hej jestem kasia. miło mi cię gościć w moich skromnych progach. moje książki "start a fire. runda pierwsza" oraz „start a fire. runda druga" są już dostępne w wielu księgarniach. mam na profilu kilka opowiadań. może coś cię zainteresuje :)
rycze. nie odzywajcie się do mnie teraz. ja pierdole. czytam to kolejny raz i za każdym boli coraz mocniej. już nigdy nie przestanie boleć. tak cholernie dziękuję Kasi. kocham hell nad życie i nic nigdy tego nie zmieni.
najlepsza książka w całym moim życiu. tak strasznie kocham że to aż boli
Cała trylogia hell,chociaż poznałam ją niedawno,bardzo wpłynęła na mnie,jak i na mój światopogląd. Będzie to niezwykle ważna dla mnie seria z wielu powodów. W tym całym bólu,znalazłam ten fragment szczęścia. Utożsamiam się z wieloma bohaterami. Bardzo obchodził mnie ich los. Życzyłam im jak najlepiej,bo byli dla mnie niezwykle ważni. Byli,są i będą,bo wątpię,żebym tak szybko o nich zapomniała. Ta cześć była najmniej „hellowska”. Mam na myśli,że ich relacja wskoczyła na dojrzalsze i zdrowsze tory,niestety kosztem klimatu typowo wakacyjnych powieści. Na przestrzeni tych trzech tomów dojrzewaliśmy z bohaterami,ich relacjami,problemami,z nimi. Z przyjemnych książek,przeszliśmy przez bardzo ciężkie tematy. Ostatnie cztery rozdziały,były wspaniałe. Były przesłodkie (Nate w 26,27,28,29,30 eth>>) i po prostu piękne. Ta część była też najbardziej zagmatwana i tajemnicza. Było dużo niewyjaśnionych spraw,które koniec końców w większości zostały dobrze rozwiązane. Rozdział 30 i epilog,czyli coś,co doszczętnie podzieliło czytelników. Moim zdaniem rozdział 30 był dobry,zwłaszcza,gdy czytałam go po live Kasi,gdzie wyjaśniła wszystkie wątki i zrozumiałam jej decyzję w 101%. Chociaż myślę,że i bez live’a bym to zrozumiała,albo chociażby spróbowała to uszanować. Epilog był po prostu piękny. Był idealną klamrą,która domknęła tą sześcioletnią przygodę,która-nie ukrywajmy-nie mogła skończyć się ślicznymi brzdącami,biegającymi po podwórku pod czujnym okiem Nate’a i Victorii. Zakończenie było adekwatne do całej serii. Uważam,że było piękne,uderzające i pasujące do nich. Było ICH. Rozumiem,że wielu osobom mogło się nie spodobać,bo jak wiemy-ile czytelników,tyle opinii,jednak dla mnie było odpowiednie. Autorka też napisała to w taki sposób,w jaki chciała to zrobić. A to chyba nie my,a ona powinna być z tego zadowolona. VENI,VIDI,VICI. Każde zakończenie skończyło się dla nas bombą emocjonalną. To także. Napewno ich historia zostanie w naszych sercach i głowach na długo. Chciałabym gorąco pogratulować autorce. Jej samozaparcia do pisania,pomysłu i sposobu prowadzenia książki. Pogratulować tego,że mimo wielu przeszkód udało jej się zakończyć tą serię. I ogromnie podziękować za książki,które zostaną ze mną na bardzo długo. Po skończeniu tej książki czuję się tak dziwnie pusto. Będzie mi brakować tych bohaterów,których los obchodził mnie tak bardzo,jakby byli prawdziwymi osobami z mojego otoczenia.
[06.05.2023] Skończyłam Trylogie Hell. "Extinguish The Heat" to ostatnia część z trylogii. Choć tak naprawdę każda z tych części była trochę inna ta wygrała wszystko.
Zaczynając te część byłam wybita mocno z równowagi mimo że znałam parę faktów. Nagle zamiast mieć vibe BTH mam tu jakąś historie kurde mafia. Mimo że znałam zakończenie. Nie spodziewałam się. Rozdziały gdy Victoria była w Maine (nadal nie wiem jak to przeczytać) może pierwszy był fajny ale potem jakoś mi się to nie podobało na początku z tym projektantem i ta kiecką ślubną. Potem ten list. Wyjazd... Ogólnie rola Erica że z nimi był.
Vincent i cała ta sprawa. To było powalone porządnie. I to jak Victorii udało się to załatwić jak kurde tyle ludzi tam przyjechało a tam naprawdę odpowiedź dostali tylko Vic i Theo. Ale no dobra. To jak poszli do tego Vicenta jak tam gadał też ciężko mi się to czytało było to rozciągnięte na parę rozdziałów. Potem było już tylko lepiej.
Jakby te mafijnie sprawy trochę nie wyszły ale pewnie w papierze to będzie poprawione (mam nadzieję) a ta cała akcja z biologiczna matka Vi i ich Ojcem biologiczny i to kurde jakie zebranie zrobiło się we Włoszech. To było zdecydowanie jedna z tych rzeczy niczym ten hotel w drugiej rundzie. Że no... Ta Severine (nie wiem czy dobrze pisze no Serweta po prostu XD) była tu tylko po to by podnieść ciśnienie czytelnikowi? Była tylko na początku i na chwilę tak naprawdę była chyba serio fp irytacji.
Najbardziej to chyba podobała mi się końcówka nie dosłowna ale te rozdziały bardziej z drugiej połowy ETH. Na plus idzie że te zniszczenie sie nawzajem serio się robiło wykonało się oboje się zniszczyli złamali. Tp jak w końcu Vic zaczęła rozmawiać normalne z resztą jak kurde zaczęło być jak dawniej... Tęskniłam za tym bo te początki to jak się dowiedziałam ze z każdym prawie straciła kontakt etc. Chciała się odciąć od Sheya okej ale KURDE NIE MUSIAŁAŚ ODCINAĆ SIĘ OD MII! Z Chrisem miała minimalny kontakt a z nią? Odcięcie się by pomogło gdyby powiedziała wszystko terapeutce etc i w ogóle. Ale no wiadomo nie tak miało to się skończyć.
Luke, on jest zaczepisty i taki kochany to jak on musiał przeżyć załamanie Mii i Nathaniela ile razy pomagał Sheyowi i w ogóle. Myślę że każdy a tym bardziej on miał prawo by wątpić w Victorię. Oni byli tylko ludźmi. A on serio to mocno od żałował a potem stracił Sheya i Victorię... :c
Znałam parę spolierów w tym z Scottem i pistoletem. To tylko mi okazało że spolier mogą być mylne. Ja w wyobraźni miał że tam cała mafia się zjechała i on był z nimi z glockiem. A w sumie on znalazł Sheya i Vic i ona kazała mu podać broń która leżała. Więc nie rozumiem hejtu na Scotta. Nie mówię że samobójstwo to dobra decyzja ale jak w fantasy nie macie problemu jak ktoś dobija umierającego kolegę to się zastanówcie bo to podobna sytuacja. Możliwe że ona tak czy siak by to uczyniła. Bo jak on mówił że nie wyobraża sobie życia bez niej ona miała to samo. Nie dziwię ze się załamała mieli zamieszkać razem miały być oświadczyny etcetera a tu jej chłopa zabijają.
Choć to było dziwnie rozegrane bo sorry mają niebezpieczeństwo CZEMU NIKT NIE ZABEZPIECZYŁ SIĘ W BROŃ? Te "pożegnania" jakby kurde wyczuli nute śmierci? A mimo to lubię ten rozdział myślę że sam pomysł na zakończenie był dobry. Nie każda historia ma dobre zakończenie.
Epilog zdziwił mnie. 50lat później bo Shey powiedział że może nawet 50lat czekać? Może to dlatego ale według mnie to trochę za dużo mimo że to że mają już wnuki mają walone siedemdziesiąt parę lat. Zagięło mnie te połączenia i w ogóle to to co lubię.
Nie rozumiem czemu Vic przynajmniej nie próbowała zadzwonić po pogotowie tym bardziej że mówiła że zadzwoni rozumiem stres nerwy ale i tak...
Cieszę się że sięgnęłam są ta Trylogie choć nadal mam parę zastanowień więc że czeka mnie jeszcze zmiana narracji i ETH w papierze. Nadal jednak mam pytanie czy jednak Natoria przestała być toksyczna bo wiadomo że na początku była wtedy w to nie wątpiłam. Może jak przeczytam wszystko będę znać wnioski. Nie wiem. Ciekawe jak autorka uważa.
Na razie gwiazdek nie daje
This entire review has been hidden because of spoilers.
nie wiem czy mogę to zaliczyć jako książkę na gr ale mam bardzo mieszane uczucia co do końca trylogii. Mam wrażenie, że mimo opóźnień i ciągłego oczekiwania czytelników to wszystko było takie pośpieszone i można było to rozegrać lepiej ze strony pizgacz ale myśle ze presja ze strony mediów społecznościowych też swoje zrobiła. W ostatniej części wątek mafii i rodzinnych tajemnic padł. Wszystko wydało mi się zbyt zawiłe i nierealne albo po prostu bez szału. Jako że całą trylogię czytalam od kilku lat razem z nowymi rozdziałami to związałam się z historią i bohaterami, a czytając zakończenie nawet uroniłam kilka łez. Ogółem mam małą nadzieję, że Kasia poprawiając eth do wydania na papierze pozmienia kilka rzeczy i jeszcze raz przemyśli całą fabułe 3. części
Ja czekam na ciebie otworze ci drzwi... nie wiem jak wytrzymam do lipca na wersję papierową ale wiem że pierwotna wersja niszczyła serce więc papierowa wyżre mi duszę bo w końcu ,,piekło na nas czeka,,
piękna historia, lecz nie będę ukrywać że wolę zakończenie papierowe (ale wattpadowa wersja bardzo pasowała do całej serii), nigdy żadna historia nie zastąpi tej, hell ma zaszczytne miejsce w moim sercu❤️🩹
Cóż, to koniec. Dziwnie mi się to pisze z tą świadomością. Jest w sumie pare rzeczy, o które mogłabym się przyczepić np. ciągłe,, Ten pocałunek nie był...", ale nie jestem w stanie dać tej trylogii mniej niż 5⭐. Myślałam, że bardziej mną to ruszy choć i tak płakałam, ale myślę że to przez świadomość, że to koniec tej przygody i że wiedziałam jak to wszystko się skończy. Sięgnęłam po tą serię przez głupi edit na tik toku. Szczerze? Jestem cholernie wdzięczna że mi się on pojawił. Kiedy zaczynałam czytać Saf na wattpadzie i skończyłam na wattpadzie stwierdziłam że to gówniana historyjka nie warta żadnej uwagi. Skończyło się na scenie pełnej napięcia i... przeczytałam całe wattpadowe saf. A potem kupiłam rundę pierwszą. I drugą. i trzecią. I czwartą. I kupię ostatnie dwie rundy. Nie rozumiałam jak można było tak bardzo mówić o jakiejś książce, nie rozumiałam hype'u. Kiedy zaczęłam czytać wszystko się zmieniło. Uważam, że nie jest to typowo wattpadowa historyjka. Ma w sobie dużo takich elementów ale jest zdecydowanie czymś więcej. Pokazuje jak wygląda prawdziwa miłość pomimo wzlotów i upadków. Trylogia pokazuje również jak wygląda toksyczna relacja, którą główni bohaterowie mieli w saf (jeśli ktoś uważa że jest to całkiem normalne niech wie, że jest w ogromnym błędzie). Pokazuje też prawdziwą przyjaźń. Nigdy wcześniej nie miałam takiego uczucia. Kiedy czytałam tą książkę moje myśli cały czas skupiały się na niej nawet wtedy kiedy tego nie robiłam. Uważam, że nie powinno się tej trylogii dyskwalifikować tak jak ja zrobiłam to na początku. Jestem szczęśliwa, że dałam jej szansę. Mój światopogląd uległ zdecydowanej zmianie i nie wiem czy kiedyś wróci do poprzedniego stanu. Chciałabym też zwrócić uwagę na to jak bardzo wszystko jest ze sobą powiązane i że nic w tej książce nie bierze się z nikąd. Należy zwracać uwagę na każdy najmniejszy szczegół bo okazuje się, że zawsze te małe szczegóły nabierają później ogromnego sensu. Jest to jedną z najlepszych rzeczy w tej serii. Bajka o krzyku i ciszy to coś więcej niż tylko mdława historyjka miłosna. To historia o miłości, poświęceniu, rodzinie, przyjaźni i bycia ze sobą mimo przeciwności losu. Na zawsze zostanie w moim sercu.
Tutaj za wiele napisać nie mogę, bo czytałam tą książkę na raty przez długi czas publikacji. Pewnie za jakiś czas napisze coś więcej po przeczytaniu tego samego w papierze, bo teraz mam małe zaniki tego co tutaj się działo. Natomiast jestem świeżo po skończeniu tych ostatnich rozdziałów i powiem tyle - wylałam morze łez…
nikt tak bardzo nie zasługuje na szczęśliwe zakończenie jak oni... według mnie nie było wcale smutne ale popłakałam się na końcu tylko i wyłącznie dlatego że do końca mojej historii z tą serią pozostała jedna runda...