“I’m gonna wait till she reaches the crosswalk then run her over,” I explained calmly, despite the fear that crept inside me. It no longer seemed so easy, but I was glad I wasn’t alone.
One crime that changes the life of five young people forever. All of them finally make it into a big city, all of them are independent, making their own decisions for the first time. Thinking what possibilities the city would give them, they think they will make their dreams come true. Life is supposed to be fun and easy for young and full of hope people, but what if they are wrong and nothing goes as planned. What if life serves you curved balls one after another? What will you do to help yourself in a hapless situation? Will you kill to save your life?
O ludzie, co tu się odjaniepawliło! Ale od początku.
To moje pierwsze spotkanie z Wójciak. Autorkę odkryłam wyłącznie dlatego, że zaobserwowała mój profil na Instagramie. I chwała jej za to! „Matylda” rozpoczyna się mocnym wejściem, a zaraz potem wracamy do wydarzeń sprzed tego momentu . Pierwsza połowa książki to dwa bardzo kontrastowe światy. Jeden normalny świat tytułowej Matyldy i jej najbliższego otoczenia. Dziewczyna właśnie zaczyna praktyki zawodowe i wchodzi powoli w samodzielne, dorosłe życie. Drugi świat to życie Kostka. On również zaczyna wchodzić w dorosłość. Pracuje jak szalony, by odłożyć pieniądze i wrócić na studia. Jednak jego najbliższe otoczenie (a nawet trochę i on) jest kompletnie (i tu muszę użyć dosadnego słowa) popiep*^*rzone. Druga połowa książki to przenikanie się tych światów. Przenikanie i uzupełnianie. Trochę jak gdyby te światy złapały się za ręce i splotły palce. Kontrastów co raz mniej, ale napięcie co raz większe. Wszystko to wciąga tak, że czytelnik zapomina tamto mocne wejście i zupełnie porzuca myśl o tym, do czego ta historia dąży. Aż w końcu docieramy do zakończenia. A ono wbija w fotel. Myślałam, że dam dziewięć gwiazdek, ale Wójciak ostatnim zdaniem powieści wygrała wszystko. Czapki z głów pani Karolino, to była genialna lektura!
Jeśli jeszcze nie słyszeliście o nazwisku Wójciak, a jesteście fanami obyczajówek pisanych w narracji pierwszoosobowej z wyrazistymi bohaterami i nietuzinkowym, pozbawionym lukru przebiegiem wypadków, to z tego miejsca apeluję: sięgnijcie po "Matyldę" i dajcie się zaskoczyć finałem całej opowieści.
Karolina Wójciak jest moim odkryciem tego roku! Serio, serio :)
Matylda kurzyla sie u mnie na polce od kilku miesiecy do ostatniego weekendu kiedy choroba przykula mnie do lozka i postanowilam siegnac po lekture. Karolina to fantastyczna autorka, niesamowite pioro😍Matylda trzymala mnie w napieciu od poczatku do konca, swietne, lekkie dialogi bohaterow i zwroty akcji. Czuje niedosyt po dobrnieciu do konca, az tak mnie wciagnela ta historia, ze najchetniej odrazu przeczytalabym kolejna czesc. Jesli sie kiedys pojawi to napewno po nia siegne😘 Polecam kazdemu i juz nie moge sie doczekac kiedy przyjda poczta kolejne dziela Karoliny❤️
DLACZEGO TAK MALO OSÓB ZNA TE KSIAZKE?! Konsekwencje swoich czynów, romans , thiler oraz szukanie w życiu szczęścia - to znajdziecie w tym cudeńku. Z początku ciężko mi się to czytało ale z każdym rodziłam coraz bardziej wgłębialam się w tę historię! W pewnym momencie byłam tą bohaterką. Ostatnie 200 stron pochłonęłam na raz. Mogę czus się dumna iż sama mam na imię Matylda aczkolwiek nie wiem czy przy tej książce chciałabym się przyznawać do tego iż tak się nazywam... Za bardzo byłabym się że skończę jak główna bohaterka... BTW co to za zakończenie!!!! Rozwaliło mi mózg!