"Przepowienia" Emilii Kiereś parę lat temu rozsierdziła mnie swoimi bzdurkami. Opis "Lapis" był jednak na tyle intrygujący, że postanowiłem dać tej autorce jeszcze jedną szansę.
Jest to zdecydowanie o wiele lepiej skonstruowana historia od "Przepowienii". Postacie mają więcej charakteru i mocy sprawczej, książka wydaje się o wiele dojrzalsza w tonie, wiele jej myśli przewodnich jest całkiem ważnych i interesujących. Tempo jest dobrze wyważona, fabuła ani nie pędzi na łeb na szyję, ani nie ślamazarzy się.
Jedyne co bym zmienił, to przeplatałbym ze sobą historię Ireny z historią Elżbiety i Tobiasza. Wymagałoby to paru zmian w np. dialogach, ale mam wrażenie, że uczyniłoby to całość bardziej zwięzłą i nie wprowadziłoby tego znaczącego rozdzielenia na dwie części książki, które w tym przypadku raczej szkodzi całości.
Skonstruowany w tej pozycji świat jest bardzo urokliwy. Elementy fantastyczne znajdują się na pograniczu legend i baśni, a to dodaje charakterystyczności całokształtowi. Bardzo przyjemny vibe.
Niezmierny szacunek i zasłużone kudoski Emilia Kiereś zasługuje za dwie rzeczy:
1. Uczenienie słów motywem przewodnim historii ukazującym ich wagę i siłę sprawczą, również w formie opowieści.
2. Ukazanie relacji ojca z córką. Absolutnie rozumiem, co Irena czuje i jest to tak niesamowicie istotne, aby takie portrety rodzicielstwa ukazywały się w literaturze dziecięcej. Nawet rodzice powinni takowe przeczytać.
Za to rozwiązanie akcji jest... Problematyczne. Wiem, co pisarka miała na myśli - pokazanie, że możemy być ponad tym, czym jesteśmy w tym momencie, że zawsze możemy się zmienić. Niestety sposób napisania tej sceny wybrzmiewa również trochę jak: "Chcesz aby ludzie cię lubili? To bądź czymkolwiek innym". To już nie jest lekcja, którą chcę, aby dzieci wyciągały z obcowania z kulturą.
Cóż, jest to wciąż całkiem pozytywne zaskoczenie. 4/5