Nawet potwór nie jest potworem we własnej historii.
Chokshi, jak ja ciebie...
W ostatniej części Kronik Pandawów Aru, Mini i Brynne... przeżywają kryzys. Przez lata przygotowywały się na ostateczną bitwę o nektar nieśmiertelności, a dopiero co przeżyły brutalną zdradę w ich szeregach i do tego muszą teraz od nowa udowodnić, że zasługują na błogosławieństwo bogów i żeby w ogóle stawić się przeciwko wrogowi. Ta sytuacja zmusza dziewczyny, by poddały się refleksji: co czyni je bohaterkami?
Roshani Chokshi ma w sobie to, że w ostatnich częściach nie lubi się spieszyć. Czytelnika aż goni już na to pole ostatecznej bitwy, ale musi poczekać na swoje bohaterki i na moment, kiedy to one będą gotowe. Postacie Chokshi mają swoje cele i wiedzą, do czego dążą, i pokonują tę drogę ostrożnie, ale stanowczo. Każda z głównych bohaterek podczas tej serii zmagała się z pewną wątpliwością czy strachem i w tej części dostała czas, by się z tym konstruktywnie zmierzyć. A te sceny są poruszające, świetnie napisane i należą do najlepszych w całej serii. Muszę przyznać, że mi też pomogły, w zmierzeniu się z własnym niepokojem.
Roshani Chokshi ma w sobie to, że w ostatnich częściach nie lubi się spieszyć. Łatwo jest znaleźć podobieństwa między serią o Aru Shah a uniwersum Percy'ego Jacksona autorstwa Ricka Riordana, w końcu to pod opieką wujka Ricka Roshani wystartowała ze swoją opowieścią o Pandawach. Jednak dla Chokshi to coś więcej; ona wychowała się w tej religii i opowieściach, sama nazywa swoją serię listem miłosnym do swojej kultury, i tę miłość bardzo się wyczuwa. To ostatnia, przynajmniej na jakiś czas, szansa, by pokazać czytelnikowi swój ukochany magiczny świat, więc autorka docenia swój czas, wykorzystuje go i pokazuje nam swoje ulubione miejsca i przedstawia, nawet mniej znane, intrygujące ją mity. Dzieli się z nami tym wszystkim i zabiera na piękny, pożegnalny spacer.
Kroniki Pandawów to dla mnie idealna seria dla młodszych czytelników. Otwiera ich na całkowicie nową kulturę i uczy akceptacji wobec ludzi innych od siebie. Przedstawia im tak pozytywnych bohaterów a równocześnie różnorodnych, aby zawsze mogli odnaleźć postać, z którą będą mogli się utożsamić. Do tradycji męskich bohaterów wprowadza twist i główną rólę przejmują małe dziewczynki, i dają czadu. Jest małą kapsułą czasu ze wszystkimi współczesnymi odniesieniami. Stanowi idealną całość i w ostatniej części wspaniale widać, jak te wszystkie doświadczenia bohaterek łączą się w jedną spójną historię. Sprawia wrażenie prostej opowieści z gatunku literatury dziecięcej, a to naprawdę ważna i złożona historię o postrzeganiu dobra i zła, rodzinie, poczuciu winy i przede wszystkim przebaczeniu. Dostarcza odpowiednich emocji; w pewnym momencie musiałam się zatrzymać i zaniemówiłam. Pod koniec mocno się popłakałam. No i, na co zawsze będę zwracać uwagę, Roshani napisała jednego z moich ulubionych fikcyjnych antagonistów oraz tak samo świetną relację między nim a głównym protagonistą. Gratulacje, Chokshi.
Czy mogę się do czegoś doczepić? Może do tempa powieści, ale to też, jak powiedziałam, pewna cecha stylu Roshani i również w pewnym sensie to doceniam. Czuję też niedosyt, ale zdaję sobie sprawę z tego, że... ta seria nie była kierowana ku mojej grupie wiekowej i wiadomo, że poprowadziła ją w odpowiedni dla swojego targetu sposób, i tak ją skończyła. Co nie oznacza, że zakończenie jest złe, ono jest najlepsze, tylko chciałabym posiedzieć w tych wątkach dłużej. Jednak teraz podejrzewam, że po prostu bardzo nie chcę żegnać się z tymi bohaterami i to ten żal ściska mi serce.
Naprawdę. Naprawdę uważam, że Roshani napisała najlepsze zakończenie do tej historii. Jest wspaniałe.
Czasami czułam przy tej historii złość, właśnie z przyczyny przed chwilą podanej, a równocześnie czułam, jak rumienią mi się policzki, bo czułam, że tak, to jest to. Dokładnie to, czego chciałam i potrzebowałam.
Roshani Chokshi udowadnia, jaką ogromną wartość stanowi dla współczesnych czytelników.
Powiedziałam, że seria o Aru Shah nie była kierowana ku mojej grupie wiekowej, i to prawda, co nie oznacza, że czytelnicy powyżej 15 roku życia nie będą się tymi książkami tak na serio cieszyć. Ba, mam wrażenie, że może bardzo dużo im dać. No ej, w końcu samej mi stuknęły 24 lata. Gorąco polecam, wam wszystkim.
Bardzo miło było was poznać, Pandawowie. Dziękuję za to, co razem przeszliśmy, i mam nadzieję, że jeszcze kiedyś znowu się zobaczymy.
Kochanie ludzi to straszna rzecz - powiedziała Sheela. - Nikki mówi, że to jak spacer tuż nad przepaścią.
PS. Not gonna lie, bawi mnie to, że nie dość, że Śpiący i Prentiss mogliby chodzić do tej samej grupy wsparcia, to jeszcze w tej części i "Monsters of Men" znalazłam podobne moim zdaniem sceny, które wzbudziły we mnie te same emocje. Aru Shah i Chaos Walking, supreme serie.