"Złap mnie, jeśli umiesz" to w moim odczuciu konsekwentna kontynuacja "Miasteczka Morderców". Dlaczego? Ponieważ "Miasteczko.." kończy się w miejscu, w którym zaczyna "Złap mnie..."- spotkaniem świnki Dolores, pupila Dżesiki, przez spacerujące Różę i Dorotę.
Ale od początku- Róża Krull ponownie przyjeżdża do rodzinnego miasteczka swojej gosposi, Cecylii. Tym razem powodem jest zaproszenie na święta Bożego Narodzenia. A może rozwijająca się przyjaźń z córką gosposi, albo co bardziej prawdopodobne przepyszna kuchnia i wspaniale dania regionu podlaskiego.
Tematem książki jest morderstwo młodego kustosza pobliskiego muzeum jakiego dokonano na terenie dworku o wątpliwiej przeszłości- ponoć w nim straszy biała dama, stąd wśród mieszkańców panuje przekonanie, że jest on nawiedzony. Oczywiście Róża Krull nie była by sobą, aby nie zaangażować się w prowadzenie równoległego śledztwa i próby odkrycia kto zamordował i dlaczego. W międzyczasie do miasteczka wraca p. Franciszka (Frania), która jest właścicielką dworku, wraz ze swoimi bratankami. Wg rodziny p. Frania jest bardzo ciężko chora i dlatego zdecydowała się na sprzedaż posiadłości. Ale czy napewno? Czy ten przyjazd staruszki nie jest w jakiś sposób powiązany z morderstwem?
Jak zwykle u Alka- humoru nie brakowało, ciętych odpowiedzi Pepe Kwiatka i wspólnych docinków z Różą także nie. Już utarło się, iż w każdej książce pojawiają się nawiązania do aktualnej sytuacji politycznej z ul. Wiejskiej w Warszawie i obowiązkowo pojawia się ksiądz, który nie ma czystego sumienia.
I ponownie książki słuchałam w audiobooku, bo interpretacja p. Pauliny Holtz jest cudowną ucztą dla słuchacza. Polecam.