Jeśli chcesz przekazać komuś przesyłkę i zrobić to tak, by nikt się o tym nie dowiedział, jest tylko jedna osoba, do której możesz się zgłosić – Iva Schlitz. Zawsze dotrzymuje terminów i zapewnia pełną dyskrecję. Iva do niedawna grała bezpiecznie. Problem w tym, że bardzo potrzebuje pieniędzy. Wie, że w Hausenbergu istnieje pewna droga na skróty – wystarczy, że zacznie brać zlecenia od miejscowej bandyterki. Takie, po których ciężka robi się nie tylko kieszeń, ale też sumienie.
W ten sposób Iva trafia do świata nocy, pełnego szulerów, złodziei, klik i Rekinów. Jest to miejsce, które bardzo trudno opuścić, zwłaszcza kiedy twoim przewodnikiem jest Tadeus Voldt, złotoręki kasiarz, potrafiący otworzyć każdy sejf. Voldt właśnie wyszedł z więzienia i ma na oku pewien bank. Żeby plan Tadeusa się powiódł, kasiarz potrzebuje pomocy Ivy. Dziewczyna wydaje się nie mieć nic do stracenia… Ale czy na pewno?
Fantastyka gangsterska w najlepszym wydaniu! Łotrzykowska opowieść o mieście szulerów zapoczątkowana przez Wszyscy patrzyli, nikt nie widział, doczekała się nowej niezależnej historii, w której gra się wyłącznie o wysokie stawki. Sprawdzasz?
Chciałem przeczytać książkę w typie heist movie, a więc o napadzie i związanymi z nimi przygotowaniami i to dostałem. Pod tym względem najnowsza powieść Tomasza Marchewki mnie nie zawiodła. Za każdym razem, gdy czytam tego typu powieść lub oglądam film, jestem zafascynowany całym procesem przygotowania skoku, jego przebiegu oraz skutków jaki niesie dla bohaterów. Nie inaczej było także tym razem. Autor z pewnością potrafi dobrze pisać, dlatego momentami książka mnie wciągała. Niestety nie było tak przez cały czas. Uważam, że powieść jest mocno chaotyczna. Tak jak często mogę narzekać, że książka jest sztucznie rozwleczona, tak Ostatnia sztuka wydaje się jakby mocno pocięta. Przydałoby się jej więcej stron lub skupienie ściśle na jednym wątku. Wrzucanie co chwile nazwisk kolejnych legend miasta i ich historii męczy. Kiedy fabuła podąża ściśle za głównymi bohaterami jest dużo ciekawsza i przejrzysta. Każda z postaci ma swoją dominującą cechę i według niej postępuje. Dlatego do końca ich zachowanie pozostaje wiarygodne. Natomiast kiedy pojawią się urywki z historii miasta, zaczynałem tracić uwagę.
Główny zarzut jaki mogę mieć do powieści to oprócz jej chaotyczności, także przedstawianie jej jako fantastyki. Naprawdę w Ostatniej sztuce jest jej niewiele. Nie zamierzam absolutnie nic radzić autorowi z pozycji osoby, która nigdy nic nie napisała. Po prostu jako wieloletniemu czytelnikowi wydaje mi się, że jeśli historia zostałaby osadzona w realnym świecie, na przykład początku XX wieku, zyskałaby na wiarygodności i atrakcyjności. Jako wieloletniemu fanowi fantasy, przedstawienie fikcyjnego miasta oraz zaznaczenie stosowania alchemii to za mało, by reklamować powieść jako fantastykę gangsterską. Bardziej traktuję to jako uniknięcie konieczności researchu i stworzenia fabuły w ramach realnej historii. Oczywiście to moje zdanie i może nie mieć nic wspólnego z prawdą i intencjami autora.
W Ostatniej sztuce czuć duży potencjał. Zwyczajnie moim zdaniem brakuje tu jeszcze pomysłu na dopracowaną fabułę. Same postaci mają głębię i nie wydają się jednowymiarowe. Książka miała swoje momenty, jednak nie umiałem wczuć się w nią od początku do końca. Siadałem do niej kilkukrotnie i lektura zajęła mi trochę czasu. Mimo, że powieść nie jest opasła. Polecam, aczkolwiek z pewnymi zastrzeżeniami. Z chęcią przeczytam kolejną powieść autora. Mam nadzieję, że dalej będzie się rozwijał i następna historia będzie jeszcze lepsza.
Przyznam, że niezwykle przyjemnie było wrócić na ulice Hausenburga, zobaczyć, jak to miasto szuj i kanalii zmieniło się pod dłutem czasu. Równie miło było zobaczyć silną babkę jako główną bohaterkę, Iva I love you so much.
Jak cała książka była idealnie satysfakcjonująca, tak to zakończenie absolutnie nie dało ulecieć napięciu. Cały czas we mnie buzuje. Liczę, że to furtka do kolejnej instalacji książkowej, a nie po prostu robota by sfrustrować czytalnika, bo inaczej się wtedy policzymy, panie Marchewka.
W „Ostatniej Sztuce Tadeusa Voldta” czytelnik wkracza w niebezpieczny świat szulerów, kasiarzy i płatnych zabójców. Tadeus siedzi w nim całe swoje życie, ale Iva jest nowicjuszką. Czy poradzi sobie ze swoją pierwszą sztuką? Tego dowiesz się, wchodząc w mroczne ulice Hausenberga. Dawno nie czytałam książki, która byłaby aż tak wyrazista. Tomasz Marchewka wykreował świat tak ostry i wyraźny, że czytając, przed oczami ma się obrazy jak z filmu, co jest naprawdę niesamowite i wymaga ogromnej wyobraźni. „Ostatnia Sztuka Tadeusa Voldta” to opowieść brutalna, w której liczy się jedno - przetrwanie. Ale jest to też historia o przyjaźni, zaufaniu, zdradzie i wyrzeczeniach, która wciąga i nie wypuszcza aż do ostatniej strony. Bohaterowie są fantastycznie skonstruowani, mają świetne historie, które pomagają zrozumieć ich pobudki. Ich losy pięknie się ze sobą splatają, ale też muszę przyznać, że dawno się tak nie denerwowałam na jedną z postaci. Książka Tomasza Marchewki bardzo mi się podobała, faktycznie jest to fantastyka gangsterska w najlepszym wydaniu. Bardzo polecam, jeśli ktoś lubi takie klimaty. Mój jedyny problem to to, że mam niedosyt!
Ostatnia sztuka Tadeusa Voldta jest jak dobrze skrojony garnitur, pełna klasa i brak niepotrzebnych udziwnień. Literacko jest o wiele lepiej niż w pierwszym tomie i pomimo tego, że nasi starzy bohaterowie są już innymi ludźmi (bo pomiędzy obiema historiami minęło osiem lat, a oni sami grają tym razem z drugiego planu) to nie mamy problemu aby ich rozpoznać i co ważniejsze zaufać, że to na pewno oni. Odchodząc jednak od dawnych sentymentów, poznajemy kolejne ciemne strony Hausenberga oraz nowych bohaterów. Idziemy przez historię razem z trójką zupełnie różnych ludzi. Dwójką całkiem normalnych jak na to miasto "dzieciaków", którzy uparcie walczą o siebie i swoje lepsze jutro oraz z tytułowym Tadeusem - człowiekiem, który poniekąd w opozycji do Ivy i Nomy dawno temu wybrał już swoją drogę. Wszyscy bohaterowie są różnorodni, posiadają własne charaktery, rytuały, cele i motywację, wypełniają życiem to miasto i nadają mu wielu barw. Fabuła jest wciągająca a co ważne układa się w logiczną całość. W raz z bohaterami potrafimy dopasować odpowiednie puzzle dzięki czemu stajemy się również aktywnymi uczestnikami wydarzeń. Z fantastyką gangsterską w ogóle mi nie po drodze ale ta książka to totalny strzał w dziesiątkę, polecam!
Początek i pomysł po przeczytaniu całej książki składa się w całość lecz ilość legend i innych ukrytych postaci przerosła książkę przez co pewne wątki jak i zakończenie jakby zamykane na szybko
Zamiast szelestu kartek podczas przewracania stron, słyszymy dźwięki różnych mechanizmów czy metalu tartego o metal pochodzącego z właśnie rozkładanego ukradzionego zegarka, który jest jeszcze ciepły od ciała dawnego właściciela. W każdym akapicie czuć ten niesamowity, wiktoriański, łotrzykowski, gangsterski klimat, który wręcz emanuje z książki i wzrasta ze strony na stronę. Nie da się go nie lubić!
Główną bohaterką jest silna kobieta, której samej przyszło żyć i zarabiać na siebie w świecie zdominowanym przez mężczyzn. Jej determinacja, żeby przetrwać, nie trafić na ulicę oraz profesjonalizm w pracy zachwyca. Im jesteśmy dalej, tym bardziej Iva z powodu naglącej potrzeby zdobycia pieniędzy skręca w szemrany światek. Nie spada wbrew pozorom opinia czytelnika o niej, bardzo szybko przywiązujemy się do głównej bohaterki i coraz bardziej kibicujemy. Przy tej jej niesamowitości jest ludzka i w jakiś sposób niezwykle bliska. Popełnia błędy, uczy się na nic, nie wszystko jej się udaje- to chyba najbardziej zachwyca mnie w Ivie. Gorąco polecam Wam „Ostatnią sztukę Tadeusa Voldta”. Masa zwrotów akcji, cudownie wykreowany świat, jeszcze lepiej bohaterowie. W pewnym momencie musiałem aż stopniować emocje! To była niesamowita przygoda.
Wracamy do Hausenberga, aby po raz kolejny wkroczyć w świat pełen mroku, intryg i szemranych interesów. Mimo, że tym razem spotkamy nowych bohaterów, starzy nie dadzą o sobie zapomnieć. Autor od razu wciąga czytelnika w sprawy półświatka, od których trudno się oderwać i wrócić do rzeczywistości. Historia bandziorów, szulerów potrafi wciągnąć na tyle, że całą historię połyka się jednym tchem. Nowa powieść Marchewki ma wszystko to, za co pokochaliśmy jego debiut – gangsterski klimat, intrygujące postaci, z którymi chciałoby się przeżyć niejedną przygodę, a poza tym fabułę pełną akcji. Nie zapominajmy, że Hausenberg to również stolica hazardu, który i tym razem w historii odegra niemałą rolę. Opowieść rozgrywa się w osiem lat po pierwszej części, więc pewne zmiany były nieuniknione. Czy jednak trafiamy do starego, dobrze znanego Hausenberga? O tym sami musicie się przekonać sięgając po najnowszą książkę Tomasza Marchewki.
Wracamy do Hausenberga, aby po raz kolejny wkroczyć w świat pełen mroku, intryg i szemranych interesów. Mimo, że tym razem spotkamy nowych bohaterów, starzy nie dadzą o sobie zapomnieć. Autor od razu wciąga czytelnika w sprawy półświatka, od których trudno się oderwać i wrócić do rzeczywistości. Historia bandziorów, szulerów potrafi wciągnąć na tyle, że całą historię połyka się jednym tchem. Nowa powieść Marchewki ma wszystko to, za co pokochaliśmy jego debiut – gangsterski klimat, intrygujące postaci, z którymi chciałoby się przeżyć niejedną przygodę, a poza tym fabułę pełną akcji. Nie zapominajmy, że Hausenberg to również stolica hazardu, który i tym razem w historii odegra niemałą rolę. Opowieść rozgrywa się w osiem lat po pierwszej części, więc pewne zmiany były nieuniknione. Czy jednak trafiamy do starego, dobrze znanego Hausenberga? O tym sami musicie się przekonać sięgając po najnowszą książkę Tomasza Marchewki.
This entire review has been hidden because of spoilers.
ta część była gorsza od pierwszej, co nie znaczy, że mi się nie podobała.minusem obu książek jest grubość, przez to, że są krótkie, czuje niedosyt i wiem że mogłyby być lepiej i bardziej szczegółowo opisane. przepaść czasowa pomiędzy obiema częściami stanowi prawie 10 lat, więc każdy wie jak wygląda sytuacja kiedy mamy taki odstęp czasowy pomiędzy wydarzeniami. książka "Ostania sztuka Tadeusa Voldta" była tak naprawdę opisem jego osoby, może nie do końca skupione na jego życiorysie, ale na tytułowej ostatniej sztuce.chętnie poczytałabym więcej jego retrospekcji, bo tu właśnie mamy kolejny minus książki- wszystko było bardzo chaotyczne. nie do końca wiedzieliśmy co, kto gdzie i jak, a sama główna akcja tej książki- jaką był skok, był dosłownie opisany na 5 stron, ale jak wspomniałam ta powieść miała być o samym Tadeusie, przynajmniej ja to tak odczułam.bohaterowie z pierwszej części powracają, i to z przytupem pełniąc ważne role, kluczowe dla fabuły. sama końcówka bardzo szybka, ale przy tym bardzo dosadna.książkę czytało się na dwa razy, z przyjemnością powróciłam do brudnego Hausenbergu i jestem otwarta na kontynuację serii.
Książka nielepsza od poprzedniej, ale wciąż dobra. Uwielbiam styl Tomasza Marchewki i to jak jego powieści są filmowe, choć uważam, że za krótkie. Najbardziej z tego wszystkiego podobało mi się to, że w historii możemy odnaleźć postacie, które pojawiały się poprzednio. Poznajemy ich losy po wydarzeniach z pierwszej części i zmieniamy perspektywę patrzenia na nich. Kiedyś główni bohaterowie, za którymi oczywiście trzymamy i chcemy żeby im się udało, w tej powieści bywają naszymi wrogami. I to jest wspaniałe. Natomiast zakończenie absolutnie mnie zawiodło. Uważam je za mało satysfakcjonujące, niestety. Liczyłam na coś więcej.
,,Nazywam się Tadeus Voldt i wczoraj w nocy okradłem ten bank".
Nie mam zielonego pojęcia co o niej powiedzieć. Już sama koncepcja jest bardzo nie w moim guście, a taki niemal filmowy klimat wcale nie poprawił tej skomplikowanej relacji. Ogólnie styl autora nasuwa mi na myśl formy wizualne. Przeskoki między perspektywami o wiele bardziej pasowałyby np. do serialu. Oczywiście można zastosować dwie narracje w powieści i zrobić to dobrze – jest to nawet dosyć popularny zabieg – ale tutaj nadawał on chaosu. Nie potrafiłam zżyć się z żadną z postaci, właściwie to od połowy ich losy mnie już w ogóle nie interesowały i zamiast płynąć, bardziej topiłam się w tej książce.
Fantastyka gangsterska - no kurczę, to mi wystarczyło, żeby chcieć mocno sprawdzić co kryje się pod tym pojęciem i się nie zawiodłam. Świetna opowieść o bohaterce, takiej jak każdy człowiek potrzebujący pieniędzy i jak niektórzy, wpadający przez to w kłopoty. Brnie się przez nią ekstremalnie szybko i ciężko się od niej oderwać. Nawet jeśli ktoś nie przepada za tego typu opowieściami, to myślę, że może się zdziwić i to pozytywnie, jak genialnie autor skonstruował fabułę.
Mocno mieszane uczucia. Z jednej strony ciekawy, dobrze zarysowany świat i bohaterowie, z drugiej- brak spójnej fabuły. Trzymam kciuki za Autora, potencjał jest spory, teraz tylko byle warsztat podgonił.
Uwielbiam ten świat, gdzie nie zawsze liczy się siła i pozycja, tylko spryt oraz uwaga. Tu można na zawsze zostać kimś lub w ułamku sekunduje stać się nikim.