Zbiór wstrząsających reportaży laureata nagrody Kapuścińskiego i autora głośnych Płuczek, które znalazły się m.in. w finale Nagrody Literackiej Nike. Poruszające losy matek, ojców i dzieci wciągniętych w wielkie i kameralne polskie piekła. To historie, ułożone z bezlitosną reporterską precyzją i jednocześnie wielką wrażliwością, z tropów i śladów wydobytych z prokuratur, akt sądowych, zeznań i opowieści. Oblicza polskiej rodziny, których, zanurzeni w stereotypowych wyobrażeniach i zamykający oczy przed tabu, na co dzień nie widzimy. Reszka oddaje głos nastoletnim dzieciobójczyniom, żonom przez lata bitym i upokarzanym przez swoich pijących mężów, sprawcom brutalnych mordów, którzy nie widzą swojej winy a także świadkom rodzinnych tragedii, pracownikom społecznym i policji.
Wśród jego bohaterów są m.in: rodzina zastępcza, która brała dzieci po to, by na nich zarabiać; rodzice, którzy zagłodzili swoją córkę, małżeństwo emerytów opiekujące się dorosłym niepełnosprawnym synem; rodzice, którzy usiłują wypędzić z córki złego ducha za pomocą egzorcyzmów czy czarnoskóry bokser z domu dziecka, nastolatka, która zbuntowała się przeciwko reżimowi pogotowia opiekuńczego, gimnazjalista, który się powiesił, najprawdopodobniej z głodu.
Historie rodzinne to także mocny głos oskarżenia polskiego systemu opieki społecznej – często nieudolnego i ślepego na dramaty rozgrywające się za zamkniętymi drzwiami mieszkań i instytucji noszących miano „opiekuńczych”. I jednocześnie to obraz świata, w którym czasami, nieoczekiwanie i wbrew wszystkiemu, pojawia się dobro. Zbiór zawiera reportaże nominowane do Nagrody Grand Press.
Absolwent historii na Uniwersytecie im. Marii Curie-Skłodowskiej w Lublinie oraz podyplomowych studiów dziennikarskich na Uniwersytecie Warszawskim. Dziennikarz lubelskiego oddziału Gazety Wyborczej. Dwukrotnie nominowany do Nagrody Grand Press.
W 2016 roku został laureatem 7. edycji Nagrody im. Ryszarda Kapuścińskiego za reportaż literacki za książkę Diabeł i tabliczka czekolady. Według tego zbioru reportaży w lubelskim teatrze im. Juliusza Osterwy wystawiono spektakl (prapremiera 31 marca 2017, reżyser Kuba Kowalski).
Jego druga książka, Płuczki. Poszukiwacze żydowskiego złota, weszła do finału Nagrody Literackiej „Nike” 2020 i do finału 15. edycji Literackiej Nagrody Europy Środkowej „Angelus”, a także została nominowana do 11. edycji Nagrody im. Ryszarda Kapuścińskiego oraz do Nagrody Literackiej Gdynia 2020 w kategorii eseju.
Ależ trudna to jest książka! Z pozoru przypomina poprzedni zbiór gazetowych reportaży Pawła P. Reszki „Diabeł i tabliczka czekolady”, ale emocjonalny ładunek i ciężar tekstów zebranych w „Białych płatkach, złotym środku” jest nieporównywalnie większy.
W „Diable…” Reszka zebrał teksty z lat 2006-2014. Teraz mamy okazję czytać reportaże opublikowane w „Dużym Formacie” w latach 2013-2021. Z tych ośmiu lat w książce autor stworzył 23 rozdziały. Nie ma w nich słabego tekstu.
Każdy reportaż w „Białych płatkach…” to inny temat, ale wszystkie historie łączy jeden motyw: rodzina. „Historie rodzinne” taki jest też podtytuł książki. Zbór ten łączą jeszcze dwa spoiwa, na które chciałbym zwrócić waszą uwagę.
Po pierwsze, chociaż Reszka opisuje rodziny, to nie wspólnota, nie więź, ani nie bliskość są refrenem tej książki. Jest to w gruncie rzeczy zbiór poświęcony samotności, odosobnieniu, głębokiej izolacji w jaką może popaść człowiek żyjący z kimś pod jednym dachem, na jednym osiedlu, w jednej małej wsi. Tę izolację Reszka ukazuje z różnych perspektyw, czasem jest ona przyczyną, a czasem skutkiem bolesnych wydarzeń w życiu bohaterów reportaży, czasem zaś nieodłącznym towarzyszem ich żyć.
Książka Reszki zaskakuje właśnie z powodu obfitości różnych gatunków odosobnienia, które reporter pokazał w poszczególnych tekstach. To odosobnienie zadziwia nie tylko dlatego, że jest go tak dużo i że dotyka bohaterów żyjących pośród najbliższych im ludzi, ale także z tego powodu, że Reszka uzmysławia nam, jak jest ono powszednie, zwyczajne, a przez to niezauważalne i łatwiej akceptowalne, i dalej - częściej ignorowane. Ignorowane przez tych, których samotność dotyka, ich najbliższych, sąsiadów oraz przez instytucje publiczne, którym reszka też poświęca trochę miejsca w książce.
Po drugie, spoiwem tego zbioru jest reporter - jednocześnie empatyczny i zdystansowany. Reszka w całym zbiorze utrzymuje tę trudną postawę. Trudną, bo to takie emocjonalne stanie w rozkroku - pozycja niewygodna zwłaszcza, kiedy opisuje się takie tematy. Podziwiam!
Kocha, nie kocha, kocha, nie kocha… - Kolejne białe płatki opadają na brudną, lepiącą się podłogę. Słychać płacz dziecka, krzyczy coraz głośniej. A może to tylko w jej głowie. Może to Tomeczek tak krzyczy. Tomka oddała. Nie było dla niego miejsca. - Nie, na pewno kocha. Musi kochać. Tylko czasami zmusza. Nawet nie zmusza, tak mówi. To przywilej, przywilej małżeński przecież. _ „Białe płatki, złoty środek. Historie rodzinne” - Paweł Piotr Reszka _ I w sobie słyszałam ten krzyk. Nie Tomeczka. Albo raczej - nie tylko jego. Leżałam pod kocem, kot tuż przy mnie. Wtulałam mokry policzek w pachnącą proszkiem poduszkę. Mój oddech przyspieszał, chociaż starałam się go spowalniać. - Czemu ja sobie to robię? - Zapytam później męża. - Mówię, że w ciąży unikam książek, które wzbudzają aż tak silne emocje, a chwilę później czytam to… - Odpowiem sobie też później, bo przeczytałam już zbyt wiele, by nie czytać dalej. I to teraz, natychmiast, zanim wzrok straci ostrość, zanim gardło zdusi szloch. Zostawić tych ludzi? Jeszcze ja miałabym ich zostawić? Poczułam kolejną gorącą łzę. Spłynęła po policzku, wsiąkła w czystą poszewkę. _ Krzyczały we mnie przed chwilą urodzone dzieci, na które nie czekały kochające ramiona mam. Czekała posadzka. Lodowaty nurt rzeki. Reklamówka. Ten krzyk był dla mnie najtrudniejszy, rozdzierał mnie, ogłuszał. Krzyczały kobiety posiniaczone „miłością”. I z tej „miłości” zabite. Krzyczeli biedni, głodni, pominięci. Krzyczeli prosto z wnętrza, krzyczeli tuż zza ściany. I to było najbardziej przerażajace. Przebijająca się z każdego reportażu wiadomość - „My jesteśmy obok. Mijamy Cię na ulicy. Mieszkamy niedaleko. Wszyscy istniejemy naprawdę.” _ Ten zbiór ogromną wartość zawdzięcza już samej tematyce. Przypomina mi genialną książkę - „O tym się nie mówi”. Ale to jedno. Nie wystarczy temat. Potrzeba jeszcze kogoś, kto poruszy go tak, że tekst staje się dziełem. Paweł P. Reszka jest prawdziwym wirtuozem słowa. Uwielbiam sposób, w jaki kończy historie. Ostatnie słowa porażają. To mój osobisty mistrz zakończeń, o których nie da się zapomnieć. _ Rzadko sięgam po reportaże, ale gdy już sięgnę, trafiam na prawdziwe perły gatunku. Nie wyobrażam sobie, żeby miłośnicy literatury faktu nie przeczytali tej pozycji. Dla mnie? To najlepszy reportaż od czasu „Polska odwraca oczy” Justyny Kopińskiej. Tamten mną wstrząsnął. Przy tym wstrząsy były tak mocne, że rozbiły mnie na kawałki, ale… i poskładały na nowo, w jakiejś innej kolejności. Podobnej, lecz już nie tej samej. Z małym ubytkiem gdzieś głęboko - miejscem dla wszystkich tych, których nie widać. Zaczytana.querida
Reszka, wisisz mi dwie tabletki nasenne. Co tu się rozpisywać - o tym, że Reszka doskonale potrafi pisać reportaże w krótkiej, jak i dłuższej formie to wszyscy wiemy.
Reszka ma świetny warsztat, zna reguły gry, z których podstawowa i może aż zbyt często powtarzana jest ta, że pierwszy akapit powinien być wskazówką do całego tekstu, a bohaterów nie wolno męczyć, trzeba im pozwolić mówić, co ślina na język przyniesie. Reportaże zebrane w “Białych płatkach, złotym środku” to jak głosi podtytuł “historie rodzinne” i trochę tu jest takich dość oczywistych opowieści w rodzaju: “on ją bił, ona się nie skarżyła, sąsiedzi milczeli, ona zginęła i nikt nie czuje się winny”, co do których lektury ja nie mam wielkiej namiętności, bo my tę historię znamy i kolejny reportaż świata nie zmieni, ani nic nam nie daje poza emocjonalnym pobudzeniem, na szczęście jest też sporo zaskakujących momentów. A zaskakuje w tym wszystkim to, że autorowi udaje się opisać też przebłyski miłości, albo wręcz opisać duszące jej macki. I wtedy jest - przynajmniej czytelniczo i literacko - ciekawiej.
Nie jestem miłośnikiem zbiorów reportaży prasowych, na które składają się teksty powstałe na przestrzeni dziesięciu lat, bo ułożenie tego w sensowną całość jest zadaniem, które przeważnie przerasta autorów i redakcję, nawet niekoniecznie z ich winy - tekst prasowy sam w sobie rządzi się pewną logiką i trudno go potem dopasować do logiki książki. Dlatego też nie spodziewałem się zbyt wiele po tym tomie, a jednak Pawłowi Goźlińskiemu udało się tak ułozyć te teksty, że ma się wrażenie jakbyśmy zaczynali od mroku i powoli zmierzali do światła. Od trzęsienia ziemi do kontemplacji pączków na drzewie. Czy jakoś tak, nie jestem mistrzem metafor.
To historie o miłości, patriarchacie, dziedziczonej przemocy, wielopokoleniowych współuzależnieniu, ślepocie instytucji publicznych, bezduszności systemu, które zebrane w jedną książkę i czytane “od deski do deski” stają się nieznośne i drażniące. Ale w dobrym znaczeniu - tak drażnić i irytować nas trzeba, żebyśmy może się trochę obudzili i przestali zamykać oczy na “rodzinne historie” nawet jeśli nie jest to nasza rodzina. To, co najbardziej Reszka piętnuje w “Białych płatkach…” to przezroczystość przemocy i jej zwyczajność, banalność. I w tym kontekście widzę interwencyjną siłę tych reportaży. Może przestaniemy zamiatać pod dywan, ukrywać pod swetrem, zagłuszać muzyką, milczącym mijaniem. A może nie, wiara w moc literatury nie jest u mnie jakoś przesadnie rozbudowana, no chyba że mowa o wierze we wzmacnianie bezsenności. To się Reszce na pewno udało.
Ktoś już komentował wcześniej, że te reportaże należy sobie dawkować ze względu na nagromadzenie zła. Szanuję Reszkę za to, że grzebie w sprawach trudnych, złych, obrzydliwych i takich, w których nie ma dobrego wyjścia bo nawalił system a w systemie ludzie.
Niech nie zmyli Was ta pogodna okładka - w “Białych płatkach, złotym środku” Paweł Piotr Reszka zabiera czytelnika w podróż do najgłębszych kręgów piekieł. Z takim nagromadzeniem patologii jeszcze w żadnej książce się nie spotkałam. Przemoc w świecie ukazanym przez reportażystę to chleb powszedni. Alkoholizm, zakłamanie, fanatyzm religijny, gnębienie, wykorzystywanie seksualne, narkomania, dulszczyzna, tyranizujący i katujący rodzice adopcyjni i biologiczni, matkobójstwo - to dla bohaterów reportażów Reszki codzienność, norma. A co na to instytucje państwowe, których zadaniem jest ofiarom pomagać? Przymykają oczy, udają, że problemu nie ma, załatwiają wszystko od niechcenia i bez należytej staranności - bo tak szybciej i wygodniej. Są rozliczani za czas pracy, a nie efektywność - więc co za różnica jak przykładają się do swojej pracy. Żeby tylko w papierach się zgadzało.
Reportaże z tego zbioru wstrząsają i bulwersują, jednak Reszka nie szokuje na siłę, a wyłącznie oddaje rzeczywistość, w swoich tekstach za każdym razem pozostaje obiektywny, nawet przy tak rażąco tyrańskich i paraliżujących przypadkach jak dzieciobójcy powstrzymuje się od oceny. W drugiej połowie książka znacząco zmniejsza swój kaliber ciężkości - pojawiają się nawet i optymistyczne historie zakończone happy endem. Przyznam, że te lżejsze reportaże nie do końca mi siadły. Niektóre teksty były bardzo ciekawe i zdumiewające, jednak większość przedstawionych historii wydała mi się zbyt przeciętna i powszednia by warto je było aż tak wyróżnić i zawrzeć w książce. Mimo paru słabszych punktów uważam, że przynajmniej fragmenty “Białych płatków, złotego środku” powinny stać się obowiązkową lekturą szkolną. Wielu z nas - zwłaszcza zamożnych mieszkańców dużych miast - żyje w bańce i szczerze to nie mamy zielonego pojęcia jakie są realne problemy i zmartwienia ludzi z „Polski B”. Poznając ich codzienność, związane z nią trudności i nieustannie mnożące się kłopoty i cierpienia można by znacznie efektywniej pomóc poszkodowanym, namierzyć problemy u źródeł i spróbować je jak najsensowniej i najkorzystniej rozwiązać. Praca u podstaw to model rzeczywistej pomocy. Reportaże Reszki doskonale pokazują ile nieszczęść, degeneracji i zaburzeń można by uniknąć gdyby od najmłodszych lat kształtować w dzieciach prawidłowe postawy i wzorce. Jednak do tego trzeba odpowiedzialnych, dojrzałych rodziców i solidnej ogólnodostępnej edukacji szkolnej ze skrupulatnie przykładającymi się do swoich obowiązków nauczycielami. Tymczasem niemal wszyscy bohaterowie z “Białych płatków” wywodzą się z rodzin patologicznych, gdzie bicie, alkohol i brak nadzoru nad obowiązkami szkolnymi były na porządku dziennym. Oni innego życia nie znają - jak więc mają nie powtarzać tych samych nieprawidłowych zachowań już jako żony/mężowie i rodzice w swoich przyszłych rodzinach. Dzieci zamieniają się w swoich rodziców, patologia zatacza krąg, przemoc jest dziedziczona przez kolejne pokolenia.
Dzięki takim pozycjom jak “Białe płatki, złoty środek. Historie rodzinne” tak bardzo cenię reportaże i ogólnie literaturę faktu - otwierają oczy, uświadamiają, uwrażliwiają i realnie edukują. Dogłębnie wstrząsająca, bolesna i trudna książka, jednak niesamowicie ważna i warta przeczytania przez jak największą liczbę osób.
Funkcjonariusze bagatelizują sprawę zniknięcia nastolatka i więcej mówią niż faktycznie robią. Rodzice głodzą swoją niepełnosprawną córkę, a w domu panuje taki bałagan, że po dziecku chodzą robaki. Choroba psychiczna dla rodziny staje się oznaką opętania. Oszuści wyłudzają pieniądze od starszych osób.
Paweł Piotr Reszka szokuje. Oddaje głos ofiarom, przestępcom, świadkom i specjalistom, a oceny postępowań trudno u niego szukać. Próbuje obiektywnie podejść do spraw, o których zdecydował się napisać i skupia się na cudzych słowach, które udało mu się zebrać. Dzięki temu całość jeszcze mocniej uderza i zdaje się być jeszcze nam bliża. W swoich krótkich reportażach, które wcześniej ukazywały się w „Dużym Formacie" oraz „Gazecie Wyborczej", mówi o sprawach, które czytalnika gniotą i duszą. System zawodzi, rodzina nie zawsze daje bezpieczeństwo, sąsiedzi odwracają oczy. Ludzie ze swoimi problemami zostają sami, a dzieci nie wiedzą, czym jest szczęśliwe dzieciństwo.
Reszka w tym zbiorze reportaży ukazuje wiele oblicz ludzkiej zgnilizny i obojętność. Każdy kolejny tekst budzi wiele emocji i nie potrafię ich ocenić. Wiem tyle, że tego autora chcę czytać. Bo potrafi z wyjątkową wrażliwością pisać o ludziach. Bo nie boi się tematów trudnych i stara się nikogo nie oceniać.
Wiadomo, były teksty lepsze i gorsze, ale całość jest intrygującym kawałkiem dobrej roboty.
Niektóre z reportaży w zbiorze nominowano do nagrody Grand Press.
W każdym zaciszu domowym może dojść do tragedii - one nie omijają nikogo. Wszystkich może dopaść coś, co odmieni życie jego lub bliskich osób. Ten krzyk za ścianą, dziwne odgłosy, odmiennie zachowujący się człowiek; dziecko z sąsiedztwa, którego od dawna nie widziano...
Może obiektywnie nie jest to najlepszy reportaż, jaki istnieje. Być może poszczególne opowieści są nieco zbyt powierzchownie potraktowane, brakuje w nich konkretnych podsumowań... ale totalnie mnie to nie obchodzi. Bardzo przemówiły do mnie te historie - niektóre zdenerwowały, inne wzruszyły. Jeżeli reportaż wywołuje we mnie emocje, to jestem kupiona.
"Białe płatki, złoty środek" to wstrząsający zbiór historii, których bohaterami może być nasz najbliższy sąsiad. Na kartach książki pojawiają się dzieciobójczynie, rodziny zastępcze, które poprzez adopcję kilku dzieci znalazły sobie sposób na życie, żony bite przez mężów, mnóstwo przemocy jak również przerażające bagatelizowanie wszelkich oznak tej przemocy przez osoby z zewnątrz. Do tego możemy zaobserwować zazdrość popychającą do najgorszych zbrodni oraz ofiary, które doprowadzone do ostateczności podejmują najgorszą decyzję.
Ten reportaż boli. Kiedy go słuchałam w audiobooku to niejednokrotnie miałam oczy jak pięć złotych, słysząc o tej obojętności, głodzie, zaniedbaniu, widocznej gołym okiem przemocy. Ta pozycja to również pokazanie jak wymiar sprawiedliwości czy instytucje wspierające jak ośrodki pomocy społecznej są nieudolne wobec tego wszystkiego. Jednak instytucje instytucjami, one działają na podstawie i w granicach prawa, więc w człowieku budzi się refleksja, że przepisy nie chronią skutecznie ofiar i to na wielu płaszczyznach.
Solidnie napisana pozycja, wstrząsa czytelnikiem i zostawia z wieloma przemyśleniami. To nie jest mój pierwszy reportaż autorstwa Pawła Reszki, ale każdy z nich zadziałał na mnie tak jak miał zadziałać.
Historie rodzinne – gdzieś w Polsce, na prowincji, w mieście, na wsi, w zwykłych domach i blokach, w otoczeniu sąsiadów, rodziny, znajomych – świadczące o głębokiej samotności w bólu, nieszczęściu, cierpieniu, nieporadności. Samotności z wyboru, ze wstydu, z konieczności, z braku zainteresowania, w wyniku zainteresowania powierzchownego, bo co się będziemy wtrącać w życie innych, na skutek opieszałości pomocy społecznej. Te historie zawsze kończą się śmiercią. Dodać należy, że śmiercią, nawet jeśli z wyboru, nagłą, bolesną, samotną, brutalną, rozpaczliwą. Często śmiercią ludzi bardzo młodych.
Wstrząsająca książka. Sytuacje opisane w reportażach Reszki niby nie powinny dziwić. O takich historiach słyszeliśmy i czytaliśmy od lat. Nie oszukujmy się - mamy takich sąsiadów, mamy takich znajomych, mamy takich krewnych. Polska rzeczywistość. A jednak wstrzas po przeczytaniu każdej historii jest nieuchronną konsekwencją zetknięcia się z tą lekturą. I po raz kolejny (to samo w „Płuczkach”) mistrzowskie zachowanie języka bohaterów. Bardzo polecam.
dokończyłam właśnie tę książkę po kilkumiesięcznej przerwie, historie zdecydowanie wzbudzają emocje i niechęć do nieudolnej pracy organów społecznych
jednak kilka ostatnich historii przemęczyłam, nie ujmując żadnej z nich, nie do końca mi pasowały pod jakimś względem do całej reszty, ale udam, że tego minusu nie było
krzywda tych osób, a głównie dzieci bardzo dotyka, historia o zagłodzonej dziewczynce, inna o chłopcu, który wstydził się prosić o jedzenie oraz kolejna o naprawdę okropnej pracy policji przy poszukiwaniu nastolatka mnie zniszczyły
ciężko powiedzieć, że poleca się książkę o takiej tematyce, ale po prostu zwróćcie na nią uwagę
Zwykłe, niezwykłe historie. Takie, które pokazują jak wiele jest pod powierzchnią i nic nie jest zero jedynkowe. Podejście, którego bardzo brakuje ludziom o skrajnych poglądach (chociaż może, nie tylko?). Empatia, obiektywizm, otwartość.
Nie chodzi o usprawiedliwienie zła. Nigdy. Powiedziałabym bardziej, że o zrozumienie - żeby historia już nigdy się nie powtórzyła. W wielu przypadkach po prostu szkoda człowieka, również tego który wybrał źle.
naprawdę dobre reportaże, niektóre niezwykle trudne; skłaniają do refleksji nad działaniem systemu, ale też zbiorową odpowiedzialnością "co by było gdyby..." towarzyszyło mi przez całą lekturę
Bardzo dobrze czytało mi się tę książkę pomimo tego jak trudne tematy porusza. Niejednokrotnie opisane w niej historie sprawiały, że moje serce rozpadało się na milion kawałków. Dzięki tej książce jeszcze bardziej do mnie dotarło jak ważne jest zwracanie uwagi na otaczających nas ludzi i nie pozostawanie obojętnym wobec niepokojących sygnałów i zachowań.
I've listened this book as an audiobook and I think it was better way. This is stories of polish families and pathologies in it, but also how relevant state authorities,who should helped that one with troubles, don't work. It was a lot of emotion and I think that everyone should listen this terrifying stories that could have happened in our neighbourhood
W sferze reportaży Paweł Piotr Reszka nie ma sobie równych, co potwierdzają „Białe płatki, żółty środek”. Te krótkie historie, uderzają w splot słoneczny z mocą ciosu wyprowadzonego przez zawodowego pięściarza. Nie można bowiem przejść obojętnie wobec ogromu tragedii, która w tych felietonach została ukazana. Można bowiem słyszeć o piekle maltretowanych kobiet, można czytać o molestowanych dzieciach, można mieć świadomość bestialskich zbrodni popełnianych w zasadzie bez powodu, ale jak zostanie ów ogrom ludzkich tragedii zebrany w spójną całość, w ramach jednej publikacji to trudno ze stoickim spokojem przyswajać zakres ludzkiego okrucieństwa, obojętności, z czasem podłości. Serce się kraje, a łzy płyną po policzkach. I nie jest to bynajmniej kwestia mniejszej lub większej wrażliwości tylko naturalna, adekwatna reakcja, która towarzyszy tej lekturze. „Białe płatki” stanowią kwintesencję polskiego piekiełka, w którym często nikt nic nie widział , nikt o niczym nie słyszał, a jak dochodzi do tragedii to winnych brak. Tylko wtedy dopiero okazuje się, że wszyscy wiedzieli i słyszeli tylko nikt nie chciał się angażować, bo przecież „to nie nasza sprawa”. Organy pomocy społecznej, policja, czy szkoła nie reagowała, bo przecież „nic takiego się nie działo”. Kiedy dochodzi do tragedii nie ma winnych i nikt nie ponosi odpowiedzialności za błędy systemu pomocowego, za wciąż istniejące tematy tabu, które na światło dzienne wychodzą dopiero na Sali sądowej, pokazując jak przez lata nikt nic nie zrobił. To wstrząsająca książka, dla osób o mocnych nerwach, jednak warta uwagi każdego. Pora bowiem otworzyć oczy i przestać być obojętnym.
To jest jedna z tych pozycji, które nie są napisane w sposob szukający taniej sensacji, nie mniej traktuje o takich sensacyjnych wydarzeniach, że trudno przejść obok obojętnie. Do bólu wstrząsająca, ciężko objąć rozumem skalę przemocy, obojętności, zaniedbania. Najbardziej dotyka kiedy wielkie zło dzieje się dzieciom i serce rozrywa ich komentarz do sytuacji "nie wiedzieliśmy, że może być inaczej".
Nie będzie to książka dla każdego bo jest obarczona takim ładunkiem emocjonalnym, że można go nie unieść, ale jeśli ktoś czuje się na siłach to może sięgać. Reportaże są napisane w sposób inteligentny, nie nakierowują czytelnika na określony sposób myślenia, pozwalają samodzielnie wyciągać wnioski.
Druga połowa książki zwalnia, zawarte tu teksty opowiadają o sprawach lżejszych, nie aż tak bardzo sensacyjnych i mam wrażenie, że przez to nie wybrzmiewają z pełną mocą, tak jak na to zasługują. Większość zasobów emocjonalnych została przy tych najgorszych historiach i kolejne teksty siła rzeczy nie są już tak ważne w odbiorze.
Świetny portret pato-Polski. Bardzo mi zależało, by ktoś napisał taką książkę, pokazał ile zła dzieje się z powodu ludzkiej głupoty/ prymitywności/ braku wiedzy/ nałogów... by ktoś spojrzał w twarz pato-wsi. Te historie dzieją się wszędzie i wystarczy pobyć troszkę w małym mieście by mieć dostęp do wielu straszliwych plotek, które trudno zapomnieć. Gwałty, zabójstwa, bicie dzieci... to nie są abstrakcyjne tematy amerykańskich filmów, to są polskie miasta i wsie, to są rodziny zastępcze, to są zdesperowane nastolatki, to zdegenerowani alkoholicy. Bardzo mocna książka, bardzo dobra książka. Kolejny raz Reszka wychodzi do nas z brutalnym tematem i kolejny raz publikuje coś, co po prostu trzeba przeczytać. Dla mnie to jest kwintesencja pato-Polski i bardzo się cieszę, że ta książka powstała, bo skala cierpienia, które ma miejsce, "bo sąsiedzi nie zwrócili uwagi, bo Pani z pomocy społecznej nie sprawdziła, bo było słychać jakieś odgłosy, ale kto by tam sprawdzał" - jest w Polsce naprawdę duża i nawet nie chcę myślec o ilu historiach nie usłyszymy. Świetna rzecz!