What do you think?
Rate this book


480 pages, Hardcover
First published May 19, 2021
"Jest ostatni dzień sierpnia 1939 roku, nazajutrz rozpoczyna się nowy rok szkolny.
Jeden z bohaterów tej książki wspominał: – Zamykam oczy i znów stoję w kuchni. Mam na sobie granatowe spodenki, marynarkę i kołnierzyk à la Słowacki wyłożony na wierzch, jest już 1 września. Nagle mama mówi: „Słuchaj, coś się dzieje w kraju, jest specjalny komunikat prezydenta o wojnie”. Zaraz po nim ktoś przemawia, że z uwagi na napaść Niemców początek roku szkolnego zostaje przełożony na czas po zwycięskim zakończeniu wojny.
To niepokojąca, filmowa scena. Szkoda, że nie mogła się wydarzyć.
1 września 1939 roku przypadał w piątek. Wojciech Świętosławski, minister wyznań religijnych i oświecenia publicznego, z wyprzedzeniem zarządził, że rok szkolny rozpocznie się w poniedziałek, 4 września. (…)
Jednak jeszcze pod koniec sierpnia „Kurier Warszawski” na siódmej stronie informował czytelników: „Ministerium W. R. i O. P. zawiadamia, że data rozpoczęcia roku szkolnego [...] ulega odroczeniu na kilka dni i będzie ustalona osobnym zarządzeniem”.
Rok szkolny 1939/1940 miał się nie zacząć już nigdy. Wybuchła wojna. Mimo to w zbiorowej pamięci Polaków obraz dzieci, którym Hitler właśnie tego dnia pokrzyżował plany, jest niezwykle wyraźny. Istnieją dziesiątki spisanych wspomnień i setki artykułów, w których świadkowie potwierdzają niemożliwe. Dlaczego? Kłamią? Zatajają prawdę? Czy zmyślają, nie mając świadomości, że to robią? Czy mam prawo im to powiedzieć? Ponad osiemdziesiąt lat później wytknąć, że się mylą?
To prawda uniwersalna, dotyczy każdego z moich bohaterów i nas samych – nasza historia zmienia się za każdym razem, gdy ją opowiadamy. Fakty są jedynie szkieletem, na który nawlekamy własne wersje zdarzeń."
(pdf.str. 7-8)
"– Kogo pan zobaczył wtedy w odbiciu? Żyda czy Niemca? – pytam Michaela Wiecka pewnego zimowego popołudnia 2019 roku.
– Nie sądzę, żebym umiał wówczas oddzielić moją niemieckość od żydowskości – odpowiada i głaszcze po łbie dużego berneńczyka.
– A teraz kim pan jest?
– Zawsze mówię, że Żydem.
– Przecież jesteś Niemcem – mówi jego żona Miriam.
– Oczywiście – Michael drapie psa za uchem. – Ale kiedy sam sobie stawiam to pytanie, za każdym razem odpowiadam, że Żydem. Zaraz jednak zastanawiam się, jaka jest naprawdę różnica między Niemcem a Żydem. I dochodzę do wniosku, że nikogo to nie obchodzi."
(pdf.str. 351-352)
"Nie umiałem poradzić sobie z tym, że należę jednocześnie do narodu sprawców i ofiar."
(pdf.str. 376)