Boże, nie wierzę. Wreszcie. I'M FREEEEE!!! Worst experience in my life, zwłaszcza jak chwilowo nie mogę tej książki wyrzucić z Legimi i o niej zapomnieć. Wkrótce, miejmy nadzieję. No ale.
Za pierwszym razem zaczęłam ten tom równo z czerwcem, co samo w sobie brzmi jak jakieś hate crime wobec zarówno kobiet, jak i społeczności LGBTQ+. Była tak nudna, że wolałam nic nie czytać niż czytać *to*, dlatego musiałam zacząć od nowa w październiku. I I TAK SKOŃCZYŁAM DOPIERO DZIŚ. Tak złe, a zarazem nudne to było. Z tego co widzę to nawet część fanek autorki uważa tę część za przegadaną, co idealnie pokazuje, jak zbędna jest, skoro fandom tak pozbawiony zdolności do krytycznego myślenia, co Niezwyklary, subtelnie próbuje zwrócić uwagę, że można by poprawić to i owo.
Chciałabym walnąć tu długą recenzję roastującą ten badziew, ale a) z pewnych względów muszę/chcę zachować chwilowo dla siebie szczegóły oraz b) PO PROSTU NIE MA MATERIAŁU. Dosłownie poprzedni tom kończy się amnezją głównej bohaterki, którą szalony wielbiciel wykorzystuje, by odebrać ją Brysonowi i wywieźć na inny kontynent... A TU CAŁA SPRAWA ROZWIĄZUJE SIĘ W CZTERY ROZDZIAŁY! CZTERY!!! Z czego właściwie cała rezolucja konfliktu, napięcie etc - to wszystko zostaje ściśnięte w JEDEN rozdział, który nie ma nawet dwudziestu stron. Nie wiem, czy Balickiej się znudziło pisanie, jak Bryson tęskni za Sophią, a Sophia nienawidzi swojego życia z Lucasem, czy znudziło się to czytelniczkom i trzeba było wrócić do ruchania, ale wygląda jak mieszanina obu. O ile pierwsza część OD BIEDY miała strukturę powieści, jak przymknąć jedno oko, zamknąć drugie, zatkać uszy i stanąć w zaciemnionym pomieszczeniu, o tyle tu formuła opka z Wattpada uderza na pełnej, co widać po:
a) ewidentnym braku konkretnego zarysu fabularnego, bohaterowie odbijają się od różnych wydarzeń niczym tenisowe piłki, aż docierają do punktu ZARĘCZYNY W TELEWIZJI ŚNIADANIOWEJ;
b) tym, że jak za długo nic się nie dzieje, rozdział nagle kończy się/zaczyna plot twistem wyciągniętym z dupy, który zostaje rozwiązany rozdział dalej;
c) scenkach pisanych ewidentnie pod komcie, gdzie czytelniczki będą się rozpływać, jaki Justinek (nie Bryson, tylko jego syn) jest słodki, albo pisać "kocham XD" przy nawiązaniu do "Hotelu Transylwania". I chciałabym żartować, ale bohaterowie zostawili w Niemczech słodkiego szczeniaczka i nikt nawet RAZ nie pyta, kiedy go sprowadzą do NYC, jak już było jasne, że się tam przeprowadzają.
Doliczyć mizoginię na prawo, lewo i w drzewo, doliczyć rasizm (mamy w tym uniwersum DWIE niebiałe postaci: szejka prowadzącego ekskluzywny burdel i mulata napastującego Sophię w nocnym klubie) oraz tajemniczy składnik - ZWIĄZEK X (czyt. porn-related brain damage), i tak powstaje "Mr Addicted".
Przyznam Balickiej, że tu bardziej widać, co próbowała zrobić. I tym gorzej, bo nie potrafi tego zrealizować WCALE. Niby Sophia tak odmieniła Brysona, a typ zachowuje się tak samo, tylko teraz gwałcenie ogranicza do Sophii - i chyba nawet autorka widzi, że coś jej tu nie wychodzi tak do końca, bo w paru scenach nie ma nawet przejścia u Sophii od strachu/złości/irytacji/smutku, tylko nagle siedem akapitów później dowiadujemy się, że ją to podnieca. Ale no worries, bić to Bryson nadal chce wszystkie kobiety! I pamiętajcie, kochani: nieważne, jak toksyczna jest wasza rodzina, potrzebujecie jej w życiu zamiast się odciąć! Chyba że jesteście kobietą i to wasz partner decyduje, że należy kogoś odciąć - wtedy totalnie to robicie bez żalu. W ogóle ten feminizm Sophii naprawdę się skończył na kłótni o kawę tom temu, bo w tym wszyscy co chwila powtarzają, że przekazują ją pod opiekę Brysona, a Sophia nie ma z tym żadnego problemu. Może ta amnezja obejmowała też jej poglądy i nie pamięta, że jej marzeniem nie było bycie tradwife.
Osobny akapit mogłabym poświęcić synowi Sophii i Brysona, ale trochę się cykam, w końcu Szatan już zawsze ma na oku tych, którzy dostrzegą jego obecność. Powiem więc tyle, że gówniarz daje Damienowi z "Omena" run for his money.
Ta część nawet nie kończy się plot twistem, chyba że za plot twist uznamy, że kolejny antychryst w drodze, więc PO CO ten trzeci tom? Prace spoza cyklu "Miss Independent" gorzej się klikały na wattpadzie? Zgaduję, że tak.