Troje młodych ludzi z Lublińca wybiera się na krakowski festiwal miłośników grozy. Gdy nie wracają na noc do domów, zaniepokojeni rodzice zgłaszają zaginięcie. Policja jest jednak bezsilna, w sprawę zaangażowany zostaje więc prywatny detektyw Michał Majer. Jego śledztwo także nie przynosi rezultatów, aż do momentu, gdy odzywa się do niego francuska policjantka Christine Benoit. Okazuje się, że w Paryżu doszło do zaginięcia młodego człowieka w bardzo podobnych okolicznościach. Majer wyrusza do Francji i razem z Benoit starają się rozwikłać zagadkę porwań. Rozpoczyna się wyścig z czasem, a para detektywów stanie w obliczu zagrożenia rodem z najgorszych koszmarów.
Najchętniej “Eksperymentowi” wystawiłabym dwie odrębne i całkiem różne oceny. Ale, że jak klasyk głosi nieważne jak zaczynasz - ważne jak kończysz to o jeden problem z głowy mniej. Ale od początku - pierwsza połowa książki wywarła na mnie naprawdę dobre wrażenie. Ok, to nie jest jakaś wybitna literatura ani drugie “To” czy “Upiorna opowieść”, ale i tak w trakcie czytania bawiłam się przednio - albowiem “Eksperyment” to czysty homage dla literackiego horroru, a w szczególności naszej polskiej literatury grozy. Grzegorz Kopiec co chwila rzuca kolejnymi nazwiskami i tytułami z horrorowego poletka, a dwójka głównych bohaterów to - a jakżeby inaczej - zatwardziali miłośnicy horrorów. Dodać do tego jeszcze, że cała historia kręci się wokół Kfasonu i brzmi fenomenalnie, prawda? Ano, prawda! I tak owszem jest, ale tylko przez pierwszą połowę. Po dobrze zapowiadających się, budzących zaciekawienie i nie dających się od książki oderwać początkowych rozdziałach nagle ni z tego, ni z owego następuje gwałtowna zmiana o 180 stopni i powieść z intrygującego i tajemniczego melanżu horroru z kryminałem zamienia się w czystą pulpę, wraz z jej wszystkimi wyznacznikami gatunkowymi. Mamy więc i wyjątkowo drobiazgowe opisy rozprutych korpusów i wylewających się z nich wnętrzności i obrazowe relacje z amputacji “na żywca” jak i wiele innych wymyślnych i niesmacznych tortur. Jakby tego było mało, autor biednemu czytelnikowi nie szczędzi też tandetnych scen seksu, “kurew” zastępujących przecinki i zapewniających permanentne przewracanie oczami, nie wnoszących nic istotnego do fabuły dialogów świadczących o niezbyt dużej błyskotliwości i ogarnięciu postaci. Nie mówiąc już o tym, że od połowy cała historia zmienia się w niekończący się festiwal absurdów, z niedorzecznymi zdarzeniami, nieuzasadnionym nadużywaniem brutalności i szafowaniem rozwiązaniami deus ex machina. A ukoronowaniem tego ogromu głupotek i nonsensów jest samo zakończenie, w którym autor już całkowicie odleciał. Odleciał na tę samą planetę, na której Guy N. Smith i Masterton piszą swoje dzieła. Ten kontrowersyjny pomysł na finał miałby szansę się obronić, ale nie w tej książce - gdzie przez kilkaset stron lecimy Edwardem Lee i Mastertonem, a tu nagle na sam koniec wlatuje wyrafinowana klasyka grozy i weird fiction. Sorry, ale to się nijak nie klei i nie pasuje. Ja tego nie kupuję. Ja “Eksperyment” mogę określić tylko w jeden sposób - czysta pulpa! I gdybym sięgała po tę powieść nastawiając się na horror klasy B to ok - wtedy znaczna większość moich zarzutów byłaby nieuzasadniona. Tak, tylko, że “Eksperyment” miał być połączeniem rasowego horroru i kryminału noir. I owszem był, ale tylko przez pierwsze 250 stron, bo na resztę książki podejrzewam, że Guy N. Smith zmartwychwstał i przejął pióro od Grzegorza Kopca. Dla mnie ten tytuł to ogromne rozczarowanie, bo spodziewałam się książki w zupełnie innym stylu. A tymczasem “Eksperyment” zamiast oczekiwanych ciar i dreszczy wywołał u mnie naprzemienne przewracanie oczami z nieposkromionymi salwami śmiechu spowodowanymi zażenowaniem, niedorzecznością i nieprawdopodobnością tej historii.
Mogłabym zacząć ten wpis od słów, które zazwyczaj padają podczas sięgania po twórczość pisarza debiutującego na rynku wydawniczym. Wtedy mówiłabym o dystansie, obawach, niepewności, a może nawet o stereotypowym podejściu do tematu. Tym razem tego nie będzie. Z prostego powodu – od początku miałam przekonanie, że sięgam po książkę dobrą; przyzwoicie napisaną, równie porządnie skonstruowaną, z fajnymi bohaterami i intrygującą fabułą. Przyczyn odpowiedzialnych za owe przeświadczenie, należałoby jednak upatrywać w samym autorze oraz jego… social mediach.
Tak, Kochani. Śledząc wpisy Pana Grzegorza Kopca, nie mogłam nadziwić się jak wiele optymizmu z nich bije; ile szczerego entuzjazmu, energii, pasji, pozytywnych uczuć.
I wiecie co? Dzisiaj, będąc świeżo po lekturze ,,Eksperymentu’’, wiem jedno – wszystkie te emocje są zasadne. Bo gdybym ja, była odpowiedzialna za napisanie TAKIEJ książki, to również chciałabym, aby każdy czytelnik dzielił ze mną tą ogromną radość, jaką daje stworzenie czegoś swojego.
O fabule samej historii opowiadać Wam nie zamierzam. Podążając w myśl zasady ,,im mniej, tym lepiej’’, postanowiłam skupić się nie na kluczowych wydarzeniach, a na elementach czyniących powieść Pana Grzegorza wyjątkową, oryginalną, pociągającą. Choć akcja sama w sobie jest oczywiście ważna, to niech na jeden moment, przestanie grać główną rolę; weźmy teraz pod lupę kilka aspektów, które istotnie mają rzeczywisty wpływ na zachwyt czytelnika.
Po pierwsze, warstwa kryminalo – obyczajowa. Mimo tego, że ,,Eksperyment’’ zapowiadany był jako horror (słusznie zresztą), jego znaczna część, mocno opiera się o miks tych dwóch gatunków. Nie krzywcie jednak ust w grymasie, bo wbrew pozorom, to niezwykle trafny oraz udany zabieg. Świetnie buduje nastrój i doskonale wprowadza odbiorcę w klimat tej literackiej przygody. A ten, jak wiemy, jest podstawowym składnikiem udanej, grozowej poczytajki; musi być tajemnica, element zaskoczenia, odpowiednio stopniowane napięcie i rzecz jasna, niemożliwe do zignorowania przeświadczenie jakoby zaraz, za chwileczkę, miało nastąpić coś okropnego. Podczas gdy akcja sunie sobie nieśpiesznie, my coraz bardziej angażujemy się w losy głównych bohaterów – to one zwracają naszą uwagę, sprawiając, że na chwilę zapomnimy o najistotniejszym wątku. W międzyczasie zaś, autor powolutku podkręca tempo historii. Wydarzenia ruszają lawinowo, coraz bardziej intrygują, wciągają i jednocześnie zmuszają czytelnika, by ten jeszcze mocniej zapragnął wniknąć w ,,Eksperyment’’.
Dodatkowym smaczkiem niech będzie fakt, że powieść bazuje na… miłości do gatunku. Znajdziecie tu całe mnóstwo nawiązań, inspiracji czy odniesień do kultury grozy; pojawią się znane postacie, nazwiska, a co najważniejsze – poczujecie, że ta książka jest trochę o Was; wszak który książkoholik nie odnajdzie się w scenach opisujących uwielbienie dla powieści makabrycznych, tajemniczych i strasznych?
Jednak prawdziwa ‘jazda bez trzymanki’, rozpoczyna się w momencie, gdy historia zupełnie zmienia swój klimat i kierunek. Chociaż miałam pewne przypuszczenia co do dalszego rozwoju, to nawet nie podejrzewałam, jak mocno będę odbiegać od faktycznego ciągu fabularnego; jeśli i w Waszych głowach pojawi się prawdopodobnie możliwy scenariusz, to go po prostu odrzućcie. Nie tędy droga, Grzegorz Kopiec zaskoczy Was w sposób, o jaki nie moglibyście nawet podejrzewać debiutanta wydawnictwa Vesper.
Ale od początku. Powieść zmienia tor. Z autentycznej, wręcz niemożliwie wiarygodnej, przekształca się na coś, czemu daleko do rzeczywistości, a przynajmniej… My możemy mieć taką nadzieję.😊
Jest krwawo, brutalnie, sugestywnie. Posoka tryska na wszystkie strony, kończyny latają w powietrzu, trup pada za trupem, natomiast… To wszystko ma sens. Owszem, będziecie niejednokrotnie zmuszeni wziąć kilka głębszych oddechów, może nawet odłożyć ,,Eksperyment’’ na bok, jednak jako fani gatunku, zostaniecie w pełni usatysfakcjonowani, ponieważ okaże się, że Pan Kopiec, pogodził elementy horroru ekstremalnego z intrygującą fabułą, bardzo dobrym warsztatem literackim i rozrywką na odpowiednim poziomie.
Ta mieszanka, choć pozornie wybuchowa, finalnie utworzy świetnie skondensowaną całość. Nie zabraknie jej absolutnie niczego. Będzie świeżo, oryginalnie, pomysłowo; no papcie z nóg Wam spadną!
Życzyłabym nie tylko sobie, ale i wszystkim czytelnikom, by na naszym polskim rynku wydawniczym pojawiało się więcej takich twórców - piszących z ikrą i zacięciem; z głową genialnych pomysłów, z prawdziwą pasją oraz oczywiście… Takich, którzy miłością do słowa pisanego zarażą cały świat. Zobaczcie tylko, co rodzi się z tak wspaniałego uczucia.
Ps choć szeroko omówiłam aspekt literacki książki, to absolutnie nie mogę pominąć jej wydania. Dawid Boldys wyczarował totalnie zachwycającą odsłonę graficzną ,,Eksperymentu’’. Tu najmniejszy detal ma znaczenie!
"Wyobraźnia! To jedyna bariera, która ograniczyć może człowieka, ponieważ jeśli ona nie podoła wykreowaniu czegoś, sprostaniu czegoś, to także podległe jej ciało nie zdoła przedsięwziąć niczego wbrew jej postanowieniom."
Braku wyobraźni autorowi z pewnością nie można zarzucić. Jest to książka o najbardziej złożonej fabule jaką przeczytałam w ostatnim czasie, wielowątkowa i wielowymiarowa pod każdym możliwym względem. Bohaterowie zostali wykreowani w niezwykle przemyślany sposób, ich profile psychologiczne rozrysowano na tyle obficie, iż nie pozostajemy obojętni na ich krzywdę, wiemy jakie motywy nimi kierują, współczujemy im, współprzeżywamy traumy, a innymi totalnie gardzimy. Autor już od samego początku wodzi nas za nos, dając do zrozumienia, iż ich czas został policzony, wprowadzając nas w duszny, krwawy i obleśny świat niczym w filmowej "Pile".
Ta historia wsysa, wciąga, pochłania. Jej objętość może przerazić, ale nie nie ma tutaj miejsca na zbędne, a zarazem nudne wywody. Każde słowo zostało wyważone, opisy wnoszą wiele do fabuły, pozwalają poczuć tę posępną atmosferę i niemal namacalną lepkość krwi.
"Eksperyment" gwarantuje grozę w najlepszym wydaniu, okraszoną smaczkami ze świata horroru, które zaspokoją apetyt każdego konesera gatunku. Wybuchowa mieszanka kryminału z grozą, z elegancko rozbudowanym tłem obyczajowym, została dopieszczona elementem fantastycznym, który idealnie zwieńcza to dzieło.
Nie sposób pominąć walorów estetycznych samego wydania tej książki. Vesper dba o nasze doznania i pod tym kątem. Twarda oprawa z klimatycznymi Ilustracjami @blodekleukocyt zdecydowanie robią robotę. Intensyfikują poczucie strachu, nie pozwalają wyobraźni próżnować.
Książka ma bardzo trafny tytuł, bo oprócz tych makabrycznych, krwawych eksperymentów, czuję, że na mnie też przeprowadzono swego rodzaju eksperyment. Z ciekawej, acz bardzo przyziemnej historii śledczej, książka zamienia się w opowieść balansującą na granicy szaleństwa. Zamyka ją klamra, będąca hołdem dla literatury grozy i jednocześnie - przynajmniej w moim odczuciu – sporym zaskoczeniem.
Najchętniej “Eksperymentowi” wystawiłabym dwie odrębne i całkiem różne oceny. Ale, że jak klasyk głosi nieważne jak zaczynasz - ważne jak kończysz to o jeden problem z głowy mniej. Ale od początku - pierwsza połowa książki wywarła na mnie naprawdę dobre wrażenie. Ok, to nie jest jakaś wybitna literatura ani drugie “To” czy “Upiorna opowieść”, ale i tak w trakcie czytania bawiłam się przednio - albowiem “Eksperyment” to czysty homage dla literackiego horroru, a w szczególności naszej polskiej literatury grozy. Grzegorz Kopiec co chwila rzuca kolejnymi nazwiskami i tytułami z horrorowego poletka, a dwójka głównych bohaterów to - a jakżeby inaczej - zatwardziali miłośnicy horrorów. Dodać do tego jeszcze, że cała historia kręci się wokół Kfasonu i brzmi fenomenalnie, prawda? Ano, prawda! I tak owszem jest, ale tylko przez pierwszą połowę. Po dobrze zapowiadających się, budzących zaciekawienie i nie dających się od książki oderwać początkowych rozdziałach nagle ni z tego, ni z owego następuje gwałtowna zmiana o 180 stopni i powieść z intrygującego i tajemniczego melanżu horroru z kryminałem zamienia się w czystą pulpę, wraz z jej wszystkimi wyznacznikami gatunkowymi. Mamy więc i wyjątkowo drobiazgowe opisy rozprutych korpusów i wylewających się z nich wnętrzności i obrazowe relacje z amputacji “na żywca” jak i wiele innych wymyślnych i niesmacznych tortur. Jakby tego było mało, autor biednemu czytelnikowi nie szczędzi też tandetnych scen seksu, “kurew” zastępujących przecinki i zapewniających permanentne przewracanie oczami, nie wnoszących nic istotnego do fabuły dialogów świadczących o niezbyt dużej błyskotliwości i ogarnięciu postaci. Nie mówiąc już o tym, że od połowy cała historia zmienia się w niekończący się festiwal absurdów, z niedorzecznymi zdarzeniami, nieuzasadnionym nadużywaniem brutalności i szafowaniem rozwiązaniami deus ex machina. A ukoronowaniem tego ogromu głupotek i nonsensów jest samo zakończenie, w którym autor już całkowicie odleciał. Odleciał na tę samą planetę, na której Guy N. Smith i Masterton piszą swoje dzieła. Ten kontrowersyjny pomysł na finał miałby szansę się obronić, ale nie w tej książce - gdzie przez kilkaset stron lecimy Edwardem Lee i Mastertonem, a tu nagle na sam koniec wlatuje wyrafinowana klasyka grozy i weird fiction. Sorry, ale to się nijak nie klei i nie pasuje. Ja tego nie kupuję. Ja “Eksperyment” mogę określić tylko w jeden sposób - czysta pulpa! I gdybym sięgała po tę powieść nastawiając się na horror klasy B to ok - wtedy znaczna większość moich zarzutów byłaby nieuzasadniona. Tak, tylko, że “Eksperyment” miał być połączeniem rasowego horroru i kryminału noir. I owszem był, ale tylko przez pierwsze 250 stron, bo na resztę książki podejrzewam, że Guy N. Smith zmartwychwstał i przejął pióro od Grzegorza Kopca. Dla mnie ten tytuł to ogromne rozczarowanie, bo spodziewałam się książki w zupełnie innym stylu. A tymczasem “Eksperyment” zamiast oczekiwanych ciar i dreszczy wywołał u mnie naprzemienne przewracanie oczami z nieposkromionymi salwami śmiechu spowodowanymi zażenowaniem, niedorzecznością i nieprawdopodobnością tej historii.
Recenzja "Eksperyment" Grzegorz Kopiec Wydawnictwo Vesper
"Ból wywołany rozrywającym się strupem skrzepłej krwi i ropy był niczym w porównaniu z piekłem, w jakim się właśnie znalazła". 📚 "Eksperyment" - książka autorstwa Pana Grzegorza - to istny demon wśród książek, które do tej pory czytałem; to mroczna podróż po ludzkim umyśle; to opowieść o pętającym nas niemożliwym do opisania cierpieniu; to wreszcie świetnie napisana historia z sytuacjami, od których chcielibyśmy się uchronić, wiedząc, że "życie to ciągłe igranie z losem, który tylko szuka okazji, by zadrwić z człowieka". 📚 Spotykamy na kartach tej książki "widok" otwartych, zimnych i nienawistnie patrzących na nas oczu, które mroziły mi krew w żyłach - hipnotyzując i paraliżując moje ciało. 📚 Z każdą kolejną przeczytaną stroną czułem wszechogarniający łomot pod czaszką, całkowitą niewiedzę sytuacji - jakbym był w samym środku "epicentrum wariactwa", którego stałem się niezamierzonym świadkiem. 📚 Ta książka na pewno pozostanie że mną na długo - w mojej głowie, w mym umyśle, we wszystkich członkach mego ciała...emocje, które trawią mnie do dzisiaj, potęgują mój stres i niedowierzanie i... refleksje... 📚 Czytając książkę zastanawiałem się po co to robimy? Czy to jest walka o przeżycie? Jesteśmy różni w różnych momentach i sytuacjach życia. Ludzką natura jest nieobliczalna i potrafi się zmieniać pod wpływem silnych emocji, bodźców z zewnątrz... Patrząc na te książkę pytam siebie samego - czy jesteśmy zdolni do takich rzeczy jakie mają miejsce w "Eksperymencie"? 📚 Mimo tych trudnych refleksji i pytań beż odpowiedzi, uważam spotkanie z Panem Grzegorzem na łanach stron "Eksperymentu" za cenne. Zamierzam pozostać z autorem "na dłużej i zasiąść w pierwszym rzędzie, by wraz z nim uczestniczyć w jednej z najbardziej niezwykłych przygód jego życia". Do czego i Was zachęcam.
Trójka uczestników krakowskiego konwentu horrorów znika bez śladu. Gdy policyjne poszukiwania nie przynoszą żadnych efektów, rodzice zaginionych zatrudniają prywatnego detektywa, który wkrótce dowiaduje się, że do podobnych tajemniczych zaginięć doszło również na spotkaniach fanów horrorów we Francji. Gdy detektyw Majer wraz z francuską policjantką ruszają tropem pewnego przerażającego nagrania, nie wiedzą, że może ich on doprowadzić do miejsca rodem z najbardziej makabrycznych opowieści.
Początek "Eksperymentu" wygląda naprawdę obiecująco - pierwsza scena jest mocna, brutalna i krwawa, ale widać w niej też zalążek skomplikowanej i intrygującej tajemnicy. Motyw konwentów horrorów i nawiązania do literatury oraz autorów z naszego rodzimego podwórka też brzmi interesująco i daje nadzieję na bardzo klimatyczną powieść, a każde kolejne znane nazwisko sprawia, że historia staje się coraz bardziej realistyczna.
Niestety, im dalej w las, tym więcej drzew, a w tym wypadku: denerwujących postaci i ich niezrozumiałego zachowania, bezsensownych scen ociekających brutalnością, która na nic innego się nie przekłada i coraz bardziej rozczarowujących rozwiązań.
Wszyscy bohaterowie powieści są bezosobowi, antypatyczni i stereotypowi. Prym w irracjonalnej kreacji bezapelacyjnie wiedzie dziennikarka Magda, ale pozostałe postaci zdecydowanie starają się dotrzymać jej kroku. Niektóre ich zachowania wydają się po prostu absurdalnie głupie (dopóki nie czytamy ich wyjaśnień, które są jeszcze głupsze), relacje są nieprzekonujące, a dialogi brzmią sztucznie i żenująco, podobnie zresztą jak opisy seksu.
W dodatku każdą nową postać kobiecą ocenia się na podstawie tego, jak wygląda jej tyłek. Oczywiście nie mogło tu zabraknąć również takich stereotypowych farmazonów, jak to, że większość kobiet nie ma orientacji w terenie, przed wyjściem muszą pindrzyć się przez 5 godzin i jeszcze nie wiedzą, co na siebie ubrać (w przeciwieństwie do bohaterki, której akurat dotyczy ten fragment). Naprawdę myślę, że każdy z nas słyszał tego typu denerwujące i krzywdzące opinie wystarczająco dużo razy, żeby zupełnie nic nie wnosiły do jego życia (tak samo, jak nie wniosły do tej historii).
Autor postawił na dziwną narrację - czasem wydaje nam się, że jest prowadzona z punktu widzenia poszczególnych postaci, między którymi Kopiec przeskakuje w oszałamiającym tempie (niekiedy nawet wewnątrz jednego podrozdziału), ale potem nagle narrator staje się wszechwiedzący i raczy nas informacjami, o których bohaterowie zdecydowanie nie mogą wiedzieć, co ostatecznie tworzy raczej chaotyczną całość.
Najgorsze jest jednak zdecydowanie to, że w powieści nie ma nic szczególnie wciągającego... Po intrygującym początku i wstępnym nakreśleniu tajemnicy wszystko niemiłosiernie się rozwleka. Wątek detektywistyczny jest nijaki, a budowanie napięcia wypada koślawo, tym bardziej, że czasem jakiś fragment mógłby być nawet całkiem emocjonujący, gdyby nie to, że znamy już jego zakończenie z poprzednich stron. Kolejne podrozdziały do znudzenia zaczynają się w dokładnie ten sam sposób (zmienia się tylko ich główny bohater), natomiast w przemyśleniach postaci w kółko powtarzają się te same zdania, określenia i motywy, przez co większość z nich można wręcz z czystym sercem pominąć.
A potem nadchodzi zakończenie książki - w większości oczywiste i przewidywalne (nie mogę się pozbyć wrażenia, że skądś już znam taką historię). Natomiast w pewnej kwestii zdecydowanie można je nazwać niespodzianką, której przez większą część "Eksperymentu" zupełnie nic nie zapowiadało. Niestety wcale nie mówię tego w pozytywnym znaczeniu. Co prawda z całego serduszka uwielbiam motyw, do którego odwołuje się Kopiec, ale uważam, że pojawił się on całkowicie z czapy (nawet nie potrafię znaleźć lepszego określenia!) i był boleśnie niewykorzystany.
W moim odczuciu to jedna z książek wymęczonych, czyli tych, które czyta się tylko po to, by dobrnąć do końca, odłożyć i zapomnieć. Zupełnie nie czułam ani tej historii, ani żadnego napięcia czy większego zainteresowania fabułą, ani więzi z bohaterami, których losy były mi całkowicie obojętne, a zakończenie uważam za mocno rozczarowujące.
Każdy z nas ma marzenia. 😊 Jedni większe, inni nieco mniejsze, ale bez względu na to, jakie one by nie były, każdy pragnie, aby się one spełniły. 🙂 Czy zastanawialiście się kiedyś, jak wiele bylibyście w stanie poświęcić, aby urzeczywistnić wasze pragnienia? Co bylibyście zdolni zrobić, aby wasze marzenia stały się jawą? 🤔 Tego chyba nie wie do końca nikt. "Eksperyment" Grzegorza Kopca uchyla rąbka tajemnicy i odpowiada na powyższe wątpliwości. Jesteście ciekawi? 😉
Książka opowiada o trójce fanów powieści grozy, ☠️ ktorzy wybierają się na krakowski festiwal literacki. 📚 Z imprezy jednak nie wracają, dlatego ich rodzice zgłaszają zaginięcie na policji.👮♂️ Aby odnaleźć swoich podopiecznych równocześnie wynajmują też prywatnego detektywa 🕵♂️ Michała Majera. Po nieudanych próbach poszukiwań mężczyzna dostaje cynk, że do podobnej sytuacji doszło również w Paryżu. 🗼Czy ten trop pozwoli detektywowi odnaleźć trójkę zaginionych? 🤔
"Eksperyment" to literatura grozy z elementami kryminału oraz fantastyki. Jest to naprawdę ciekawa oraz intrygująca historia, która wzbudza sporo emocji. 🤯🫣😯 Wydarzenia w tej książce, choć czasami dziwne, są dość mocno opisane przez autora. 👍 Mamy tu przedstawioną walkę dobra ze złem, ale prowadzoną we wnętrzu ludzkiego umysłu. Bohaterowie często stają przed wyborami, które są w stanie obnażyć całą prawdę o nich samych. 😵 I choć akcja rozkręca się tutaj dość wolno i dopiero pod koniec nabiera szybkiego tempa, to i tak książkę czytało mi się bardzo dobrze. 👍🙂 Mroczności dodawały też ilustracje zawarte w tym wydaniu - @wydawnictwo_vesper po raz kolejny dobra robota! 💪 "Eksperyment" uważam za udany! 👍😊 Polecam❗️
Rok w rok jesienią dochodzi do zaginięć fanów powieści grozy. Tego roku znika grupka Polaków. Działania policji są bezskuteczne, więc rodzice zaginionych wynajmują prywatnego detektywa. Tropy prowadzą go Paryża. A tam…
A tam - to jacięniemogęcotosięstało! Tę książkę zachwalała mi znajoma i długo mi zajęło zdecydowanie czy gra warta świeczki, bo nie było ebooka i musiałam ściągać papierową wersję do Norwegii. Teraz już wiem, że było warto.
To jedna z tych powieści, gdzie akcja rozkręca się niespiesznie, a jednoczenie nie ma nic wspólnego z nudą i wybitnie trudno się od niej oderwać. Pomysł na fabułę, że klękajcie narody. Właściwie to ja byłam nawet początkowo zaskoczona, że nic mocnego tam się nie dzieje i zastanawiałam się gdzie ta groza. Do czasu. Nagle autor jak nie przyłożył zwrotem akcji, to ja padłam. Pani Autorze kochany, ależ Pan ucelował w moje gusta. Nie spodziewałam się tej konkretnej tematyki (nic nie mogę zdradzić) i w życiu nie rozszyfrowałabym Pana L.
Końcówkę czytałam z uśmiechem od ucha do ucha. Miało być strasznie i dreszczyk był, ale radocha z takiego zakończenia była większa niż lęk.
Podziwiam autora za odwagę - za taki temat się zabrać to trzeba mieć jaja, że tak kolokwialnie to ujmę. Jestem bardzo na tak i chcę więcej takich powieści!
O nas i dla nas. Książka o fanach horrorów i powieści grozy, o fandomie, pisarzach, o tym co mogłoby (może?) skrywać się pod niewinną (chociaż to chyba złe słowo) rozrywką. Powieść, która nie trzyma się jednego gatunku, tylko snuje swą opowieść po wielu z nich. Po trupach (liczba mnoga) do celu. Pamiętajcie - żeby książka była dobra, trzeba w nią uwierzyć.
Podobało mi się zakończenie, które było tak zwariowane, że aż odleciało w kosmos. Już chyba nigdy nie spojrzę tak samo na pisarzy grozy. Ostatecznie książkę oceniam na plus, ale to nie znaczy, że nie jest pozbawiona wad. Wielokrotnie odnosiłam wrażenie, że wydarzenia niepotrzebnie się przeciągają albo są nierówno rozplanowane. Trochę męczyło mnie dochodzenie do rozwiązania okrężną drogą, ale "haczyk" wbił się na tyle głęboko, że wytrwale doczytałam do końca.
Polecam czytelnikom, którzy nie pierwszy raz będą gotować rosół zaczynając od żywej kury. Lektura może was porwać, dosłownie, dlatego uważajcie na siebie.
Mam mieszane uczucia co do tej pozycji, niby sam pomysł na fabułę ciekawy, na plus oceniam także styl, książka napisana też bardzo lekkim językiem. Jednak niektóre sceny były bardzo przesadzone, postaci jakieś takie mało interesujące. Koniec mało klarowny. Generalnie średnio mi się podobała.
Bez wielkiego rozpisywania się: książka plasuje się dla mnie gdzieś między słabą a średnią. Pomysł nawet w porządku i...tyle. Kreacje postaci nawet miały potencjał ale za dużo sztampowości nie mówiąc o głupich stereotypach. Literacko, stylistycznie słabo. Trochę jakby autor nie wiedział w jakim kierunku iść, jaki gatunek pisać, a wiele ze zdań i zwrotów było niepotrzebnych i tylko mieszało w klimacie i przejrzystości. Wyszedł zatem chaotyczny misz-masz na 2+