Wołga – nieodgadniona niebieska trasa nieśpiesznego ruchu. Biegnie od drewnianych cerkiewek przez meandry komarowych rozlewisk, rosyjskie miasta i miasteczka, święte puszcze i pozostałości Bułgarii Wołżańsko-Kamskiej aż po białe budowle z kredy, klify i wąwozy, zmurszałe przystanie i wielkie radzieckie hydroelektrownie. Tatarskie chatki i pasieki na jednym brzegu, deweloperskie kilkunastopiętrowce na drugim. Kazań, Samara, Joszkar-Oła, Nabierieżnyje Czełny... To tutaj tak naprawdę kończy się Europa, a w nadwołżańskim tyglu mieszają się dziesiątki kultur, historii i wierzeń.
Konstanty Usenko, którego korzenie sięgają Koźmodiemiańska w autonomicznej Republice Mari El, zabiera nas w podróż po peryferiach Europy, nie porzucając przy tym muzycznych fascynacji. Rytm marszruty wyznaczają pradawne pentatoniczne melodie pomieszane z elektronicznym radzieckim industrialem, a magicznej podróży do źródeł towarzyszy atmosfera snu na jawie.
Wykresy fal środkowej Wołgi to brawurowy przykład punkowej etnografii i wyznanie wiary nowofalowca, próbującego poskładać swoją nomadyczną tożsamość.
To jeden z moich ulubionych typów reportaży, czyli taki, który pokazuje kulturę i tożsamość całych społeczności. Do tego społeczności mniejszościowych, w tym akurat przypadku ugrofińskich i turkijskich narodów Rosji. Mnie taki temat i jego ujęcie od razu kupiło, więc książkę czytało mi się szybko i przyjemnie. Dowiedziałem się bardzo dużo, co jest dla mnie tym bardziej wartościowe, że po rosyjsku nie mówię i nie czytam, a o tym regionie w innych językach pisze się rzadko i mało.
Domyślam się jednak, że meandry tożsamości i kultury współczesnej Tatarów i Maryjczyków nie muszą zaciekawić każdego, i wtedy pewien chaos strukturalny "Wykresów..." może być dodatkowym minusem dla czytelnika. Dla mnie to po prostu pozycja, na którą nawet nie śmiałem czekać, dlatego przyjmuję ją z (prawie) całym dobrodziejstwem inwentarza.
Utknąłem na tej książce na dobre. To była dla mnie męcząca lektura, ale im dalej, tym lepiej w końcu szło. Niemniej chyba za głupi na nią jestem, albo kolejno autor, redaktor i wydawca uznali, że przypisy są zbędne, a wszystko oczywiste. Nie lubię z googlem czytać i jednak cenię sobie objaśnienia - szczególnie będąc nowicjuszem jakiegoś tematu, a Rosja, nie tylko ta odleglejsza, taka dla mnie jest. Dla kogoś nie w temacie to będzie trudna przeprawa, jestem pewien, że komuś, co już więcej o republikach autonomicznych Rosji wie, dostarczy sporo satysfakcji. Obiecujący początek ze słowiańskim przykucem, jako symbolem ludów nomadycznych, aż mnie podekscytował wizją poszerzania świadomości i tożsamości. Później utknęliśmy w Kazaniu, stolicy Tatarstanu, który poznajemy z Superalisą - gwiazdą niezalowego i etnicznego disco. Jest więc wszystko i nic. Mnóstwo nazwisk, małych biografii, ciekawostek, muzyki - od punka, przez disco, po awangardę i poważną. Dużo nieznanego przez nieznane i mało poznania. Lepiej z Republiką Mari El, gdzie robi się fantastycznie i baśniowo. Pełno tu rytuałów, magii i bogatego bestiariusza, a to nadal reportaż! Można się pogubić... Narodowości nader ciekawe, ale nie czuję, że coś szczególnego uchwyciłem z ich przedstawienia. Raczej przytłoczyły mnie nagromadzenie informacji, lakoniczna narracja i trochę chaos przy już i tak mocno oddalonym, wyobcowanym opisywanym świecie. Przewodnik Usenko porusza się po nim sprawnie, a ja nie mogłem za nim nadążyć. Autor przyznaje, przy okazji opisywania recepcji filmu o Mari El pokazywanym na Nowych Horyzontach, że rozpoznanie tematu w Polsce jest nikłe, a z drugiej strony nawet nowych, właściwych dla tamtych ziem słów nie wyjaśniał. Gdzieś między wierszami Rosja jawi się w tym jak Imperium z Gwiezdnych Wojen, które tłamsi lokalne kultury, dławi rzadkie języki, a przede wszystkim wyzyskuje lud i eksploatuje zasoby i industrializuje środowisko. Zacząłem czytać w dniu rozpoczęcia inwazji na Ukrainę. To nadało nowych znaczeń, szczególnie obraz młodzieży kazańskiej hailującej w centrum handlowym w geście poparcia operacji specjalnej. Podczas wizyty Usenko, nic brunatnego się nie ujawniało.
Usenko u szczytu formy. Pokazuje świat, którego z Polski nie widać: Tatarstan, Udmurcje, Mari El i popkulturę i kultury ludowe, fascynujące, nieznane, żywe. Świat jest o wiele bardziej różnorodny i bogatszy niż to, co w Internecie. Dziękuję autorowi za nieustanne poszerzanie horyzontów.