Sao Paulo, Brazylia. Kiedy dziesięcioletnia Klara Silva widzi w swojej sypialni ducha, matka wyjaśnia jej, że to dziedziczna przypadłość. Wkrótce potem dziewczynka w tragicznych okolicznościach traci matkę, a ojciec znika bez śladu. Osamotniona i pozbawiona wsparcia, trafia do domu dziecka, a w jej głowie wciąż rozbrzmiewają echa wstrząsających wydarzeń, których nie jest w stanie zrozumieć.
Wiele lat później Klara samotnie wychowuje syna i wciąż nie ustaje w poszukiwaniach ojca. Zbieg okoliczności sprawia, że kobieta trafia do sklepu z odzieżą i zabawkami o nazwie "Dziecięcy Kram" prowadzonego przez Alonsa Bastosa i odkrywa kolejne ślady, które mogą mieć związek z zagadkowymi wydarzeniami sprzed lat. Z pomocą przychodzi jej blogerka śledcza, Lucimara Santos, jednak żadna z kobiet nie podejrzewa, że droga do poznania prawdy prowadzić będzie przez koszmar.
Jeśli podczas czytania lubicie się bać i pragniecie uczucia narastającego napięcia to "Dziecięcy kram" jest książką, którą zdecydowanie mogę Wam polecić. Miłośnicy thrillerów oraz powieści grozy sięgając po książkę Daniela Radziejewskiego będą w pełni usatysfakcjonowane. Historia stworzona przez autora mocno wbija się w nasze czytelnicze komórki nerwowe, sprawiając że poziom adrenaliny utrzymuje się na maksymalnych obrotach. Akcja powieści rozgrywa się w Sao Paulo w Brazylii. Mała Klara Silva jest przerażona kiedy widzi w swojej sypialni ducha dziewczyny, jej mama tłumaczy, że ta przypadłość jest w rodzinie dziedziczna. W niedługim czasie dziewczynka traci oboje rodziców. Wracając do domu widzi karetkę i dowiaduje się, że jej mama umarła na zawał, a tata zniknął i nikt nie wie co się z nim stało. Klara nie mając żadnej rodziny trafia do domu dziecka. Wiele lat później Klara samotnie wychowuje syna i boryka się z licznymi problemami. Nie ma domu ani stałej pracy, a Sao Paulo, w którym żyje to niezbyt przyjazna metropolia... Przypadek jednak sprawia, że los się do dziewczyny uśmiecha. Poznaje tajemniczego właściciela sklepu o uroczej nazwie DZIECIĘCY KRAM. Alonso Bastos wraz ze swoim upośledzonym pomagierem ratują ją z opresji... by zaproponować zarówno zatrudnienie w sklepie, jak i mieszkanie. Jednak to, co z początku wygląda na uśmiech losu, okazuje się mieć dużo mroczniejszą stronę. Kim naprawdę jest Alonso Bastos? Co ukrywa? Jakie ponure sekrety kryje dom i sam DZIECIĘCY KRAM? To co zrobiło na mnie ogromne wrażenie to ulice brazylijskiej metropolii. Tutaj niewyobrażalna bieda faveli wymienia się równie niepojętym luksusem bogatych dzielnic, desperacja ludzi bezdomnych, pozbawionych pracy czy perspektyw, uzależnionych od alkoholu i narkotyków nakłada się na obraz białych garniturów. Historia od początku intryguje i zaskakuje. Każda kolejna strona podsyca ciekawość. I to napięcie. Robi się niebezpiecznie. Martwimy się o życie Klary i jej synka. Nic tu nie jest oczywiste. Powoli dotrzemy z bohaterką do prawdy, która okaże się porażająca. "Dziecięcy kram" to naprawdę świetna książka. Przejmująca opowieść o samotności, poszukiwaniu tożsamości, upiorach, utracie i trudnej drodze do prawdy. Drodze, która wyzwoli. Czyta się naprawdę dobrze. Jest ciekawa. Trzyma czytelnika w niewiedzy do samego końca. Myślę, że na długo zapadnie mi w pamięci. Czy polecam? Zdecydowanie tak.
Początek to było takie mocne MEH, bo nie miałam pojęcia dlaczego kolejny polski autor umieszcza akcję za granicą (tym razem Sao Paulo, więc grubo), ale na szczęście tym razem było inaczej, bo faktycznie autor przez jakiś czas mieszkał w danym miejscu i dało się odczuć jego klimat. Nie miałam wrażenia, że miejsce akcji jest kompletnie oderwane od rzeczywistości i szybko przestałam zwracać na to uwagę.
Jest napisana bardzo zgrabnie, ciągnęło mnie, by dowiedzieć się, co będzie dalej i choć nie wszystko kliknęło, to jednak ostatecznie naprawdę dobrze się bawiłam - ale w drugiej połowie. W pierwszej starałam się za bardzo nie wywracać oczami, bo cały ten wątek z widzeniem duchów... Przepraszam, ale w kryminałach ja takich rzeczy po prostu nie trawię. Gdyby nie to, mogłaby to być naprawdę świetna książka, a tak momentami wiało wręcz absurdem i strasznie zabijało radość czytania. Ogólnie nie zawiodłam się, ale wiem, że mogłoby być lepiej.
Do tej powieści podchodziłem ze sporą rezerwą, nie nastawiałem się absolutnie na nic i zostałem chyba pozytywnie zaskoczony, a może nie, a sami sobie wnioski wyciągnijcie łobuzy...
Ta historia nie wywołała u mnie strachu czy dreszczy, ale zaciekawiła mnie i w zasadzie sam nie wiem czemu. Losy Klary i Wiktora jakoś dziwnie mnie wciągnęły i chciałem poznać ich zakończenie.
W książce autor oszczędził czytelnikowi rozległych opisów slumsów, klimatu, sytuacji geopolitycznej kraju i wszystkiego co niektórzy teraz tak ochoczo wpychają w swoje powieści, dla mnie brak tych opisów to duża zaleta, ponieważ w pełni można śledzić losy bohaterów bez odrywania się na opis np. kota liżącego masło w faveli.
Żeby nie było tak kolorowo i miło to są też mankamenty, a mianowicie nieszczęsne duchy. Dla mnie ta tematyka to zawsze słaby punkt bo po pierwsze odrealnia mi historię, po drugie odrealnia mi historię i wreszcie po trzecie odrealnia mi historię. Jestem świadom, że to nie literatura faktu jednak nie jest to też fantastyka więc takie zjawiska to dla mnie zawsze spory zgrzyt. Dla jasności ten wątek w książce występuje jednak nie dominuje jest w aż tak dużym stopniu. Męczyły mnie nieco te wewnętrzne rozterki Klary, momentami były nieco zbyt długie i no bądźmy szczerzy pierdzieliła bzdury jak po grzybach czy kleju (chroniczne pms?). Co ciekawe Klara dała się wyrwać na… sok pomarańczowy (można kogoś wyrwać na kasztana i to jest miłe, ale sok… to trochę wewnętrznie kisnę z Klary), od tego momentu zawsze w plecaku będę nosić butelkę Tarczyna.
Książkę polecam może nie takim zatwardziałym fanom kryminalnych zwyroli, którzy oczekują tryskającej juchy, ale jako lekki kryminał jak najbardziej. W tej książce w mojej opinii nie ma mroku, nie ma gęstej atmosfery zła, są intrygi, ale takie w wersji soft, jednak mi zaskakująco dobrze się to czytało. Chyba się starzeje i pełznę w kierunku katakumb…
Miewacie koszmary? Budzicie się przerażeni? Ja czasami tak.. Główna bohaterka Klara zmaga się z "Przekleństwem rodzinnym" - upiorną zjawą, która pojawia się coraz częściej... Los dla Klary nie był łaskawy, jej mama zmarła na zawał, kiedy Klara była mała. Ojciec z nieznanych przyczyn zniknął a ona została wychowana w domu dziecka. Jakby tego było mało, została samotną matką. Codziennie starała radzić sobie z rzeczywistością i znajdowała siłe żeby walczyć z trudnościami od losu dla siebie i syna Victora. Jedną z priorytetowych spraw było odnalezienie taty lub informacji o tym co z nim się stało i dlaczego ją zostawił. Prywatne śledztwo doprowadza ją do blogerki - Lucimery Santos,która zajmuje się historiami osób zaginionych. 💎 Lubicie thrillery, które wywołują gęsią skórkę, szok i szybsze bicie serca? Jeśli tak, to lektura dla Was. 💎 Z jednej strony mamy Klarę i jej zjawy, które stara się zrozumieć a z drugiej tajemniczego właściciela sklepiku Bastosa, który jest mistrzem manipulacji, i skrywa jakiś mroczny sekret. 💎 Strasznie na początku było mi szkoda Klary i jej syna.. Normalnie serce mi się krajało. Samotna matka, na dodatek bezdomna. Robiła wszystko żeby maluch miał jak najlepiej ale i tak to było za mało. Autor wie jak wywołać u czytelnika współczucie. I już w tym momencie przekonał mnie do książki. 💎 Narracja jest z perspektywy Klary i Alonso Bastosa, co świetnie podssysa atmosferę. Za każdym razem gdy Klara zobaczyła zjawę, miałam gęsią skórkę, nie łatwo mnie nastraszyć, ale wieczorem przy lekturze włączyłam światło. Uwielbiam te myśli w głowie, podczas lektury, które krzyczą : "nie idź tam", "nie rób tego"😁. I z ciarkami na plecach czytam dalej. 💎 Z jednej strony się bałam, a z drugiej bardzo chciałam wiedzieć co wydarzy się za chwilę . Oczywiście ciekawość wygrała. Książkę przeczytałam w dwa wieczory. 💎 Autor to mistrz w budowaniu napięcia, dawno nie czytałam książki z takim zaciekawieniem. „Dziecięcy kram” to według mnie historia oryginalna. Nieprzewidywalna fabuła z zjawiskami paranormalnymi. Autor zabrał nas do Brazylii i świetnie ją przedstawił! Bohaterzy są wyraziści. Postać Lucindy to prawdziwy przykład na to, że przyjaciół poznaje się w biedzie. Klarę pokochałam za jej podejście do syna i wolę walki. Za odwagę i determinację. Alonso od początku wzbudzał we mnie przerażenie, a to czym się zajmował przeszło moje wszelkie oczekiwania. 💎 Podczas czytania, nie ma ani chwili na nudę, nie wiem jak to możliwe ale lektura cały czas podtrzymuje wysoki poziom zainteresowania. 💎 Niezwykle skomplikowana układanka na koniec układa się w logiczną całość. Zakończenie nieprzewidywalne i bardzo mi się podobało. Czułam satysfakcję. Szczerze polecam!
Po raz kolejny spotkałam się z książką, po której nie spodziewałam się fajerwerków, a jednak je dostałam. „Dziecięcy kram” to świetnie napisany thriller z wątkiem paranormalnym w tle - i to naprawdę dobrym wątkiem paranormalnym.
Daniel Radziejewski dostarczył mi w tej książce to, co lubię najbardziej. Intrygująca zagadka kryminalna, ciekawi bohaterowie, dużo emocji, a także nutka fantastyki – czy może być lepiej? Pewnie może, ale tylko w naprawdę wyjątkowych przypadkach.
Fabuła trzyma w napięciu od pierwszej strony, a każdy kolejny fakt, który udało się odkryć Klarze, tylko to napięcie wzmagał. Wiele rzeczy do samego końca nie było oczywistych. Kilka zwrotów akcji dało się przewidzieć, ale nie zmienia to faktu, że pod koniec, gdy autor powoli wyjaśniał kolejne sprawy, nie raz zbierałam szczękę z podłogi. Do teraz pamiętam towarzyszące mi emocje, szok i obrzydzenie. To jedno z tych zakończeń, a także jedna z tych książek, których się nie zapomina.
Autor już z początku doskonale zbudował mroczny klimat, który utrzymuje się przez całą historię. Historię, która sama w sobie jest brudna, mroczna i przerażająca. Może nie zaliczę jej do pełnokrwistych horrorów, ale uwierzcie, że kilka razy po plecach przeszły mi ciarki strachu czy obrzydzenia.
„Dziecięcy kram” z całą pewnością dostarczył mi emocji, których długo nie zapomnę. Więc tak, to jedna z tych książek, które warto oznaczyć jako „nie dla osób o słabych nerwach”! Wiem, że książki od Novae Res nie zawsze zbierają dobre opinie. Ja jednak w ofercie tego wydawnictwa znalazłam już kilka perełek i ta książka jest zdecydowanie jedną z nich. Gdybyście mieli przeczytać tylko jedną, jedyną ich książkę… niech to będzie „Dziecięcy Kram”. Nie pożałujecie.
Klara to młoda matka, której los nie szczędził nieprzyjemności. Na swojej życiowej drodze napotkała wiele niedogodności, ale stara się jak może, by jej mały synek był szczęśliwy. W dzieciństwie została osierocona z dnia na dzień i do tej pory nie może sobie poradzić ze stratą rodziców. Jest zdeterminowana i nieustannie poszukuje zaginionego przed laty ojca. Wierzy, że ten żyje, choć wszelakie poszlaki wskazują inaczej - ślad się po nim urwał. Pewnego dnia pada ofiarą rabunku, a tajemniczy mężczyźni ofiarują jej pomocną dłoń.
Pomimo faktu, iż swoją naiwnością Klara może zaskarbić sobie nieprzychylność wielu czytelników, było mi jej niesamowicie żal. Sceny ulicznej, nocnej wędrówki z wycieńczonym parolatkiem u swego boku w poszukiwaniu noclegu chwytały mnie za serce. Nie zdziwiło mnie więc to, że dziewczyna skorzystała z pierwszej lepszej okazji na uzyskanie stanowiska pracy i lokum w "Dziecięcym kramie".
"Dziecięcy kram" - to miejsce pomimo swego pozornie przyjemnego wydźwięku, stosów zabawek i ubranek dla dzieci, już od samego początku wzbudza nieprzyjemne skojarzenia. Właściciel tego przybytku jest podejrzanym typem, od którego lepiej trzymać się z dala...
Polecam Wam zapoznać się z historią spod pióra Daniela Radziejewskiego, która okazała się dla mnie niezwykle intrygującą. Na plus zdecydowanie wypada osadzenie historii w mrocznych zaułkach São Paulo, w których aż roi się od narkomanii, biedy i przestępczości. Thriller został okraszony wątkiem paranormalnym (główna bohaterka widzi duchy zmarłych), oraz kryminalnym, który dodaje tej opowieści dynamiki. Kilka scen było lekko przeciągniętych, ale w ogólnym rozrachunku innowacyjność tej powieści, oraz rozwikłanie tajemnicy całkowicie mnie usatysfakcjonowały.
Nie często mi się zdarza sięgnąć po tytuł, gdzie znajdę elementy grozy, książki takie, kiedy podczas czytania boję się iść sama do łazienki. Tutaj już wkraczamy w horrory, którym stanowczo mówiłam nie, moja wyobraźnia mi po prostu na to nie pozwala, ale! w "Dziecięcym Kramie" znalazłam to wszystko, a przestać czytać nie potrafiłam! Baaa, ja nawet idąc sama do tej łazienki dalej czytałam.
Za mną wiele książek, dużo wątków znajduje takich samych w różnych tytułach, ciężko wymyślić coś co byłoby nowe, ciekawe, interesujące, aż nagle sięgam po książkę Pana Daniela Radziejewskiego i szczęka mi opada. Pomysł na fabułę okazał się totalnym strzałem w dziesiątkę!
Klara jednego dnia traci dwójkę rodziców. Po 14 latach, sama już będąc matką, postanawia powrócić do tematu zaginięcia jej ojca. Klara nie ma łatwo, codziennie ma obawy przed tym czy będzie miała gdzie położyć syna spać. Pewnego dnia trafia jej się oferta, która wydaje jej się idealna w tej całej sytuacji. Znalazła pracę, znalazła dach nad głową.. znalazła także problemy. Poznajemy oraz szukamy informacji wraz z Klarą na temat dwóch historii, jej przeszłości oraz teraźniejszości.
Wątek paranormalny okazał się genialny! Mimo, że jestem osobą, której ciężko w to wszystko uwierzyć to.. po tym tytule wierzę we wszystko! Duchy, zjawy okazały się tak realne, że czułam strach Klary, który wypływał z każdej kolejnej strony.
Autor nam zapodał ciekawy, mroczny, tajemniczy klimat, akcja rozgrywa się w gorącej Brazylii, a ja czułam cały czas chłód na plecach.
Po przeczytaniu ostatniego zdania długo siedziałam z wielkim niedowierzaniem "co tam się odwaliło?".
RECENZJA "Dziecięcy kram" Daniel Radziejewski Wydawnictwo Novae Res
"Właśnie taj działa nasz umysł. Jeśli wmówisz sobie coś tysiąckrotnie, to w końcu sam zaczynasz w to wierzyć, a to, co jest rzeczywiste i prawdziwe, schodzi na odległy plan..." 📚 "Dziecięcy kram" to historia opowiadająca smutne losy głównej bohaterki Klary - dziewczynki zbyt wcześnie doświadczonej życiem - tracącej oboje rodziców w dzieciństwie; w dorosłości - samotnej matki beż pracy, bez domu, bez perspektyw. 📚 "Dziecięcy kram" to "dziwna" książka; trochę thiller, trochę horror, trochę powieść obyczajowa... sam do końca nie potrafię tego określić. Opowiada historię życia Klary, przeplatając ją dziwnymi paranormalnymi obrazami - wizjami duchów, co dodaje całości mrocznego klimatu. 📚 Dobrze napisana, trzymająca w napięciu I niepewności historia o losie człowieka, jego siłę charakteru, o przyjaźni... ale także mrocznych stronach, które gdzieś tam tkwią w nas... historia, która wbiła mnie w fotel i z każdą kolejną stroną w mojej głowie robiła mętlik poprzez mnóstwo rodzących się w niej pytań. 📚 Gratuluję Panu @daniel_radziejewski_autor kreacji bohaterów i dobrej fabuły, która cały czas zachęcała mnie do czytania kolejnych stron. A zakończenie 🔥🔥🔥 ech... totalne zaskoczenie i szok - to jest to co lubię w książkach 💪. 📚 Po książkę sięgnąłem dzięki Ewelinie Mama Gadżet w ramach BT, który z tą książką zorganizowała - dziękuję za ciekawą propozycję książkową 🙂.
3.5⭐ 𖦹 Książka, która z początku przypominała mi twórczość Riley Sagera, ale czy tak było? W pewnym sensie tak, ale raczej pod względem pomysłu niż wykonania. Jest to dobry thriller z wątkiem paranormalnym - dziedziczną przypadłością widzenia duchów - oraz tajemnicami. Nie jest krwawy, ani nie wywołuje dużego niepokoju, ale moim zdaniem jest to idealna, "lekka" lektura na czas około halloweenowy.
𖦹 Niestety wszytskie wątki były dla mnie przewidywalne i wiedziałam wiedziałam jakie będzie ich rozwiązanie. ALE! I tak dobrze się bawiłam i wciągnęłam się w fabułę. (To nie zdarza się często, bo w większości przewidywalność mi bardzo przeszkadza).
𖦹 Ciężko powiedzieć coś więcej, bo jak to w thrillerach, wszystko jest spojlerem, więc lepiej przeczytać samemu i wyrobić sobie własną opinię. Komu bym poleciła tę książkę? Głównie osobom, które przeważnie nie czytają thrillerów lub tym, którzy szukają czegoś "lekkiego" na październik/listopad.
0,1/5 Dno Podeszłam do tej książki z zupełnie otwartą głową i pozytywnym nastawieniem. Bez wiedzy kim jest autor, czy to debiut, bez czytania opisu. Nie wiedziałam w sumie nic Sądziłam że to debiut, bo nie słyszałam tego nazwiska wcześniej, ale nic nie sprawdzałam . Nastawienie było pozytywne, bo gdzieś mi się książka przewinęła jako polecana, widziałam że jest patronatem jednej z oglądanych booktuberek. Lubię kryminały, thrillery, nawet jeśli są rozrywką w czystej postaci i mnie wciągają i pochłaniają to często potrafię je bardzo docenić. Jako przykład seria o Wiktorze Forście - widzę tam dużo niedociągnięć i na poziomie języka i fabuły a i tak czytam, bo w sumie lubię tego bohatera i w trakcie czytania to naprawdę dobrze "wchodzi" więc suma sumarum jest całkiem ok
Byłam przekonana, że czytając Dziecięcy kram dostanę dobrą rozrywkę. Bardzo się pomyliłam
Wszystko tu nie gra, najbardziej język i karkołomne wykładanie wszystkiego kawa na ławę, wyciąganie rozwiązań z kapelusza. Generalnie leży tu wszystko, Obnażone są braki warsztatowe autora. Brak klimatu Brazylii, osadzenie akcji tam wynika tylko z sentymentu autora co sam przyznaje i nam tłumaczy na koniec. Równie dobrze jednak wydarzenia Dziecięcego kramu mogłyby się rozgrywać w Pacanowie, Wejherowie czy Pruszkowie, tylko zmiana nazw własnych i już. Dopiero pod sam koniec dostajemy nieco informacji które na siłę można by podciągnąć pod stworzenie klimatu miejsca akcji - jakieś strzępki topografii miasta takie bardziej konkretne a nie wymieniona nazwa dzielnicy, wstawki z lokalnym jedzeniem. To jest jednak za mało
Jak mam być szczera to klimat Brazylii najbardziej odczuwalny jest tym że przypomina to latynoską telenowelę i to taką klasy C jak nie F. Dosyć szybko skojarzenie z telenowelą przyszło mi na myśl i je podtrzymuję ;)
Nie ma klimatu grozy zupełnie. Fragmenty z duchami napisane są tak nieudolnie - całość jest napisana nieudolnie - że zamiast budzić strach wzbudzały śmiech i znudzenie
Nie od razu poznałam się na tym że to będzie tak kiepskie chyba pierwsze 5 rozdziałów nawet liczyłam na dobrą rozrywkę ;) Ba, nawet 40% lektury - czytałam w ebooku - liczyłam że jeszcze coś sensownego autor zdziała choć język, styl, sposób opowiadania uwierał jak kamyk w bucie podczas pieszej wędrówki
Wszelkie rozwiązania akcji podane są łopatologiczne, rzeczywiście "rzucone czytelnikowi w twarz" bo autor nie umie zbudować tego inaczej. Garść mądrości życiowych równie karkołomnie podawana. Nie, nie i jeszcze raz nie To jest dramat bo ta książka nie może sprawić przyjemności, nawet na takim najprostszym czytelniczym, rozrywkowym poziomie
To jest taki gniot, że nie mogę wystawić innej oceny niż 1 albo wręcz 0,1
Sam pomysł na fabułę nie oznacza że książka będzie dobra. Jak się okazuje to naprawdę jeszcze trzeba umieć zrobić nawet jak mówimy o czystej rozrywce a nie literaturze pięknej
Generalnie ja to nawet mogę polecić - przeczytajcie. Mówię to z premedytacją, bo książka ma tak wysokie oceny których totalnie nie rozumiem, że nawet to lepiej żeby więcej czytelników ją poznało i wyraziło opinię ;)
Jestem wdzięczna mojej towarzyszce w czytelniczej walce z lekturą Dziecięcego kramu. Gdyby nie Ty nie dałabym rady ;), a czasem trzeba sięgnąć czytelniczego dna. Dotarłam do samej granicy tego dna w tym przypadku