Od kilkunastu lat Wilcza Dolina przygotowuje się na powrót wilkarów. Opiekunka jest zmęczona oczekiwaniem, odpowiedzialnością, strachem i niepewnością. DaWern wiedzie podwójne życie i wciąż nie jest pewne, po czyjej stronie stanie, gdy przyjdzie czas. Dziecko krwi Elleniale dorosło i jest gotowe poznać Pana Lasu.
Alasa coraz bardziej interesuje się zdziwaczałym Irkem. Dawno temu wywieszczyła, że kiedyś pomoże mężczyźnie odnaleźć spokój, a potem wrócą wilkarzy. W miarę jak wieszczka i bartnik zbliżają się do siebie, czas przepowiedni nieuchronnie zaczyna się wypełniać.
Polska pisarka, autorka cyklów powieściowych Wilcza Dolina oraz dla młodzieży Wilcza Dolina - Bratmił, nawiązujących do kultury i wierzeń dawnych Słowian. Z wykształcenia jest kulturoznawcą. Debiutowała wiosną 2014 r. opowiadaniem Śpij, chłopczyku w antologii Toystories. Pisze na portalu fantastyka.pl jako krajemar.
Trzykrotnie była nominowana do nagrody im. Janusza Zajdla: w 2014 r. za opowiadanie opowiadanie Daję życie, biorę śmierć, a w 2016 i 2017 r. za powieści Idź i czekaj mrozów oraz Zaszyj oczy wilkom.
Najlepsza seria jaką w życiu czytałam. A tom finalny??? Zaskakujący. Cudowny. Czapki z głów. Będę sięgać po inne tytuły tej autorki. Polecam całym sercem!!!
Tę część od poprzednich dzieli wiele lat i dla mnie było to dużym zaskoczeniem. Tutaj do głosu dochodzą dzieci i wnuki dobrze znanych postaci, co było lekko irytujące, ze wzgledu na mętlik imion i ich pochodzenie. Historia z czasem zyskała, a końcówka skradła moje serce.
Pierwszy tom trylogii Wilcza dolina Marty Krajewskiej odrobinę rozczarował mnie formą i postacią głównej bohaterki. Drugi tom pokazał, że te nieśmiałe podrygi, które obserwowałam w Idź i czekaj mrozów, to była tylko cicha przygrywka do tańca, który zapodał właściwy rytm w tomie drugim, a zakończył się energicznie i z przytupem w ostatnim tomie trylogii pod tytułem Wezwijcie moje dzieci.
Przepowiednia. Od kilkunastu lat Wilcza Dolina przygotowuje się na powrót wilkarów. Opiekunka jest zmęczona oczekiwaniem, odpowiedzialnością, strachem i niepewnością. DaWern wiedzie podwójne życie i wciąż nie jest pewne, po czyjej stronie stanie, gdy przyjdzie czas. Dziecko krwi Elleniale dorosło i jest gotowe poznać Pana Lasu. Alasa coraz bardziej interesuje się zdziwaczałym Irkem. Dawno temu wywieszczyła, że kiedyś pomoże mężczyźnie odnaleźć spokój, a potem wrócą wilkarzy. W miarę jak wieszczka i bartnik zbliżają się do siebie, czas przepowiedni nieuchronnie zaczyna się wypełniać.
Koniec z efektem WOW i przytupem. Nieważne, jak zaczynasz, ważne, jak kończysz.
Mam wrażenie, że dokładnie te słowa wzięła sobie do serca Marta Krajewska przy pisaniu Wilczej doliny. Gdyż po odsłuchaniu ostatniego tomu trylogii, mogę tylko pokłonić się nisko i zacząć bić brawo autorce.
Od pierwszej minuty audiobooka notabene czytanego genialnie przez Emilię Strzelecką (tu też ukłon), przechodziły mnie ciary po plecach i przechodziłam prawdziwą huśtawkę nastrojów.
Zastanawiałam się do się stało pomiędzy DaWernem i Opiekunką, a także rozmyślałam nad tym, jaką rolę w całej kabale rozegra Wiedźma. Wkurzałam się na niektóre decyzje Vendy. Nie rozumiałam momentami jej postępowania względem swojej uczennicy. Miałam jej za złe, to całe buńczuczne zachowanie, ale przy tym kibicowałam, by nie poddawała się marazmowi i słabości.
Ponadto dopingowałam młodym, ledwo co poznanym, mieszkańcom wioski (szczególnie młodej Chmurniczce), którzy wydawali mi się uroczy. Miałam też ochotę „nawrzucać” mieszkańcom Doliny za ich zachowanie względem wieszczki i bartnika. Ogólnie targały mną emocje, ale z wypiekami na twarzy czekałam na finał.
Finał, który był crème de la creme całej powieści. Jak to tam wszystko się ładnie podopinało. Jak wiele spraw, które wydawały mi się mętne podczas słuchania, się wyjaśniło. I najważniejsze, z jakim przytupem i ogólnym efektem WOW, to wszystko się zakończyło.
Jeszcze raz. Głębokie ukłony droga autorko. To zakończenie, to było prawdziwe mistrzostwo!
I myślę, że nie muszę dodawać nic więcej, bo po tych słowach powinniście w te pędy biec do Wilczej Doliny i sprawdzić, jak rozwiązała się ta cała kabała z wilkarami.
Finałowy tom serii o Wilczej Dolinie dał mi wszystko to, czego od niego oczekiwałam. A może nawet jeszcze więcej. Książki czytałam właściwie bez żadnej większej przerwy między poszczególnymi częściami, dzięki czemu czułam się tak, jakbym na tych kilka tygodni faktycznie przeniosła się do wioski oddzielonej od lasu palisadą, której mieszkańcy stali się moimi najbliższymi przyjaciółmi. Uwielbiam powieści, które potrafią wywołać ten efekt!
Od wydarzeń opisanych w poprzednim tomie minęły całe lata. Zapowiadane zamarznięcie Sinych Wód i powrót wilkarów zbliżają się wielkimi krokami, a najmłodsze pokolenie mieszkańców wioski, pod czujnym okiem opiekunki, próbuje się na to przygotować. Z zafascynowaniem śledziłam losy nowych postaci, które pojawiły się na planszy. Tę część czytało mi się chyba najlepiej. Może ze względu na to, że Venda została odstawiona nieco na bok, a z zadziornej i momentami irytującej młodej kobiety, stała się stateczną, zrzędzącą panią w średnim wieku, a do takich zawsze będzie mi chyba bliżej. Może przyjemność z czytania, jaką zafundowała mi ta część, wynikała jednak z faktu, że od pierwszych stron czuć, że historia zmierza do nieubłaganego końca, a finał, który przygotowała Krajewska zachwyca. Nie jestem typem czytelnika, który doszukiwałby się dziur fabularnych - być może takowe tutaj były, ale byłam autentycznie zaszokowana większością bomb fabularnych serwowanych w końcówce przez autorkę, a coś takiego nie zdarzyło mi się dawno. Poznawanie tajemnic planu, który Venda tworzyła przez lata, dało mi naprawdę dużo radochy, a zakończenie przyniosło poczucie satysfakcji. Czego więcej można wymagać? Podobało mi się to, jak splotły się wszystkie wątki, a nowe pokolenie bohaterów świetnie spisało się w rolach, które dla nich zaplanowano. Jeśli miałabym się czegoś czepiać, to może jedynie tego, że Królowa pojawia się niczym deus ex machina w najbardziej dogodnym momencie, ale jestem w stanie przymknąć na to oko.
Ocena może trochę na wyrost, bo obiektywnie patrząc na ten ostatni tom, to nie jest to pewnie żaden literacki majstersztyk, ale za serię jako całość i uczucia, które we mnie wzbudziła podbijam o jedną gwiazdkę. Słowiański klimat wylewa się z każdej strony, a zatem to pozycja obowiązkowa dla wszystkich miłośników strzyg, wił i innych utopców.
Muszę przyznać, że przez kilkanaście pierwszych stron książki czułam się zagubiona. Między 2 i 3 tomem mija kilkanaście lat, które bardzo wpłynęły na bohaterów. Osobiście bardzo nie spodobał mi się "nowy" w sensie starszy DaWern, Venda też mnie raczej irytowała niż ciekawiła. Dopiero zakończenie i wyjaśnienie historii pozwoliło mi spojrzeć na główych bobaterów przychylniejszym i bardziej wyrozumiałym wzrokiem. Całość tworzy spójną całość, wszystko nabiera sensu, gdy pozna się historię do końca.
Cała seria jest ciekawa, oryginalna. Czyta się lekko i przyjemnie.
Opinia o całej serii. Niby jest tu wszystko, co być powinno, a jednak czegoś brak. Mnóstwo fajnych pomysłów, interesujący świat i przedstawienie zwyczajów i obrzędów, teoretycznie wszystko gra, teoretycznie jest to opowieść rozgrywająca się w świecie dokładnie takim, jak bym sobie wymarzyła, ale... Być może to rozdrobnienie na zbyt wielu bohaterów pobocznych, spośród których niewielu wyróżnia się interesujacym charakterem (choć są i wyjątki!), być może to, że sama główna bohaterka (podobnie jak i DaWern) z tomu na tom coraz bardziej traci "ikrę" - w piewszym tomie była zdecydowanie bardziej charyzmatyczną postacią niż w kontynuacji. Wątek wilkarów i przepowiedni na początku zapowiadał się świetnie, ale z czasem straciłam nim zainteresowanie, bardziej interesowały mnie pomniejsze i bardziej kameralne przygody dziejące się "tu i teraz". Niektóre rozwiązania fabularne niekoniecznie wzbudziły mój entuzjazm. Jeśli chodzi o język powieści, to jest dość nierówno - dominuje bardzo fajna stylizacja i klimatyczne prowadzenie narracji, ale czasami dialogi bohaterów (zwłaszcza w ostatnim tomie) wprowadzają w lekkie zażenowanie (mottem ostatniego tomu powinno być "Mam to w dupie!"). Autorka powtarza się w momentach, w których nie jest to konieczne i tłumaczy czytelnikowi rzeczy, które lepiej wybrzmiałyby niedopowiedziane, natomiast w innych momentach za bardzo liczy na dobrą pamięć czytelników, odnośnie wydarzeń z tomów poprzednich. Mimo tych mankamentów serię oceniam pozytywnie i myślę, że w przyszłości chętnie zapoznam się z innymi projektami autorki.
popłakałam się. ten tom bym cudowny!!! ta trylogia była wspaniała!!! tak mi smutno, że kończę tą historie:( bawiłam się wspaniałe i pomimo, że pomiędzy 1 tomem a 2 tomem minęło pare miesięcy, to każdy tom czytało mi się szybko i przyjemnie! wspaniała opowieść, a ten tom był taki zaskakujący i miły i smutny momentami. myśle, że bardzo dobre zakończenie trylogii, jestem usatysfakcjonowana!!
4,5/5 Ależ mnie to zakończenie rozłożyło na łopatki. Pół książki byłam zła na to, co tu się fabularnie podziało, po to żeby na koniec wszystko nabrało sensu. Teraz już wiem dlaczego wszyscy piszą jak dobre jest zakończenie ten serii. Ciągle nie mogę wyjść z szoku.
Rewelacyjne zakończenie serii. Zwroty akcji wgniatały mnie trochę w fotel, a cała intryga i plan Vendy to sztos. Samo zakończenie książki bardzo mi sie podobało, dokładnie tak sobie je wymarzyłam.
Kiedy patrzyłam na Vendę w tej części to miałam wrażenie, że maga się miota, ma masę wątpliwości i popada w poważne problemy psychiczne i ciutkę w alkoholizm. Jednak ostatnie rozdziały pokazały jak genialnie Autorka to zaplanowała i jakie znaczenie ma każdy element życia Vendy. DaVerna było jak dla mnie ciut mało w tej części, ale ja mam słabość do tego wilkara.
Jadną z najlepiej napisanych postacić była dla mnie Alasa, rudowłosa wieszczka. Jej rozdziały czytało mi się naprawdę super. Jej życie to usiane płatkami róż nie było, ale dzielnie sobie z nim radziła. Bardzo ciekawa postać.
Najciężej było mi się zżyć z Darą, bo od początku mi się nie podobało jej zachowanie, a na koniec to już przeszła samą siebie. Jednak w tej postaci Autorka świetnie oddała do czego może prowadzić zazdrość, zawiść i nakręcanie się negatywnymi myślami, przy jednoczesnym widzeniu siebie tylko w jasnych barwach.
Śmierć kilku bohaterów (chociaż w jednym przypadku nie ciężko powiedzieć, że to była śmierć) była spodziewana i bez tego cała fabuła byłaby raczej mało realistyczna. Zwłaszcza jedna, niezbyt lubiana przeze mnie postać dokonała swojego żywota.
Trochę szkoda, że to już ostatni tom przygód Vendy, ale dla mnie to idealna ilość i fajne zakończenie całej opowieści. Książka na pewno trafi do top 10 tego roku, bo dawno żadna książka nie wywarła na mnie tak pozytywnego wrażenia.
Zakończenie trylogii. Zwieńczenie historii Wilczej Doliny. Największą zaletą tej książki są genialnie wykreowani bohaterowie i to, że wioska jako byt zbiorowy jest jednym z bohaterów. Jest postacią odgrywającą rolę w zdarzeniach. Ta opowieść jest pleciona jak warkocz. Pasmo za pasmem zazębia się z sobą. Zaczynając od sielskiej wioski, usiłującej wieść normalne życie, po zwężające się zakończenie, gdzie strach plącze ręce, bo już nic innego zrobić nie można. Finał jest tak fantastycznie zaskakujący, że nie mogłam chcieć niczego więcej (no, może jednego solidnego trupa :) ).
Pierwszy tom trylogii nie przekonał mnie do siebie - musiałam, mimo wątpliwości, zmusić się do zaczęcia drugiego. Cały czas było powoli coraz lepiej, a tom trzeci wciąga najbardziej. Nie mówiąc już o końcowej części książki, gdzie wyjaśnia się nie tylko każde pytanie jakie sobie zadawałam, ale i tajemnice, których istnienia nawet nie podejrzewałam. Cudowne i zaskakujące. Zdecydowanie polecam.
Przez sporą liczbę nowych postaci i słuchania tego w audio, momentami nie wiedziałam co się dzieje i z kim teraz podróżujemy (aka dużo pov), myślę że przez to, dużo wątków mi umknęło i nie mogłam wciągnąć się w fabułę, bo do połowy rozdziału nie wiedziałam czy historia jest teraz o córce młynarza, synu kowala czy opiekunce doliny..
Właśnie przeczytałam ostatni tom, więc mogę Wam napisać o całości... Niosę Wam więc dobrą wieść o Wilczej Dolinie!
To była epicka przygoda, która na pewno zostanie ze mną na dłużej. Nie potrafię powiedzieć, który tom jest najlepszy, bowiem one wszystkie razem tworzą nierozerwalną całość...
Gdy czytałam pierwszy tom spodziewałam się chyba czegoś innego - w sensie, że nie spodziewałam się zupełnie jak może się potoczyć ta niepozornie zaczynająca się historia... Autorka bardzo miło wyprowadziła mnie totalnie w las, by na koniec moja budzia coraz częściej otwierała się z wdziwieniu i zachwycie jednocześnie - jak to?! no w sumie to logiczne, ale... wooot???
Poznajemy wioskę Wilczą Dolinę, opiekuna, dowiadujemy się, że poza kręgiem ognia w lesie czyhają różne potwory i demony... Co prawda w całej serii jesteśmy świadkami kilku potyczek, ale dobrze, że nie nasiąkła cała powieść tym... (tutaj odnoszę się do serii Pauliny Hendel o Żniwiarzu, jakże inna seria, a także ją uwielbiam!) Ale poznajemy też kilka najważniejszych postaci w tej historii.
Jak sama autorka przyznaje minęło 10 lat od pierwszego tomu do trzeciego. Nie wyobrażam sobie, jak ja to przeżyłam. Pamiętam jak kupiłam pierwszy tom Idź czekaj mrozów i odłożyłam na półkę, wiedząc, że będzie drugi tom, potem drugi kupiłam odkładając na półkę, mówiąc no to teraz trzeci... Nie wyobrażam sobie, co czuli ci, co czytali na bieżąco. Dlatego cieszę się, że poczekałam...
Tutaj mamy, w moim odczuciu, trochę baśni. Ale takiej mrocznej nieco baśni... Venda w czerwonym płaszczu z długim warkoczu mieszkająca pod lasem... DaWern... Nie mogę powiedzieć Wam za wiele. Ale jest także wiedźma ze starym kotem - oj ją też polubiłam.
W tej całej historii są też pomniejsze historie, które bardzo mi się spodobały... No są niektóre wątki, co myślałam, że się obrażę, ale trzeci tom wynagrodził mi wszystko. Złożyło się to wszystko w całość, a po lekturze Pierwszego opiekuna to już w ogóle chylę czoło przed Autorką i zaszeptuję, i zaklinam... Więcej, więcej, pisz, niech wena Cię prowadzi...
Niech prowadzi, bowiem moje dziecię zaczęło czytać SAMO "Drzewo" o bogach słowiańskich, obok położyło serię o Bartimile i mówi "mamo, a będzie więcej? bo ja chcę poznać ten świat"...
A ja czekam na zdecydowanie WIĘCEJ - jak ktoś ma wątpliwości powtarzam - to jest EPICKIE! Nie będziecie zawiedzieni...
No, najwyżej tak jak ja - że już się skończyło... Ale czy na pewno? Kto wie?
The final volume in the Wolven Valley trilogy is the hardest to rate and review. As I was making my way through the novel, my opinion was swinging violently from side to side. Sometimes I loved the choices made by the author and sometimes I hated them.
The author definitely didn't hesitate to make her characters suffer, which I suppose was clear already in the previous installments, though to a smaller extent. I do like when my novels are hard-hitting and bold. But then again, some decisions weren't followed all the way through, which spoiled the effect to some extent.
I continued loving the foundations of the story, which was the Slavic folklore. I loved how the time was measured from celebration to celebration and how everything revolved around rituals. I was less of a fan of weaving foreign fairy tales into the story, which continued in this book and was especially pronounced in the epilogue. We have so many re-tellings of those fairy tales in the international literature. I would rather the focus remained on the Slavic stories in this series.
4,5 Długo zbierałam się do napisania tej recenzji. W pierwszej chwili miałam wrażenia mocno negatywne – zmiana lektora (całej trylogii słuchałam), nagły przeskok czasowy i spis bohaterów. Ten ostatni nie tylko sprawił, że na nowo zaczęłam się gubić, ale także zwątpiłam, co działo się między drugim a trzecim tomem. I właśnie w tym temacie ogromnie doceniam przemyślenie konstrukcji książki. Pewien plot twist jest oczywisty właściwie od początku, stanowi kontynuację i rozwinięcie finału poprzedniej części. Mimo to w trakcie czytania kilka razy wątpiłam. Dzięki temu główny zwrot akcji pozostał ukryty i sama nie dowierzałam temu, co dzieje się w finale. Autorka umieściła naprawdę wiele podpowiedzi, które stały się jasne po ujawnieniu wszystkich tajemnic. Zdecydowanie dokładność fabuły zasługuje na docenienie. Nie jestem pewna, czy jest to mój ulubiony tom (dla pierwszego mam sentyment ze względu na pierwszą styczność z klimatycznym uniwersum), ale widać w nim rozwój postaci i samego świata. Może koniec okazał się nieco zbyt idealny, ale baśniowo-legendowe podsumowanie było bardzo satysfakcjonujące. Na pewno czuję żal, że to już koniec, ale mam nadzieję na jakieś rozwinięcie w przyszłości (choć już jestem za pierwszym tomem o Bratmile).
Na początku miałam dwie bolączki: inny lektor (już zdążyłam przyzwyczaić się do głosu mężczyzny) i duży przeskok czasowy między drugą, a tą częścią. Kwestię zmiany lektora jakoś przeżyłam, a przeskok czasowy okazał się bardzo sprytnym zabiegiem, który później nabrał sensu jeszcze bardziej.
W innych recenzjach wyczytałam, że czytelnicy narzekali na zbyt powolne tempo pierwszej połowy. Ja natomiast uważam, że w ten sposób autorka idealnie podkreśliła życie w strachu, w cieniu przepowiedni, w napięciu, a jednocześnie próbę życia normalnym, wiejskim życiem.
Podobało mi się również jak został ukazany tutaj obłęd. Wcześniej kojarzyłam obłęd z zupełnym oderwaniem od rzeczywistości lub zachowaniem w stylu Golluma. Teraz jednak nabrało sensu to, że wierzono, że dobre i czułe wychowanie może sprawić, że dzieci nie popadną w obłęd. Dało mi to do myślenia.
Książka wspaniała. Fantastyczna. Finał serii - zdecydowanie udany!
„Wezwijcie moje dzieci” to finałowy tom cyklu Wilcza dolina. Wydarzenia tu opisane mają miejsce kilkanaście lat po tym co się zdarzyło w „Zaszyj oczy wilkom”. Nasi bohaterowie dorobili się dzieci i to one wysuwają się na pierwszy plan. Był to ciekawy zabieg i bardzo mi się spodobał. Nowe postacie są ciekawe i wprowadzają świeżość. Bardzo polubiłam Olane i Toru. Oczywiście jest i nasza opiekunka Venda oraz ostatni z wilkarów. Nad ich głowami cały czas wisi przepowiednia ale Venda opracowała plan. Plan który ma pokonać wrogów.
To zdecydowanie mój ulubiony tom. Trzymał w ciągłym napięciu a zakończenie to było totalne zaskoczenie. Autorka pozamykała wszystkie wątki i tak smutno rozstawać się z bohaterami. To był świetny cykl.
Bardzo dobre zakończenie serii. Liczne zwroty akcji, zagadka i zaskakujące momenty. A jednak odczułam lekki niedosyt i trochę to było dla mnie zbyt cukierkowe. Szczególnie, że wcześniej u tej autorki często ktoś umierał. Cóż, zgaduję, że taka jest kolej rzeczy. Cała zagadka też odrobinę naciągana, a może po prostu nie do końca podoba mi się czytanie tego typu mystery - nie dawanie prawie żadnej podpowiedzi, żeby nikt się nie mógł domyślić.
O matko, jakie to było dobre! Próbowałam wymyślić, jak autorka zakończy serię, ale to.... no, tego to się nie spodziewałam! Świetna książka, genialna fabuła, bardzo dobre słownictwo, baaardzo realistyczne postaci, a na dodatek słowiańskość i magia. Nie wiem, jak teraz żyć po zakończeniu lektury i serii.... 😉
Cała trylogia jest cudowna. W trzecim tomie główna bohaterka była bardzo irytująca, ale! zakończenie wynagradza wszystko! Bardzo polecam. W trakcie czytania chciałam dać 3, po zakończeniu 5. Chciałabym więcej ❤️
Ah! Co to był za roller-coaster emocji. Wpadłam w te książkę z rozpędu zaraz po drugiej części. I tak szybko jak wpadłam, tak szybko zaczęłam hamować w tej historii. Mimo, że byłam bardzo ciekawa co będzie dalej w połowie książki byłam już lekko znudzona tym czekaniem. Aż pomyślałam że męczy mnie to wszystko i chciałam jak najszybciej te książkę skończyć. Natomiast! Końcówka mnie nie rozczarowała, wręcz zachwyciła! Warta była tej 'męki' i czekania. 🙈 Mimo wszystko oceniam te książkę i cała serię na bardzo cudowna. Tak inną od tego co czytałam. Polecam ogromnie!
Pierwsze dwa tomy trylogii Marty Krajewskiej schrupałam praktycznie na jeden raz. Pewnikiem dla mnie było, że równie szybko przeczytam zwieńczenie serii o Wilczej Dolinie, Tymczasem, choć faktycznie od razu po nią sięgnęłam, to lektura zajęła mi znacznie więcej czasu i często ją odkładałam. Ale po kolei…
Fabuła trzeciego tomu rozpoczyna się kilka, kilkanaście lat po wydarzeniach z drugiej części. I trochę już tutaj jest zgrzyt. Ogólnie, jest to fajny zabieg na przykład w sagach rodzinnych, kiedy autor chce opowiedzieć nam perypetie kolejnego z członków danej familii. Ale ciągnięcie po takiej przerwie historii tego samego bohatera – a, umówmy się, tu ciągle skupiamy się na DaWernie i „Vendlince” (nie wymyśliłam tego, to jest w książce!) - jest nużące, a i przerwa kilkunastu lat jest na tyle spora, że my tak naprawdę nie wiemy, jak przebiegała zmiana bohatera, co się z nim działo, jakich przyjaciół i wrogów zdobył po drodze…
Byłabym jednak niesprawiedliwa, gdybym nie napisała jednak, że sporo uwagi autorka poświęca tutaj też następczyni Vendy w roli opiekunki, czyli Alasie i jej „niby-związkowi-niby-nie” z bartnikiem uważanym za miejscowego głupka, czyli Irkem. I to jest relacja nie do kupienia. Ja kompletnie nie jestem w stanie uwierzyć w to, co wyprawia się pomiędzy tymi bohaterami. I wrzucenie w to jeszcze pewnego ponadnaturalnego elementu dodatkowo powoduje uczucie meh podczas czytania.
Vendlinka (tak ją teraz będę nazywać, a co) to z kolei tak okrutnie irytujące babsko...Tak jak w pierwszych dwóch częściach pretensje miała głównie do siebie i losu, tak teraz obrzuca nimi wszystkich mieszkańców wioski, a najmocniej obrywa się – a jakże – DaWernowi, na którego miejscu już dawno przegryzłabym tej kobiecie tętnicę (znaczy, gdybym była wilkarem...jako człowiek spakowałabym manatki i uciekła od tak kulawego związku).
Jest jeszcze nowa wiedźma, której przez te lata ktoś ewidentnie spiłował cięty, ostry charakter i jej nastoletni współmieszkańcy, czyli Toru (w tej roli zakochany w pewnej dziewczynie dzieciak) i Dara (to ta zbuntowana). I tutaj może skończmy, bo strumień spoilerów popłynąłby wzburzonym strumieniem, a bardzo staram się go unikać w swoich recenzjach.
Zakończenie...Nazwałabym je „mrozowym”. Już tłumaczę, o co chodzi. Tak jak w powieściach Remigiusza Mroza tak i tutaj zakończenie jest niespodziewane, zaskakujące...i kompletnie bez sensu i nie do uwierzenia. No, przepraszam pani Marto. Chwaliłam panią za dwa pierwsze tomy, ale ten zwyczajnie mi się nie podobał, uznaję go za najsłabszy i no.
Nie będę już wracać do tej trylogii, a szkoda, bo po pierwszych dwóch tomach naprawdę zapałałam uczuciem do Wilczej Doliny, tymczasem zakończenie naszej relacji okazało się być gorzkie. Szkoda.