Kochająca planowanie i rutynę Emilia Starska wsiada do życiowego rollercoastera.
Po przeczytaniu listu od zmarłej mamy dochodzi do wniosku, że nie może wyjść za Dawida. Jej narzeczony to jednocześnie syn właścicieli wielkiej firmy odzieżowej, w której na stanowisku kierowniczym pracuje także Emilia.
Dziewczyna zmyka z własnego ślubu, traci pracę i wyjeżdża, by dowiedzieć się, kogo i co kocha najbardziej.
Uciekająca panna młoda chroni się pod skrzydłami najlepszej przyjaciółki Lien. By odciąć się od życiowego kataklizmu, udaje się na kilka dni do domu rodzinnego. Podczas sprzątania strychu znajduje walizki babci Zofii – słynnej krakowskiej krawcowej. W jednej z nich odkrywa pomysł na swoje nowe życie.
Urocza i dowcipna powieść o zmianach i wyborach, odwadze bycia sobą i nienazwanym "czymś więcej".
Bardzo przyjemna książka, o której stanowczo jest za mało🙂 Nie jest pozbawiona znanych nam już dobrze motywów, ale historia Emilii, która w jednej chwilę pod wpływem listu od matki postanawia zmienić całe swoje życie nam to wynagradza. Do tego piękny i klimatyczny obraz Krakowa i fajny styl autorki. Polecam
Co jakiś czas pojawiają się na rynku wydawniczym książki, reklamowane jako balsam dla duszy i lek na całe zło tego świata. Podchodzę do takich tytułów z pewną dozą dystansu, bo wolę nie nastawiać się na rewelację, żeby uniknąć ewentualnych rozczarowań. W przypadku debiutanckiej powieści Barbary Kwinty, o intrygującym tytule: "Chwała meksykańskim zakonnicom", bynajmniej nie poczułam się rozczarowana, a wręcz przeciwnie - całkowicie oczarowana. Dawno już nie czytałam książki, która wywołałaby we mnie tyle pozytywnych emocji i pozostawiła na twarzy pełen rozczulenia uśmiech. Poniżej przedstawiam 5 powodów, dla których warto po nią sięgnąć.
1. Uniwersalna na swój sposób fabuła.
Każdy z nas prędzej czy później staje na życiowym zakręcie, kiedy musi zdecydować, jak widzi swoją dalszą drogę i w którą stronę powinien iść. W takiej właśnie sytuacji jest główna bohaterka - Emilia Karska, która po przeczytaniu listu od swojej zmarłej matki ucieka z własnego ślubu, równocześnie paląc za sobą most prowadzący do dalszej świetlanej kariery w odzieżowej korporacji, należącej do rodziców jej narzeczonego. Dziewczyna musi odnaleźć dla siebie nową drogę i nieoczekiwanie znajduje ją na strychu rodzinnego domu - zawartość znalezionych tam walizek po jej babci, słynnej krawcowej, inspiruje Emilię do założenia firmy szyjącej żakiety. Sam dobry pomysł jednak nie wystarczy, żeby osiągnąć sukces - potrzeba też mnóstwa pracy, odrobiny szczęścia i całej masy wsparcia od najbliższych. A skoro już o nich mowa…
2. Bohaterowie są cudowni!
Do Emilii jeszcze wrócę, ale najpierw chcę pozachwycać się bohaterami drugoplanowymi, przede wszystkim Lien - pochodzącą z Wietnamu przyjaciółką Emilii, która, chociaż jest od niej młodsza, czasem trochę zastępuje jej matkę. Każdy powinien mieć koło siebie taką Lien, służącą dobrą radą, wietnamskim bulionem czy imbirowym naparem, ale i potrafiącą w razie czego ostro powiedzieć co myśli i trzasnąć drzwiami. Ujęła mnie też relacja Emilii z ojcem - kochającym swój zabytkowy samochód introwertykiem, okazującym córce uczucia w formie twarogu z rzodkiewką. Samą Emilię pokochałam od pierwszych stron, za jej poczucie humoru, pasję, wewnętrzne ciepło i siłę, z jaką stawia czoło przeciwnościom, choć czasem trochę za szybko się poddaje. We wszystkim co robi jest jednak wierna sobie, swoim przekonaniom i uczuciom, chociaż czasem oznacza to pozostawienie za sobą twardego gruntu i metaforyczny skok na główkę do basenu, w którym niekoniecznie jest woda.
3. Przeuroczy wątek romantyczny.
W poprzednim punkcie pominęłam jedną ważną postać, a mianowicie: Artura, właściciela wynajmowanego przez Emilię mieszkania, który wkrótce zostaje jej przyjacielem, a powietrze między jego warsztatem stolarskim a sąsiadującą z nim pracownią Emilii staje się aż gęste od feromonów. Nie ma tu jednak żadnej nachalnej erotyki, szybkiego romansu ani insta-love, tylko słodkie jak gorąca czekolada, powoli rozwijające się między bohaterami uczucie, choć niepozbawione przeszkód. W zalewie powieści, gdzie bohaterowie po pierwszej randce lądują w łóżku, historia Emilii i Artura lśni jak diament i wywołuje w sercu ciepłe, pluszowe uczucia - przez większość czasu, bo zdarzało się też, że byłam aż zła na bohaterkę i miałam ochotę jej powiedzieć, że jeśli ona nie chce Artura, to ja chętnie wezmę. Mam nadzieję, że nie czyta tego mój mąż :P
4. Pasja autorki przelana na papier.
Z informacji o autorce zamieszczonych z tyłu okładki, dowiadujemy się, że od dziecka ma do czynienia z krawiectwem i jest jej ono bardzo bliskie - wyraźnie widać to również w tekście jej debiutanckiej powieści. Kwinta przepięknie opisała ten zawód, nie jako coś wymierającego, skazanego na zagładę w świecie ubrań z sieciówek, ale wręcz formę sztuki, wymagającą talentu, umiejętności i miłości do tego, co się robi. Sama szyć nie lubię i nie umiem (niech za komentarz posłuży tutaj fakt, że kiedy lata temu uszyłam dla koleżanki misia, nazwała go Frankie - od Frankenstein…), ale zachwyciło mnie, jak wspaniale można o szyciu pisać. A propos...
5. To po prostu świetnie napisana powieść.
Chociaż tą powieścią Barbara Kwinta dopiero przeciera szlaki na polu beletrystyki, od lat zajmuje się pisaniem i niezaprzeczalnie zna się na swojej pracy. “Chwała meksykańskim zakonnicom” to książka bardzo lekka w odbiorze, ale przy tym absolutnie nie jest płytka ani banalna. Pełno w niej humoru w najlepszym, pozbawionym wulgarności wydaniu, ale nie brakuje też refleksji i zachęty do zajrzenia w głąb siebie. Opisy są tak plastyczne, że czytając można niemalże poczuć smak racuchów prosto z patelni, świeży zapach struganego drewna, miękką fakturę tkaniny pod palcami, czy usłyszeć turkot maszyny do szycia. To idealna powieść na poprawę humoru, na spokojny wieczór w domu, do czytania na plaży czy w zaśnieżonym górskim schronisku, do pochłonięcia naraz lub powolnego delektowania się lekturą - po prostu dobra na wszystko! Mam nadzieję, że zachęciłam was choć trochę i sami przekonacie się, jak cudowną historię kryje ta słoneczna, minimalistyczna, a jednak wiele mówiąca o treści okładka.
Ta książka to takie comfort food wśród książek! Kompletnie nie spodziewałam się, że „Chwała meksykańskim zakonnicom” – prozatorski debiut Barbary Kwinty tak mnie porwie i zauroczy! Już sam tytuł mocno mnie zaintrygował, byłam bardzo ciekawa o co z tymi meksykańskimi zakonnicami chodzi.
ZARYS FABUŁY Emilia, specjalista PR w wielkiej odzieżowej firmie, porzuca narzeczonego na ślubnym kobiercu po przeczytaniu listu od zmarłej przed laty matki. Emilia do tej pory prowadziła życie pozbawione trosk o jutro. Miała świetną pracę, narzeczonego, który o wszystko zadba, duży apartament w modnej dzielnicy. Jednak czegoś jej brakowało, a list od matki uświadomił jej czego.
Niby ucieczka sprzed ołtarza to nic takiego, ale ta ucieczka wiąże się z konsekwencjami: zwolnieniem z firmy niedoszłych teściów, sprzedażą mieszkania i pozbycia się ukochanego samochodu Vincenta. Emilia musi wymyślić sobie życie na nowo. Pomocny może okazać się powrót do rodzinnych korzeni…
POWIEŚĆ OBYCZAJOWA MOICH MARZEŃ Historia może brzmi nieco schematycznie i sztampowo, lecz niech Was to nie zniechęca. „Chwała meksykańskim zakonnicom” okazała się być napisana w doskonałym stylu. Urzeka ciepłem i lekkością! Wspaniałą atmosfera bije z każdej strony. W dodatku powieść jest niezwykle błyskotliwa, zabawna i dopracowana w każdym szczególe, a pochłanianie kolejnych zdań to czysta przyjemność. Narracja głównej bohaterki sprawia, że mamy wrażenie jakbyśmy czytali pamiętnik. Autorka ma niesamowitą zdolność nakreślenia postaci w kilku zdaniach, które wystarczają by dobrze poznać dobrze wszystkich bohaterów.
Właśnie! Bohaterowie! Wspaniale wykreowani, różnorodni, z charakterem i pełni uczuć. Wierzę w tych bohaterów, ich historie, motywacje, podejmowane decyzje. Pełna pasji, zaangażowana i zorganizowana Emilia. Jej wspaniała przyjaciółka Lien, która jest balsamem na skołatane nerwy dziewczyny. Mierzący się od kilkunastu lat ze stratą żony Edward, małomówny, konkretny i nad życie kochający córkę. Artur, drwal z warsztatu, wiecznie zajęty i nieco gburowaty, lecz także troskliwy i przyjacielski. Każda z tych postaci jest inna i wyjątkowa. Nie da się ich nie lubić.
Od powieści obyczajowych nie oczekuję jakichś wybitnych morałów, metafor, życiowych prawd i górnolotnych filozofii. Często powieści obyczajowe, niestety wpadają w pompatyczny ton, trudny do zniesienia, a te niby to wynikające prawdy i morały jedynie żenują czytelnika.
„Chwała meksykańskim zakonnicom” nie udaje tego czym nie jest, nie próbuje wytłumaczyć nam życia, zdefiniować go i przedstawić prawdę objawioną.Mimo to w niechanalny sposób ta historia jest inspirująca, smam jestem zaskoczona tym wnioskiem, ale faktycznie tak jest. Lektura „Chwały…” zainspirowała mnie i uskrzydliła w kilku kwestiach.
PODSUMOWANIE To była fantastyczna lektura, bardzo miło wspominam te kilka godzin w świecie charyzmatycznej Emilii i jej przezabawnych wynurzeń, bawiłam się przednio i nie chciałam kończyć tej zabawy. Książka Basi Kwinty nie udaje tego czym nie jest i bardzo to sobie cenię. Jest urocza, romantyczna i niby zwykła, ale jednak niezwykła.
Polecam polecam polecam! Takie powieści obyczajowe chcę czytać! I czekam na kolejne powieści Barbary Kwinty. Uwielbiam to jak pisze, jak kreuje bohaterów, jaki cudowny klimat tworzy.
I Wy też czytajcie! Serio! Czytajcie „Chwałę meksykańskim zakonnicom”!
Emilia, po przeczytaniu listu od zmarłej matki, doszła do wniosku, że nie jest dumna z życia, jakie prowadzi. Nie podoba jej się przyjmowanie zasad teściowej, narzeczony, ani szykowny ślub, którego nawet nie zaplanowała. Dlatego w białej sukni, ucieka sprzed ołtarza, zostawiając wszystko za sobą. Emilia postanowiła zawalczyć o siebie i swoje marzenia. Co prawda, zaczyna totalnie od początku, ponieważ nie ma już pracy ani dachu nad głową. Potrzeba jej nowego planu na życie. Powrót do rodzinnego domu otworzy przed nią nowe możliwości, ponieważ tam, na starym, zagraconym i okurzonym strychu znajduje walizkę babci Zofii. A w środku, całkowitym przypadkiem, odnajduje plan na przyszłość! Z wielkim zapałem i entuzjazmem kobieta rozpoczyna projekt „Ptaki Zofii”. Czeka ją wiele dobrych, jak i złych chwil. Czy kobieta spełni swoje marzenia?
Jest to bardzo udany debiut! To ciepła historia, nieprzerysowana i bardzo życiowa. Polubiłam się z bohaterami od pierwszych stron, a postać Emilii jest bardzo dobrze wykreowana. Imponuje mi jej autentyczność, odwaga, pogoń za marzeniami i niepohamowany entuzjazm. Autorka zgrabnie wplotła w fabułę elementy krawiectwa, co było ciekawym zabiegiem, ponieważ osobiście totalnie się na tym nie znam.
Bardzo ważne w tej książce są więzi pomiędzy bohaterami, ponieważ to one dają kopa Emilii i to dzięki ludziom wokół marzenia stają się realne.
Znajdziecie tutaj piękne przesłanie: zawsze należy walczyć o siebie i swoje marzenia! Polecam!
Uciekająca ze ślubu z, wydawało by się, księciem idealnym, panna młoda. Nie spotyka na swojej drodze bad boya tylko w rodzinnym domu odkrywa walizkę babci, cenionej krawcowej, i model żakietu zaprojektowany przez nią. Ponieważ od dziecka Emilia umie szyć, więc już wie co chce robić. Wynajmuje pomieszczenia na pracownię u pewnego gburka, namawia koleżankę do współpracy, i zaczynają odtwarzać żakiet, co nie jest proste. Właściwe wymodelowanie, materiał, dodatki. Czy będzie sukces? będzie, ale jak mówiła mama mojej koleżanki nie zachłystujmy się sukcesami i nie martwmy się nadmiernie niepowodzeniami. Bo po latach tłustych przychodzą chude i na odwrót. I tak będzie w życiu Emilii. Świetna fabuła, krótkie rozdziały, wymuszająca zaangażowanie emocjonalne w losy głównej bohaterki, ale też jej wspólniczki, która zawalczyć o swoją niezależność i uwolnienie się od przemocowego męża. Emilii kibicujemy, martwimy się kiedy jej się nie udaje, kiedy traci nadzieję miałam ochotę nią potrząsnąć. I kiedy nie poznaje a może ignoruje znaki, która daje jej "prawdziwa miłość". Jest dużo humoru, zabawnych scen, lekkich dialogów. Choć autorka nie ucieka od opisywania poważnych problemów. Książka, w której rodzina, przyjaciele, ale też marzenia, o których mówimy i które staramy się realizować, to fundament życia. Bardzo polecam wszystkim szukającym dobrej obyczajówki, przy której można spędzić mile czas.
To powieść, z której płynie dobra energia. Nie tylko za sprawą dobrze wykreowanych bohaterów. To książka o marzeniach, o pasji, o szukaniu swojej drogi. Nie o znalezieniu, ale szukaniu właśnie. Nie spełnieniu marzeń, ale spełnianiu – a to różnica. Bohaterowie nie mają podanego szczęścia na tacy. Nie walczą o nie, ale pracują cierpliwie, ucząc się siebie na nowo. Do tego powieść jest napisana w świetnym stylu, z humorem i klimatycznym Krakowem w tle. "Chwała meksykańskim zakonnicom" nie tylko zwraca i przyciąga uwagę na dłużej. Ta powieść, po przeczytaniu, zostaje w pamięci.
Druga część książki bardzo fajna, ale w pierwszej miałam lekkie wrażenie, że oglądam film romantyczny produkcji TVN (motyw ucieczki ze ślubu mi się nie podobał).
W każdym bądź razie - dla osób, które gustują w ciepłych i całkiem zabawnych obyczajówkach w sam raz.
Urocza, ciepła historia o miłości i szukaniu dla siebie miejsca i rodziny… Urzekł mnie spokojny nurt tej historii, ładny język, spójna fabuła. Idealna lektura na wakacje lub pod ciepły koc podczas jesiennych wieczorów.