Czy jedno niewinne kłamstwo może popchnąć do zbrodni?
Gdańska policja otrzymuje zgłoszenie o mężczyźnie zamordowanym w podmiejskim motelu i o ciemnowłosej kobiecie, która wyszła z jego pokoju cała we krwi. Śledczy, którzy przyjeżdżają na miejsce, odkrywają, że ciało zniknęło. Wysłany do motelu aspirant Marcel Majewski jest idealnym kandydatem na kozła ofiarnego - to na niego spada kara za zaginięcie zwłok.
W odróżnieniu od organów ścigania, Jakub Ramon - niegdyś policjant, teraz wolny strzelec trzymany na krótkiej smyczy przez trójmiejską mafię - zna personalia zabitego mężczyzny. To on w ostatniej chwili usunął zwłoki, żeby oddalić zainteresowanie policji od swojego mocodawcy. Szybko jednak ginie kolejna osoba powiązana z organizacją przestępczą, co zmusza Ramona do przedsięwzięcia ryzykownych kroków. Nie może przy tym pozbyć się wrażenia, że skazany na pożarcie przez media Marcel Majewski jest jego młodszą wersją, która lada chwila powtórzy jego błędy.
W jaki sposób splotą się losy dwóch byłych policjantów i kobiety, która chce usłyszeć "Kocham cię"?
Piotr Borlik urodził się w 1986 roku w Bydgoszczy. Po uzyskaniu tytułu inżyniera na Uniwersytecie Technologiczno-Przyrodniczym rozpoczął pracę w fabryce firmy Sharp. To właśnie tam podczas ciągnących się w nieskończoność wieczornych zmian napisał pierwsze opowiadania.
Dalsze życie zawodowe i nieustanne podróże po Polsce umożliwiły mu rozwijanie literackich pasji. Kilka lat spędził w Hiszpanii, gdzie południowy klimat Marbelli i codzienna porcja słońca motywowały go do tworzenia kolejnych tekstów.
Najczęściej można spotkać go zaczytanego w kryminałach, choć jak sam wspomina, ceni każdy rodzaj literatury, zwracając szczególną uwagę na polskich autorów.
Jest mistrzem Holandii oraz laureatem trzeciego miejsca w otwartych mistrzostwach Czech w grach logicznych, co nie pozostało bez wpływu na jego kryminalny debiut.
❤️💔🏢 M O J A O P I N I A ❤️💔🏢 Książka bardzo mnie zaciekawiła, akcja nabiera tempa już w prologu. Zastanawiałem się kim jest ciemnowłosa kobiety, i czemu nie boi się policji. Jakub Ramon to postać, która bardzo mnie interesuje, ciekawi mnie jego zachowanie, to jak podchodzi do swojej pracy. „Skłam, że mnie kochasz” to drugi tom serii o Jakubie Ramonie. Jak dla mnie, spokojnie można przeczytać drugi tom bez znajomosci pierwszego tomu.
Z Piotrem Borlikiem jestem od początku, to znaczy od pierwszej wydanej książki, która wtedy ogromnie mnie zachwyciła, mimo że była absolutnie, okrutnie, okropnie brutalna i za to pokochałam pióro autora. I tak po raz kolejny wpadłam w te same sidła i złapałam za "Skłam, że mnie kochasz". Czy było warto? Czy Autor się rozwija, a może wręcz przeciwnie? Już opowiadam!
Przede wszystkim, zanim pomkniecie przez moje słowa dalej chciałam zaznaczyć, że to drugi tom serii i choć zapewne nie byłoby problemu gdybyście czytali w kolejności odwrotnej, to nie chciałabym komuś spojlerować więc od razu uczciwie wspominam o tym, że ta część jest powiązana z poprzednią, czyli z "Zapłacz dla mnie".
Jak już jesteśmy przy tym, że to seria, to przypomnę tym, którzy czytali pierwszą część, a wspomnę nowym czytelnikom, być może przyszłym również, że główne skrzypce gra tutaj Jakub Ramon. Był policjantem, a teraz jest wolnym strzelcem z mafią za plecami. Ale, jak na dobry kryminał przystało i tym razem wszystko zaczyna się od trupa. Tylko tym razem jest nieco dziwniej, bo trup znika, zanim służby dotrą na miejsce. Mogę wspomnieć, nie zdradzając fabuły, że to właśnie Jakub Ramon się go pozbywa i przy tym wszystkim ma ogromne wyrzuty sumienia, bo jego młodsza wersja, Maciej, policjant zostaje obwiniony za to, że zwłoki zniknęły. Tylko czy słusznie Jakub dostrzega w nim osobę, która jest na najlepszej drodze do popełnienia jego błędów? No i czy postara się go uchronić i sprawić, aby nauczył się na jego błędach? To już musicie sprawdzić sami!
Uwielbiam kryminały i powtarzam to niezmiennie. Jednak czuję również coraz częściej, że coś się w fabule powtarza, coś jest "zgapione" z innego autora i jakoś tak mam wtedy lekkie pretensje. Tutaj jednak tego efektu nie ma, ale to przecież z góry nie świadczy o tym, że książka jest dobra, prawda? Natomiast jest to ogromna zaleta, przynajmniej dla mnie. Mamy ciekawą zagadkę kryminalną, dosłownie czytelnik ma tyle myśli jednocześnie, dylematów emocjonalnych, etycznych, że bardzo łatwo zostaje przez Autora zakręcony i dzięki temu niejednokrotnie zaskoczony.
Jeśli chodzi o samą akcję, to u Borlika to typowe, że ma bardzo dziwne tempo. Niby mknie bardzo szybko, ale jednak jest czas, aby się zagłębić w bohaterów, nie dysząc wręcz ciężko w poszukiwaniu wytchnienia. Mimo to, napięcie jest wyrównane, ale cały czas utrzymywane. Nie da się nudzić w trakcie czytania, zwyczajnie nie ma na to czasu.
Bohaterowie również się dość specyficzni. Zarówno Jakub, jak i jego młodsza wersja, Maciej są takimi osobami, które ciężko darzyć sympatią, ale wydaje mi się, że taki właśnie był zamysł Autora. Nie jest im lekko, a jednak nie czuje się wobec nich współczucia. I kobieta... tak, kobieta, która dosłownie, obsesyjnie pragnie by ktoś wyznał jej miłość, nawet jeśli to będzie kłamstwo. Nawiązanie do tytułu, albo odwrotnie, tytuł nawiązuje do treści - ode mnie plus! Ale o co z tą kobietą chodzi, doczytajcie sami!
Zatem, czy polecam? Tak, zwłaszcza osobom, które uwielbiają kryminały, tak jak ja. Nie zawiedziecie się. Ta książka sprawi, że uwierzycie w to, że złamać można każdego.
Wydawnictwu Prószyński i S-ka bardzo dziękuję za egzemplarz!
Przyznam się, że nigdy nie czytałam nic od Piotra Borlika – po prostu nie miałam okazji i jakoś tak niechcący omijałam go w wyborze kolejnych lektur. Kiedy jednak ujrzałam, że w marcu wyszła najnowsza powieść tego autora, stwierdziłam, że muszę w końcu sprawdzić, o co tyle szumu i czy pióro pana Borlika przypadnie mi do gustu. Jak myślicie, czy ta historia mnie porwała?
W jednym z hoteli dochodzi do strasznego czynu: zamordowany zostaje mężczyzna. Policja zostaje o tym fakcie poinformowana, jednak gdy na miejscu pojawiają się śledczy, ciała nie ma. Ktoś postanowił je sobie zabrać, a jedyną wskazówką są ślady krwi. Marcel, który został wysłany na miejsce zbrodni, staje się idealną osobą do obwinienia o zgubienie zwłok. Jest jednak ktoś, kto zna zabitego mężczyznę - Jakub Ramon, były policjant, teraz na usługach mafii. Kiedy ginie kolejna osoba powiązana z organizacją przestępczą, Ramon musi zacząć znów działać. Jednocześnie nie daje mu spokoju fakt, że rzucony na pożarcie Marcel jest jego młodszą kopią... Jak splotą się ich losy?
Pozwólcie, że zacznę od tego, co w tej powieści mi się podobało. Kreacja głównego bohatera, Jakuba Ramona, która jest naprawdę bardzo dobra, dopracowana i ciekawa. Postać ta posiada wiele sprzeczności w sobie i choć nie do końca jest to typ charakteru, za którym przepadam, to jednak doceniam pracę, jaką autor włożył w stworzenie tego bohatera. Oczywiście, trzeba wspomnieć o tym, że jest to drugi tom, a ja jeszcze nie znam pierwszego – podejrzewam więc, że gdy już go poznam, zrozumiem zachowanie Ramona.
Marcel Majewski, który został właściwie drugim głównym bohaterem tej historii, na początku przypadł mi do gustu. W jego imieniu poczułam się urażona, gdy został wyrzucony z pracy. Później, gdy dowiedziałam się, dlaczego tak się stało, poczułam ogromną złość. Oczywiście nie na autora – w końcu to on stworzył tę rzeczywistość i to on poprowadził tu akcję tak, a nie inaczej. Chociaż może trochę i byłam na niego zła... No ale dowodzi to tego, iż Piotr Borlik stworzył historię, która wzbudziła we mnie wiele emocji, a za to należy się duży plus.
Kolejną zaletą tej pozycji jest fabuła, opierająca się na mafijnych porachunkach oraz skorumpowanej policji. Choć niezbyt lubię taką tematykę, to tutaj poczułam się naprawdę zainteresowana przedstawianym tematem i wciągnęłam się w pędzącą akcję. Wpływ na to miało niewątpliwie pióro autora, które jest bardzo dobre, a słownictwo, jakiego używał tu autor, idealnie oddawało klimat powieści. Dlatego dla ceniących sobie te elementy, książka powinna być naprawdę ciekawą lekturą. Jedynym, do czego mogę się przyczepić, to nagłe przeskoki w rozdziałach z perspektywy Jakuba, na perspektywę Marcela – na początku było to gubiące i irytujące, jednak z czasem dało się przyzwyczaić. Jednak, jeśli ktoś nie przepada za takim zabiegiem, może wpłynąć to na jego odbiór tej historii.
Skłam, że mnie kochasz to moje pierwsze spotkanie z Piotrem Borlikiem, lecz z pewnością nie ostatnie. Jestem pozytywnie zaskoczona, jak dobra jest ta pozycja. Dla wszystkich fanów sensacji, wątków mafijnych i podobnych – polecam!
Lubię twórczość Piotra Borlika. Nie jest to wielka miłość, ale przyznaję, że nazwisko Borlik na okładce przyspiesza moją decyzję o rozpoczęciu lektury. Dzięki niemu wiem, że czeka mnie sporo dobrej zabawy. Przyznam jednak, że dużo bardziej wciągnęła mnie seria o Agacie Stec niż o Jakubie Ramonie. Nie ulega jednak wątpliwości, że Piotr Borlik trzyma poziom. Już w kilku pierwszych akapitach powieści autor rzuca czytelnika na głęboką wodę. W małym, przydrożnym hoteliku dochodzi do zbrodni. Młoda, piękna kobieta bestialsko morduje starszego pana - jak się potem okazuje księgowego, zatrudnionego przez trójmiejską mafię. Kiedy na miejscu pojawia się Policja, właściwie nie ma już czego badać. Ciało zniknęło, pozostawiając po sobie jedynie niewielkie ślady krwi. Młody funkcjonariusz Marcel, który pojawił się jako pierwszy na miejscu zbrodni, zostaje oskarżony o niedopełnienie obowiązków i zwolniony z pracy. Tymczasem okazuje się, że Marcel to kozioł ofiarny i nie miał szans zdążyć na miejsce zbrodni. W sprawę wplątany jest bowiem Jakub Ramon - były Policjant, którego poznaliśmy w pierwszym tomie pt. „Zapłacz dla mnie”. Ramon odniósł sukces sprzątając miejsce zbrodni przed przybyciem Policji, czeka go jednak jeszcze jedno zadanie. Musi uzyskać odpowiedź na pytanie: Kto zabił księgowego? Jak to u Borlika bywa, nic nie jest proste. Powiedzenie "Co się polepszy to się pop...y" jest tu po prostu idealne. Rozwiązanie każdej zagadki rodzi dwie kolejne i dopiero na końcu wszystkie elementy składają się w jedną, spójną całość. To właśnie lubię najbardziej. Początkowo powieść wydaje się trochę poszarpana, a bohaterzy z różnych stron świata, ale im bliżej końca książki, tym bardziej wszystko się łączy i splata, aby na końcu zaskoczyć finałem. Powieść jest mroczna, ale do tego Piotr Borlik zdążył mnie już przyzwyczaić. Atmosfera powieści jest szara i lepka. Tu nie ma normalnych bohaterów, każdy wydaje się pokręcony. Policja cała wydaje się skorumpowana, a społeczeństwo niewrażliwe i egoistyczne. Główny bohater też przeszedł na ciemną stronę mocy i – pomimo tego, że jeszcze niedawno był policjantem – teraz współpracuję z mafią i w ogóle nie ma skrupułów. A już członek mafii o ksywie Złotek… ten to dopiero jest pokręcony. To wszystko właśnie składa się na ten klimat i nastrój, który tak mnie fascynuje w książkach Pana Borlika. Żadnego bohatera nie lubię, do nikogo nie czuję sympatii, a mimo to czytam z wypiekami na twarzy. Akcja toczy się szybko, a jednocześnie powoli. Trudno to uczucie ubrać w słowa, ale to trochę tak, jakbym pędziła w metrze w zwolnionym tempie. Niby dużo się dzieje, niby co i rusz mamy zwroty akcji, ale jednocześnie mamy czas przystanąć i zastanowić się nad wydarzeniami i bohaterami. I to jest właśnie to, co tygrysy lubią najbardziej! Polecam wszystkim miłośnikom kryminałów. Naprawdę warto zanurzyć się w ten mroczny świat, pełen zagadek i demonów z przeszłości. Nawiasem mówiąc, właśnie odkryłam, że przeczytałam już wszystkie książki Pana Borlika. Szkoda….
Wysłuchałam do końca. Mimo ze od pewnego momentu stało się jasne, że fabuła nie wyjdzie poza trójmiejskie rozgrywki wewnątrzmafijne i udział w nich byłych oraz obecnych policjantów: skorumpowanych/zastraszanych/szantażowanych, czyli do wyboru do koloru, co w gruncie rzeczy większej różnicy nie czyni.
Ozdobnikami kolejnych akcji - a jest ich sporo - są kobiety, na ogół piękne lecz zepsute, na czele z tajemniczą femme fatale, której tożsamość i rola na szczycie zostaje ujawniona dopiero w finale, z udziałem Jakuba Ramona i jego syna Patryka. Owszem, nowych i wcześniej poznanych postaci jest niemało, każda ma imię, nazwisko, kilka cech charakterystycznych, operują żywym, dosadnym językiem i rozmaitymi, tradycyjnymi i nowoczesnymi środkami przymusu, wymuszania, zabijania oraz czyszczenia. Prawie każdy epizod mógłby stanowić gotowy mini-scenariusz kina akcji klasy B.
Podczas słuchania audiobooka niecelowe wydaje się nadmierne pobudzanie szarych komórek, nie ma chyba zresztą takiej potrzeby. Porównując wrażenia po dwóch znanych mi seriach Piotra Borlika, zaczynam tęsknić za Agatą Stec, której powrotem skądinąd autor groził.
Kiedy pojawia się coś nowego od Borlika, to ja nie czekam - od razu łapię i czytam.
Drugi tom serii mnie zachwycił! Polecam czytać po kolei, bo jest tutaj tak dużo wskazówek dotyczących pierwszego tomu, że aż szkoda sobie psuć zabawę czytając odwrotnie.
Autor potrafi w intrygę i tutaj po raz kolejny to udowodnił. Po mistrzowsku wodzi za nos czytelnika i podrzuca tropy, które - niczym sowy w Twin Peaks - nie są tym czym się wydają. W tej książce nic nie jest oczywiste i to sprawia, ze trudno się oderwać od czytania. To jedna z tych książek „a jeszcze rozdział” chociaż na zegarku już grubo po północy ;) No i oczywiście wisienka na torcie, czyli postać Jakuba Ramona. Wybitnie dobrze skonstruowana pod względem psychologicznym.
Nie ma się co rozwlekać, to jest porostu genialna lektura. To się czyta jednym tchem i ja gorąco polecam :)
O ile z zainteresowaniem słuchałam "Zapłacz dla mnie" tak "Skłam, że mnie kochasz" delikatnie mówiąc mnie wynudziłam. Mafia, skorumpowani policjanci i groźne kobiety to nie ten typ historii, który mnie porywa. O ile autorowi nie mam nic do zarzucenia jeśli chodzi o styl i dialogi, to niesety Jakub Ramon mnie rozczarował. Co nas z Jakubem łączy to, to że ten nie umiem skłamać, że go kocham.
W moim mniemaniu „Skłam, że mnie kochasz” jest gratką dla wielbicieli gatunku lubiących wątki mafijne. Jest dynamicznie, wielowątkowo i zaskakująco, co zwiększa przyjemność z lektury. I choć nie spodziewałam się takiego obrotu spraw jeżeli chodzi o Ramona, to z zaciekawieniem pochłonęłam kolejną książkę Piotra Borlika. Przy okazji pragnę wspomnieć, że zastanawia mnie w którą stronę pójdą kolejne książki spod pióra autora.
Piotr Borlik nie byłby sobą, gdyby nie pokusił się o nawiązania do psychologii. Jednym z ciekawszych wątków tej powieści stały się mechanizmy budzenia w człowieku najmroczniejszych instynktów. Zastanawiałam się już parokrotnie czy tak łatwo można zamienić się w potwora? Czy to po prostu tkwiło uśpione w jednym z naszych bohaterów? Mam nadzieję, że postać o której mowa pojawi się jeszcze w twórczości autora, ponieważ daje szerokie pole do popisu. Moja ciekawość została zdecydowanie pobudzona.