Nazywam się Danny Moon i chwilowo jestem uziemiony na Saharze. Moi rodzice dostali tu pracę, więc siłą rzeczy przywlekli mnie ze sobą do tego piekła – i nie mówię wyłącznie o temperaturze. Wyobrażacie sobie, że na pustyni nie ma zasięgu?!
Na (nie)szczęście rodzice zauważyli, że nienawidzę Sahary. Postanowili zrobić dla mnie coś „miłego” i zafundowali mi letni obóz w stanie Nowy Jork, gdzie razem z bandą małolatów będę bawił się w berka i wypełniał kolorowanki. Ja nie mogę, serio?
Jedyny sposób, aby uczynić obóz fajnym, to ściągnąć tam moją dziewczynę, odnaleźć jakiegoś ducha i zrobić rozróbę stulecia. Tak, to brzmi świetnie! Zacznijmy więc odliczanie: łamanie wszystkich zasad obozowego regulaminu rozpocznie się za 3… 2… 1…
Polska podróżniczka, tancerka i autorka książek fantastycznych dla dzieci i młodzieży. Prowadzi trzy kanały na Youtube. Jako pisarka zadebiutowała powieścią Wyspa X w 2015, którą wydała metodą samopublikowania. W maju 2018 ukazała się jej kolejna książka pt. Banda niematerialnych szaleńców, wydana nakładem Wydawnictwa SQN, a w październiku 2019 premierę miała kontynuacja Wyspy X pt. Na tropie magii.
3,5 Bardzo przyjemna, lekka książka😻 Powiedziałabym, że jest ona idealna dla młodszych czytelników jednak zdecydowanie potrzebowałam takiej opowieści, żeby odpocząć i nie stresować się ciężką książką. Ciekawa historia i świetny styl pisania autorki naprawdę mnie wciągnęły. Przyznam się oczywiście, że nie czytałam nigdy innej książki Marii a ta była tomem drugim XD Od razu uprzedzam, że bez problemu można było ją zrozumieć i z chęcią niedługo sięgnę po 1 tom 👩❤️💋👩
Zaczęłam czytać ten tom bez znajomości poprzedniej historii i przyznam szczerze, że niewiele straciłam. Może nie wiem skąd znają się bohaterowie ani skąd w ogóle te duchy ale reszta wiadomości z poprzedniego tomu nie jest potrzebna przy lekturze tego. Pomijając klimat duchów i pewnych wątpliwości sytuacji (np. dziecko samotnie podróżujące samolotem) to książka jest dość realistyczna. Podoba mi sie miejsce akcji jakim jest obóz wakacyjny. Czuje się ten klimat wycieczek, nowych przyjaźni i przygód. Prolog jest już na tyle obiecujący, że czytelnik chce od razu wiedzieć co będzie dalej i co z tego wyniknie. Chociaż bohaterowie to dzieci i dużo rzeczy uchodzi im na sucho to jednak autorka na końcu potrafi zaskoczyć. Trochę denerwowało mnie to, że tak wszyscy bez problemu wykonywali polecenia Miry. Jakby sami za siebie nie mogli podejmować decyzji. W sumie to nie mam nic do zarzucenia tej książce. Lekka wakacyjna historia pełna przygód dla młodzieży. Myślę, że nie jeden młodzieniec będzie się super bawił przy tej pozycji.
Banda szalonych obozowiczów to drugi tom cyklu o Dannym Moonie - specyficznym chłopcu, który kocha czekoladę, Monopoly i... widzi duchy. Tym razem rodzice uraczają go wyjazdem na obóz do stanu Nowy Jork. Chłopak nie jest zachwycony, przynajmniej do czasu gdy okazuje się, że Dobromira - jego tysiącletnia (i do niedawna będąca duchem) dziewczyna - postanawia pojechać z nim.
Zacznę od tego, że zdaję sobie sprawę, że nie jestem grupą docelową tej książki, ale mimo wszystko miałam wobec niej pewne oczekiwania wywodzące się z wrażeń po pierwszym tomie. Przede wszystkim miałam nadzieję, że pojawią się duchy. Duch był, jeden. Pojawił się około dwusetnej strony. Więc co działo się wcześniej? Emm... W sumie to NIC. Ot, obozowe życie i to niestety nawet nie najciekawiej opisane. Wniosek nasuwa się więc sam - książka jest dość nudna i dopiero na przestrzeni ostatnich kilkudziesięciu stron zdołałam w miarę wkręcić się w historię. Trochę późno.
Druga sprawa to problem, którego nie doświadczyłam w pierwszym tomie. Zupełnie nie wiem, dla jakiej grupy odbiorców ma być ta książka. Według mnie styl i ciężar sprawiają, że jest to powieść dla dzieci i młodszej młodzieży, tak 10-11 lat. Danny ma lat 15, a jego największą radością jest całowanie się z Dobromirą. Zupełnie mi to nie pasuje.
Jeszcze inny problem stanowi niechlujność w konstruowaniu powieści, która doprowadzała mnie do szewskiej pasji i ogromnej frustracji. Odległości czy czas były pojęciem tak względnym, a jednocześnie tak często wspominanym, że chwilami naprawdę musiałam odłożyć książkę, żeby nabrać dystansu. Droga do domu nad jeziorem najpierw ma pięć kilometrów, potem nagle spada do trzech, a nawet wtedy w godzinę można ponoć spokojnie pójść tam i wrócić. No można, bo szybki marsz to mniej więcej 6 km/h. Ale nie dla dziecka. I nie w nocy. I nie przez las. Z domku na stołówkę jest 10 minut, ale kilka dni później już tylko 5. Ogólnie takich rzeczy było sporo.
Prawda jest taka, że gdyby nie to zakończenie, które miało swój urok (chociaż tam też coś dziwnego zadziało się z czasem), to książkę uznałabym za całkowitą stratę czasu. Z drugiej strony może ktoś młodszy, mniej czepialski, z gorszą pamięcią i który nie jeździł na obozy harcerskie ani cywilne zarówno jako uczestnik, jak i opiekun, po prostu da się porwać tej historii i będzie się przy niej dobrze bawić.
Czytając prolog Bandy szalonych obozowiczów zbierałam szczękę z podłogi 😲 to było epickie, zapowiadało coś niesamowitego i jednocześnie rodziło tyle pytań. Co? Dlaczego? Jak? Z Kim? Gdzie? Tak bardzo liczyłam na rozwiązywanie tej sprawy z prologu już od pierwszego rozdziału a tu klops... Przez ok 100stron nic, potem mały sneak peak, znowu nic i dopiero akcja zawiązuje się na ok 200stronie... To jakiś żart? Jak można coś takiego robić. Byłam w tym momencie zawiedziona. Te 200 stron to jakaś nuda, zwykłe obozowe życie i do tego ten wątek miłosny, którego tak bardzo nie chciałam... Było tego za dużo choć wiem, że bez niego kilka rzeczy by się nie udało... 😬 najgorsze w tym wszystkim jest to, że ja bardzo lubię Mirę jako postać. Jest świetną babką, opanowaną i trzeźwo myślącą. Próbuje się zmienić i podąża za marzeniami, których nigdy wcześniej nie mogła spełnić a teraz ma na to okazję. Ale ten związek w moich oczach wygląda po prostu źle, wszystko psuje i nie mogę niestety bardziej uargumentować bo to by był spoiler. Także pominę go i zostanę przy tym, że Mira to świetnie wykreowana postać, przebiegła do szpiku kości ale oczywiście w tym dobrym znaczeniu 😜 i robi całą tę książkę. Muszę jednak przyznać, że ostatnie 150 stron zmieniło moją opinię o książce o 180°. Było to oczywiście rozwiązanie wątku z prologu ku mojej uciesze i to w taki sposób przeprowadzone, że znowu zbierałam szczękę z podłogi. Nie spodziewałam się tylu zwrotów akcji i tak drastycznych scen (choć w 1tomie też się takie zdarzały ale chyba to wyparłam z pamięci). To było super! Mogę z całego serduszka polecać ten tom nawet jeśli ktoś miałby się męczyć z początkiem jak ja to właśnie dla tych 150 ostatnich stron warto. W tym tomie już akcja tak nie pędziła jak w poprzednim bo skumulowana była właśnie na końcu. I więcej rzeczy naszym bohaterom się nie udawało. Tak jakby autorka czytała mi w myślach i na bierząco korygowała "błędy". No może oprócz tego nieszczęsnego wątku miłosnego... Wracając do tematu książki czyli obozu letniego, na który Danny pojechał razem z Anetą. Trzeba przyznać, że jego klimat jest perfekcyjnie oddany. Czytając czułam się jakbym była tam razem z nimi. Poznawała te wszystkie dzieciaki i łamała każdą jedną regułę a duchy były tylko straszną historią opowiadaną wieczorem przy ognisku. Oprócz sielskich wakacji autorka porusza też ważniejsze tematy. Np. wykluczenie z grupy czy też "podporządkowywanie" się aby tego uniknąć. Udawanie jest chyba nagminne wśród młodzieży a przecież tak ważne jest to żeby być sobą i czuć się dobrze w otoczeniu bliskich. Nie wiem czy młodszy czytelnik to wyłapie ale dobrze, że autorka o tym wspomina. Mamy też podobnie jak w 1tomie mnóstwo wspaniale ukazanej przyjaźni i to sprawia, że chce się wracać do tej historii i kibicować bohaterom w dalszych przeprawach. Zakończenie znowu zostawia otwarte furtki na kolejne tomy... Nadal mamy niedokończone wątki z 1 książki... Ja chcę odpowiedzi! Dajcie mi więcej! Muszę przyznać, że coraz bardziej lubię takie na pół otwarte zakończenia 😜 Choć na kolejny tom pewnie będzie trzeba trochę poczekać to z wielką chęcią po niego sięgnę i zachęcam do tego również wszystkich innych fanów przygód Danny'ego Moon'a 😁
Poprzednia część mi się średnio podobała, ale O. MÓJ. BOŻE. JAKIE TO BYŁO DOBRE. Książkę rzeczywiście można przeczytać nie znając poprzedniej części, jednak raczej polecam to zrobić, bo bez niej nie wiadomo skąd się wzięły duchy itp. Co prawda zakończenie niezbyt mi się podobało (nie jestem fanką happy end'ów), ale mimo to daję 5 gwiazdek, chyba będę miała kaca książkowego. 😅 Szczególnie spodobał mi się ten fragment: „To urocze, że się martwisz, ale nie masz czym. Przyjechałam tu z jednego prostego powodu: żeby spędzić czas z tobą. Nie muszę nic robić, nigdzie iść, mogę cały dzień siedzieć na tym drzewie i liczyć liście, pod warunkiem że będziesz to robił ze mną. Wiesz, czasem nicnierobienie może być najlepszą rozrywką, kiedy jesteś we właściwym towarzystwie." 🥹🫶 Ps jestem ciekawa, czy autorka celowo dodała datę 21 czerwca. To dzień urodzin Lany Del Rey, a z tego co mi wiadomo sama jest fanką.
Ta powieść to doskonały sposób na oderwanie się od ponurej rzeczywistości. Rewelacyjny język, świetnie poprowadzona akcja, książka idealna zarówno dla młodzieży, jak i dla dorosłych.
Rodzicie Danny’ego zauważają, że strasznie się męczy na Saharze, kiedy więc nadchodzą wakacje postanawiają mu zrobić prezent – wysłać go na obóz do Ameryki. Oczywiście, gdyby trafił tam sam, to mógłby się czuć nieco osamotniony, więc na wyjazd zapraszają również Anetę, a Mira także dochodzi do wniosku, że to może być świetny pomysł na spędzenie lata. Wszyscy świetnie się bawią, gdy nagle wśród obozowiczów dochodzi do opętań, a w piwnicy opuszczonego domu, w którym dzieciaki grają, coś zaczyna stukać.
Z pewnym niepokojem zaczęłam czytać tę książkę, bo prolog był po prostu okropny – pozbawiony klimatu, do tego z koszmarnym, strasznie teatralnym i nienaturalnym monologiem jego bohaterki. Na szczęście ciąg dalszy książki wypada pod tym względem lepiej, choć nadal nie uważam, by to była świetna powieść. Jej pierwsza połowa jest chwilami nudnawa – to po prostu opis życia obozowego z opisami zajęć, w których bohaterowie uczestniczą, tego jak świetnie się bawią i w ogóle jest super. Druga połowa jest mroczniejsza i trochę ciekawsza. Tutaj wychodzi kwestia ducha, z jego powodu w obozie pojawiają się problemy i dramatyczne sytuacje, do tego dochodzą konflikty z opiekunami i już nie jest tak sielankowo, zaczyna się coś dziać. Jeśli jednak chodzi o klimat czy nieprzewidywalność wydarzeń, to nadal nie ma szans. Krasowska cały czas pisze tym samym na wskroś współczesnym językiem i zdaje się, że nie zależy jej na zbudowaniu napięcia, ponieważ brakuje go nawet w chwilach, kiedy zaczyna się robić naprawdę niebezpiecznie.
Jeśliby zacząć się zastanawiać nad tym, czy Banda szalonych obozowiczów to dobra książka pod kątem wychowawczym to powiedziałabym, że średnio. Teoretycznie może pokazać dzieciakom, które się boją i nie chcą pojechać na obóz, że może tam być świetnie (choć druga połowa może je jeszcze bardziej zniechęcić). Jeśli jednak spojrzeć na relacje między bohaterami a dorosłymi, to jest to dramat. Dzieciaki kłamią, ukrywają masę rzeczy i pakują się w kłopoty. To z jednej strony zrozumiałe, jeśli wziąć pod uwagę, że mamy historię o duchach i trudno, by w nie wierzyli dorośli, którzy nawet ich nie widzą, a bohaterowie próbowali poprosić o pomoc. Pojawia się też jeden dorosły, który pomaga, ale zostaje przedstawiony jako skrajny i niezbyt rozsądny wierzący. Z drugiej strony tu nawet w takich zwyczajnych, codziennych sytuacjach dorośli pokazywani są zwykle jako źli, egocentryczni i uprzykrzający życie dzieciakom dla zasady, a przy tym głupi i z łatwością dający się wyprowadzić w pole. Myślę, że nie jest to najlepszy obraz, który dzieciaki mogłyby przyswoić.
Wśród bohaterów na pierwszy plan wybijają się Danny i Mira. To oni odpowiadają za większość podejmowanych działań i są dwójką nieznośnie idealną, tak im wszystko świetnie idzie. I choć Danny’emu zdarzają się czasem potknięcia czy jakieś braki, to jednak są one stereotypowo chłopięce – no przecież chłopak nie będzie tańczył tańców towarzyskich – i tu też myślę, że nie jest to najlepsze rozwiązanie. Mira natomiast braków nie ma, jest cudowna i idealna, problemy rozwiązuje ot tak, z łatwością i potknięcia się nie zdarzają. Znacznie naturalniej wypada Aneta ze swoją niepewnością, strachem, że wyleci z obozu lub stanie się coś strasznego. Jest bardziej ludzka i ciekawsza, ale też mniej dopracowana, bo niestety te ludzkie odruchy są przez autorkę wykorzystywane do tego, by odsunąć ją od głównych wydarzeń.
Banda szalonych obozowiczów to średnia powieść. Mam wrażenie, że bardziej by mi się podobała jakieś 15 lat temu, we wczesnych latach nastoletniości, kiedy należałabym do grupy docelowej książki i nie znałabym tylu podobnych fabuł. Teraz mnie nużyła, chwilami przeszkadzały nadmierne uproszczenia, więc myślę, że nie jest to powieść, w której każdy znajdzie coś dla siebie, a raczej taka, gdzie faktycznie wiek odbiorców jest jasno określony. Pytanie tyle, czy faktycznie ta grupa powinna ją czytać i jakie wnioski z niej wyciągnie.
--- Książka otrzymana za punkty ISBN od portalu CzytamPierwszy.pl Recenzja także na szarakawiarenka.pl
Danny spędził ostatnie pół roku na Saharze, z dala od swojej dziewczyny i z ograniczonym dostępem do prądu. Dlatego gdy zbliżają się wakacje, jego rodzice postanawiają wysłać go na obóz do USA. Tam wraz z przyjaciółmi odkrywa, że na wyznaczonym im terenie dzieje się coś nietypowego. Czyżby to był duch?
Gdy w moje ręce trafiła „Banda niematerialnych szaleńców” byłam zaskoczona tym, jak porządnie napisana jest książka Marii Krasowskiej. Kojarząc ją odrobinkę z sieci, nie spodziewałam się, że stworzy tak konkretnie rozpisaną powieść dla młodszej młodzieży. Nie był to w żadnym razie tytuł ponadczasowy czy w jakikolwiek sposób wyjątkowy, ale bez wątpienia była to po prostu przyjemna rozrywka, którą spokojnie mogłam polecać młodszym czytelnikom. Dlatego drugi tom z cyklu, czyli „Bandę szalonych obozowiczów” także postanowiłam sprawdzić. Odnoszę wrażenie, że właściwie obydwie te książki są napisane na bardzo podobnym poziomie. Być może jedynie tutaj jest nieco mniej magii jako takiej. Pierwsza połowa tejże „Bandy…” to właściwie opis codzienności bohaterów, którzy cieszą się latem. Biorą udział w różnych aktywnościach, zajmują domki na obozie, kłócą się, robią sobie psikusy – ot, wakacyjna sielanka, w którą wielu młodszych czytelników właściwie od razu wsiąknie. Przyznaję jednak – dla mnie to jednak było trochę za mało. Nie do końca interesują mnie takie perypetie, ale nie ma się co oszukiwać, nie ja jestem targetem tej powieści. Gdy zaczyna się już akcja, to jak w takich książkach często bywa – trwa już do końca. Jest dość schematycznie i przewidywalnie, choć podoba mi się to, że autorka postanowiła odwrócić sytuację z domu pierwszego. Tam „bandą” byli nieumarli, tutaj nacisk położony jest raczej na dzieciaki. Przy tym nie jestem w stanie powiedzieć, która z tych dwóch książek jest lepsza. Mam wrażenie, że przy pierwszej części bawiłam się lepiej, ale mogło to po prostu wynikać z momentu w którym się za nią zabrałam albo może z bardziej dopasowanym do mnie tematem. Styl Krasowskiej, jak na powieść dla młodzieży, jest po prostu w porządku. Lekki, może czasem nieco infantylny, ale nie rażąco. Książkę czyta się płynnie, choć przyznaję, że prolog osadzony w XVII wieku jest napisany kompletnie anty-klimatycznie. Stylem nie różni się wcale od pozostałej części powieści, postacie tam występujące zachowują się i myślą zupełnie współcześnie, a ja akurat chwilę przed przeczytaniem go skończyłam świetną „Krawędź czasu” Piskorskiego, więc przeskok z mocno stylizowanej powieści do napisanej w sposób aż tak prosty był dość miażdżący. Ale to książka dla młodzieży – ona tama ma po prostu być. Właściwie to, co zmieniłabym chyba w fabule to pobawiłabym się z samym prologiem. Moim zdaniem zdradza on czytelnikowi zbyt dużo na zbyt wczesnym etapie. Swobodnie mógłby funkcjonować np. jako mini-wątek pojawiający się co kilka rozdziałów. „Banda szalonych obozowiczów” to kolejna porządna powieść dla młodzieży Krasowskiej. Nie wybitna, bardzo mocno klasyczna i sięgająca po znane tropy, ale taka, przy której młodszy czytelnik powinien dobrze się bawić. Nie jest przy tym przesycona romansem, ma lekki, wakacyjny klimat i – co też istotne – zdaje się nie być szkodliwa. Polecam, jeśli szukacie czegoś takiego dla siebie bądź na prezent dla kogoś bliskiego, aczkolwiek sama do tej konkretnej historii prawie na pewno nie wrócę.
Mam mieszane uczucia związane z tą książką. Wiem że na pewno była gorsza od pierwszej części. Pierwsza część zdecydowanie była bardziej oryginalna i kreatywna, było więcej ciekawej i dynamicznej akcji i były super śmieszne momenty i teksty. Tutaj... Nie wiem co zawiodło, ale chyba brakło do końca pomysłu. Okej, jest obóz i są sytuacje na nim ale sama akcja z duchem zaczyna się od połowy książki dopiero i kończy się w mało satysfakcjonujący sposób. Ogólnie mało było duchów w tej części. Przez większość czasu czułam ciarki cringe'u. Serio. A nie pamiętam tego podczas czytania 1 części (Chociaż wtedy byłam młodsza, to może dlatego). Niektóre żarty były nie śmieszne, teksty żenujące i sztampowe... Ale dało się wytrzymać. Choć stereotypy takie jak wróg, który potem się staje twoim kumplem, to że przyjaciel Cię wystawia albo to że oczywiście bohaterowie wychodzą ze wszystkich opresji cało, mają na wszystko rozwiązanie i pomysł i wszyscy im wierzą. Było wiele BARDZO ale to BARDZO naciąganych momentów. Wkręcenie policji? Wciśnięcie opiekunowi bajki o księdzu? Wymykanie się i kłamanie tak że nikt nie zauważył tego z kadry obozu no chyba że wymagała tego historia? No błagam. No i komunikacja... Mamy tutaj obóz w Nowym Jorku. W Stanach. Okej. Danny mówi po angielsku, bo jego rodzice mówią po angielsku i w ogóle, choć ma korzenie Polskie. Ale Aneta? Jest Polką i umie tak mega super płynnie mówić po angielsku? Pomijam też Dobromire, która wszystko umie, na wszystko ma Eliksir i nigdy nie panikuje. Ehh... Mega to wszystko naciągane. Akcja się tu dzieje szybko i dynamicznie, serio szybko się to czyta. A jednocześnie brak fajerwerków. Oczekiwałam czegoś więcej. Po pierwszej części, super kreatywnym wątku z duchami, z Gwiazdowskim i bankiem miałam nadzieję, że będzie więcej akcji o duchach. A tutaj tak naprawdę ten wątek jest potraktowany zbyt szybko. Nie wiem... Ale jednocześnie... W miarę dobrze się bawiłam. Jak przemilczałam te dziury fabularne i ciarki żenady na te teksty, dało się to czytać. Przede wszystkim to jest jednak rozrywka. I osoby, które tak jak ja przeczytały też 1 część, będą mieć też pewną nostalgię do postaci (autorka długo pisała 2 część) i z chęcią będą podążać za nimi i będą czytać o ich przygodach na tym obozie. Poza tym mamy tutaj też wiele nowych i barwnych (trochę sztampowych no ale okej) postaci. Polubiłam mega Spencera. Nie wiem jak to odczują osoby które zaczną od tej części (a można, nie konieczna jest znajomość 1 części). Koniec został napisany tak że autorka otworzyła sobie furtkę do napisania kolejnej części. I mimo iż trochę się na tej zawiodłam i pewnie daje za wysoką ocenę po zjechaniu trochę tej historii to będę czekać i czytać następny tom. Zobaczymy. A ogólnie styl pisania jest przystępny. Nie wiem do końca co myśleć o tej pozycji. Możliwe że jak się z tym prześpię (dopiero co skończyłam czytać) to recenzja będzie trochę inna. Narazie tak to zostawię. 2,5/5
This entire review has been hidden because of spoilers.
Wrrrr Bardzo duży zawód i niestety sporo zmarnowanego czasu… Ale po kolei. Książka ma wciągający i zabawny początek i czyta się ją naprawdę przyjemnie do ok. 2/3. Wróciłam wspomnieniami do czasów, kiedy sama jeździłam na obozy. A obóz na którym jest Danny to zdecydowanie obóz nad obozami, tam można robić wszystko czego się zapragnie, jedzenie to głównie słodkie przekąski i większość opiekunów jest w porządku. Około połowy książki rozgrywa się akcja w domu, który znaleźli główni bohaterowie i czytając ebooka myślałam, że to jedna z końcowych akcji. Niestety okazuje się, że po niej jest jeszcze sporo książki i niewiele fabuły. Historia nagle zwalnia, jakby wszyscy zapomnieli o całej sprawie i w książce niewiele się dzieje, zostajemy cofnięci do początku książki i raz jeszcze poznajemy obóz. Niestety kiedy dochodzimy do akcji kulminacyjnej wszystko zaczyna się sypać. Absurd fabularny goni kolejny absurd. Nastolatkowie oszukują dorosłych i policję, jakby tamci byli naiwnymi dziećmi, a przecież śledztwo toczy się o najwyższą stawkę. Ponadto kilka sytuacji wyjątkowo wzbudziło we mnie sprzeciw m.in. kiedy główni bohaterowie decydują się sami opatrywać umierającą od ran koleżankę zamiast odrazu dzwonić po karetkę (potencjalnie szkodliwy przykład), ponadto następnie jej siostra zostawia ją, żeby się zemścić, zamiast czekać z nią na karetkę; dalej niemal całkowity brak wpływu traumatycznych wydarzeń na późniejsze przeżywanie dzieci (jeden nastolatek prawie zamordował koleżankę i jakoś się z tym uporał w ciągu jednej rozmowy); zatajenie przed dorosłymi i służbami, że na terenie obozu jest napastnik z nożem. Pomijam już: głupiutkie zachowania jak mówienie na głos, gdzie się coś ukryło, które były potrzebne do pchnięcia fabuły; sam prolog, który jest dużo słabiej napisany (może to celowy zabieg przypominający opowiadanie historii przy ognisku przez dzieci?); całą końcówkę książki, gdzie akcja nagle przeskakuje na koniec obozu zamiast zmierzyć się z konsekwencjami podjętych akcji to dla mnie zbyt duże uproszczenie fabularne; usunięcie bohaterki prologu kilkoma słowami, ponieważ nie jest potrzebna fabule; jeden tytuł rozdziału, który zapowiada coś co się w rzeczywistości nie dzieje. Samo odkrywanie przez obozowiczów historii ducha mało klimatyczne i nie wykorzystało potencjału tego, że bohaterowie są na obozie. Na koniec związek Miry i Dannego… czyli związek nastolatka i dorosłej kobiety w ciele dziecka, ale jednak dorosłej kobiety… Przejdźmy jeszcze do postaci Miry - jak na dorosłą wielokrotnie zachowuje się ona nieodpowiedzialnie. Poza tym tworzy nam się układ, w którym pozostali bohaterowie (nastolatkowie) niewiele mają do robienia/kombinowania, bo wszystko rozwiązuje za nich Mira. Czyli niby książka dla dzieci, ukazująca w negatywnym świetle dorosłych (lekceważą dzieci, są surowi dla zasady, leniwi i zupełnie nie pomocni), ale jednak dowodzi nimi dorosła przebrana za dziecko …
This entire review has been hidden because of spoilers.
Nazywam się Danny Moon i chwilowo jestem uziemiony na Saharze. Moi rodzice dostali tu pracę, więc siłą rzeczy przywlekli mnie ze sobą do tego piekła – i nie mówię wyłącznie o temperaturze. Wyobrażacie sobie, że na pustyni nie ma zasięgu?! Na (nie)szczęście rodzice zauważyli, że nienawidzę Sahary. Postanowili zrobić dla mnie coś „miłego” i zafundowali mi letni obóz w stanie Nowy Jork, gdzie razem z bandą małolatów będę bawił się w berka i wypełniał kolorowanki. Ja nie mogę, serio? Jedyny sposób, aby uczynić obóz fajnym, to ściągnąć tam moją dziewczynę, odnaleźć jakiegoś ducha i zrobić rozróbę stulecia. Tak, to brzmi świetnie! Zacznijmy więc odliczanie: łamanie wszystkich zasad obozowego regulaminu rozpocznie się za 3… 2… 1… [opis pochodzi ze strony wydawcy] „Banda szalonych obozowiczów” to już drugi tom serii o Dany’m Moonie i jego ekipie. Za każdym razem jak wracam do książek Marysi Krasowskiej (to jest moja 3) to czuję z nich takie ciepło i dobroć. Zarówno ta seria, jak i „Wyspa X” mają przecudowny klimat. Łączy je również lekki i przyjemny styl pisania Marysi. Przez te książki się wręcz płynie. Całą „Bandę szalonych obozowiczów” przeczytałam w ciągu 3 godzin, mimo tego że ma 390 stron. Właściwa akcja rozgrywa się na letnim obozie w Stanach Zjednoczonych, a kto kiedykolwiek był na jakimś obozie, to z pewnością poczuje się jakby pojechał na kolejny. W książce mamy zarówno dużo przygód, jak i tych spokojniejszych opisów codzienności na takich wyjazdach. Kolejki na stołówce, bieganie między domkami po ciszy nocnej, spóźnianie się na zajęcia i karne pompki (tudzież okrążenia wokół domku) - to wszystko rzeczy, które czuje się tylko na obozach. Bohaterowie „Bandy szalonych obozowiczów” to zwykli nastolatkowie, którzy przeżywają niezwykłe przygody, ale bardzo łatwo jest się z nimi utożsamić i ich polubić. Zarówno postacie z pierwszego tomu (Danny, Agata, Mira), jak i z drugiego (Kaja, Spencer, a nawet Zain) są tak przyjazne i charakterystyczne, że ciężko o nich zapomnieć. Na pewno przez jakiś czas będę o nich mimowolnie myśleć. Podczas czytania tej powieści można zauważyć, że warsztat autorki się poprawił. Występuje więcej ciekawych, obrazowych określeń, ale też ogólnie odbiór książki jest lepszy. Podsumowując, naprawdę polecam tę pozycję. Jest ona właściwie dla każdego. Grupa docelowa to prawdopodobnie 9-15 lat, ale starszym też może się spodobać.
Danny Moon, jego kuzynka Aneta i jego dziewczyna Dobromira spędzają dwa miesiące na letnim obozie w USA. Tu poznają Spencera, Kaję i Zaina. Dnie wypełnione są zajęciami, a w czasie wolnym nastolatkowie notorycznie łamią obozowy regulamin, co sprawia im frajdę. Gdy nocą odwiedzają stary dom po drugiej stronie jeziora, nieświadomie budzą kogoś z długiego snu. Od tej pory coś zaczyna się dziać. Rej wiedzie Mira, a wszyscy się jej słuchają. Nie wszystko bohaterom się udaje. Młodzi uczą się na błędach, obserwują, kombinują i wymieniają się pomysłami. Także robią sobie psikusy. I to jakie! Jest też miłośnie za sprawą Danny’ego i Miry. Tym razem pojawia się tylko jeden duch, i to w połowie. Stopniowo robi się coraz bardziej groźnie i niebezpiecznie. Jednak nie obyło się bez błędów w fabule. Czas i odległości były dla autorki względne. Ta sama odległość do stołówki czy starego domu z czasem zmieniała dystans i inny był czas przejścia. Najbardziej nie pasowało mi pokonywanie nocą drogi przez las do domu przez dzieci. Za szybko. Autorka dobrze oddała klimat obozu nad jeziorem, zwłaszcza charakter kierowniczki i rygorystyczny regulamin. Grupa 300 dzieciaków miło spędza czas. Początkowo akcja toczy się własnym rytmem, dopiero pod koniec przyspiesza aż do kumulacji zdarzeń w finale. Otwarte zakończenie zapowiada kolejny tom. Obok rozrywki są ważne tematy. Autorka przemyca wiedzę o czarownicach. Zachęca do gry w planszówki zamiast siedzenia z nosem w smartfonach, choć wskazuje plusy korzystania z Internetu. Podkreśla, jak ważne jest zdrowe odżywianie, odpoczynek, sen. Porusza problem relacji dzieci w kontaktach z rówieśnikami i rodzicami. Stawia na przyjaźń i pracę zespołową. „Banda szalonych obozowiczów” to dobra kontynuacja, choć niepozbawiona błędów i większej ilości duchów oraz zawrotnego tempa akcji jak w pierwszym tomie. Czyta się lekko i przyjemnie, a przy tym nie trzeba znać pierwszego tomu. Dobra lektura na wakacje dla starszych dzieci.
Banda szalonych obozowiczów to drugi z kolei tom cyklu Danny Moon - o chłopcu, który posiada zdolność widzenia duchów. Stylem praktycznie nie różni się od I tomu. Do kogo bym ją skierowała? Raczej do młodszego czytelnika, gdyż apetyt dorosłych na ciekawą książkę z elementami fantasty może nie zostać zaspokojony. A to dlatego, że styl jest nieco infantylny, podobnie rzecz się ma z rozwiązaniem fabularnym. Czego możemy oczekiwać po pierwszej połowie książki ? Zwykłej codzienności nastolatków na letnim obozie - czyli wakacyjny klimat, kanikuła i żarty. Dla młodzieży będzie to na pewno interesujące, jednak starszego czytelnika treść może nieco znużyć. A ten osławiony duch, który pojawia się na okładce jest gościem dopiero w drugiej połowie książki. Niestety. Praktycznie sam finał staje się momentem, kiedy akcja rusza mocno do przodu, przez większą część praktycznie niewiele się dzieje, a z tego co mi wiadomo, aby zainteresować młodsze grono odbiorców musi się dziać. Jak dla mnie jest nieco schematycznie i przewidywalnie. Nie jest to książka pozbawiona błędów. W wielu miejscach zostaje zaburzone poczucie czasu i odległości. Czujniejsi czytelnicy od razu zwrócą na to uwagę. Podsumowując - jest to lekka, wakacyjna propozycja dla młodszego czytelnika, być może nie wybitna, jednak idealna na lato. Gandalf.com.pl
Autorkę kojarzę z Internetu, dlatego też z ogromną ciekawością sięgnąłem po "Bandę Niematerialnych Szaleńców". Nie zawiodłem się. Pamiętam, że była to książka raczej lekka, wakacyjna, a patrząc z perspektywy czasu - nie wyróżniająca się z tłumu. Ot przeciętna książka dla młodzieży. Dlatego też z czystej ciekawości sięgnąłem po "Bandę Szalonych obozowiczów, czyli kontynuację poprzedniej książki Marii Krasowskiej. Jakie przemyślenia nasuwają mi się po lekturze? Obie książki zostały napisane na dość podobnym poziomie. Mój gust czytelniczy stale się zmienia i od książek wymagam czegoś trochę innego. Obie te powieści powinny przypaść do gustu młodszej młodzieży, co oczywiście nie oznacza, że starsi czytelnicy nie mogą się przy niej dobrze bawić. Książka wręcz emanuje wakacjami. Ja dalej kibicuję autorce i z ciekawością będę obserwować jej rozwój.
Sporo sprzeczności w wyrażaniu odległości i czasu potrzebnego na ich przebycie, nieadekwatne zachowanie głównego bohatera (relacja romantyczna) względem grupy docelowej historii i trochę zbyt absurdalne wydarzenia (motyw z eliksirami i maściami Dobromiry). Ogólnie książkę czyta się szybko, ale sama fabuła nie zachwyca. Pierwsza część serii zdecydowanie lepsza. Fajny klimat obozu, w sam raz na okres wakacji, kiedy to właśnie czytałam tę książkę. Zakończenie Ok, choć kilka kwestii zostało wytłumaczonych bardzo powierzchownie. Spoko rozrywka dla młodszych, którzy tak bardzo nie będą zwracać uwagi na rzeczy, które dostrzegam jako starszy czytelnik. 2.7/5
Bardzo przyjemna młodzieżówka. Idealna na wakacje. Jest trochę tajemnicy, trochę grozy. Książkę czyta się bardzo szybko. Napisana jest łatwym i przyjemnym językiem. Jest to drugi tom serii, ale jeśli ktoś nie czytał tomu pierwszego, to zupełnie nie przeszkadza to w zrozumieniu co dzieje się w tej książce. Czasami denerwowało mnie zachowanie Miry, nic nie mogło się wydarzyć jeśli ona tak nie postanowiła. Ogólnie jest to książka na raz. Niektórym powinna się spodobać.
Książka lekka, szybko się ją czytało, ale kilka rzeczy mi się bardzo nie podobało. Wykreowany świat obozu po prostu bardzo odbiegający od realiów, dorośli opiekunowie przestawieni jako głupki bez krzty logicznego myślenia, dodatkowo niektóre dialogi między nastolatkami zupełnie odrealnione, dzieciaki w tym wieku nie mówią do siebie w ten sposób, zabrakło mi ich autentyczności. Pomysł na fabułę ciekawy, kilka plot twistów mnie pozytywnie zaskoczyło i ubarwiło tę historię.
"Banda Szalonych Obozowiczów" to tytuł trafiony w punkt. Mamy tutaj naprawdę szalone, wakacyjne przygody. Książka dedykowana młodzieży, na całkiem dobrym poziomie, chociaż może dla wymagającego czytelnika być wyzwaniem. Dla mnie była lekką, zabawną lekturą, takim przerywnikiem od ciężyszych klimatów. Dobra książka na wakacje!
Bardzo się wkręciłam w przygody Danny'ego. Normalnie przepadałam, ale przewracałam oczami za każdym razem, kiedy Mira mówiła do niego Misiek, bo to źle brzmi. I źle brzmi jak np. Aneta myśli coś tam o Mirze i myśli: laska...
Poza tym pomysł na związek dziewczyny, która żyła kilka setek lat jako duch z pietnastolatkiem, jest trochę dziwny. Mira nie zachowuje się z jakby miała tyle lat, ile ma...
Moim klasykiem już jest czytanie któregoś tomu w serii, nie zdając sobie z tego sprawy XD
Mimo to, mam wrażenie, że spokojnie można czytać tę książkę nie znając pierwszego tomu. Ogólnie była fajna, ale trochę „nijaka” w sensie, że nie działo się w niej za bardzo nic, a jak już zaczęło to szybko się skończyło. Spokojnie mogłaby być dużo krótsza.
Świetnie napisany już drugi tom serii, którą serdecznie poleciłabym właśnie dla młodzieży. Dzieciaki nie lubią czytać? Zagłębcie się wspólnie w tę historię i bawcie się wyśmienicie! Gwarantuję, że żadne się nie oprze i będzie chciało więcej!
To dzięki tej książce pokochałam czytanie!!! Jest mega śmieszna i wyluzowana, widziałam na jej temat duzo pozytywnych opini nawet 15 latków z instagrama i jest według mnie książką którą się poprostu opłaca przeczytać. Jest pisana takim "nastoletnim" i wyluzowanym językiem jakkolwiek to brzmi haha