Wyróżniony Europejską Nagrodą Literacką Najsłabszy opór Addy Djørup w przekładzie Bogusławy Sochańskiej to trzecia pozycja w nowej serii Biura Literackiego „Nowe prozatorskie głosy z Europy”. Powieść Djørup to językowa przyjemność dla czytelnika, w której ujawnia się poetyckie zacięcie autorki (Djørup ma w dorobku dwa tomy poetyckie). To opowieść o tym, co się dzieje, gdy stawiamy – choćby najmniejszy – opór. Nawet w myślach.
Na pierwszy plan Najsłabszego oporu wysuwa się jednak język – pozbawiony patosu, czasem nawet wyjątkowo beznamiętny i naukowy – bez względu na to, czy przedmiotem opisu jest błaha sytuacja, czy też poważne zagadnienia. Bohaterka Djørup z łatwością daje się ponieść nurtowi życia, przeznaczenia i przypadku, a cechujący ją „minimalny hedonizm myślenia”, w połączeniu ze szczególną zdolnością obserwacji, staje się katalizatorem nierzadko zabawnych i ironicznych rozważań.
Myślę, że klucz do tej książki tkwi w tytule. Główna bohaterka w ogóle nie stawia czemukolwiek oporu. Bierze wszystko, tak jak do niej przychodzi, w sumie niczemu się nie dziwi, żyje sobie w świecie jakichś tam intelektualnych (dla niej) podniet, ale nie z większą korzyścią dla innych. Wiedzie życie, w którym w sumie to pracą nie trzeba się przejmować, można sobie bez zastanowienia nawiązywać przelotne relacje, ignorować obowiązki i w sumie nic się nie dzieje, nie ma żadnych konsekwencji. I denerwowało mnie to okrutnie. Nie wiem, co miałam wyczytać z tej książki, ale stawiałam opór tej książce, mimo że napisana (i przetłumaczona) jest bardzo dobrze.
Wspaniały, czerwcowy klimat z jego rześkimi porankami, piciem kawy w promieniach słońca, ciepłymi nocami, lekkimi butami i letnią beztroską, ale niestety niewiele poza tym.
zdaję się, że niepopularna opinia, ale podobało mi się 👀👀 ok nie działo się za dużo, ale przez te książkę po prostu się płynie. śledzimy losy bohaterki, która jest skomplikowana, ale kto nie jest. wydaje mi się, że może wydawać się całkiem płaska postacią. to fakt nie mamy miliona stron, żeby ją poznać, ale i tak uważam, że jest ciekawa i dobrze wykreowana. I nie wiem czy ma to związek, ba wiem że nie ma, ale zaczęłam zastanawiać się nad jej imieniem - emma. hm gdzieś już to czytałam i nie byłoby w tym nic dziwnego, gdyby nie fakt, że pani bovary ma tak na imię!! i szczerze nikt mi nie wmówi że to przypadek. kończą inaczej, ale jest w nich coś podobnego. na pierwszy rzut oka dużo, na drugi nie do końca, ale wciąż, pozostaje to ciekawe. czułam wolność czytając te książkę. tak była delikatnie nudnawa (czasami to nie jest az taka duza wada), ale naprawdę czułam, że przebywam w domku letniskowym. forma przypominała mi sally rooney🥹🥹 dla mnie ofc na plus😘😘
Sama nie wiem, czy dać 4 czy 3 gwiazdki. Książka jest tym, czym zapowiada - płynięciem poprzez wrażenia bohaterki stawiającej wydarzeniom najsłabszy możliwy opór. Zachwycił mnie ten pomysł i nie mogę powiedzieć, że nie został zrealizowany, ale jednak się rozczarowałam.
A o wszystkich dowiadujemy się z wewnętrznego monologu bohaterki. W ogóle cała dość wątła akcja rozwija się niemal wyłącznie za pomocą... opisu. Myślę, że to powinno skutecznie odstraszyć wszystkich, którzy preferują powieści, w których autor posuwa akcję "bez zbędnych opisów". Bo tu, wyłączając rzadkie dialogi (niekiedy tylko po angielsku) właściwie wszystko jest opisem. Ale mnie to wcale nie przeszkadza. (...)