Amitiel czuje się przytłoczony decyzją ojca o wyjeździe, tym bardziej, że wszystko wskazuje na to, iż jego życie wkrótce diametralnie się zmieni. Młody elf udaje się więc do lasu, by szukać odpowiedzi na swe wątpliwości u bóstwa, lecz zrządzenie losu sprawia, że trafia pod opiekę makabrycznej istoty.
Tak jak poprzednie książki Silencio przez większą część fabuły po prostu przypominało mi to jakiś dziwny, śmieszny fanfik. Przyznam że Rashka jest uroczy ale w połaczeniu z jego naiwnym zachowaniem sprawia że nieliczne, na szczęście, sceny romantyczne były bardzo niekomfortowe (jedyne porównanie jakie przyszło mi do głowy to jakby zrobić sceny romantyczne z Harrym Potterem i Zgredkiem. Po prostu nie!)
Zakończenie strasznie mi się nie podobało. Na ostatnich trzech stronach Silencio całkowicie skreśla wizerunek bohaterów który stworzył przez ponad 100 poprzednich. I może po prostu przez inne książki już jestem uczulona na motyw cofania się w czasie, pętli czasowej i tak dalej ale tu jest to zrobione wybitnie nieporadnie i dodaje tyle niedopowiedzeń, nierozwiązanych wątków i błędów że nawet nie chce mi się nad tym zastanawiac dłużej
Poza tym błagam zmień ktoś ta okładke!
This entire review has been hidden because of spoilers.