„Dom nad łąkami” to nostalgiczna opowieść o świecie dzieciństwa i młodości, o domu zagubionym wśród łąk, lasów i mokradeł. Książka Nałkowskiej zabiera nas w świat ludzi prostych, żyjących czasem natury. Kreśli portrety wioskowych kalek, puszczalskich dziewcząt, ale także porządnych gospodyń, parobków z ich prostą filozofią życiową i niewielkimi wymaganiami. Książka napisana jasnym prostym językiem tak charakterystycznym dla Nałkowskiej, mimo, że powieść ma charakter autobiograficzny nie znajdziemy wybuchów uczuciowych, raczej wyważoną relację, gdzieniegdzie okraszona komentarzem lub refleksją. Uczucia wyciszone, skryte — podobnie jak w innych utworach pisarki — słowo i obraz są tak wyraziste, że reszty możemy się domyślić, wszelkie uczucia dzieją się w nas samych.
Zofia Nałkowska (10 November 1884, Warsaw, Congress Poland, Russian Empire - 17 December 1954, Warsaw, Poland) was a Polish writer.
Born into a family of intellectuals dedicated to the socialist cause, she studied in the Flying University and become one of Poland's most distinguished writers of prose, characterized by realism and psychological depth.
Her first success was Romans Teresy Hennert ("The love of Therese Hennert", 1923). She is best known for her books Granica ("The Frontier", 1935); Węzły życia ("Bonds of Life", 1948) and Medaliony ("Medallions", 1947).
Opowieść o okolicy domu nad łąkami, tworzących ją ludziach i przyrodzie. Z narracji nie można się zbyt wiele dowiedzieć o oprowadzającej po podwarszawskiej wsi bohaterce czy jej rodzinie. Jakby była to drugorzędna w jej ocenie sprawa. Jakby nadto ciekawsze, ważniejsze wydawało jej się życie zamieszkującej sąsiedztwo wiejskiej społeczności. Historie znajomych Nałkowskim rodzin, są malowane z naturalistyczną dokładnością. Oszczędny w komentarze opis rzeczywistości moim zdaniem podkreślał właściwą ludziom dotkniętym biedą, chorobą, czy śmiercią najbliższych wyuczoną obojętność na tragedię drugiego. Jednak Zofia daje okazję, pozostając oczywiście wierną obserwatorką, poznać się od empatycznej i wrażliwej strony. Nie pozostawia wątpliwości w kwestii jej nieodwołalnej przynależności do tytułowego miejsca, które ukochała wraz ze wszystkim co je otacza.
Wieś jeszcze przed I-wszą WŚ. Bogata Zosia Nałkowska przygląda się - siedząc na "upodlonym koniu"- życiu prostych, zapracowanych ludzi. Brutalny jest ten świat wiejski, gdzie śmierć jest zmartwieniem z uwagi na koszty pogrzebu, kury przywiązane za nogę kręcą się wokół drzewa, zasady moralne dyktowane są plotką, zaś dzieci są innym gatunkiem ludzi, których śmierć nie robi nikomu różnicy, bo przecież zaraz urodzi się 10 następnych. W prostocie i biedzie nie kryje się idylliczna szlachetność, piękne krajobrazy nie skłaniają do etycznej refleksji. Bardzo ważna lektura z uwagi na kondycję wsi współczesnej, która niewiele odbiega od tej o cały wiek odległej rzeczywistości.
"Odjadę znów, ale jeszcze wrócę, zawsze wrócę. A kiedyś wreszcie wrócę już i zostanę." I nie wróciła, bo dom został w 1937 roku sprzedany. Kocham tę książkę i kocham Zofię.