W moim odczuciu zaginięcie Ros było tylko pretekstem do opowiedzenia historii jej pracodawczyni, Dinah (został temu poświęcony cały rozdział 11, który ciągnął się przez ponad 100 stron i gdy doszłam do końca, chwilowo byłam skonsternowana, bo zapomniałam, o czym właściwie jest to całe "Wszystko albo nic") i jej syna, Steve'a (rozdział bodajże 17). Paradoksalnie, bardziej zaciekawiły mnie właśnie te wspomnienia niż kryminalny wątek książki.