Martyna opisuje swoje przeżycia z niemal dziesięcioletniego procesu adaptacji w konserwatywnym społeczeństwie i bolesnego starcia między europejską a kaukaską wizją płci pięknej i jej roli. Tradycje mafijne czarnego miasta Kutaisi, porwania narzeczonych (kobiet) oraz życie rodzinne. Portret kraju w okresie walki o zachowanie tożsamości narodowej wobec zmieniającego się świata i turystycznego boomu (w tym Polaków). Historie mieszkańców Kaukazu – ich troski, nadzieje, przekonania, styl życia.
Na szczególną cechę supry zwrócił uwagę mój tata. Kiedy wróciliśmy z jego pierwszej w życiu gruzińskiej uczty, rzekł z powagą: „Martyna, czy ty to widziałaś? Przez dziesięć bitych godzin ani razu nie pojawił się temat o negatywnym wydźwięku, nie było żadnego narzekania i żadnych plotek!”. To prawda. Nigdy w mojej obecności przy gruzińskim stole nie padły słowa wyrażające jakiekolwiek niezadowolenie. Supra ma podnosić na duchu i kierować umysły uczestników ku wyższym wartościom.
Książka przeczytana podczas objazdówki po Gruzji - lipiec 2025.
Straszne mydło i powidło, brak struktury, powtarzanie tych samych informacji po kilka razy, poziom ciekawostek z internetu, baaaardzo specyficzne i wybiórcze postrzeganie problemów/specyfiki Gruzji. Inny kaliber opowieści niż „Gaumardżos” państwa Mellerów, ale tę pozycję chyba cenię troszkę wyżej.
Zachwyciłam się Gruzją na podstawie własnych doświadczeń i obserwacji, raczej nie dzięki autorce.
Tak książka jest tak świetna, że połknęłam ja prawie za jednym razem. Obserwuję Martynę na Instagramie od dłuższego czasu i uwielbiam smaczki, które czasem tam podaje apropos swego życia w Gruzji. Jednak muszę przyznać, że to co przeczytałam w książce jeszcze bardziej rozpaliło moja wyobraźnię i z zapałem poszukuję biletów i dogodnych terminów na wypad do Gruzji.
Martyna jasno i rzeczowo przedstawia swoją nową ojczyznę, wyjaśnia prawo honoru i miejsce kobiety w tamtym społeczeństwie. Nie pomija również absurdów społecznych i zmian spoleczno-politycznych. Lekki język sprawia, że książkę czyta się bardzo szybko i ma się ochotę na jeszcze więcej.
Co mnie najbardziej zaskoczyło, to że historia przeczytana w książce Katarzyny Bondy „Milość leczy rany” mimo, że tamta jest o Kazachstanie, pokazuje ze honor i prawo honoru istnieje i jest jak najbardziej żywe w wielu patriarchalnych społeczeństwach. Mieszkając w zachodniej Europie miałam wrażenie, że takie sytuacje się nie zdarzają, poza społeczeństwami z zatoki perskiej tudzież społeczeństwami bardzo patriarchalnym.
Dziękuje Martyna za świetną książkę i czekam na kolejne twoje pozycje :)
czytałam tę książkę podczas pobytu w Gruzji. w moim odczuciu brakuje jej struktury, te same wątki powtarzają się w kolejnych rozdziałach. mało rzetelnych treści, informacji, pogłębionego reportażu - content bardziej lifestylowy, plotkarski: kto z kim ma romans, gdzie chodzi na makijaż czy randkę. luźna, bardzo lekka lektura, ale niezbyt poszerzyła moją wiedzę o tym kraju. choć może taki był zamysł ;)
Ta książka ma tyle problemów, że nawet nie wiem od czego zacząć. Może od romantyzowania seksizmu gruzińskich mężczyzn oraz ubezwłasnowolnienia gruzińskich kobiet? Autorka ma męża Gruzina, co najwyraźniej całkowicie uniemożliwia jej chłodną ocenę tego jak wygląda to patriarchalne społeczeństwo. Usprawiedliwia przemoc, zdrady oraz alkoholizm, tłumacząc czytelnikom, że to przecież tylko zabawa, a w ogóle to taki jest gruziński temperament (fuj). Następnie ma czelność w typowo europejski sposób wywyższać się nad Gruzinkami, stwierdzając, że przynajmniej ona ma szersze horyzonty (droga autorko: nietrudno jest mieć szersze horyzonty kiedy jest się wychowaną i socjalizowaną w europejskim kraju, nawet jeśli tym krajem jest Polska...). Generalnie jest tutaj dużo pick-me momentów, kiedy to ona, niezależna chłopczyca jest zmuszana przebywać w kuchni z tymi okropnymi, tradycyjnymi kobietami. A te ładne zdjęcia, o których tutaj wszyscy mówią? No nie ma tu ładnych zdjęć, bo wszystkie możliwie widoki są przysłonięte przez plecy autorki, nogi autorki, włosy autorki i generalnie ciało autorki, dla którego Gruzja jest tylko tłem. Ewentualnie uświadczymy zdjęć samochodu z wypożyczalni autorki, którą tą książką reklamuje. Przerwałam czytanie w momencie, w którym autorka pochwaliła się "załatwieniem" sprawy znajomego, który prowadził po pijaku, dlatego, że on kilka lat temu dał jej dużo hajsu na festiwal muzyczny i zabrał na jedzenie. Powtórzę: AUTORKA NIE WIDZI PROBLEMU W JEŹDZIE PO PIJAKU. Ja nie widzę sensu w wydawaniu takich "książek".
Książka, po którą sięgnęłam, bo nie miałam nic innego. Lekko napisana, szybko się czyta, ale proszę zmieńcie oprawę graficzną. Chcę widzieć przyrodę i krajobrazy Gruzji bez kobiety załamującej to