"Tu się nic nie zmienia od dwóch tysięcy lat. Plebejusze, patrycjusze, dziwki, księża. Rzym" – mówi jeden z bohaterów włoskiego serialu Suburra. Bo w Rzymie, jak w całych Włoszech, czas się zatrzymał. Turyści kroczą starożytnymi ścieżkami, szukając tego, co minione, mieszkańcy znają na pamięć sentencje Marka Aureliusza, a ulice są tak samo wąskie jak przed kilkuset laty. Tak samo niezmienne są też paradoksy: bieda sąsiaduje z bogactwem, zaśmiecone ulice z pałacami, siedziby kościelnych instytucji z lokalami przejętymi przez mafię, a pamięć o Pasolinim konkuruje z pamięcią o Duce. Jak poskładać tę mozaikę, by obraz Włoch był pełny?
Piotr Kępiński kreśli portret miejsca od wieków targanego namiętnościami. Łącząc czujność obserwatora z zaangażowaniem mieszkańca, opisuje kraj, który fascynuje go od lat. Spaceruje ulicami Rzymu i Sieny, odwiedza Materę i Cilento, opowiada o sardyńskich pragnieniach separatystycznych, osiedlach Romów i handlu narkotykami na rzymskich cmentarzach. Razem z nim odwiedzamy turyńskie wystawy, smakujemy sycylijskich pani, jedziemy rowerem wzdłuż Tybru i zaglądamy do wnętrz Watykanu.
Szczury z via Veneto to erudycyjna opowieść o tym, że choć czasy błogiego la dolce vita dawno minęły, to Włochy wciąż przyciągają, pasjonują, nie dają o sobie zapomnieć.
Mam mieszane uczucia. Z jednej strony książka jest ciekawa, pełna historii i opowieści daleko idących poza obraz Włoch jaki znamy nie tylko z literatury czy filmu, ale również z podróży - Kępiński bowiem zapuszcza się w rejony, gdzie często sami mieszkańcy Włoch nie chcą chadzać, ma krytyczne spojrzenie na miasta, społeczeństwa i zdarzenia, spojrzenie jednocześnie osoby z wewnątrz, ale posiadającej spory dystans do opisywanej rzeczywistości. Z drugiej strony tom jest pewnym misz-maszem, nie widać myśli przewodniej, szczególnej więzi między poszczególnymi rozdziałami, z których niektóre mają zacięcie niemal reporterskie, a inne są raczej powierzchownymi impresjami. Szkoda wielka, że zwłaszcza tam, gdzie Kępiński opisuje zakamarki i ciekawostki miast (szczególnie w części o Rzymie) nie pokuszono się o zdjęcia, które ilustrowałyby treść, a tak pozostaje czytanie z ciągłym wyszukiwaniem obrazów w sieci. Nie wiem też na ile książka jest czytelna dla osoby bez zacięcia czy wiedzy o Włoszech - czasami w tekście autor tłumaczy wtrącane wyrażenia włoskie, czasami zaś pozostawia je w oryginale (i nie są to zwroty powszechnie zrozumiałe), miejscami objaśnia kim są przywoływane postaci czy zdarzenia, a czasami zupełnie pomija jakiekolwiek wprowadzenie - może lepiej by się sprawdziło wprowadzenie przypisów, podobnie jak i przeprowadzenie korekty, bo liczba literówek czy błędów stylistycznych w wersji papierowej książki jest jednak trochę zatrważająca.
Mam mieszane uczucia, bo niby fajnie ze autor zagłębia się w to miasto i pokazuje jej różne strony ale w sumie była to taka mieszanka nie związanych ze sobą opowieści bez ładu i składu. Brak myśli przewodniej i w sumie nie wiem co autor chciał przekazać
Część o Rzymie (pierwsza) bardzo dobra. Druga, o innych częściach Włoch, trochę chaotyczna - tu troszkę o Sienie, troszkę o Sycylii, trochę o mafii, w zasadzie taka mozaika bez większego zamysłu.
Szczerze mówiąc to ciężko mi coś o tej książce powiedzieć. Piotr Kępiński przedstawia nam ciekawe historie, ale jest to taki misz masz że ciężko połapać się o czym właśnie czytasz/słuchasz. Rozdziały kompletnie nie są powiązane ze sobą. Nie wiem czy dobrze ujęłam to o co mi chodzi. Gdyby autor trochę inaczej uporządkował te historię to może lepiej by to wszystko wyglądało
Książka o Rzymie, w którym się mieszka, a nie który się podziwia. Tak najkrócej można scharakteryzować ten zbiór. Do tego autor dorzuca w drugiej części trochę tekstów o innych częściach Italii. Ale nawet proza życia może mieć uwodzicielski smak. Zresztą, za moment ponownie się o tym przekonam.
Bardzo dobra książka pokazująca prawdziwe oblicze Rzymu i Włoch, które znam z czasu, który sam spędziłem w Rzymie.
Nie ma tu cukierkowatej Italii z pocztówek. Jest za to sporo biedy, przestępczości i brudu. A w tym wszystkim doskonale da się wyczuć sympatię autora do tego kraju i wszystkich jego słabości.
Narracja daje ciekawe wrażenie, jakby spacerowało się po opisywanych miejscach we Włoszech razem z autorem. Rozdziały książki są ze sobą luźno powiązane i poświęcone bardzo różnym kwestiom - od błahych opisów kultury życia codziennego po krytykę wysokiej literatury. To mogłoby być dużą wartością książki, gdyby opisy miały bardziej eseistyczny lub literacki charakter. Niektóre spostrzeżenia i uwagi są też po prostu zbyt banalne i dotykają spraw już chyba dobrze i powszechnie znanych polskim czytelnikom. Po lekturze mam ochotę wrócić do Herlinga-Grudzińskiego, do którego stylu pisania książka trochę się zbliża, ale niestety niedostatecznie.
Zbiór historii z Rzymu oraz innych miejsc we Włoszech; część z nich bardzo ciekawa, a przy niektórych miałem ochotę zarzucić czytanie. Brak mi myśli przewodniej, motywu spajającego to w całość. 3,5/5
Taka nijaka ta książka. Wydaje się, że porusza ciekawe tematy i powinna dawać interesujące oraz nietypowe spojrzenie na Rzym i Włochy. Ale właściwie nic konkretnego po niej nie zostaje. Sporo skakania po różnych tematów od przyziemnych do ważnych dla całego kraju. Ewidentnie widać, że nie powstawała jako całość, ale pojedyncze eseje tworzone na przestrzeni wielu lat. Czuć też, że niektóre były napisane na siłę, byle by zrealizować zobowiązania i zdążyć z terminem publikacji eseju w gazecie. To prowadzi do zamęczania czytelnika dygresjami do dygresji i siłowaniem się na poetycki język, nie niosący jednak zbyt dużo treści. Nie polecam.
W pierwszej połowie książki było czuć że jest napisana z pomysłem, reszta wydaje się jedynie zlepkiem nic niemówiących nazwisk tylko żeby coś było. Ostatnie "historie" o Rzymie są mało interesujące, a może to kwestia przedstawienia ich przez autora które było bardzo zagmatwane że nie do końca było wiadomo o co w tym wszystkim chodzi. Ostatnie rozdziały o Sycylii znowu widać było w nich nie wymuszoną ciekawość. Forma tekstu była zawieszona między bardzo koleżeńskimi opowiastkami z przekleństwami a bardzo oficjalną, nie do końca dało się wczuć w którąkolwiek z nich przez jej przeplatanie. Książka wahała się między 4 gwiazdkami na początku, a 2 przy końcowych rozdziałach.
3,5 seria winietek o Włoszech. Nie ma co tutaj szukać wiedzy od podstaw. Jest to bardziej zbiór zagadnień, którzy przybliża nieco te bardziej realne Włochy. Niesnaski, problemy, różnice. Dobrze się czytało, nie będę kłamać.
Naprawdę dobry reportaż, niektóre rozdziały bardzo dobrze napisane, ale niektóre wydawały się zupełnie losowe, gdzie tematy trochę bez pomysłu, trochę jakby niepotrzebnie zwiększające objętość. Czasem bardzo ciekawe, a czasem naprawdę ciężka do przebrnięcia nuda. I mnie trochę gryzły te śmiałe uogólnienia w stylu wujka który wrócił z włoskich wakacji i on już wszystko o Italii wie, bo pił winko z właścicielem restauracji na Zatybrzu xd
Nie wiem co bardziej mi się podobało. Zwiedzanie cudownego kraju jakim są Włochy czy czytanie o jego mrocznych stronach. Bardzo polecam, prosty język i wiele wiele ciekawostek o Italii i jej mieszkańcach.
Czytałem tę książkę w czasie mojego pobytu w Rzymie w czerwcu 2022 roku. O Wiecznym Mieście dowiedziałem się, że jest brudne. W ogóle główną tezą tej książki jest to, że Włochy pełne są śmieci, brudu, problemów komunalnych i złej nowoczesnej architektury. Poza miejscami, gdzie jest dobrze.
I to chyba byłoby na tyle ze spójnych tez, które stawia książka Piotra Kępińskiego. Reszta to zbiór ciekawostek i relacji z rozmów ze zwykłymi mieszkańcami Italii, przysłowiowymi „taksówkarzami”, co naturalnie podbudować ma wrażenie autentyczności narracji, którą autor forsuje o Włoszech. Działa to mniej więcej w taki sposób: Sycylia jest X, turyści twierdzą, że jest Y, ale stara sklepikarka z Mazary twierdzi Z. Więc Z to jest to, co należy uznać za rzetelną opinię o Sycylii. Sporo jest tego w tej książce. Bodaj jedyny fragment, gdzie ta metoda aż tak mnie nie raziła, to relacje mieszkańców Matery, którzy opowiadali o kręceniu w ich mieście „Pasji” Mela Gibsona.
Drażniły mnie uogólnienia w stylu „dzisiejsi Włosi idealizują Mussoliniego”, „Włosi są dumni z miejsca urodzenia”, „przy Włochu nie możesz krytykować kuchni i włoskiego krajobrazu”. Fragmenty, w których autor wprost zrównywał Salviniego i Mussoliniego brzmiały raczej jak frustracje anonimowego internauty w komentarzach pod artykułem w La Repubblica. Jeśli stawia się odważne tezy, to warto się nad nimi dogłębnie pochylić i próbować wyjaśnić źródło określonego zjawiska; zazwyczaj okazuje się wówczas, że rzeczywistość, a nie jest aż tak zero-jedynkowa.
Wyciągnąłem natomiast sporo interesujących faktów o Sardynii, Camillerim, Pasolinim. Dowiedziałem się też o istnieniu więzienia dla homoseksualistów na wyspie San Domino w czasach Mussoliniego. Zanotowałem sobie kilka kulinarnych rekomendacji. Miłe były opisy Turynu.
Tak na marginesie, czy poprawnie skonstruowane jest następujące zdanie: „Wielu recenzentów prawie jednogłośnie orzekło, że to, co było prawie sto lat temu, a co opisał Scurati, bardzo przypomina to, co jest dzisiaj”? Mam wrażenie, że „Szczury z Via Veneto” nie uniknęły co najmniej kilku podobnych niechlujstw językowych.
No pięknie, pięknie, arcyciekawie i nieprzewidywalnie. Spostrzeżenia celne, czasem dosadne, czasem za szybkie. Wątki kulinarne jakoś odstają, jakby kilka fragmentów było esejami do magazynów podróżniczych. Torba się jednak sama pakuje i wzbudza (stety, oczywiście) zew dotknięcia włoskości w realu. Drażnią (bo mnie zawsze coś) te wtręty co autor właśnie wypił lub zjadł, jakoś mi do tego podziwiania fresków czy czytania zacnych lektur za bardzo spoufala. Po tej lekturze myślę sobie, że tych Italii to jest wiele, ta Kępińskiego spoko, te przed nim i po nim, ta moja własna z pewnością też. Nie ma tej nieznośnej maniery, że tylko to i tylko tak (choć może to wskazywanie adresów restauracji i lodziarni ciut trąci). To opowieść dzisiejsza, pandemiczna też, a zatem brakuje mi tego wątku - czym ona się różniła od reszty miejsc. Czytam na końcu (nie spojler), że w Sienie się ludzie wylegują na placach, kiedy w 2021 nie wolno było przysiąść (w słońcu? Na schodach?), bo zaraz czujne oko strażnika kazało ruszać dalej, bo mogło się stać zagrożeniem przecież. To przypadek jak sądzę, ale właśnie inne wizje na szczęście są możliwe.
Byłoby może i 5 gwiazdek, ale za dwukrotne użycie słowa bez sensu użytego "fotogramy" zamiast tak zwykłego słowa: "zdjęcia" - się nie należy.
Miałem większe oczekiwania po fragmentach i się lekko zawiodłem. Autor ma pióro i umie wciągnąć czytelnika, natomiast reportaż ten jest szalenie nierówny. Składa się z dwóch części - esejów / opowieści na temat różnych części Rzymu, osobiste bardzo, niektóre ciekawe, część mniej. Zapisałem sobie kilka miejscówek do obejrzenia, bo aż palce świerzbiły by kupić bilet do Romy. Druga część to opisy przypadkowych jak dla mnie miejsc w Italii - Sieny, Sycylii, Matery i jeszcze paru miejsc które Autor odwiedził, każda z nich to krótki reportaż i ponownie - pozapisywałem kilka adresów, ale całościowo mnie to nie powaliło. Życzyłbym sobie autorski reportaż na temat Rzymu, może nawet przewodnik, bo jestem przekonany, że pan Kępiński potrafiłby zrobić to w sposób fascynujący. A wyszło mocno nierówne, coś jak przegotowany makaron z przypadkowym sosem. Mimo wszystko lektury nie żałuję, zapewnę wzniosę toast za Autora podczas kolejnej wizyty w Italii jak pojawię się np. w Sienie.
Ocenianie książek z Czarnego jest totalnie bez sensu, bo wszystkie są dobre.
Na dodatek ta jest o Włoszech. Najbardziej o Rzymie.
To wszystko składa się na fakt, że i tak wszyscy wiedzą, co napiszę.
Dlatego dodam tylko, że bardzo zatęskniłam za tym brudem, za tym dzikim Rzymem, uliczkami jeszcze za Zatybrzem czy w Coppedè, z dala od turystów i Koloseum. Mam nadzieję, że ponad 1,5 roczna rozłąka wkrótce zostanie wynagrodzona.
Warto było znowu pooddychać włoskim powietrzem, nawet przez kartki tej książki.
Zlepek kadrów z Rzymu i ościennych miejsc. (czasami bardzo daleko ościennych). Zapach pizzy, czerwonych kamiennych murów Sieny, odoru sycylijskich i rzymskich śmietników ulicznych. Lekko posolony wiatr Sardynii i Ostii. Migawki wielobarwne, ale momentami nazbyt nacechowane uprzedzeniami politycznymi i poglądowymi autora, który niestety nie zawsze ma rację, chociaż oczywiście zawsze chciałby mieć. Byłyby to obrazy wspaniałe, sugestywne wspomnienia, włoskie tęsknoty, gdyby jednak ego autora nie sypało nam piaskiem prosto w oczy.
czuć, że Kępiński zna Włochy i Rzym bardzo dobrze i nie zamierza tworzyć laurki z pięknymi widokami, smacznym makaronem i naiwnie szczęśliwymi ludźmi. jest to największy plus tej książki, bo pozwala spojrzeć na bardzo opatrzone w popkulturze miejsce z innej, realistycznej perspektywy, nie popadając w zachwyt typowy dla turysty. brakuje tu jednak spójności, rozwinięcia krótszych tekstów, pogłębienia tematów (zwłaszcza dotyczących polityki i społeczeństwa), które wydają się tylko dotknięte. pozostawia to czytelnika z niedosytem.
Jakie fajne książki wydaje Czarne w serii "Sulina". Było "Kajś" na 5 gwiazdek; było "UFO nad Bratysławą". A teraz "Szczury z via Veneto".
Mogę to i owo książce zarzucić (trochę taka "bobkowiana", że tak się wyrażę -- skłonność do uogólnień z bardzo wyrywkowych doświadczeń), ale w gruncie rzeczy jest i ciekawie i dobrze napisane.
Na pewno poczytam więcej włoskich książek po tym. I trzeba powtórzyć Felliniego. I owszem Siena to pipidówa, ale nie pozwolę płuc jej w twarz. I trzym się z daleka od Flaminio, więc połowa książki zda mi się na nic.
Nice, very easy in reading, includes a few new observations about Italy which were unknown to me. I cannot be objective here, because I am always pleased when somebody talks about Italy with the same proportions of admiration, love and criticism as me ;-)