Ta historia rozpoczyna się u kresu wojny, kiedy wyspy zostały odebrane wycofującym się Niemcom i włączone do terytorium Polski. Jedni stąd odjeżdżali – wypędzeni, drudzy zajmowali ich miejsca – wygnani. Wygnani przywieźli pamięć Kresów, wypędzeni zabrali pamięć krajobrazów dzieciństwa i setki lat historii.
Bohaterowie Wysp Odzyskanych układali sobie życie w bezpośrednim sąsiedztwie niepewnej granicy, zmagając się z niestabilną administracją, samowolą wojsk radzieckich, wszechobecnym szabrem i nieoswojonym żywiołem wody. Władze Polski Ludowej podejmowały zaś intensywne wysiłki, by znaleźć kulturowe i historyczne uzasadnienie dla odwiecznej polskości "starych Ziem Piastowskich".
Piotr Oleksy sięga do własnych przeżyć oraz w głąb pamięci swoich dawnych i obecnych sąsiadów, mieszkańców wysp Wolin, Uznam i całego archipelagu u ujścia Odry. Nadając tym wspomnieniom szerszy kontekst, tworzy wciągającą, wielowątkową opowieść o tym, jak historia i geografia stały się siłami kształtującymi dynamiczną społeczność kilku pokoleń wyspiarzy.
Wspaniała lektura. Mam do niej emocjonalny stosunek, gdyż pochodzę z Międzyzdrojów. Historię regionu znałem tylko z opowiadań dziadków, którzy osiedlili się tu we wczesnych latach pięćdziesiątych. Wzruszające relacje wypędzonych, przenikanie się kultur pogranicza. Polecam zarówno rodzinie jak i wczasowiczom, którzy na Wolin trafiają przypadkiem.
Bardzo dobra książka. Skupiająca się na lokalnym ujęciu tematu, bez zadęcia i kalki z książek historycznych. Nic na siłę. Jest tu nostalgia i opowieści o ludziach, którzy tworzyli tą społeczność. Książka budzi tęsknotę za podróżą, wywołuje chęć odwiedzenia opisywanych miejsc - zatem Autor moim zdaniem osiągnął zamierzony efekt. 😉. Szczerze polecam jako lekturę wakacyjną.
Początkowo byłam nieco rozczarowana, gdyż wyraźnie czuć, że pisał to historyk, a nie reporter. Niemniej uważam, że to ważna lektura, która przełamuje stereotypowe myślenie o tej części Polski i ukazuje ja w świetle nieznanym turystom z pozostałych regionów. Dużo dowiedziałam się z tej lektury i ukazała ona mi miejsca, które odwiedzałam nie raz w świetle, które obnażyło ich znacznie większą złożoność.
Melancholijne, ładnie napisane, o ciekawym regionie, ale piekielnie nudne i bez myśli przewodniej, bez jakiejś głównej historii do opowiedzenia. W stylu: jechałem autobusem, były przystnki, byli ludzie.