Ten, kto uważa, że życie licealisty usłane jest różami, chyba nigdy nie był w Liceum Raymonda Lwa. Tamtejsi uczniowie wiedzą, że pierwsze miłości wcale nie są łatwe, a dorastanie często wiąże się z niespodziewanymi komplikacjami.
„Rok pełen marzeń” to książka nie tylko bardzo przyjemna, ale także niezwykle wartościowa. Urzekło mnie w niej przede wszystkim to, że problemy bohaterów są zwyczajne i przyziemne. Wiecie, zwykle w młodzieżówkach całe zło bierze się z jakiegoś tragicznego wydarzenia. Tutaj główni bohaterowie zmagają się po prostu z tym, z czym w czasach licealnych zmagała się (lub będzie się zmagać) połowa z nas: pierwsze miłości, brak akceptacji, kłótnie z rodzicami, szukanie własnego stylu, problemy w szkole. No i słuchajcie, werble proszę! W końcu dostałam bohaterów, którzy zachowują się adekwatnie do ich wieku! Trochę przejadły mi się już bohaterki, które w wieku piętnastu lat robią rzeczy, o których ja w tym wieku nawet nie myślałam, które nie przejmują się rodzicami, robią co chcą, są dojrzałe jakby miały co najmniej czterdziestkę na karku i ratują świat, bo są przecież takie niezwykłe… „Rok pełen marzeń” to książka pełna bohaterów nieidealnych, rzeczywistych, z którymi każdy licealista będzie mógł się utożsamić.
Jako smaczek dodam, że książka zachwyci każdego fana siatkówki. A ci, którzy – tak jak ja – nie mają z tym sportem nic wspólnego, również nie będą się nudzić. Autorka tak świetnie opisała sportowe wątki, że czułam się tak, jakbym oglądała na żywo najbardziej interesujące mecze świata!
Uwielbiam tę książkę i bardzo się cieszę, że autorka zaproponowała mi objęcie jej patronatem - Claudia, dziękuję za to! „Rok pełen marzeń” to książka cudowna właśnie przez to, że jest taka zwyczajna. Że problemy bohaterów nie biorą się z kosmosu i że nikt nie jest idealny.
Jeśli do walki o swoje marzenia – zarówno te większe, jak i te malutkie – potrzebujesz motywacyjnego kopniaka, koniecznie sięgnij po niezwykłą historię Olivii, Cassie, Roksanne i Roberta.