Był gliniarzem. I to dobrym gliniarzem. Jedynym jego błędem było zeznawanie przeciwko skorumpowanym wrocławskim lekarzom. Usunięty ze służby za przestępstwo, którego nie popełnił, dzisiaj bierze sprawy, z jakimi lepiej nie iść na policję. Jeśli masz kłopoty i nikt inny nie potrafi ci pomóc – możesz go wynająć. A przynajmniej spróbować.
W pierwszej części kryminalnego cyklu Beaty i Eugeniusza Dębskich zdesperowany biznesmen oferuje Winklerowi sporą nagrodę za zdobycie dowodów obciążających domniemanego mordercę jego żony. Problem w tym, że główny podejrzany wydaje się czysty... Gdy śledztwo utyka w martwym punkcie, z pomocą przychodzą nietypowi sojusznicy: niespełna osiemdziesięcioletnia fanka sudoku i mocnych trunków oraz specjalistka od trudnej młodzieży. Żadne z nich nie przypuszcza nawet, że trop prowadzi w stronę dużo straszniejszej zbrodni...
Dwudziesta trzecia to współczesny miejski kryminał pełen barwnie nakreślonych postaci i podszyty sardonicznym poczuciem humoru, do tego wznowiony w nowej odświeżonej wersji.
Kiepski kryminał. Ponieważ jednak jest ładnie, można by powiedzieć elegancko napisany oraz dobrze przeczytany, sprawdził się jako samochodowy audiobook.
Do byłego wrocławskiego policjanta, Tomasza Winklera, zwraca się biznesmen-wynalazca, Robert Szeremeta, z prośbą o wykrycie zabójcy żony, a w zasadzie o potwierdzenie swoich podejrzeń co do tożsamości sprawcy morderstwa. Oferuje wysokie honorarium, a ponadto morderca ma pochodzić ze środowiska, które doprowadziło do wyrzucenia Winklera z policji, Tomasz więc zlecenie przyjmuje. Dochodzenie prowadzi długo, skrupulatnie, inwigilując coraz to nowe środowiska, które są lub mogą być związane z wytypowanym przez Szeremetę mordercą. Odwiedza różne miejsca w okolicach Wrocławia, zahacza też o Wielkopolskę.
Akcja powoli, bez większych niespodzianek zmierza ku finałowi, a w domu Wnklera jej bystrym obserwatorem i złośliwym komentatorem jest babcia Roma, niewątpliwie najmocniejszy punkt powieści państwa Dębskich. Babcię Romę poznajemy zresztą nie tylko z okazji dochodzenia prowadzonego przez wnuka. Jej zachowanie i cięte słowne reakcje na wiele codziennych sytuacji to prawdziwy majstersztyk. Choć zatem bez większych emocji, ale przynajmniej miejscami słuchało mi się audiobooka z przyjemnością.
Tomasz Winkler to były policjant, niesłusznie wydalony ze służby. Do niego właśnie zgłasza się pewien biznesmen, z prośbą o pomoc w złapaniu zabójcy jego żony. Motywacja jest ogromna, wiec Winkler rozpoczyna prywatne dochodzenie.
Książka to wciągający kryminał, z ciekawą fabułą i dobrze nakreślonymi postaciami. Nie mogę nie wspomnieć o Romie. To seniorka z pazurem, nie sposób jej nie lubić. Z takim wsparciem wszystko musi się udać. Autorzy najwyraźniej są miłośnikami zwierząt, czego wynikiem jest książka "Siódmy koci żywot", którą już kiedyś polecałam. W serii z Winklerem mamy suczkę Kropkę, która w śledztwo co prawda się nie miesza, ale jest obecna w życiu głównej postaci.
Książkę czytało mi się bardzo dobrze, wkrótce sięgnę po kolejną część, z nadzieją ze spędzę z nią dobrze wolny czas.
Ciekawi was skąd tytuł "Dwudziesta trzecia", co oznacza? Ja już wiem i jeśli jeszcze nie znacie tej książki to serdecznie wam ją polecam.
Były glina, niesłusznie usunięty ze służby, zajmuje się sprawami, z którymi lepiej nie iść na policję. Pewnego dnia zgłasza się do niego człowiek, który proponuje mu niemałą sumę za znalezienie dowodów obciążających domniemanego mordercę jego żony.
Książkę przesłuchałam, audiobooka całkiem miło się słuchało. Sam powieść nie zrobiła na mnie jakiegoś specjalnie dużego wrażenia. Ot, po prostu poprawny kryminał, ale niestety jak wiele innych.
Ogromny plus za humor i za postać babci Romy - to były najjaśniejsze punkty tej historii.
Trudno mi nawet napisać coś więcej o „Dwudziestej trzeciej”, bo ani się przyczepić o co nie ma, ani pochwalić. Może po prostu przeczytajcie i sami oceńcie 😊
Sięgnąłem po nią po przeczytaniu "Zimnego tropu". Ciekawa, historia kryminalno-rodzinna. Pisana wartko, z humorem, ale nie jest to czarny humor znany z książek Chmielewskiej. Raczej humor, na jaki możemy napotkać w Internecie, określiłbym jako memy przeniesione na papier. Akcja wartka, w śledztwie trochę dużo sprzyjających przypadków, ale jako rozrywka może być (na dwa wieczory).
Kryminał taki sobie, raczej w stronę przeciętności, ale bardzo szczegółowe i bogato opisane sceny tortur były niepotrzebne i odrzucające od dalszej lektury. Do teraz nie rozumiem co miały na celu. Szokować? We mnie wzbudziły wyłącznie obawy o fetysze autorów i głęboki niesmak.