„CARTER” – pierwszy tom serii „Narzeczona mafiosa” Klara Leończuk
Scarlet Johnson jest młodą, dwudziestosześcioletnią kobietą, która na co dzień pracuje jako sekretarka w kancelarii prawnej. Dodatkowo dorabia sobie, pomagając w codziennych obowiązkach mężczyźnie w średnim wieku, Jeremiemu Harrisonowi. Przybywając do domu swojego pracodawcy z zakupami, Scarlet staje się świadkiem egzekucji. Zanim zdoła uciec, zostaje uprowadzona. Jej porywaczem okazuje się Carter Cambrini, mężczyzna stojący na czele mafii. O dziwo, nie traktuje dziewczyny jak zakładniczki. Wręcz przeciwnie – przedstawia ją jako swoją narzeczoną. Scarlet nic z tego nie rozumie. Ten facet jest dla niej ogromną zagadką. Wkrótce jeden z wrogów Cartera dowiaduje się, że w życiu Cambriniego pojawiła się kobieta, która najwyraźniej coś dla niego znaczy. Postanawia to wykorzystać.
Scarlet to młoda dziewczyna, która pracuje w kancelarii prawnej, jest tam sekretarką, a jako, że sama pracuję na podobnym stanowisku to wiem, że tam raczej kokosów się nie zarobi i dorabianie to coś do czego trzeba się czasem zwrócić, aby móc się otrzymać i tak właśnie działa nasza bohaterka, dorabia sobie pomagając pewnemu panu w obowiązkach domowych, nie jest to szczyt marzeń, ale pomaga się utrzymać, więc kto śmie narzekać? I tak oto przychodząc do swojego pracodawcy w celu wypełnienia swoich pomocowych obowiązków, nasza bohaterka trafia w sam środek... porachunków mafijnych, bo jak inaczej nazwać to, że była świadkiem egzekucji niczym z filmu? Teraz ten to dokonał zabójstwa nie może pozwolić jej uciec, więc zostaje porwana przez niego, a jest to nie byle kto - Carter Cambrini, czyli mafioso, który ma dosyć spore wpływy we Włoszech. I teraz pora na kolejną ciekawostkę - Scarlet nie ma być traktowana jak przetrzymywana kobieta, a jak narzeczona mafiosa! Zaskoczeni? Przyznam szczerze, że ja byłam! Co to wszystko znaczy, czy Scarlet uda się zrozumieć sytuację w jakiej się znalazła? Po krótkim wstępie do fabuły, przyszedł czas na opinię, i niestety, ale tu nie mogę wystawić dla Was laurki, bo chociaż jest to debiut, a jak wiecie je traktuję łagodniej niż książki doświadczonych autorek, to mimo to ta historia wypada niestety, ale słabo, a dlaczego to wyjaśnię Wam dalej. Po wstępie wiecie, że Scarlet i Carter swoje pierwsze spotkanie mogą zaliczyć do dość niefortunnych - on właśnie zabił mężczyznę, u którego dorabiała, a ona została przez niego porwana do jego ojczystego kraju, ale o tym Wam już wspominałam i do tego momentu wszystko wydaje się zacne. Jednak po niedużej ilości stron mamy coś czego nie jestem w stanie zrozumieć - Scarlet ma szansę uciec i to parokrotnie, ale togo nie czyni. Czemu? Tego nie wiem, bo to jest coś co powinna uczynić każda porwana osoba - próbować się uwolnić za wszelką cenę, gdy tylko nadarzy się jakakolwiek okazja. A i panna Scarlet Johanson chyba ma zdolność adaptacji jak u kameleona, bo dostosowała się do nowej sytuacji błyskawicznie (aż za bardzo), ja rozumiem, że dostosujemy się dla przetrwania i lepszego bytu, ale jej myśli były zbyt składne w tym przypadku. Carter to pozycja, którą poznajemy głównie z perspektywy Scarlet, jednak pod koniec książki (w małym stopniu) mikrofon zostanie też oddany Carterowi i to były przyjemniejsze rozdziały lub ich części w mojej ocenie. Moje tempo czytania określam jako bardzo dobre, bo raczej nie należę do osób, które trochę ponad 200 stron czytają cały dzień - wręcz przeciwnie, a tu tak przyszło mi spędzić z tą pozycji cały dzień. Myślę, że mogę pokusić się o krótkie podsumowanie - za szybko, za dużo i za mało zmiennych. Ta pozycja miała potencjał i liczę na to, że w kolejnej części to co tu wydało mi się perspektywiczne rozwinie swoje skrzydła. Nie znajdziemy tu też scen namiętności, co mogłoby nadać Carterowi objętości, bo nasi bohaterowie zgodnie z fabułą mają zbliżenia, ale nie uraczymy tu dużej dozy wyzwolenia. Ja Wam tej książki nie mogę niestety polecić, ale myślę, że znajdą się także jej zwolennicy i jeśli do nich należycie to bardzo się z tego powodu cieszę!
Od samego początku ta książka okazała się jednym wielkim absurdem. Skończyłam ją na 75%, bo po prostu poziom logiki jest w niej prawie zerowy. Dziewczyna nie ma problemu z porwaniem, jakoś specjalnie nie cierpi, nie buntuje się ani nic, że została ogłoszona i wywieziona z kraju. Po kilku czy kilkunastu dniach nie ma problemu z tym, że typ oświadcza, że ona jest jego narzeczoną, że od teraz już z nim zostanie. Jej na dodatek zaczyna na nim zależeć. I okej to by mogło nawet przejść, ale nie na przestrzeni kilkunastu dni, a raczej kilku miesięcy. Z każdą stroną było coraz gorzej dlatego się w końcu poddałam.
Wystarczyło mi niecałe 50 stron i musiałam tą książkę odłożyć. Zero tu logiki, a toksyczność wali po nosie już po pierwszej stronie. Gratuluję każdej osobie której udało się tę książkę przeczytać do końca, zmarnowany czas i papier
Przyznaję, przeczytałam tylko 20%. Po pierwszych dwóch stronach, stwierdziłam, dobrze, dam szansę, może dalej będzie lepsza. No nie, niestety nie była. Koszmar, straszny gniot.
Japierdole jakie gowno. Skończyłam czytać jakoś po połowie bo nie dało się tego dalej czytać… definitywnie muszę przestać czytać każde gówno jakie zobaczę na tik toku