnie waszymi myślami, wypełni pustkę i będzie przyciągać jak magnes. Zresztą każdy może w nią wsiąknąć, niezależnie od preferencji muzycznych czy filmowych, jest w niej coś niesamowicie intrygującego.
Kuba jakimś dziwnym sposobem staje się przyjacielem czytelnika. Rozumiemy go, spędzamy z nim czas, lubimy go. Jest taki poukładany, rozważny i sympatyczny. Nie rozumiemy jego żony, która krzyczy mu w twarz, że jest pusty w środku i nie ma uczuć. O czym ona mówi? Przecież traktuje ją dobrze! Czyżby się domyśliła, że te nadgodziny w pracy to tak naprawdę planowanie i popełnianie morderstw? Ot, eleganckie hobby, zarezerwowane dla inteligentnych ludzi.
Andrzej - policjant alkoholik, narkoman, zadłużony wrak człowieka. Odpychający typek, wiemy, że powinniśmy być po jego stronie, ale czujemy do niego więcej żalu niż sympatii. Pomyślałam sobie, o nie, kolejny taki sam charakter? Przecież to będzie nudne... Bynajmniej! Ta postać jest świetnie sportretowana, nie jest kalką innych, popularnych teraz stróży prawa z problemami. On się błąka na granicy szaleństwa, a razem z Kubą tworzą duet nie z tej ziemi.
Książka jest po prostu świetna. Jest wypełniona muzyką (każdemu rozdziałowi patronuje jakiś utwór) i duszną atmosferą pełną sekretów. Autorowi genialnie udało się uchwycić zawiłości ludzkiej psychiki. Naprawdę ciekawie się to czyta, możemy na chwilę poczuć się jak dana postać, spojrzeć na świat jej oczami.
Jest w tej powieści coś świeżego i kontrowersyjnego. Na pierwszy rzut oka może się wydać niepozorna, ale to prawdziwa petarda i powinno o niej być głośno. Więcej takich thrillerów proszę!
Tej książki byłam już ciekawa od samego początku i mogę z czystym sumieniem powiedzieć że nie zawiodłam się na niej.
Jest to drugi Thriller w moim życiu więc oczekiwałam że zmiecie mnie z powierzchni ziemi ( w sumie to nie wiem dlaczego ). Aczkolwiek byłam blisko ponieważ historia przedstawiona w książce może zmrozić krew w waszych żyłach i przyprawić was o gęsią skórkę.
Książka opowiada o tym jacy potrafią być niektórzy ludzie. Mrok który kryje się w niektórych z nas jest w stanie osiągnąć swoje apogeum i ujawnić się w sposób który dla innych będzie tak zwanymi narodzinami bestii.
Bohaterowie w powieści są bardzo dobrze ukształtowani a ich charaktery są ciekawie wykreowane. Moim zdaniem każda osoba pełniła dokładnie taką rolę jaką powinna i nie była w tym ani trochę sztuczna.
Jeżeli mowa o wątkach i fabule to tutaj autor dostaje ode mnie ogromnego plusa. Nie dość że cały czas pojawiają się niespodzianki to jeszcze końcówka kompletnie mnie zmiotła. Czytając nie byłam pewna w żadnym momencie jak ta historia się dalej potoczy a co dopiero skończy. Było to kompletne zaskoczenie. Tyle zwrotów akcji ile jest w tej książce to chyba nie widziałam już dawno. Jestem ogromną fanką takich zabiegów i dzięki temu właśnie ta książka mnie kupiła. Akcja opowiadana jest z różnych perspektyw i tutaj się troszkę gubiłam ale to również nadaje dodatkowego klimatu. Możemy również dzięki temu wejść do głowy mordercy nawet o tym nie wiedząc. Bo przecież nie wiadomo kto nim jest. A może jednak wiadomo?
Niesamowicie podoba mi się sposób w jaki przedstawione są rozdziały. Mówię tutaj o tym że nie mamy napisane "Rozdział 1" tylko przy każdym nowo zaczynającym się kawałku mamy podany utwór z Playlisty mordercy. Wplecenie do książki utworów muzycznych to moim zdaniem zabieg na wagę złota i wow. Nie dość że jest to oryginalne to nadaje to niesamowitego i niepowtarzalnego klimatu. Jestem na TAK.
Urzekła mnie ta historia i napewno dzięki temu nie jest to koniec mojej historii z tym gatunkiem. Czytaliście? Macie w planach? Zachęciłam was?
Wow, jaka ta książka jest zła... Trafiłam na nią, bo była polecana w podcaście Justyny Mazur. Autor był swoją powieścią zafascynowany, wielokrotnie podkreślał jak świetny research zrobił, zresztą Przemka Corso zawsze uważałam za fajnego człowieka. A tu taka klapa. Nie wiem gdzie ten research, ale ilość błędów logicznych jest wielka. Jednej ciężarnej kobiecie dwa razy odchodzą wody, pomimo tego, że odeszły i leży w szpitalu, lekarz twierdzi, że jej stan jest dobry i może wyjść do domu. Jedna scena kończy się celowaniem w czyjąś głowę, po to, żeby nowa zaczęła się dokładnie tak samo. Psychoterapeutka, która przepisuje leki psychiatryczne?! Zabrakło tu rzetelnej korekty, ale autor w wywiadzie u Justyny, podkreślał, że nie chciał się zgodzić na zmianę choć jednego słowa w tej książce. Szkoda. Język? O rany. Czułam jakbym czytała książkę napisaną przez nastolatka, który eksperymentuje z kilkoma formami jednocześnie. Na wyboldowany "mrok" parskałam śmiechem. Na podkreślanie "ważnych" zdań poprzez przenoszenie ich do nowego akapitu lub pisanie wersalikami - przewracałam oczami. Autor robi z czytelnika idiote. I jeszcze to wciskanie "serca mego chłód", żeby podkreślić, że bohaterowie są tacy źli i mają zimne serce... To mogła być świetna historia. Niestety czuć, że autor miał tylko jej zarys w głowie i pisał ją na czuja. Nie umiem powiedzieć nic o zakończeniu. Doczytałam, bo miałam nadzieję, że jeszcze się zaskoczę, że spotka mnie tam coś fajnego, a dostałam tylko kolejną dawkę facepalmu i pytań "dlaczego autor nie tego nie sprawdził i pisze głupoty?!".
This entire review has been hidden because of spoilers.
Świetnie się zapowiadała i były momenty, w których historia mnie mocno wciągała i nie mogłam się oderwać - ale po czasie zauważyłam że podzielenie akcji na różne perspektywy nieco rozwlekło opowieść, wprowadziło chaos i często miałam wrażenie że czytam coś drugi raz, co utrudniało podążanie na "gorąco" za rzeczywistą akcją. Sięgnęłam po książkę po wywiadzie autora z Justyną Mazur i całościowo historia nie dorównała moim oczekiwaniom i wyobrażeniom.
Podeszłam z rezerwą bo częściej sięgam po reportaż i literaturę faktu ale do przeczytania zachęciła mnie rozmowa Justyny Mazur z Autorem. Bardzo ciekawa fabuła, która skłania do refleksji między innymi o naszych przekonaniach o mordercach i relacjach rodzinnych. Świetne zakończenie, przyznam się, że wpadłam w kilka pułapek zastawionych przez Autora, chętnie sięgnę po kolejną część. Zostawiła we mnie sporo przemyśleń i niepokoju.
4.75 ⭐ Dla mnie sztos, petarda i majstersztyk, świetnie się bawiłam 😜 (całkowicie mój humor😂) Bardzo mi się podobał mroczny klimat książki i perspektywa głównego bohatera 😁 szczerze to jeszcze takiej książki nie czytałam i powiem że z chęcią sięgnęła bym po kontynuację. Fakt że nie każdemu może podpasowac tematyka, bo taka specyficzna 😜 nie dla każdego, ale mój nieksiążkowy mąż był zachwycony audiobookiem, więc jest moc 😁 super super ❤️
Książka niebanalna. Mimo, że przywodzi na myśl serial „Dexter” jak i film „Czerwony smok” jest niezwykle wciągająca, chociaż historia wydaje się jakby znajoma. Wkrada się jak mrok do Twojej głowy, zaciekawia i nie chce wyjść. Niektóre wątki nie są co prawda do końca wyprowadzone, ale przyjemnie się czyta. Cieszę się, że mamy kolejnego pisarza, którego warto śledzić.
4.75 Książka FANTASTYCZNA, tylko jedno małe „ale”.... Trochę za dużo powtórzeń, które owszem, miały zapewnić mroczny klimat, jednak mnie w połowie zaczęły po prostu denerwować. Jak na fakt, że jest to pierwsza pozycja od Corso na mojej półce, to zdecydowanie miło się zaskoczyłam i polecę ją innym! :)
Lubię jak książki są napisane w 3 osobie. Mogę dzięki temu bardziej wczuć się w to, że jestem obserwatorem a nie uczestnikiem wszystkich wydarzeń co daje mojej wyobraźni większe pole do popisu. W sumie prawie wszystko mi się w tej książce podobało, ale nie było tak, żebym chciała zarywać nocki aby ją czytać. Co nie zmienia faktu, że Kuba jest w moim Top3 fikcyjnych seryjnych morderców.
Książka wciągająca i zaskakująca, świetnie napisani bohaterowie. Na początku czytało się bardzo dobrze, z czasem wszystko zrobiło się zagmatwane. Według mnie zbyt wiele niepotrzebnych wątków - trochę przerost formy nad treścią. Nie mniej autor świetnie buduje klimat.
Fabuła wciągająca i nietypowa, ale styl pisania i język po prostu tragiczny… Generyczne i nudne opisy, nieuzasadnione mieszanie narracji, tu w pierwszej osobie tam w trzeciej. Po przeczytaniu 3/4 można odnieść wrażenie, że to pierwsza napisana książka w życiu autora.
Ehh, takie 2,5 nawet. Ciekawa fabuła, kilka zaskakujących zwrotów akcji i to na tyle. Za dużo powtórzeń, ten wyboldowany "mrok" męczący, wiele błędów i literówek. Zakończenie nijakie. Myślę, że zabrakło tu dobrej korekty i redakcji.