Co biznes ma wspólnego z miłością? Gdy spojrzeć na to na chłodno, można stwierdzić, że niewiele. Ale chłodne spojrzenie to ostatnia rzecz, na której zależy temu, kto pragnie coś sprzedać.
Bohaterami tej książki są ludzie gotowi zapłacić za erzac bliskości. Emeryci zadłużający się na produkty mające dać im "ciepło macierzyńskiej miłości", studentka psychologii, która za zaskórniaki kupuje w pakietach "przyjacielski dotyk", "akceptację" i "obecność", nieśmiały uczeń "trenera podrywu" gotowy na polecenie swojego guru rzucić się w centrum handlowym z pocałunkami na przypadkową dziewczynę. Oktawia Kromer podąża szlakiem firm, które oferują klientom takie i inne zadziwiające towary i usługi. Rozmawia też z samymi przedsiębiorcami: przytulaczami, sprzedawcami ze sklepu wysyłkowego dla więźniów, swatkami, agentkami biur matrymonialnych, pocieszycielką w żałobie...
Wiele z tych biznesów wzbudza niesmak. Czuć w nich cynizm, żerowanie na samotności klientów. Część przedsiębiorców ma jednak dobre intencje. A niektórzy sami są samotni. Szewc bez butów chodzi? Tak bywa i ze sprzedawcami "usługi czysto platonicznej".
2,5/5 Tematyka niewątpliwie interesująca (za to przede wszystkim jest moja ocena), a problem bardzo współczesny. Złapałam rozochocona ciekawymi obserwacjami i historiami i niestety czuje dość duży niedosyt. Reportaż jest zbyt krótki i momentami rozwleczony tam gdzie nie trzeba. Autorka porusza kwestie coachów randkowych, przytulania za pieniądze, towarzyszki w żałobie, popularnego portalu ShowUp czy radzenia sobie z samotnością w więzieniach. Brzmi ciekawie, prawda? Niestety, jeśli ktoś orientuje się choć trochę w aktualnej rzeczywistości to nie dowie się niczego nowego. Choć czyta się całkiem szybko to bez większych emocji. Te pojawiają się jedynie sporadycznie przy opowieściach bohaterów (których jest niewielu) poszczególnych segmentów. Niemniej, finalnie zostajemy z obserwacją, która można było poczynić jeszcze przed lekturą tej książki. W końcówce, która ma charakter jakiegoś rodzaju posłowia, autorka całkowicie strzela sobie w kolano, bo pisze o tym o czym mogła napisać, ale tego nie zrobiła (w sumie nie wiadomo dlaczego) i są to dużo ciekawsze przypadki niż te opisane w reportażu... No cóż. Na koniec muszę dopisać, że jeden moment sprawił, że straciłam zaufanie do tego co autorka przedstawia jako fakty. We fragmencie dotyczącym więzień autorka tłumaczy, że popularne określenie "dziesiona" pochodzi od art. 10 Kodeksu karnego (zdolność wiekowa odpowiedzialności karnej) O_o i nie jest to błąd w druku (określenie pochodzi od art. 210 Kodeksu karnego z 1969r., czego autorka nie zaznacza, który wówczas odnosił się do kradzieży z pobiciem - rozboju). Pomijam już, że można tę kwestię sprawdzić jednym kliknięciem w internetach, ale przecież i bez tego wiele osób zna to określenie, a dziennikarze to już na pewno... Niestety. Przez takiego może małego bzdeta zaczęłam się zastanawiać czy inne kwestie, które powołuje autorka są zgodne z rzeczywistością, czy też podobnie jak ta zostały wrzucone od niechcenia i bez sprawdzenia.
Poruszany temat (często desperackiego) radzenia sobie z samotnością uważam za ważny, a ukazane przykłady - trafne i obrazowo wizualizujące problem.
Jednocześnie jednak książka nie była dla mnie szczególnie odkrywcza czy zaskakująca. Chętnie o niektórych tematach przeczytałabym nieco więcej, ale inaczej - nie poprzez szczegóły dotyczące cenników czy opisów kursów, a nieco poszerzoną refleksję czy przedstawienie większej liczby punktów widzenia.
Mimo wszystko - polecam. Myślę, że to ciekawa lektura, by lepiej zrozumieć jeden z problemów dzisiejszych czasów.
Książka bardzo w porządku dopóki autorka nie wspominała o sobie i nie przemycała swoich opinii. Najbardziej się zirytowałam na część o Nuga Best. Mam wrażenie jakby autorka chciała tylko ponarzekać, że pomimo jej śledztwa reporterskiego firma nadal istnieje i nabiera ludzi i pochwalić się jak dobrą robotę odwaliła. Fajna, ale jednak nie polecam, bo się zirytowałam.
Moja ogólna ocena to 3,5 gwiazdki. Książka porusza ważny temat z różnych perspektyw - speed datingu, biura matrymonialnego, trenera podrywu i osób korzystających z tych usług.
„Dobra samotność - ta, która sprawia przyjemność - otula jak szal, po który można sięgnąć w letni wieczór na plaży. Cały jej urok polega na tym, że można po nią sięgnąć, ale nie trzeba. (…) Zła samotność oblepia ciało jak nieświeża koszula. Tak długo przylegała do ciała, że do niego przyrosła. Jest przepocona ze strachu, że to, co złe, nigdy się nie zmieni” - str. 62
Chyba miałam od tej książki inne oczekiwania. Autorka podejmuje ważny temat, jednak w sposób dosyć chaotyczny i powierzchowny. Z jednej strony mamy szybkie randki, biura matrymonialne i artystów podrywu, a z drugiej wodzenie seniorów za nos przez firmę Nuga Best i pośrednictwo handlowe w więzieniach. Dużo przykładów, mało dobrze zarysowanych, pogłębionych bohaterów. Sama końcówka, w której dziennikarka wymienia spektrum wątków niepodjętych, również potęguję niedosyt. Urwanie tematu w połowie ostatniej opowieści wprawiło mnie w lekką konsternację. Zabrakło konkretnego podsumowania, swego rodzaju refleksji, z którymi można zostawić czytelnika.
Niemniej, czyta się ją szybko, a lekkie pióro i łatwość w przekazywaniu historii nie sposób nie docenić. Lektura „Usługi czysto platonicznej” bynajmniej nie była stratą czasu, nawet jeśli po jej zakończeniu towarzyszyło mi lekkie rozczarowanie. Trochę szkoda.
Temat wydaje się być bardzo ciekawy i z potencjałem, ale tutaj czuć, że można było trochę lepiej ująć sprawę. Niektóre fragmenty sprawiają wrażenie trochę nie na temat.
2.5/5 Bardzo nierówny reportaż. Niektóre historie były super - zaskakiwały, ciekawiły albo wzruszały. Niektóre były bez sensu, albo miały zgrzyty. Przykładowo: w części o szybkich randkach odczułam za dużo prywaty ze strony autorki, w części o kursach podrywania jakieś dziwne analogie (wybór wśród kobiet, który deklarują uczestnicy kursów porównany do wyboru spodni w sklepie, o którym mówi jakiś facet w TEDtalk'u - o co tu miało chodzić?), niektóre były zwyczajnie mało odkrywcze i po prostu nudne. Zauważyłam też, że niektóre rozdziały były lekkim misz-maszem nie widziałam aż takiego związku między historiami, żeby połączyć je w rozdział. Najbardziej podobała mi się część o więzieniach i działalności "kartka w kratkę".
Temat może i ciekawy, ale wykonanie już niekoniecznie. Dużo kwestii potraktowanych po macoszemu, a inne zbyt mocno rozwleczone. Sama autorka wspomina, że książka mogłaby być dłuższa i owszem, bo zabrakło mi właśnie kwestii Tindera, Badoo i innych takich aplikacji. Zostały wspomniane, ale nic poza tym. Dużo lepiej czytałoby się historię konkretnych osób, niż cenniki instytucji niemalże na całą stronę.
Jeden z moich wykładowców powiedział, że dobry reportaż charakteryzuje bibliografia, wymienione pozycje z których pochodzą cytowane fragmenty i dane. I ja się z tym w pełni zgadzam. Tutaj bibliografii jest zero, autorka powołuje się w trakcie książki na pozycję innych autorów, przestawia dane, jednak nie są one niczym poparte. Plus przytoczenie zapisu z kodeksu karnego z błędem, co sprawdziłam w Internecie i co potwierdziła jedna z opinii tutaj. Co pokazuje, że wiele rzeczy z tej książki można poddać wątpliwości.
Czyta się lekko i szybko, jakieś ciekawostki można z tego wyciągnąć, ale miłość do tej książki nie przyszła, ani normalna, ani platoniczna.
Nic szczególnego. Kilka ciekawszych momentów, np. ten o więzieniu czy kamerkach, natomiast bez większego polotu, zastanawiające jest tez to, ze nie ma bibliografii? A jednak literatura faktu zazwyczaj takowa posiada
Tak bardzo zmarnowany potencjał... Książka wydaje się łączyć kilka przypadkowo wybranych wątków wokół biznesu, który zagospodarowuje współczesną samotność. Czuje się, że autorka jest reporterką "Dużego Formatu", nie jest to samo w sobie oczywiście zarzutem, ale nie wychodzi tutaj po prostu poza poziom gazetowego tekstu na zadany temat. Najciekawsze są rozdziały poświęcone speed datingowi i firmom oferującym płatne przytulanie, dlatego, że w obu tych tekstach mamy dość liczne perspektywy i usługodawców, i klientów/klientek. I jakąś szkicową próbę diagnozy. A do tego wszystkiego doklejone wątki: inceli korzystających z (s)rad coachów podrywu (czytałam już chyba o tym takie ogólniki sto razy, więc przekartkowałam ten rozdział), jakiejś japońskiej firmy zarabiającej krocie na pseud0-masażerach leczących wszystkie choroby świata (nie czułam połączenia z tematem, a raczej chęć wciśnięcia tego tekstu, któremu autorka poświęciła kawałek życia, na siłę), a tuż obok to i owo o więźniach. Raptem kilkuzdaniowy wtręt o asystentach żałoby i bardzo nierówne wejście w świat kamerkami obudowany. Problemem są proporcje, momentami zgryźliwo-prześmiewczy ton względem bohaterów i generalnie powierzchowność, a czasem nawet nuda. Szkoda.
Z autorami książek o tematach "kontrowersyjnych" (bo czy w rzeczywistości to aż taka kontrowersja nie będę oceniać) czy stanowiących w naszej kulturze pewne tabu, bywa tak, że wydają się liczyć jakoby sam przedmiot reportażu miał zapewnić wydawniczy sukces, a pozytywne recenzje będą płynąć od większości czytelników. Tymczasem mam przed sobą reportaż, który pod wieloma względami nie zasługuje nawet na określenie "średni", za to na pewno został zmarnowany jego potencjał - każdy z wątków potraktowany jest bardzo pobieżnie, czasami w ogóle zbacza z obranego tematu, przez co ostatecznie dowiadujemy się stosunkowo niewiele (mniej więcej fo samo mogłabym wyczytać po kliknięciu w pierwszy link po wpisaniu interesującej mnie działalności w google).
Bardzo ciekawa tematyka, ale realizacja nierówna. Niektóre wątki były zbyt rozwleczone, szczególnie rozdziały o szkołach podrywu i biurach matrymonialnych. Najciekawszy był natomiast ten odnoszący się do sklepu wysyłkowego dla więźniów (pomijajacy ten błąd dot. artykułu 10 wskazany już w innych opiniach 😶). Zbędne też posłowie o niewykorzystanych pomysłach. Jak na Wydawnictwo Czarne, liczyłam na coś lepszego.
Komercjalizacja samotności postępuje. To truizm, ale truizm jednak o wielu twarzach, od zaspokojenia samych potrzeb bliskości do usług pomagających wejść w związek, a także wszystko pomiędzy. Nie rozumiem wstawki o Nuga Best, o ile reszta reportaży jest logicznie połączona, to ta cześć nie ma żadnego uzasadnienia. Mimo wszystko daję 4 gwiazdki za przekrojone pokazanie problemu i przystępność lektury.
Książka miała mega ciekawy zamysł. Niestety autorka najfajniej rozwinęła temat na samym końcu kiedy pisała o czym by jeszcze musiała wspomnieć i zawarła tam naprawdę interesujące aspekty. Szkoda, że było za dużo tematów i wszystkie za mało rozwinięte. Niestety zwłaszcza na początku książka się nudziła. Byłam bliska DNFu.
Początek był super, ale później książka zaczęła się psuć. Część z przedstawionych w niej osób, nie zasługuje na jakąkolwiek uwagę. Szanuje że autorka opisała biznesy, które pomagają innym, natomiast kompletnie nie zgadzam się na pisanie o osobach, których celem jest poderwanie jak największej ilości dziewczyn za wszelką cenę (nie licząc się z ich uczuciami i wyznaczonymi granicami)
Duży potencjał jednak książkę czyta się jak zbiór artykułów, krótkich reportaży. Zabrakło mi jakiegoś spoiwa łączącego poszczególne rozdziały. Niemniej jednak przytoczone historie przedstawione były interesujące.
Doceniam zajęcie się tematem samotności i różnymi sposobami radzenia sobie z taką sytuacją. Jednak całość nie zachwyca, jak na reportaż w formie książki jest słabo. Druga gwiazdka za część o więźniach.
2.5 Na poczatku zapowiadał się bardzo dobry reportaż, ale w połowie książki autorka zmienia temat, nie pisze w ogole o tym czego ta książka miała pierwotnie dotyczyć. Dosłownie reportaż o wszystkim i o niczym, trochę sie zawiodłam, bo temat na prawdę ciekawy.
Temat dość ciekawy, ale niestety nie porwał mnie ten reportaż - poza może fragmentami o więźniach. Reszta reportażu przeciętna (szczególnie wstawki autorki, która uważa, że pozjadała wszystkie rozumy)